Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasza gryczana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasza gryczana. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 listopada 2025

Zestaw studencki z baru mlecznego

Będąc jeszcze biednym studentem, zdarzało się czasem stołować "na mieście". Rzadko, bo rzadko, z uwagi na to, że przygotowanie jedzenia zawsze było tańszą opcją, ale niejednokrotnie w wyniku krótkiej przerwy w zajęciach lub po prostu chcąc doznać odrobiny luksusu korzystało się z efektów czyjejś ciężkiej pracy, bo niewątpliwie do takich należy praca w gastronomii.

Najczęściej korzystało się z Barów mlecznych, czyli przybytków o bardzo niskiej cenie jedzenia (o ile wybierało się opcję bezmięsną, zgodnie z ideą barów mlecznych), z uwagi na dofinansowania takowych z pieniędzy publicznych. Nie wiem na ile nazwa jest zastrzeżona, ale jadąc na nostalgii, obecnie niektórzy również pootwierali knajpy o takiej nazwie, jednak cenowo nie mają nic wspólnego z pierwotną ideą.

W Szczecinie, gdzie studiowałem, odwiedzałem 4 bary, jedne częściej, drugie rzadziej, ale generalnie obracałem się w ich okolicach.

  1. "Jedyna" - mój faworyt znajdujący się w samym centrum miasta. Kiedyś ulica, na której się znajdował nazywała się Jedności Narodowej, ale uznano, że Polacy nie muszą być jednością i podkreślono to zmianą na Jana Pawła II. Najtańszy bar w mieście, ale i klimat był specyficzny. Ceny były tak niskie, że przychodzili tam nawet bezdomni, a stałą dekoracją baru były lokalne Sebixy, które odwiedzały pracujące tam kucharki. Niestety bar już nie istnieje :(
  2. "Kogel-Mogel" - chyba działa do dziś, za to dla mnie był zawsze taki nijaki. Ani, drogi, ani tani, mało miejsca, ale blisko uczelni. 
  3. "Zacisze" - znajdujący się na pętli tramwajowej ulubiony lokal studentów Akademii Rolniczej (obecnie ZUT), którzy przesiadali się tam w drodze do akademików. Dużo miejsca. Wielka witryna szklana. Już nie istnieje.
  4. "Turysta" - najdroższy bar mleczny w mieście. Oczywiście dalej tańszy od restauracji, ale raczej go unikałem, chyba, że byłem w mieście turystycznie. 
Na wyróżnienie jeszcze zasługują dwa bary, które były w innych miastach. 
  1. "Poranek" - w Słupsku. Ogromny i połączony z najstarszą pizzerią w Polsce, gdzie robią jeszcze pizze z PRL.
  2. "Pod Arkadami" - w Poznaniu. Absolutny obowiązkowy punkt każdego wyjazdu do Poznania. Bar wyróżniał się tym, że zamiast ziemniaków, można było wziąć frytki, w cenie kilka razy tańszej niż z budki. Przy czym frytki były z krojonych z ziemniaków. Nie tak tanie, jak na Alei Frytek w Częstochowie, ale też bardzo tanie. Do tego jedyny bar w Polsce, który utrzymując bezmięsne dotowane menu chciał podać coś ciekawego, więc był gulasz sojowy i sojowe pulpety w sosie pomidorowym. Frytki były tak bardzo popularne, że pewnego razu patrząc na menu na ścianie usłyszałem od pani za ladą "Ale frytek nie ma".
Mimo, ze bary tanie, trzeba było zrobić tak, żeby się najeść, ale jak najtaniej w tej taniości. Przy okazji, żeby posiłek był wartościowy. Prawdziwym klasykiem była kasza gryczana i groszek z marchewką. Do tego surówka, najlepiej bazująca na kiszonkach, bo najtańsza i zdrowa.
Groszek z marchewką był takim dodatkiem uprzywilejowanym. Dodatek słowo klucz. Podczas gdy w języku angielskim jest słowo stew, u nas tłumaczy się to jako gulasz. To nie do końca to samo, bo gulasz to gulasz. Stew to właściwie pełnowartościowy jednogarnkowy gęsty sos z dodatkami. Podczas gdy w polskiej kulturze groszek z marchewką był traktowany jako dodatek, był jednak wartościowy, stąd zawsze najlepsza relacja jakości do ceny.

Składniki:

- marchewka
- groszek konserwowy
- kasza gryczana
- mąka
- jakaś surówka


Wykonanie:

Marchewkę kroimy w kostkę i podsmażamy z groszkiem. Dosypujemy trochę mąki, mieszamy i dolewamy wody regulując gęstość.
Podajemy z ugotowaną kaszą.

czwartek, 16 stycznia 2025

Micha AI

Zainspirowany moim wczorajszym wpisem na stronie facebookowej, a właściwie trendem związanym chałkokoniem, który (tu informacja dla niewtajemniczonych) zaczął się obrazkiem wygenerowanym przez AI, który przedstawiał wielką chałkę w kształcie konia, co chyba było pewnym rodzajem podśmiechujki z innych nieprawdziwych obrazów w stylu Zrobiłem taką piękną pracę, a nikt mi nie pogratuluje

W każdym razie Internet zalały wygenerowane przez AI obrazy chałek w różnych kształtach - ja zrobiłem czołg. Jak nietrudno było się domyślić, przedstawiciele kierunku w sztuce zwanego cenzopapa, również zalali sieć chałkami z podobizną JP2, z uwagi na to, że kolor wypieku idealnie pasuje do przedstawianego przez nich wizerunku. 

Ja co prawda jakimś wielkim technoentuzjastą AI nie jestem i choć uważam je za trochę użyteczne narzędzie, to trochę (bo nikt tak naprawdę nie wie jak to działa, serio), orientuję się w działaniu, a przez to znam ograniczenia. Może z uwagi na mój sceptycyzm, a może na światopogląd, w przeciwieństwie do wielkiego biznesu nie jestem fanem substytucyjności AI, jeśli chodzi o czynnik ludzki, a jej komplementarności. 

W każdym razie, eksperymentalnie postanowiłem użyć najpopularniejszego narzędzia, jakim jest ChatGPT i zatrudnić go do stworzenia posta. Tu mała uwaga. Generalnie działa lepiej jeśli posługujecie się językiem angielskim, dlatego wklejam prompta, który wygenerował mi poniższy przepis. Wynik umieszczę już po polsku.

Jak już kiedyś pisałem, blog tym się różni od portalu kulinarnego, że na blogu, zasadniczo, ludzie wrzucają, prawdziwe jedzenie, a na portalu kulinarnym mogą być rekwizyty. Powiedzmy, że na chwilę mój blog stał się profesjonalnym portalem kulinarnym z treściami generowanymi przez maszynę :)

Zarówno do sporządzenia polecenia (prompta), jak i do przetłumaczenia wyników, możecie użyć innego narzędzia opartego na AI, czyli DeepL. Mój prompt jest modyfikacją promptów znajdujących się w repozytorium https://github.com/f/awesome-chatgpt-prompts

Prompt:

I require someone who can suggest delicious recipes that includes foods which are nutritionally beneficial but also easy & not time consuming enough therefore suitable for busy people like us among other factors such as cost effectiveness so overall dish ends up being healthy yet cheap at same time! My first request – “Something fulfilling that could be cooked quickly during lunch break using cheap ingredients which are accesible in polish shops in winter"
Następnie użyłem polecenia: 

Create an image showing a dish cooked according to this recipe. <Tu wkleiłem przepis wygenerowany na podstawie wcześniejszego prompta> 

Wynik: 

Składniki: 

1 szklanka ugotowanej kaszy gryczanej
1 szklanka mrożonych warzyw mieszanych (marchew, groszek i kukurydza)
1 łyżka oleju słonecznikowego
Sól, pieprz i szczypta czosnku w proszku 

Instrukcje:
Rozgrzać olej na patelni, dodać mrożone warzywa i smażyć mieszając, aż się podgrzeją (5-6 minut). Dodać ugotowaną kaszę gryczaną, doprawić solą, pieprzem i czosnkiem w proszku. Wymieszać do połączenia. Podawać z odrobiną kwaśnej śmietany lub jogurtu.

czwartek, 26 września 2024

Kasza gryczana ze śmietaną i cukrem

Jeszcze na studiach, w ramach oszczędnej kuchni studenckiej, mój współlokator, rozpatrując optymalne wartości odżywcze, żywił się ryżem ze śmietaną i cukrem. Co zresztą było przepisem, który obaj pamiętaliśmy z przedszkola. Trochę mu się zaczęło nudzić i poszukiwał równie dobrego rozwiązania z odpowiednim stosunkiem jakości do ceny, przy naj najniższym tym drugim czynniku. Pewnego dnia, siedząc pod gabinetem prowadzącego zajęcia i czekając na ustne zaliczenie, nawiązał kontakt z drugim towarzyszem studenckiej niedoli, który miał podobny problem, z tym, że ten drugi odżywiał się głównie parówkami. Wymienili się zatem przepisami, prawdopodobnie uzyskując z tego spotkania korzyść większą niż ewentualne zaliczenie. Na potwierdzenie tej tezy dodam, że kolega o przepisie się pochwalił, a o zaliczeniu, nie :)

Gdyby tylko miał znajomych z kresów, dostałby kolejny prosty przepis, jakoś specjalnie nie odbiegający od ryżu. Co prawda przepis poznałem w Krakowie, ale od kolegi pochodzenia litewskiego, a drugi raz usłyszałem o nim od koleżanki, której dziadek pochodził z Białorusi. 

Składniki:

- kasza gryczana
- śmietana
- cukier

Wykonanie:

Kaszę gotujemy wg przepisu na opakowaniu.
Śmietaną doprawiamy cukrem wedle uznania, a następnie mieszamy z kaszą.

piątek, 5 stycznia 2024

Kulinarne trendy 2024 i kasza z grzybami

Tradycyjnie, jak co roku, w pierwszym tygodniu stycznia, przygotowuję dla Was zebrany wpis dotyczący trendów kulinarnych, które NAJPRAWDOPODOBNIEJ, będą obowiązywały w tym roku.

Najprawdopodobniej, bo pewność, graniczącą z brakiem pokory, co do tego co głoszą, mają tylko teolodzy. Normalny świat bazuje na rachunku prawdopodobieństwa. Prawdopodobieństwo wzrasta, jeśli wiedzę pozyskujecie z źródeł, które w jakiś sposób zgłębiają temat od lat. Wzrasta bardziej, jeśli ją w jakiś temat zweryfikujecie, ale nie na chłopski rozum, tylko jeśli macie jakiekolwiek rozeznanie w temacie. Bo ja też sobie mogę powiedzieć, że nie wydaje mi się, żeby jakieś cząsteczki kosmiczne robiły to i to, ale wiedzy w tej kwestii żadnej nie mam :)

Im więcej czytam na temat trendów, tym bardziej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że będą to różne trendy dla światów różnych prędkości. Jeden świat to ten, który spędza czas na wyszukiwaniu coraz to bardziej wymyślnych restauracji, a drugi, to ten, którego kraj nie znajduje się w najwyższej grupie kryterium dochodowego HDI, a przynajmniej jego większość obywateli się nie znajduje. Trzeba było znaleźć jakąś wspólną, wyszukanych trendów przefiltrowaną przez warunki społeczne jak inflacja, walka z ociepleniem itp. Oto co wyszło:

  • wpływ nowych technologii -  chodzi zarówno portale społecznościowe z krótkimi filmikami jak i moda na tak zwaną "sztuczną inteligencję". Pierwsze pokazują nam różne sposoby, na proste dania, a sposób ich podania dodatkowo zachęca nas do spróbowania. Co do drugiego to wiem, że to żadna inteligencja, wiem, że robi to co komputery robiły już dawno temu, wiem, że nawet sposób komunikacji z użytkownikiem nie jest jakiś rewolucyjny, bo znamy go np. z internetowego dżina i wreszcie wiem, że póki co nastąpił ogromny skok, a teraz technologia doszła do ściany, której być może nigdy nie przeskoczy, ale jest to bardzo dobra wyszukiwarka na sterydach, która znajdzie Wam kilka przepisów łącząc ze sobą składniki. Obserwując grupy handlowe widzę, że niektórzy nie potrafią skorzystać ze zwykłej wyszukiwarki i proszą o wyceny, ale cała reszta sobie poradzi.
  • proteiny roślinne* - gwiazdka nie bez powodu. Czy tego chcemy, czy nie, będziemy jedli mniej mięsa. Wiem, że dla społeczeństwa, które stosunkowo od niedawna je mięso, będzie to ogromna strata, ale nic nie poradzimy, bo większość zostanie do tego zmuszona, nawet nie prawnie, co ekonomicznie. W ubiegłym roku był bum na wyszukane zamienniki mięsa. Chwilowo wektor kieruje się w mniej wyszukane, a zdrowsze, odchodząc od żywności wysokoprzetworzonej. W ogóle to łączy się z trendem na zdrowe jedzenie, dlatego w tym roku dalej kiszonki i probiotyki.
  • grzyby - trochę powiązane z punktem wcześniejszym, a trochę ogólnie z tym, że z uwagi na warunki ekonomiczne wraca moda na zbieractwo i tu uwaga, nie tylko grzybów, bo i roślin, które ostatnio zostały zapomniane.
  • comfort food - niezmiennie, przy czym łamane przez tradycyjne jedzenie, czyli trochę powiązane z punktem wcześniejszym.
  • kasza gryczana - nie wiem o co chodzi, ale ostatnio dużo się o niej mówi i to nie tylko w Polsce, ale i za granicą.
  • kawior - tu trochę dla żartu, bo ten trend raczej nie będzie dotyczyć wszystkich, choć jest to ukłon w stronę większej ilości odbiorców. plan jest taki, żeby kawior był w mniejszym opakowaniu, a przez to tańszy, a przez to dostępny dla większego grona odbiorców. Jeśli za kawior nie weźmiemy mięsa ryby, tylko za formę podania danej potrawy, jak to czasem określa się w świecie kulinarnym, to możemy podpiąć pod kaszę gryczaną. 
Z połączenia tych pięciu mocy powstaje mistrz nad mistrze, kapitan kasza z grzybami.

Składniki:

- boczniaki
- cebula
- kasza gryczana biała
- mąka
- ogórek kiszony


Wykonanie:

Boczniaki kroimy i gotujemy.
Kaszą gotujemy.
Cebulę kroimy drobno i podsmażamy.
Dodajemy boczniaki, dosypujemy mąki, mieszamy i dolewamy trochę wody.
Podajemy z kaszą i ogórkami.

sobota, 11 listopada 2023

Podkarpacja lazania gołąbkowa

Ostatnio przyszedł mi do głowy pomysł na wykorzystanie płatów liści kapusty niczym makaronu lasagne, wykorzystywanego do zrobienia dania o tej samej nazwie. Z uwagi na to, że płaty kapusty kojarzą się w tym kraju głównie z gołąbkami, to chciałem zrobić coś w tym stylu. Przy czym, klasyczne gołąbki to nuda, więc postanowiłem zrobić po rusku, czyli z terenów byłego województwa ruskiego, które obecnie obejmuje tereny od Małopolski, przez podkarpacie, do zachodniej Ukrainy. Konkretnie wykorzystałem nadzienie z ziemniaków i kaszy gryczanej.

Składniki:

- kapusta
- ziemniaki
- kasza gryczana
- cebula


Wykonanie:

Z kapusty wykrajamy kawałek o podstawie prostokątnej i lekko ją gotujemy.
Ziemniaki gotujemy i mieszamy z ugotowaną kaszą gryczaną i podsmażoną, drobno pokrojoną cebulą.
W naczyniu żaroodpornym układamy na przemian, liść kapusty, masę ziemniaczano-kaszową, przykrywając na koniec liściem.
Wkładamy do nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza piekarnika i zapiekamy aż górny liść będzie brązowy.

czwartek, 2 lutego 2023

Kasza zimowa z enoki i cynamonem

Enoki to takie grzyby, których, zarówno właściwości zdrowotne, jak i smak, są doceniane od ponad 1000 lat. Oczywiście mowa o dalekiej Azji, bo na terenie Europy medycyna mocno kulała w tym czasie. Mają właściwości przeciwzapalne, a także poprawiają odporność, a do tego rosną w takim okresie, w którym bardzo tej odporności potrzebujemy - zimą. Dlatego jeśli zobaczycie wyrastające spod śniegu grzyby, które przypominają, z uwagi na ich gradacyjny wzór i kolorystykę, małe płomienie, zbierajcie śmiało. Niektórzy twierdzą, że grzyby te obniżają stres, co w połączeniu z kaszą gryczaną bardzo przyda się w pracy, dlatego jest to idealny wpis na "smutne jedzenie w pracy". Dla dodatkowego podniesienie odporności - cynamon.
Choć ostatnio nie jestem zbyt optymistycznie nastawiony do programu lotów w kosmos, bo obecnie ma to raczej postać tzw. "sydromu brudnego pokoju" (kiedy dziecko rozsypie zabawki w pokoju, to zamiast sprzątać idzie do drugiego i tam się bawi), to jednak grzyb ten odegrał bardzo ważną rolę w programie lotów kosmicznych, bo poleciał w kosmos w 1993. Brak grawitacji nie przeszkadzał grzybom rosnąć, ale mnie określił kierunku, dlatego rosły we wszystkich. 

Składniki:

- enoki aka płomiennica zimowa
- mąka
- kasza gryczana
- cynamon


Wykonanie:

Grzyby podsmażamy. Dodajemy trochę mąki, smażymy, dolewamy delikatnie wody cały czas mieszając, aby uzyskać dobry sos. Dodajemy cynamonu. Cynamon bardzo dobrze się kompunuje z grzybami, o ile nie przesadzicie.
Podajemy z ugotowaną kaszą gryczaną.

wtorek, 15 listopada 2022

Kaługa łemkowska

Z uwagi na to, że w góry nie chodzę zdobywać wysokie szczyty, a raczej szukam spokoju region Beskidu Niskiego wydał się idealny. Tym bardziej, że region jest również historycznie ciekawy. Tragicznie ciekawy, ściślej rzecz biorąc. 
Zamieszkiwali tu Łemkowie. O Łemkach i o walce o oszczypka, którą przegrali z Podhalem zanim w ogóle się zaczęła, pisałem już tutaj. Przypomnę tylko, że to taka grupa etniczna, która identyfikowała się jako Rusini. Nie mylić z Rosjanami. Z uwagi na to, że dla władz PRL wszystko co posługiwało się cyrylicą to всё равно, dlatego uznano, że muszą wyjechać na teren ZSRR. Większość, w wyniku propagandy wyjechała dobrowolnie, a resztę, po akcji "Wisła", która miała na celu wywalenie z południowo-wschodniej Polski podejrzanych o wspieranie UPA, wywieziono w różne miejsca pod przymusem. Pamiętajmy, że paranoja związana z UPA, była wtedy jeszcze silniejsza niż teraz, więc samo rusińskie pochodzenie wystarczyło. W każdym razie, to co po nich zostało, a było niepotrzebne kolejnym lokatorom, również zniszczono. Rozebrano, albo spalono. Wspaniałomyślnie pozostawiono tylko cmentarze i symbole sakralne, choć cerkwie rozebrano. W ten sposób zniknęło z powierzchni ziemi trochę wsi, ale jak dobrze poszukacie to znajdziecie miejsca, w których kiedyś stały. Tym bardziej, że niektórzy zadbali o właściwe ich oznaczenie w postaci takich oto symbolicznych drzwi.


Idąc tym szlakiem. Możecie zobaczyć drzwi we wsiach Radocyna, Długie, Nieznajowa i Czarne. Jedna się da otworzyć, inne są zablokowane. Nie wiem, po jakim kluczu (hehe).


Już w koniecznej, przy słowackiej granicy, gdzie możecie obejrzeć były posterunek SG możecie zobaczyć dwujęzyczne nazwy. Zwrócicie uwagę, że alfabet różni się trochę od tego, z którym zazwyczaj macie do czynienia przy kontaktach z ludźmi ze wschodu.



Co jest charakterystyczne dla regionu? Bobry. Jest ich tam mnóstwo. pamiętajcie, że bobry są bardzo płochliwe, także zobaczenie takowego wymaga nie lada cierpliwości, ale jest ich tam tyle, że cierpliwość na pewno zostanie wynagrodzona.



Zasadniczo domy były wtedy drewniane, ale było kilka ważnych budynków i ślady takowych widać po dziś. Jak ta piwnica w Radocynie.



Taki widok jak ten w Długie. Będzie czymś powszechnym. Dojdziemy jeszcze do tego skąd tam tyle krzyży, bo są odcinki, gdzie są co kilkaset metrów.



Dojście do Długie jest w miarę ok, bo jest wygodny most. Uwierzcie mi. O tej porze roku docenicie mosty. We wsi, o ile można ją jeszcze tak nazwać, jest cmentarz. Na tym grobie widać jaką drogę przebyli ojej niegdysiejsi mieszkańcy.


Niektórzy powiedzieliby, że to, iż krzyż złamał się właśnie pod dębem jest dość wymowne :)


Generalnie w Czarne, polecam zejść trochę ze szlaku żaby ominąć rzeki. Ja tego nie zrobiłem i przekonałem się, że forsowanie rzek o tej porze roku jest kłopotliwe i mało komfortowe :)
We wsi Czarne widać też fundamenty, a także większy cmentarz. Jeśli macie wątpliwości, czy możecie na niego wejść, to szlaban z kolcami powinien do Was przemówić :)


Dalej jest zagajnik i pomnik ku czci ofiar Thalerhofu. Był to mało znany obóz koncentracyjny i pierwszy w Europie wybudowany przez Austriaków. Oficjalnie dla wszystkich, którzy nie podpadali pod austriacką narrację, a klasycznie wywieziono tam głównie inteligencję. Z uwagi na to jak modny stał się etos zaborcy austriackiego, raczej o tym nie słyszeliście mimo, że było tam około 15 000 więźniów, z wszelkimi honorami uczestnictwa w "turnusie" na takim obozie, czyli głód, egzekucje itp. Na pewno jestem jedynym kucharzem, od którego to usłyszycie, IYKWIM :)


Napis na tym krzyżu może sugerować, dlaczego jest tu ich tak dużo. Znajduje się na nim oznaczenie fundatora, dlatego możnaby przypuszczać, że były to krzyże pokutne. Czyli jak to w skrócie działa?
- Psze księdza, mordowałem, gwałciłem i kradłem.
- Jeśli w interesie kościoła to nie ma problemu.
- We własnym.
- OK, to postaw krzyż i będziesz z Bogiem kwita.


Natomiast zasadniczo, na świecie, to region słynie z tego, że była tu największa bitwa frontu wschodniego podczas I Wojny Światowej. O czym przypominają takie tablice jak ta.


A także nekropolie. W tym najsłynniejsza nr 51, do której, żeby się dostać, trzeba się trochę wdrapać.



Z ciekawostek, na górze Piwane, którą ciężko znaleźć na Google, a która znajduje się pomiędzy wioskami Pstrążne, a Ropica Górna znajdują się tajemnicze głazy z jeszcze bardziej tajemniczymi symbolami i zegarem słonecznym.


Bardzo ciężko to znaleźć, dlatego zostawię Wam tutaj możliwie jak najbardziej precyzyjne wskazówki :)



Bobrów nie udało się sfotografować, bo są bardzo płochliwe, za to macie tu inne przedstawicielki fauny wodnej :)


Największe okoliczne miasto to Gorlice, które zasłynęło tym, że mieszkał tam Ignacy Łukasiewicz, którego, Szanowny Czytelniku znać powinieneś, już wyjaśniam dlaczego. Generalnie mówi się o nim, że wynalazł lampę naftową, co musisz przyznać, Drogi Czytelniku, nie jest jakieś osiągnięcie godne zapamiętania, gdyż nikt już takowych nie używa. Właśnie, bo o tym czy wynalazca był "wielki", czy "niewielki" świadczy to ilu ludzi, poza jego miejscem zamieszkania, skorzystało z jego osiągnięcia i czy dalej z niego korzysta. Oprócz tego, że Łukasiewicz zbudował pierwszą kopalnię (tak kopalnię) ropy naftowej, to prowadzili badania nad destylacją ropy naftowej, a był to proces trudny (znaleźć na tyle lekki surowiec żeby się palił, ale na tyle stabilny, żeby nie wybuchł) i bardzo niebezpieczny uzyskując tym samym naftę, która jeszcze wtedy nie była specjalnie przydatna. Jako człowiek, który uważał, że osiągnięciami nauki należy dzielić się ze społeczeństwem, podzielił się wynikami z Rockefellerem, który później zbił na tym majątek. Łukasiewicz, oprócz tego, że ładował pieniądze w region, to jeszcze był działaczem niepodległościowym. W każdym razie, w Gorlicach, jego ślady można spotkać na każdym kroku, bo oprócz tego, ze tam mieszkał, zapalił tam pierwszą na świecie uliczną latarnię na naftę.





Jest taka teoria spiskowa, że z matrixu można było uciec tylko przez budkę i dlatego teraz nie ma budek telefonicznych. Jak większość teorii spiskowych tak i ta nie ma nic wspólnego z prawdą, bo z matrixu można było uciec też przez inne telefony, a poza tym budki też są, czego dowodem jest ta stylizowana na aptekę Łukasiewicza.


Gorlice zostały żartobliwie nazwane "Małe Palermo", bo wszędzie są pizzerie, natomiast odwiedziłem bardzo ciekawy lokal, który wygląda jakby się nic nie zmienił od 30 lat. Od 30 lat ma pewnie tych samych klientów. Piwo jest tam tanie i jest to jedno z niewielu miejsc, w których można palić. Nie palę, ale ciekawie :)


Coś z czym się tam spotkałem, a co było dla mnie bardzo ciekawe i to z ogromnym potencjałem to kaługa. W ogóle fermentowane rzeczy są ciekawe, ale takiego zastosowania jeszcze tu nie było. Taki swoisty twarożek do naleśników, tylko, że bez mleka. Wygląda jak kał, smakuje jeszcze lepiej :)

Składniki:

- mąka gryczana
- woda
- owoce


Wykonanie:

Mąkę mieszamy dobrze z wodą w stosunku 1:2. Mieszając, doprowadzić do wrzenia. Dodać trochę owoców, np. startego jabłka i odstawić pod szmatką w ciepłe miejsce na 2 dni, żeby sfermentowało. Po dwóch dniach gotować 1-1,5 h na wolnym ogniu, mieszając, żeby nie przywarło. Podawać z blinami.




wtorek, 7 czerwca 2022

Zraz obranej drogi

Zrazy to danie kuchni Staropolskiej, przy czym przez Polskę, mamy tu na myśli podział administracyjny, niekoniecznie tożsamościowy, kiedy to te granice obejmowały tereny obecnej Litwy, Łotwy, Estonii, Białorusi, Ukrainy i Rosji. Reasumując, zgodnie z tym co twierdzi mój brzuchpasterz Robert Makłowicz:

Nie ma czegoś takiego jak kuchnia patriotyczna. Ba! Nie ma czegoś takiego jak kuchnia polska. Każde sformułowanie o kuchni narodowej jest pewnego rodzaju uproszczeniem, ponieważ każda kuchnia narodowa jest tylko i wyłącznie zbiorem kuchni regionalnych. Na przykład mówimy "kuchnia francuska”, chociaż do tego worka wkładamy potrawy z różnych stref klimatycznych, bo co innego je się nad Morzem Śródziemnym, a co innego je się na północy Francji. W Polsce mamy kuchnię kaszubską, podhalańską, wielkopolską, podlaską itd. Tylko zbiór tych wszystkich kuchni to jest coś, co umownie nazywamy kuchnią polską. Choć większość ludzi uważa schabowego i pierogi za kuchnię polską.

trudno powiedzieć, czy jest to danie litewskie, białoruskie, a może poleskie.

Co do jednego jesteśmy pewni, nazwa pochodzi od kształtu kawałków mięsa oraz, że było to danie szlacheckie, bo chłopi niezbyt często jadali mięso, zwłaszcza na śniadanie, a że zrazy jadano z rana, to możemy przeczytać w naszej epopei narodowej autorstwa Adama Mickiewicza Pan Tadeusz. Co chcę przez to powiedzieć, to że zrazy nie zawsze były zawijane. Początkowo były to kawałki mięsa układane warstwowo z warzywami i popularnymi w słowiańszczyźnie grzybami i duszone w specjalnym garnku. Podawane zazwyczaj były z innym typowym dla Słowian składnikiem, czyli kaszą. To jedyna rzecz, która była popularna u chłopów. Z uwagi na to, że zebrałem plony i stałem się boczniakowym Baronem, postanowiłem przyrządzić z nich danie, które będzie jednocześnie nawiązywało do tej tradycji (choć akurat ja jestem potomkiem chłopów pańszczyźnianych, ale rozwój nauk społecznych pozwolił na dostęp do lepszej jakości jedzenia nawet takim jak ja), a jednocześnie było zgodne z kryzysowym charakterem bloga.

No OK, ale co to za droga? Oprócz kwestii oczywistych jak samo prowadzenie tego bloga, to jestem ogromnym miłośnikiem grzybów. Wszelakich! Tzn. głównie tych jadalnych, ale nie tylko. Nie tylko kapeluszowych, bo świetnym grzybem o charakterze spożywczym jest Fusarium venenatum. Generalnie moja miłość do grzybów jest ponadprzeciętna, może nie tak jak pani dr hab. Marty Wrzostek, ale większa nawet jak na słowiańskie standardy, gdzie reszta świata określa nas mianem grzybojadów. Wiedza również, choć nie tak jak pani dr hab. Bożeny Muszyńskiej, która zainspirowała mnie do tego wpisu, bo jak sama twierdzi:

Możemy mówić, że grzyby, w tej chwili, mogą swobodnie zastępować mięso, ponieważ mają te same walory jeżeli chodzi o aminokwasy - te typowo mięsne, te typowe białko mięsa, które są z nich zawarte - więc możemy je traktować jako zastępnik.

Wyrazem mojej miłości do grzybów jest ich coroczna hodowla. Jestem, co prawda, w takiej komfortowej sytuacji, że rodzina udostępnia mi 4 m2 działki rekreacyjnej, na której mam ziemiankę, ale można je hodować w ogródku, komórce, piwnicy czy balkonie. Reasumując, z tej drogi nie zawrócę w tył, choć to bardzo głupie stwierdzenie, bo zawrócić można tylko w tył :)

Dodatki, które wykorzystałem są charakterystyczne dla kuchni staropolskiej. Kasza gryczana i chrzan, który jako dodatek, był bardzo chętnie używany w polskiej kuchni oraz botwinka, którą zebrałem razem z grzybami na działce :)

Składniki:

- boczniaki
- kasza gryczana
- botwinka
- chrzan tarty


Wykonanie:

Płaty boczniaków układamy w żaroodpornym naczyniu i lekko podlewamy olejem.
Na płaty kładziemy warstwę posiekanej botwinki.
Następnie warstwa ugotowanej kaszy.
Kolejna warstwa to chrzan tarty rozrobiony z wodą.
Powtórzyć, a na sam koniec znów przykryć boczniakami.
Piec w piekarniku aż boczniaki się zarumienią.

wtorek, 10 maja 2022

Ulnik

Pierwsze z trzech dań kuchni aszkenazyjskiej. Kim są aszkenazyjscy Żydzi bez trudu znajdziecie, tylko zalecam źródła, co najmniej trochę naukowe, a nie strony, które wyglądają jak robione dwie dekady temu. Kwestia jest skomplikowana i zawiła, że musiałbym się tu nieźle rozpisać. Co należy wiedzieć w skrócie, to to, że to Żydzi zamieszkujący, do niedawna dość licznie, tereny Europy centralnej i wschodniej. To tak w skrócie. W każdym razie jako tacy, rozwinęli sobie swoją kuchnię, która po pierwsze musiała być zgodna z ich religijnymi przekonaniami, a po drugie musiała być możliwa do stworzenia na terenach, które zamieszkiwali. Dań było całkiem sporo, niestety wiedza na ich temat trochę się uszczupliła w wyniku wojny i mamy już kolejne pokolenia tych potraw podkręcone zarówno przez restauracje się w nich specjalizujące jak i też ciekawą ewolucję przeszły te dania za Oceanem. 
Ta konkretna grupa Żydów rozwinęła też swój specyficzny język zwany jidysz. Z uwagi na to, że ziemniaki, choć początkowo miały "pod górę" jak wszędzie, stały się bardzo ważnym elementem żydowskiej społeczności o niskim znaczeniu ekonomicznym, w języku jidysz było na ni kilkanaście określeń. Pierwsze, które zaprezentuję przy okazji tego przepisu to bulbe.
Danie, które mam Wam zamiar zaprezentować, rzekomo zawdzięcza swoją nazwę temu, że przypomina plaster miodu. Choćbym nie wiem jak się starał, nie wyszedł mi plaster miodu, ale trzeba przyznać, że widziałem na żywo tylko jeden plaster dzikich pszczół, a ten ma chyba wyglądać jak ten z ula :)

Składniki:

- bulbe
-
kasza gryczana niepalona


Wykonanie:

Kaszę mielimy na mąkę.
Ziemniaki obieramy i trzemy na tarce o drobnych oczkach. Mieszamy z mąką gryczaną i wkładamy do foremki, a ją samą do nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś 30-40 minut.



czwartek, 24 marca 2022

Naleśniki bieszczadzkie

W związku z tym, że niektóre źródła podają, iż znany, głównie wśród wschodnich Słowian zwyczaj witania wiosny jakim jest maslenica, trwa zarówno tydzień przed, jak i tydzień po pierwszym dniu astronomicznej wiosny, postanowiłem przyrządzić coś typowego dla tego arcymiłego zwyczaju, czyli naleśniki. W wersji typowej dla ludności ruskiej, nie mylić z rosyjską. 
Jednym z charakterystycznych produktów obecnego województwa podkarpackiego zamieszkiwanego niegdyś przez Rusinów są powidła śliwkowe. Literatura specjalistyczna odnajduje ich ślady u różnych grup etnicznych zamieszkujących niegdyś te tereny, dlatego też różne miejscowości roszczą sobie prawa do powideł i w obrębie województwa jest zarejestrowanych kilka odrębnych wariantów.
Jakbyśmy zapytali z czego słynie województwo podkarpackie, to pewnie większość by odpowiedziała, że z Bieszczadów ("Wielka Cipa" byłaby pewnie na drugim miejscu), dlatego też powidła są wykorzystane jako lokalny produkt dla turystów, w wyniku czego w knajpach można spotkać naleśniki z powidłami. Dlatego nawet jeśli mają inny rodowód to za kilkadziesiąt lat nie będzie to miało znaczenia jak z Oscypkami, o których pisałem tutaj :)
Moim zdaniem przypalone śliwki elegancko się komponują z kaszą gryczaną, również przypaloną. Problem w tym, że zmielona kasza gryczana z uwagi na brak glutenu nie chce się lepić. W tym celu musimy użyć jakiegoś kulinarnego kleju, czytaj skrobi, gdzie najbardziej popularne są te z ziemniaków.

Składniki

- zmielona kasza gryczana palona
- mąka ziemniaczana
- powidła śliwkowe
- olej

Wykonanie:

Do mąki gryczanej dodajemy trochę mąki ziemniaczanej, u mnie to jest w proporcjach szklanka gryczanej i łyżka ziemniaczanej. Dodajemy trochę oleju i tyle wody, aby powstało nam lejące się ciasto, z którego następnie smażymy naleśniki.
Podajemy z powidłami.


czwartek, 24 lutego 2022

Pączki (prawie) tradycyjne

Świętowanie w postaci zajadania się na tzw. przednówku jest mniej więcej tak stare jak kultura agrarna. Od tego momentu nie musimy już tak bardzo oszczędzać zimowych zapasów, bo za chwile będą nowe. Świętowano tak niemal w całej Europie.
W Polsce mamy dodatkowo bardzo fajną tradycję odnośnie łakoci w tzw. Tłusty Czwartek. Mianowicie wywodzi się ona od pewnej legendy, gdzie krakowski Burmistrz był bardzo niedobry dla ludzi i jak tylko zmarł, to w dzień jego śmierci ludzie zrobili sobie wielką uliczną ucztę z łakociami. Sam Comber, bo tak miał się nazywać, był prawdopodobnie postacią fikcyjną, za to burmistrz, który znęcał się nad poddanymi już nie. Generalnie nic tak nie cieszy jak to, że jakaś menda, która krzywdziła innych opuściła ten świat, dlatego jest to jedno z moich ulubionych świąt w roku.
Postarałem się odwołać do starych słowiańskich tradycji, gdzie celebrowano taki dzień drożdżowymi pączkami nadziewanymi różnymi dostępnymi rzeczami, ale nie konfiturą. Pączki nie były smażone, tylko pieczone. Do środka wsadziłem to czego używano w przypadku wzbogacania potraw, czyli orzechów, które zbierało się w lasach. Do ciasta wsadziłem grykę.
Za to niekonsekwentnie polałem czekoladą, która przyjechała do nas z Ameryki. Za to czekoladą odpowiednią dla epoki, bo gorzką z dodatkiem chili.

Składniki:
- mąka
- drożdże instant
- kasza gryczana
- orzechy laskowe
- olej
- gorzka czekolada
- chili


Wykonanie:
Kaszę gryczaną gotujemy i podsmażamy. Do mąki dodajemy drożdże, kaszę gryczaną i mieszamy. Dodajemy oleju i wody, wyrabiając zbite ciasto, które nie będzie kleić się do rąk. Odstawiamy aż trochę  urośnie. Bierzemy kawałki ciasta, robimy płaskie krążki, do których wkładamy kilka orzechów, zlepiamy i formujemy kulki. Wkładamy do nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza piekarnika aż się zarumienią, czyli 10-15 min.
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i polewamy upieczone już pączki. Posypujemy chili zanim ostygnie.

P.S.

Tak naprawdę to zrobiłem takie pączki, bo jestem na antybiotykoterapii i lekarz zalecił mi dietę nisko węglowodanową. Pomyślałem sobie, ze tego dnia może być ciężko, ale chociaż z cukru zrezygnuję. Upiekłem, bo olej jest już droższy od paliwa :)

środa, 2 lutego 2022

Sushi maki + kaszanka = kaszomaki

Co prawda Japonia jest jedynym krajem, któremu Polska wypowiedziała w XX wieku wojnę, ale z uwagi na kuriozalną sytuację, w której Polska nie miała nawet możliwości militarnych zaatakowania Japonii, a także z uwagi na dobre stosunki dyplomatyczne pomiędzy tymi krajami przed Wojną, ta deklaracja nie została przyjęta.
Sama sympatia Polaków do Japonii, oprócz takiej ogólnoświatowej jak zafascynowanie shinobi, mangą, anime, czy grami komputerowymi, przybrała również ogromne rozmiary, kiedy to późniejsza głowa państwa, a ówczesna głowa NSZZ Solidarność w postaci Lecha Wałęsy uznała Japonię jako wzór do naśladowania w przypadku nowopowstałego państwa.
Mając na uwadze powyższe, jakiekolwiek próby zderzenia tych dwóch kultur, zwłaszcza w tak ważnej dziedzinie życia jaką jest gastronomia, nikogo nie powinno dziwić.
Jak ktoś czytał "Szoguna" to wie, czemu nie wolno używać kaszanki z krwi :)

Składniki:

- kasza gryczana niepalona
- mąka
- majeranek
- sos sojowy
- biały pieprz
- płatki nori, albo cokolwiek do zawijania, nawet andruty

Wykonanie:

Kaszę gotujemy wg przepisu na opakowaniu.
Małą ilość mąki podsmażamy. I dodajemy do niej sosu sojowego oraz przyprawy. Biały pieprz robi tu robotę i daje charakterystyczny zapach. Z sosem chodzi o to, że jak damy za dużo mąki, to sos nam jej nie zabarwi. Z kolei dodanie większej ilości sosu, spowoduje, że będzie słone.
Mieszamy z kaszą gryczaną.
Tak przygotowaną masę wykładamy na płatki nori, które zawijamy i kroimy na kawałki.

środa, 17 listopada 2021

Polska jesienna miska Buddy

Budda to był kiedyś taki książę urodzony na terenach dzisiejszego Nepalu, który pewnego dnia postanowił sobie, że zrezygnuje z otaczających go luksusów i pójdzie w przebraniu w świat w poszukiwaniu prawdy. Oświecenia doznał po posiłku i stworzył coś na kształt pogranicza religii i filozofii. Piszę pogranicza, bo niektórzy twierdzą, że z uwagi na pewne pierwotne założenia buddyzm nie jest religią, jednakże jeśli przyjrzymy się zinstytucjonalizowanemu kultowi, to już ma on co najmniej znamiona religii. Dlatego też nie mogło go ominąć uczestnictwo w czystkach religijnych, czy to wycinając chrześcijan w Japonii, czy obecnie stojąc na czele czystek w Birmie.
Mamy tu dwie genezy tego dania. Jedna, dzięki której nazywa się też miską hippisów, mówi o tym, że Budda chodził od miejsca do miejsca i zbierał to co mu dali, dzięki czemu teoretycznie otrzymywał zbilansowany posiłek zgodnie z teorią dotyczącą tego, że ludzie w epoce zbieractwa byli zdrowsi od ich potomków w epoce agrarnej, bo ich posiłki były bardziej zróżnicowane i zbilansowane. I tu płynnie przechodzimy do drugiej genezy, tej bardziej romantycznej, czyli do proporcji i równowagi, bo równowaga jest motywem, który w filozofii buddyjskiej często się pojawia. Dlatego żeby przyrządzić dobrą michę obowiązują takie zasady:

  • 1/4 produktów zbożowych
  • 1/4 wsadu białkowego
  • 1/2 warzyw
  • tłuszcz, aby witaminy się dobrze wchłonęły i żeby obniżyć indeks glikemiczny
Dlatego czasem nazywana jest miską mocy.
Postanowiłem przyrządzić miskę korzystając z zasady, że dobre kompozycje produktów to między innymi takie, które stosują kryterium sezonowe i regionalne.

Składniki:
- kasza gryczana
- biała fasola
- cebula
- czosnek
- seler
- buraki
- ogórki kiszone
- orzechy
- olej


Wykonanie:
Kaszę gotujemy wg przepisu na opakowaniu.
Fasolę gotujemy. Cebulę kroimy w piórka, podsmażamy i mieszamy z wyciśniętym czosnkiem i fasolą, dusząc chwilę.
Seler ścieramy na drobnych oczkach i doprawiamy.
Buraki gotujemy i ścieramy na grubych oczkach.
Ogórki kroimy, albo nie :)
Orzechy kruszymy, prażymy, mieszamy z olejem i polewamy kaszę.

piątek, 19 marca 2021

Kouign patatez po japońsku

Bretońska wersja babki ziemniaczanej. Moim zdaniem, nasza wersja z surowymi ziemniakami znacznie lepsza, dlatego postanowiłem ją nieco urozmaicić. no i tak myślałem. Może muffinki z parówką? Może co innego? Podczas gdy tak myślałem, to przypomniałem sobie o japońskim daniu taiyaki, czyli takim nadziewanym cieście w kształcie ryby no i stwierdziłem, że to będzie dobry pomysł. Pozostał jeszcze kształt ryby, bo ryby mają różne kształty od wrzecionowatych, przez pękate, po płaskie, a te głębinowe, to już w ogóle. W Japonii robią to za pomocą specjalnej foremki, ale ja takowej nie miałem więc została mi dowolność. Żeby dodać japońskiego kolorytu daniu zrobiłem w kształcie ryby fugu, czyli rozdymki, która kiedy przyjmuje pozycję obronną robi się kulką. Tak jak w prasie fachowej prezentuje się członki męskie w zwodzie tak rozdymkę powinno prezentować się też w pełni okazałości. Zresztą można ją czasem kupić zakonserwowaną na polskich bazarach nadmorskich. Reasumując możemy przyjąć, że babka w kształcie rozdymki powinna być okrągła.

Przy okazji okrągły kształt wpisuje się idealnie w święto ludowe, które ma teraz miejsce, czyli maslenica. Dla niewtajemniczonych, cały tydzień przed pierwszym dniem astronomicznej wiosny, według starej ludowej tradycji, spożywa się naleśniki, których kształt nawiązuje do słońca, którego wkrótce będzie coraz więcej. Dla Japończyków słońce też jest bardzo ważne, bo mają je nawet na fladze narodowej.

Taiyaki można faszerować na słodko, ale też kapustą lub kiełbasą. Ja dałem i jedno, i drugie, bo miałem resztkę kapusty pekińskiej po sałatce kebab/gyros.

Składniki:

- ziemniaki
- mąka gryczana - zmielona niepalona kasza gryczana
- olej
- kapusta pekińska
- parówki


Wykonanie:
Ziemniaki gotujemy i ugniatamy z mąką w stosunku 3:1, dodając trochę oleju.
Kapustę pekińską podsmażamy z parówkami.
Do okrągłej formy (ja wybrałem rybę fugu, ale możecie użyć innego kształtu) nakładamy masę ziemniaczaną, kładziemy farsz i na to znów masę ziemniaczaną.
Wkładamy do nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza piekarnika aż będzie rumiane.




czwartek, 11 czerwca 2020

Bubale

Bubalech - tą nazwę pierwszy raz usłyszałem w serialu o ortodoksyjnych Żydach w Jerozolimie pt. "Shtisel". Tam w ogóle było sporo o jedzeniu, ale to zainteresowało mnie najbardziej, gdyż najwyraźniej był to jakiś przysmak, a co najważniejsze, był mi kompletnie nieznany. Zacząłem więc szukać. Do czego się dokopałem? Do amerykańskich blogów kulinarnych, w których bubalech był puszystym naleśnikiem w amerykańskim stylu z mąki macowej, czyli technicznie pszennej. Kopiąc głębiej dokopałem się wspomnień z terenów przedwojennej Polski, gdzie bubale to były małe wypieki koloru ciemnego ze względu na użycie mąki gryczanej.
Kto ma rację? Ten kogo nie tyle jest więcej, ale ten kogo jest więcej w odpowiednich miejscach. Tymi miejscami są media, spotkania z władzami, czy internet. Z powodzeniem jest to wykorzystywane przez małe niesnaczące organizacje do forsowania swoich koncepcji. Pamiętacie jak pisałem o łemkowskim daniu oszczypki? Teraz już nikt nie pamięta czym były prawdziwe oszczypki - pieczywo ziemniaczano-owsiane. Za to wszyscy twierdzą, że to ser, w najlepszym wypadku z owczego mleka. Łemkowie kontra Górale podhalańscy 0:1. Tu jest podobnie. Społeczność żydowska w USA mogła rozwijać się bez przeszkód, podczas gdy ta w Europie miała , delikatnie mówiąc, wielkie przeszkody, które zakończyły się redukcją liczebności. W skrócie, osób które znają bubalech gryczany jest znacznie mniej, są starci, a przez to niezaznajomieni z nowymi technologiami. Podobna sytuacja była z daniem kasha vernishkes. Oryginalnie było to coś na kształt ravioli, faszerowanymi kaszą gryczaną i cebulą. Potem w USA wydano książkę kucharską gdzie był to makaron z kaszą oraz cebulą i tak już zostało. Choć w tym przypadku wyszło to na dobre.
W każdym razie ja chciałem zrobić danie pośrednie pomiędzy tradycją, a nowoczesnością i zrobiłem pankejki z mąki gryczanej. 

Składniki:
- zmielona kasza gryczana niepalona
- mąka ziemniaczana
- proszek do pieczenia
- coś słodkiego i gęstego do polania


Wykonanie:
Ciasto robimy w proporcjach - 1,5 szklanki mąki gryczanej - łyżka mąki ziemniaczanej (bez tego bezglutenowa mąka gryczana nam się dobrze nie zlepi) i łyżeczka proszku do pieczenia. Wody tyle, żeby było jednak gęstsze od naleśników. To nie ma się rozlać po patelni, tylko trzymać się kształtu. Kładziemy ciasto na patelnie i smażymy.
Kuchnie świata- potrawy regionalne.

piątek, 27 marca 2020

Bezglutenowy kryzysowy cebularz

Zawsze powtarzałem, że kryzys to nie zawsze dołek ekonomiczny, bo na niego jeszcze przyjdzie czas ale także kryzys dnia codziennego, mający miejsce wtedy, kiedy mamy chwilowy problem z jakimiś towarami.
Przy okazji pandemii słyszę, że Polacy się zjednoczyli w walce z wirusem i powiem Wam, kiedy robię zakupy, a robię to raz w tygodniu, widzę, że wszyscy się zjednoczyli i postanowili wykupić drożdże. Najwyraźniej nie będąc na bieżąco nie wziąłem udziału w jakiejś internetowej akcji bo ja nie kupiłem drożdży, a pizzę to by się chciało. 
Z pomocą po raz kolejny przyjdzie moje niezawodne ciasto gryczane na zakwasie. 
Postanowiłem zrobić danie o rodowodzie żydowskim, które podobno pochodzi z Lublina. Tylko, że moją wersję, dostosowując ją do tego co akurat mam na stanie.
Oryginalnie jest z makiem. Nie wiem czego symbolem jest mak w kulturze żydowskiej, ale mak zasadniczo jest symbolem płodności. Uznałem, że ziarna słonecznika polecane mężczyznom, żeby zachować zdrowe plemniki, a także o dużej zawartości cynku  to godne zastępstwo.
Właśnie. Kasza gryczana i słonecznik mają cynk. Przyda się Wam, bo to kolejna rzecz, co do której zjednoczyli się Polacy :)

Składniki:
- kasza gryczana niepalona
- cebula
- ziarna słonecznika


Kaszę gryczaną zalewamy wodą tak, żeby była ledwo przykryta i odstawiamy w ciepłe miejsce na 24 godziny. Miksujemy na gładką masę i znów odstawiamy na kolejne 24 godziny. Powinno nam to spuchnąć. 
Cebulę kroimy w kostkę i mieszamy ze słonecznikiem.
Do formy wylewamy masę gryczaną, kładziemy na to cebulę ze słonecznikiem i wkładamy na 20 min do piekarnika nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza.

wtorek, 10 marca 2020

Bezglutenowa Schiacciata messinese

Niedawno dostaliśmy informację, że niektóre markety wycofują całe partie kaszy. Niektóre nie chcą powiedzieć dlaczego, inne przyznają, że było w nich za duże stężenie Glifosatu. To taki środek ochrony roślin, który został oficjalnie uznany za prawdopodobnie rakotwórczy. Producent, mimo, że mieszkająca w bliskim sąsiedztwie wielkich upraw ludzkość ma na ten temat inne zdanie, zapewnia, że od czasu ich słynnego Agent Orange używanego w wojnie w Wietnamie wiele się zmieniło i ten jest całkowicie nieszkodliwy. Nie wiem jak jest, ale wiem, że producent zapewniał też, że jego produkt jest obojętny dla środowiska i okazało się to nieprawdą :)

Potem przyszedł wirus. Wirus jak to wirus, nie pierwszy w ostatnim dziesięcioleciu (nawet nie pierwszy koronawirus), póki co nie jakiś najniebezpieczniejszy, a w porównaniu do innych zjawisk jak głód, wypadki samochodowe, czy zawały serca, nawet nie jakiś najbardziej śmiercionośny, ale został dużo lepiej rozreklamowany. Nie mówię, żeby go bagatelizować, bo nawet zwykłej grypy nie wolno bagatelizować, ale może nie dać skierować tak bardzo swojej uwagi na inne tory niż potrzeba.

Dodatkowo ktoś rzuca plotkę, że trzeba kupować jakieś tam produkty i ludzie masowo rzucili się do sklepów. Rozumiem papier toaletowy, bo ze strachu można wypróżniać się częściej, ale o co chodzi z tą kaszą, to ja nie wiem. Tym bardziej w kontekście informacji o skażonych ziarnach. 

Zapamiętajcie sobie, bo wiecznie żyć nie będę - to nie kaszę, lecz BIAŁY (brązowy ma za dużo tłuszczu) ryż można składować całymi latami - co potwierdziło znalezisko w starożytnym grobowcu. 
Na plus tego wszystkiego - ludzie zaczęli dbać bardziej o higienę. 
Na minus - zostają z wiadrem kaszy. 
Na szczęście jestem ja i ja Wam powiem co z tego zrobić. W zasadzie jest to rozwinięcie mojego poprzedniego przepisu :)

Składniki:
- kasza gryczana niepalona
- pieczarki
- kapusta włoska, bo to włoskie danie



Wykonanie:
Kaszę gryczaną zalewamy wodą tak, żeby była ledwo przykryta i odstawiamy w ciepłe miejsce na 24 godziny. Miksujemy na gładką masę i znów odstawiamy na kolejne 24 godziny. Powinno nam to spuchnąć. 
Kapustę szatkujemy i podsmażamy z pokrojonymi pieczarkami.
Dodajemy trochę oleju wylewamy na blachę tak, żeby miało wysokość ok 1 - 1,5 cm. 
Kładziemy delikatnie farsz i nalewamy kolejną warstwę masy z kaszy.
Wkładamy do rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś 15-20 minut.

sobota, 29 lutego 2020

Gryczana focaccia bezglutenowa z orzechami

Focaccia to taka biedna pizza, co nie znaczy, że nie może być smaczna. Jest najlepszym przykładem na to, że to nie przesyt składników, czy też kazomorfin, świadczą o tym, czy danie jest dobre, czy nie.
Niektórzy twierdzą, że jej nazwa pochodzi od słowa focus, co może wiązać się ze sposobem jej przygotowywania. W każdym razie jest tak poważnym daniem, że była dawana starożytnym bogom w ramach ofiary, a nikt nie chciałby zdenerwować bogów.
Cały dowcip polega na tym, żeby nie przedobrzyć ze składnikami, dlatego max 2. U mnie oliwki i orzechy, oczywiście włoskie :)
Ciasto zrobiłem gryczane na zakwasie według bardzo starej , tradycyjnej receptury.

Składniki:
- kasza gryczana niepalona
- oliwki zielone
- olej
- orzechy włoskie


Wykonanie:
Kaszę gryczaną zalewamy wodą tak, żeby była ledwo przykryta i odstawiamy w ciepłe miejsce na 24 godziny. Miksujemy na gładką masę i znów odstawiamy na kolejne 24 godziny. powinno nam to spuchnąć. Dodajemy trochę oleju wylewamy na blachę tak, żeby miało wysokość ok 1 - 1,5 cm. Układamy na wierzchu oliwki i kawałki orzechów, a następnie wkładamy do rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś 15-20 minut.

czwartek, 26 września 2019

Kaszotto po staropolsku czyli kuchnia Słowian

Kiedyś wyczytałem, że tak jak na Francuzów mawia się Żabojady, tak na Słowian powinno się mówić Grzybojady. Moją tezę potwierdził między innymi kolega z pracy, który dzięki temu, że jest Rosjaninem dostał, pomimo imienia Paweł, ksywę Vladimir. Zawsze lubię rozmawiać o zwyczajach, zwłaszcza tych kulinarnych, panujących w innych krajach, z jego mieszkańcami i kiedy zapytałem o jakieś typowe, najlepiej kryzysowe, dania kuchni rosyjskiej, usłyszałem, że nie ma czegoś takiego jak typowa kuchnia rosyjska, chyba, że chodzi o wszystkie dania z grzybami, gdyż podobnie jak polska, była ona poddawana wielu wpływom. Dlatego jedyne danie kuchni "polskiej", które jest polskie to żurek.

Danie, które Wam dzisiaj zaprezentuję pochodzi jeszcze z czasów, kiedy ludzie na naszych ziemiach wyznawali zupełnie inne wartości. Starałem się możliwie jak najbardziej odwzorować sposób jego przygotowania.
No i skoro mówimy o starych czasach to trochę historii. Dawno temu, w starożytności, a nawet we wczesnym średniowieczu, ludzie na naszych terenach wiedzę na temat otaczającego świata brali z obserwacji natury. Byli tak jej blisko, że przypisywali jej najważniejszym aspektom charakter ponad naturalny, a nawet boski. Tak powstał cały panteon bogów słowiańskich. Bogowie oczywiście potrafili się pogniewać, ale nie wymagali od człowieka cierpiętnictwa, dlatego wolny czas ludzie spędzali na cieszeniu się życiem, jednocześnie nie przejmując się tym, w co wierzyli ludzie daleko od miejsca ich zamieszkania. Z racji tego, że człowiek cieszył się tym życiem, był bardzo za nie wdzięczny. Wdzięczny był swoim przodkom, którzy go na ten świat wydali, dlatego rodzina była jedną z najsilniejszych wyznawanych przez niego wartości, co można było zaobserwować podczas świętowania początku roku solarnego, zwanego obecnie wigilią, gdzie zostawiało się puste miejsce dla zmarłego przodka.

Skąd to wiemy? Na pewno nie ze szkoły, bo takowe uznały, że początki historii są z chwilą domniemanego tzw. Chrztu Polski. Dlatego trzeba samemu poszukać, tudzież książek, tudzież starożytnych materiałów źrodłowych np. Prokopiusza. Aha, filmy na YT to nie są źródła na naukowe :)

Teraz wyobraźcie sobie, że przychodzi ktoś i mówi, że to co do tej pory uważaliście za białe, jest teraz czarne. Delikatnie mówiąc, jesteście do niego ustosunkowani niechętnie. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego zarówno Mieszko I, który podporządkował sobie ludność za pomocą miecza, jak i jego syn, który wprowadził surowe kary za nieprzestrzeganie nowych wartości, przywiezionych od ludów pasterskich z Azji. Chcąc, nie chcąc, człowiek musiał zmienić kilku bogów na jednego, który dodatkowo kazał mu się nieustannie zamartwiać, dlatego na radość z życia niespecjalnie jest już miejsce. Bliskość natury zamienił na jej chęć dominacji przez człowieka, a jedyna i słuszna prawda, ma być tak samo za pomocą miecza przekazywana gdzie tylko się da, co da w przyszłości początek wielu "ciekawym" czystkom etnicznym. Kolejna najważniejsza wartość, jaką była rodzina, przestała mieć znaczenie na rzecz bezwzględnego posłuszeństwa względem boga, nawet kosztem rodziny, a kult przodków zastąpiono kultem abstrakcyjnych świętych, czyli kompletnie niespokrewnionych obcych. 

Na szczęście wprowadzanie nowych wartości nie jest takie proste, dlatego pewne tradycje pozostały do dziś, co kulinarnie objawia się najbardziej w miłości do zboża i grzybów. Pomimo tego, że mamy XXI wiek, nie jest łatwo przystosować grzyby leśne do hodowli domowej, dlatego pozyskujemy je głównie z lasu, choć czasem pośrednio :)

Kiedy po rewolucji agrarnej człowiek przekształcił się z wędrownego trybu życia, na rolniczy, najważniejszym elementem jego pożywienia były uprawiane przez niego zboża. Co do gryki naukowcy nie są zgodni. Z jednej strony są pewni, że ona rosła już od bardzo dawna, ale nie mają pewności, czy była znana i uprawiana. Z racji tego, że uznaję wersję, że byłoby to poza wszelkim rachunkiem prawdopodobieństwa, gdyby grykę pominęła ludzka ciekawość, a także jestem fanem twórczości Janusza Christy, gdzie woje Kajko i Kokosz zajadali się nią prawie w każdym odcinku, stoję na stanowisku, że gryka była wtedy uprawiana. 
To, że uprawiano zboża, nie znaczyło, że nie korzystano z darów natury, zwłaszcza będąc z nią tak blisko, tym bardziej tych, których hodowla była albo nieekonomiczna, albo prawie niemożliwa. Dlatego chodził do lasu po grzyby i przyprawy.

Składniki:
- kasza gryczana niepalona
- podgrzybki
- czosnek
- chrzan tarty


Wykonanie:
Kapelusze podgrzybków myjemy i wrzucamy do wody. Telewizyjni kucharze, od których uczyłem się gotować, czyli Makłowicz i Kuroń twierdzili, że krojenie kapeluszy podgrzybków to zbrodnia, dlatego wrzucamy je w całości.
Gotujemy jakieś pół godziny i wsypujemy kaszę. U mnie to było ok 400 g na litr, ale pilnujemy co się dzieje, dolewając wody lub dosypując kaszy, w celu uzyskania interesującej nas gęstości. Dodajemy pogniecionego czosnku i trochę chrzanu.

piątek, 26 października 2018

Kasza po wolkańsku

Wolkan to planeta z uniwersum Star Trek, o którym więcej pisałem tutaj. W wyniku wielkiej wojny, która niemal doprowadziła do eksterminacji, Wolkanie się opamiętali i postanowili wdrożyć pewien styl życia, który wymagał od nich pozbycia się wszelkich emocji i kierowania się tylko zasadami logiki. Co jest istotne z kulinarnego punktu widzenia, mieszkańcy tej planety są wegetarianami.
Jaka jest geneza tego przepisu? Najbardziej rozpoznawalnym Wolkaninem był Spock, który był jedną z najbardziej charakterystycznych postaci w Oryginalnej Serii Star Trek. Tak się złożyło, że Leonard Nimoy, który urodził się w rodzinie żydowskiej. Jednym z ciekawszych dań kuchni żydowskiej z Europy wschodniej, które dzięki książce kucharskiej wydanej w USA szybko przeszło do mainstreamu jest kasha varnishkes. Co znaczy kasza, to raczej nikt nie ma wątpliwości. Varnishkes z kolei to rodzaj makaronu - farfalle. Sam Nimoy bardzo lubił to danie, natomiast zwykł jadać je trochę inaczej:

Danie jest szczególnie smaczne, podawane z pieczonym sosem pieczeniowym. Jeśli chcesz pozostać tradycyjnym wolkańskim wegetarianinem, możesz zrobić brązowy grzybowy sos i użyć go zamiast tamtego.
Ostatnio nazbierałem całkiem sporo grzybów, które jak się okazuje, rosną nawet kilkadziesiąt metrów pod powierzchnią ziemi, dlatego postanowiłem przyrządzić właśnie taką wersję. Nie mogłem jej nazwać varnishkes, bo użyłem innego makaronu :)

Składniki:
- makaron fusilli
- grzyby
- cebula
- kasza gryczana
- mąka


Wykonanie:
Cebulę obieramy i kroimy w kostkę. Podsmażamy na patelni z pokrojonymi grzybami. Dodajemy trochę mąki, i mieszamy. Dolewamy powoli wodę, cały czas mieszając, aż zrobi się nam gęsty sos.
Kaszę i makaron gotujemy według przepisów na opakowaniu.
Wszystko mieszamy i zajadamy ze smakiem :)

U+1F596