Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kukurydza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kukurydza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 stycznia 2025

Micha AI

Zainspirowany moim wczorajszym wpisem na stronie facebookowej, a właściwie trendem związanym chałkokoniem, który (tu informacja dla niewtajemniczonych) zaczął się obrazkiem wygenerowanym przez AI, który przedstawiał wielką chałkę w kształcie konia, co chyba było pewnym rodzajem podśmiechujki z innych nieprawdziwych obrazów w stylu Zrobiłem taką piękną pracę, a nikt mi nie pogratuluje. 

W każdym razie Internet zalały wygenerowane przez AI obrazy chałek w różnych kształtach - ja zrobiłem czołg. Jak nietrudno było się domyślić, przedstawiciele kierunku w sztuce zwanego cenzopapa, również zalali sieć chałkami z podobizną JP2, z uwagi na to, że kolor wypieku idealnie pasuje do przedstawianego przez nich wizerunku. 

Ja co prawda jakimś wielkim technoentuzjastą AI nie jestem i choć uważam je za trochę użyteczne narzędzie, to trochę (bo nikt tak naprawdę nie wie jak to działa, serio), orientuję się w działaniu, a przez to znam ograniczenia. Może z uwagi na mój sceptycyzm, a może na światopogląd, w przeciwieństwie do wielkiego biznesu nie jestem fanem substytucyjności AI, jeśli chodzi o czynnik ludzki, a jej komplementarności. 

W każdym razie, eksperymentalnie postanowiłem użyć najpopularniejszego narzędzia, jakim jest ChatGPT i zatrudnić go do stworzenia posta. Tu mała uwaga. Generalnie działa lepiej jeśli posługujecie się językiem angielskim, dlatego wklejam prompta, który wygenerował mi poniższy przepis. Wynik umieszczę już po polsku.

Jak już kiedyś pisałem, blog tym się różni od portalu kulinarnego, że na blogu, zasadniczo, ludzie wrzucają, prawdziwe jedzenie, a na portalu kulinarnym mogą być rekwizyty. Powiedzmy, że na chwilę mój blog stał się profesjonalnym portalem kulinarnym z treściami generowanymi przez maszynę :)

Zarówno do sporządzenia polecenia (prompta), jak i do przetłumaczenia wyników, możecie użyć innego narzędzia opartego na AI, czyli DeepL. Mój prompt jest modyfikacją promptów znajdujących się w repozytorium https://github.com/f/awesome-chatgpt-prompts

Prompt:

I require someone who can suggest delicious recipes that includes foods which are nutritionally beneficial but also easy & not time consuming enough therefore suitable for busy people like us among other factors such as cost effectiveness so overall dish ends up being healthy yet cheap at same time! My first request – “Something fulfilling that could be cooked quickly during lunch break using cheap ingredients which are accesible in polish shops in winter"
Następnie użyłem polecenia: 

Create an image showing a dish cooked according to this recipe. <Tu wkleiłem przepis wygenerowany na podstawie wcześniejszego prompta> 

Wynik: 

Składniki: 

1 szklanka ugotowanej kaszy gryczanej
1 szklanka mrożonych warzyw mieszanych (marchew, groszek i kukurydza)
1 łyżka oleju słonecznikowego
Sól, pieprz i szczypta czosnku w proszku 

Instrukcje:
Rozgrzać olej na patelni, dodać mrożone warzywa i smażyć mieszając, aż się podgrzeją (5-6 minut). Dodać ugotowaną kaszę gryczaną, doprawić solą, pieprzem i czosnkiem w proszku. Wymieszać do połączenia. Podawać z odrobiną kwaśnej śmietany lub jogurtu.

czwartek, 5 września 2024

Pancho

Hot dog po urugwajsku. Różne są przepisy, ale, poza rzeczami oczywistymi, jak parówka i bułka, charakterystyczny jest dodatek kukurydzy i specjalnego sosu :)

Składniki:

- jakaś parówka
- podłużna bułka
- pomidory
- ziemniaki
- kukurydza konserwowa
- majonez 
- ketchup


Wykonanie:

Parówkę gotujemy.
Pomidory drobno kroimy.
Ziemniaki kroimy na frytki i smażymy.
Robimy specjalny sos, czyli mieszamy ketchup z majonezem.
Kroimy bułkę wzdłuż, polewamy sos, dajemy pokrojone pomidory, kładziemy parówkę, posypujemy kukurydzą, dodajemy frytek i polewamy sosem.

środa, 28 sierpnia 2024

Elote, czyli meksykańska kukurydza uliczna

Tradycja gotowanych kolb kukurydzy sprzedawanych na ulicy jest w Polsce na tyle stara, że pamięta czasy, kiedy niewiele więcej można było kupić. Na terenach obecnego Meksyku jest jeszcze starsza, bo sięga czasów, kiedy nie było jeszcze Polski. 
Sam przepis ciekawy w swojej prostocie, ale tak jeszcze nie jadłem, a że lato obfituje w tego typu zboże, postanowiłem spróbować.

Składniki:

- kukurydza
- majonez
- chilli
- cytryna (opcjonalnie)


Wykonanie:

Kolbę gotujemy lub pieczemy, a najlepiej grillujemy.
Smarujemy majonezem, posypujemy chili i ewentualnie skraplamy cytryną.

piątek, 24 czerwca 2022

Burrito Bowl

Na dworze pogoda jak w Meksyku, to i danie meksykańskie. Przy tej inflacji, to może i nawet kartele powstaną, bo im większa różnica pomiędzy tym co można zyskać, a tym co można stracić, tym stopień przestępczości wyższy. Przy czym inflacja wpływa na to drugie. Tzn. jeśli ktoś, pracując uczciwie osiąga pewien poziom życia, to jest to coś, czym ryzykuje. Jeśli w wyniku inflacji i innych czynników, poziom życia mu się zmniejszy, to już ma do stracenia odpowiednio mniej, a tym samym ewentualna zysk będzie wyższy.

Obiecałem trzy dania z boczniaków, więc daje trzecie. Wpadłem na to zupełnym przypadkiem w Dublinie. Chciałem coś zjeść na szybko, znalazłem przez przypadek meksykański minimalistyczny fast food, w którym właśnie serwowali to o to danie. Niektórzy będą się upierać, że to nie burrito, bo nie jest owinięte w tortillę, ale mi się podoba. Właściwie to sam pomysł jest genialny w swej prostocie i jeśli chodzi o przepis na knajpę, oferuje dość wysoki stosunek zysku w porównaniu do wkładu pracy, ponieważ przygotowujemy tylko duże ilości półproduktów. Dlaczego to jeszcze takie fajne, bo przecież to teoretycznie tylko ryż z dodatkami? Bo to danie można dowolnie customizować. W praktyce wygląda to tak, że wbijacie do knajpy, gość bierze michę i pyta, przechodząc przez poszczególne etapy, co wybieracie. Czyli, jaki rodzaj ryżu, jaki wsad główny, jaka fasola, jakie sosy, czy jakie dodatki warzywne i zielenina. Nie jest to nic nadzwyczajnego, ale z perspektywy wartości odżywczych zdecydowanie lepiej wygląda na tle innych fast foodów. Czyli fast food, ale nie junk food :)

Składniki:

- ryż
- boczniaki
- przyprawa pikantna do kurczaka
- czerwona fasola w puszce
- kukurydza 
- pomidory
- czerwona cebula
- sałata


Wykonanie:

Boczniaki kroimy w kostkę i podsmażamy z przyprawą do kurczaka.
Ryż gotujemy.
Do miski nakładamy ryż. Na wierzch dajemy podsmażone boczniaki, pokrojoną cebulę i pomidory, kukurydzę, fasolę i sałatę.
To moja kompozycja, ale nie musi być dokładnie taka. Tzn. musi być ryż, jakiś wsad główny, jakaś fasola i jakieś warzywa.

czwartek, 24 października 2019

Frito pie

Dzisiaj przypada amerykański Dzień Jedzenia. Nie będziemy się specjalnie skupiać na samej "Ameryce", co raczej na genezie powstania tego dnia. Po II Wojnie Światowej koncerny żywieniowe starały się wprowadzić do amerykańskich (i nie tylko) domów jedzenie, które do tej pory było produkowane dla wojska. Na jedzeniu przetworzonym marża była znacznie większa niż na półproduktach, także było się o co starać. Na początku ze słabym skutkiem. Co prawda masowe zatrudnianie się przez kobiety zaczęło się trochę wcześniej, jednak ten trend w pewnym tempie postępował.  Kiedy kolejne kobiety chciały wyjść z roli gospodyń domowych, doprowadzało to, delikatnie mówiąc do pewnych nieporozumień w rodzinie. Producenci żywności uważający tradycyjne gotowanie za największa przeszkodę, doskonale wiedzieli do której części uczuć się zgłosić i zaczęli przedstawiać gotowanie jako czynność stresującą, przestarzałą, a nawet jako formę niewolnictwa. W dodatku dostarczyli produkt, który zapracowana kobieta mogła przygotować swojemu mężowi w mgnieniu oka, a nawet on, nie posiadając specjalnych zdolności mógł zrobić sobie sam. Tak w latach 70-tych jedzenie w paczkach, czy innych pojemnikach, trafiło do domów. Był tylko jeden problem - koncerny nie gotują tak jak w domu. Nie wierzycie? Spójrzcie na skład :) W dodatku to jedzenie wcale nie było tanie. W ramach przeciwdziałania temu co spowodowała industrializacja przemysłu żywieniowego, czyli niezdrowym trendom odżywiania, wprowadzono Dzień Jedzenia, który przypadał na 24 października. Problem był taki, że ten dzień musiał się mierzyć z "biznesem" dysponującym wielką kasą, dlatego obchody nie trwały długo i już kilka lat później o nim zapomniano. 
W 2011, kiedy problem chorób spowodowanych złą dietą stał się tak poważny, że skala jego mogła zagrozić rynkowi pracy i sile nabywczej konsumentów przez ich znaczną redukcję, przypomniano sobie o tym dniu i obchodzi się go do dziś. Jako, że USA od lat mówi ludziom jak mają żyć, obchodzimy tego dnia również Światowy Dzień Walki z Otyłością, co trochę świadczy o specyficznym poczuciu humoru :)

Danie, które dziś Wam zaserwuję, to kwintesencja tamtejszej kuchni. Indiańska podstawa w sztucznej torbie z średnio zdrowymi przekąskami. Średnio, bo jednak te kukurydziane są trochę zdrowsze od chipsów ziemniaczanych :)

Składniki:
- puszka czerwonej fasoli
- koncentrat pomidorowy
- kukurydza konserwowa
- paczka nachosów
- chilli


Wykonanie:
Fasolę wlewamy do garnka wraz z zalewą, dodajemy koncentratu oraz kukurydzy i gotujemy. Dodajemy chilli.
Paczkę nachosów rozcinamy wzdłuż dłuższej krawędzi i dodajemy przygotowany wcześniej, jeszcze ciepły sos.

czwartek, 1 lutego 2018

Succotash z czerwonej fasoli

A było to tak. Był sobie kiedyś gość który pomyślał, że jak popłynie na zachód od Europy to opłynie planetę dookoła i dopłynie do Azji. Nie skomunikował się z legendarnym Janem z Kolna i trafił na dziwny ląd. Pochwalił się tym kolegom w Europie, którzy uznali to za dość ciekawy kierunek migracji. Problem w tym, że ląd był zamieszkały, ale zgodnie z prawami fizyki, gdzie większa siła wygrywa, został on rozwiązany.
Na początku przybyszom nie żyło się za dobrze i korzystali z pomocy natywnych mieszkańców, w podzięce za to zaprosili ich na wieczerzę, podczas której ci drudzy nauczyli ich wytwarzać właśnie to danie. Z racji tego, że historia stosunków białych i czerwonych była raczej krwawa, głównie w wyniku inicjatywy tych pierwszych, rocznicę tej wieczerzy obchodzą jak coś niebywałego.
Natywni mieszkańcy, ich wierzenia i styl życia, stali się jeszcze bardziej legendarni niż wspomniany wyżej Jan z Kolna. Szersza publiczność poznała ich w wyniku twórczości literackiej jednego Niemca, który nazywał się Karol May, a mniejsza dzięki twórczości Davida Lyncha.

Głównymi składnikami tego dania są kukurydza i fasola. Rodzaj fasoli zależy od regionu. Później zostało one stunningowane za pomocą pomidorów. 
Potrawa, ze względu na swój budżetowy charakter przeżyła prawdziwy renesans podczas wielkiego kryzysu.

Składniki:
- puszka czerwonej fasoli
- puszka kukurydzy
- ketchup


Wykonanie:
Kukurydzę odsączamy i mieszamy w garnku z fasolą, którą wlewamy razem z zalewą. Dodajemy trochę ketchupu i podgrzewamy.


Nasiona roślin strączkowych na talerzu 2.


wtorek, 5 września 2017

Garmonbozia z Twin Peaks

Pierwszy raz  z serialem "Twin Peaks" zetknąłem się 25 lat temu kiedy był emitowany w polskiej telewizji. Oczywiście były to czasy kiedy łykało się wszystko co zagraniczne, jednak ten wyjątkowo przypadł mi do gustu mimo, że z racji wieku, niewiele z niego rozumiałem. Kiedy byłem nieco bardziej dojrzały, miałem ponowne podejście, i moje odczucia, w stosunku do tych z dzieciństwa, tylko się wzmocniły. Na plus, oczywiście. Co ciekawe, nie jestem jakiś ogromnym fanem twórczości Lyncha, ale ten serial leży mi wybitnie. 
Kiedy dotarła do mnie informacja, że będzie trzeci sezon, wiedziałem, że muszę go obejrzeć. Mimo, że jest tam więcej Lyncha niż Twin Peaks, bo sam reżyser oprócz prezentu dla fanów w postaci wielu Easetr Eggów i  laniem zafundowanym Jamesowi oraz konfliktu z Quentinem Tarantino, który postanowił załatwić na ekranie, to czas spędzony na oglądaniu uważam za dobrze spożytkowany. Początkowo, co prawda, mamy wrażenie, ze to zwykłe odcinanie kuponów i jazda na nostalgii, ale z czasem robi się coraz ciekawiej.
O czym jest serial? Dla niewtajemniczonych. Agent FBI przyjeżdża do małego górskiego miasteczka prowadzić śledztwo dotyczące morderstwa nastolatki. Od samego początku nic nie jest takie, na jakie wygląda. Z nastolatką i jej oprawcą włącznie. W grę wchodzą również złe starożytne siły, które czasem pojawiają się w naszym świecie. Do tego jeszcze kosmici i indiańskie duchy oraz masę złej energii pochodzącej  z wielu źródeł - od smutku natywnych mieszkańców tępionych przez białych po największe narzędzie do zabijania naszych czasów. Wszystko okraszone psychoanalizą. Daje to ogromne pole do popisu dlatego serial nie kończy się na złapaniu mordercy. Oczywiście wszystko jest bardziej skomplikowane, tak jak Anna Karenina, to nie jest tylko nieszczęśliwy romans mężatki z młodszym mężczyzną, ale na potrzeby tego posta, nota bene kulinarnego, trochę to uprościłem. O samym serialu mógłbym pisać i pisać, ale dyskusję wolę zostawić na komentarze :)
W serialu przenikają się dwa światy. Ten materialny i ten zdecydowanie niematerialny, w którym znajdują się wspomniane wcześniej siły, będące po dwóch stronach barykady, mające wpływ na ten pierwszy. Te złe żywią się ludzkim strachem i bólem czyli substancją zwaną Garmonbozia. Jak pamiętacie z wierzeń cywilizacji, która stworzyła fundamenty europejskiej kultury, tam postacie ze świata niedostępnego zwykłym śmiertelnikom również żywiły się "zią" tylko że Ambrozią. Tak samo jak siły przybierają jakieś postacie w świecie materialnym tak Garmonbozia ma postać kremowej kukurydzy. Także, taki mój mały hołd. Oczywiście serialowi, a nie złym siłom ;)

składniki:
- kukurydza w puszce
- mąka
- jakieś mleko (opcjonalnie)



Wykonanie:
Kukurydzę gotujemy w wodzie. Kiedy trochę odparuje, zaklepujemy mąką. Dolewamy trochę mleka, cały czas mieszając.

poniedziałek, 22 maja 2017

Weekend z kulturą brazylisjką czyli zawody, Bolo de milho i Acaraje

W miniony weekend wybrałem się do Konina. Powodów było kilka. Swego czasu bardzo dużo podróżowałem po Polsce. Byłem w bardzo wielu miejscach, ale z jakiegoś powodu, w Koninie nigdy nie byłem. Najważniejszym jednak powodem, niczym w słynnej anegdotce z Napoleonem i armatami był Puchar Polski w Brazylijskim Jiu-Jitsu. Jedna z największych tego typu imprez w kraju.

Z moim jiu jitsu to jest tak, że pewnego pięknego dnia wymyśliłem sobie, że warto uprawiać jakiś sport. Teraz mała dygresja, która wiele wyjaśni. Kiedy chodziłem jeszcze do szkoły podstawowej mieliśmy lekcje WF-u. W praktyce wyglądały one tak, że zmęczony życiem i zapijający swoje smutki w alkoholu wuefista w myśl zasady, zarobić, ale się nie narobić, zazwyczaj wpuszczał nas na szkolne boisko, rzucał między nas piłkę i kazał się zajmować samymi sobie. Nie ukrywam, że nie byłem na tych lekcjach zbyt aktywny, dlatego, że bieganie za workiem nigdy mnie nie interesowało i to delikatnie mówiąc. Cieszył mnie fakt, że obecnie podczas treningów spotykam uznanych sportowców, którzy mieli tak samo :) Kiedy Ministerstwo Edukacji, po którejś tam olimpiadzie wymyśliło sobie, że dostaniemy więcej lekcji WF, aby w przyszłości mieć lepsze wyniki sportowe, to dostaliśmy 3 godziny dodatkowo biegania za workiem. Od czasu do czasu, z racji programu, były organizowane inne zajęcia połączone ze sprawdzianami. Tu kolejna dygresja. Mieliśmy kolegę. Był nieco inaczej zbudowany od nas, a co za tym idzie, niekoniecznie nadawał się do wszystkich sportów. Może najlepiej z klasy pchałby kulą, może podnosił sztangę, a może dobrze by walczył w sumo. Tego się jednak nie dowiemy. Dlaczego? bo ograniczony nauczyciel wolał go puścić ze wszystkimi w bieg na 2 km, w którym przybiegł ostatni, po to, żeby wszyscy się z niego śmiali. Przy inicjatywie samego nauczyciela, rzecz jasna. 
Do czego zmierzam. Aktywność fizyczna jest bardzo ważna, a przekrój sportów, obecnie ogromny. Niech każdy znajdzie coś dla siebie. Nie muszą to być formy rywalizacji. Mogą to być górskie spacery lub jazda na rowerze. Nie trzeba być w tym zaraz najlepszym (choć tak by było idealnie :) ). Grunt, żeby być w tym konsekwentnym i bardzo to lubić. Ja akurat sobie wymyśliłem turystykę górską i sporty walki. Początkowo był to boks tajski, ale ze względu na kontuzję miednicy, musiałem z niego zrezygnować. Na ten moment moja aktywność w tym sporcie to licencja do sędziowania walk. Potem padło na BJJ i bardzo sobie chwale taką aktywność fizyczną, a nie inną :)
Dalej nie lubię biegać za workiem, tej czy innej wielkości :)

W każdym razie do rzeczy. Zamelinowaliśmy się w bardzo fajnym schronisku młodzieżowym, z którego widać było jedną z atrakcji tego miasta czyli tzw. "Titanic".


Rano pojechałem zobaczyć słynne zielnik ( w formie malowideł ściennych) Jana Zamełki, który pochodził z tych okolic, oraz ufundował pierwszą w Polsce katedrę anatomii i botaniki lekarskiej. Tyle, że nie tutaj, ale w Krakowie :)


Choć tak właściwie Konin jest znany głównie z dwóch rzeczy. Najstarszego znaku drogowego w Polsce z XII wieku oraz tego, że urodził się tam wynalazca lateksowej prezerwatywy Julius Fromm. Dziwię się, że miasto nie poszło w tą stronę. Bardzo ubolewam, że nie mogłem kupić żadnej pamiątki z tym związanej. Oczywiście chodzi mi o dedykowane pamiątki, a nie paczka "gum" w aptece. Jestem pewien, że nie ja jeden. Myślę, że dla tego miasta byłby to strzał w dziesiątkę, a póki co to kolejna, choć jeszcze nie zmarnowana szansa. Święto prezerwatywy - to by było coś !


Co do samych zawodów. Tym razem poszło mi znacznie gorzej niż poprzednio, dlatego moja stała gadka o każdym kto startuje jako zwycięzcy będzie mniej wiarygodna, ale na to przekładają się statystyki w postaci stosunku startujących do startujących. Jest to naprawdę ogromne przedsięwzięcie logistyczne, bo trzeba sobie wszystko poorganizować, fizyczne, bo trzeba włożyć wysiłek w treningi, a niejednokrotnie w zbijanie wagi, psychiczne, żeby sobie z tym wszystkim poradzić, a potem jeszcze wyjść do walki na środku sali, gdzie oczy znajomych lub nieznajomych skierowane są na was, że o obawą nie wspomnę. Także jak jak poradziliście sobie z tym wszystkim to już jesteście zwycięzcami. Potem trzeba tylko zwyciężyć drugi raz :)

Bolo de milho

Z tej okazji przygotowałem dla całej ekipy brazylijskie ciasto Bolo de milho. Kuchnia z tego regionu nie jest zbyt wyszukana, bo to pozostałości portugalskie z silnymi wpływami prostej kuchni indiańskiej i niewolniczej. 

Składniki:
(na prostokątną blachę)
- 3 puszki kukurydzy
- 3 szklanki mąki kukurydzianej
- 2 szklanki cukru
- szklanka oleju
- 3 szklanki wody
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 łyżki octu

Tylko nie pytajcie jak mi się udało namówić słynnych celebrytów do tego żeby zaprezentowali moje ciasto :)


W każdym razie na zdjęciu Paweł Bańczyk- zdobywca dwóch złotych medali (w swojej kategorii oraz open czyli tam gdzie bije się każdy z każdym) oraz jego partnerka (celebryci nie mają dziewczyn ani konkubin, tylko partnerki życiowe :) ) Sonia, zresztą też utytułowana :)

Wykonanie:
Kukurydzę odsączamy i miksujemy. Dodajemy mąkę, wodę, olej oraz cukier i dobrze mieszamy. Na koniec dodajemy ocet, mieszamy i dodajemy proszek do pieczenia. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do około 180 stopni i po godzinie możemy sprawdzić patyczkiem czy jest gotowe. Pamiętajcie, że to nie biszkopt. Ono wyjdzie bardzo zbite.

Acarajé

Na drugi dzień wypadałoby się zregenerować po wysiłku. Wybór padł na bardzo ciekawe brazylijskie danie Acaraje. Nieprzypadkowo. Jest to danie pochodzące z zachodniej Afryki, które przypłynęło do Brazylii wraz z niewolnikami. Tradycyjnie było przygotowane dla mężczyzn, którzy wracali z wielkich bitew.
Technicznie rzecz biorąc, to taki odwrotny burger. Burger to taki kotlet zamknięty w bułce. Tu jest bułka zamknięta w fasolowym kotlecie. Co prawda zmielona bułka, ale zawsze.

Składniki:
- puszka fasoli
- szklanka mąki kukurydzianej
- cebula
- stare pieczywo
- wiórki kokosowe
- przecier pomidorowy


Wykonanie:
Fasolę oddzielamy od wody, mielimy i mieszamy z mąką, wodą po fasoli oraz drobno pokrojoną cebulą. Formujemy spore kulki i smażymy na głębokim oleju. 
Bułkę rozdrabniamy i moczymy. Mieszamy z wiórkami kokosowymi i odrobiną koncentratu. 
W usmażonych kulkach robimy szczeliny i ładujemy do nich farsz z bułki.

Przy tej okazji chciałbym podziękować wszystkim, którzy mnie na ten sport zajawili, wszystkim z którymi przyszło mi go uprawiać oraz trenerowi, który pomimo tego, że nie podchodzę do tego sportu jak niektórzy jego wychowankowie, ma do mnie dużo cierpliwości :), a także służył mi  ogromnym wsparciem na zawodach.

wtorek, 14 lutego 2017

Potrawka Hoovera

Kolejne oryginalne danie z czasów Wielkiego Kryzysu i kolejny raz nie będę pisał o samym kryzysie jako takim, bo pisałem o tym już tutaj.
Pieszczotliwa nazwa tego dania pochodzi od byłego prezydenta USA Herberta Hoovera ( nie mylić ze znanym z czystek politycznych J.Edgarem Hooverem), którego obarczono winą za Wielki Kryzys z 1929 roku.
Zresztą to nie jedyna nazwa, która w owym czasie inspirowała się jego nazwiskiem. W powszechnym użyciu były na przykład koce Hoovera, czyli gazety, którymi przykrywali się bezdomni,  flagi Hoovera,  czyli wyciągnięte na zewnątrz kieszenie oznaczające brak pieniędzy czy skóra Hoovera, czyli kawałek kartonu robiący za podeszwę.
Najbardziej popularne jednak były tzw. Hoovervilles, czyli zakładane przez bezdomnych dzikie miasteczka. Było ich w tym okresie całkiem sporo, a różniły się bardzo pod względem wielkości i struktury populacji. Ze względów logistycznych zazwyczaj były zakładane w okolicy ośrodków przemysłu rolniczego lub rzek. Oczywiście życie w takim ośrodku nie należało do najprzyjemniejszych. Więcej na ten temat możecie poczytać w książce Johna Steinbecka pod tytułem Grona gniewu.
Jednym ze słynniejszych tego typu miasteczek było założone przez weteranów wojennych z czasów I Wojny Światowej nad brzegiem rzeki Anacostii w Waszyngtonie. Osiedli tam w przekonaniu, że coś im się należy tylko dlatego, że walczyli w wojnie ku potędze własnego kraju. Za tak nieracjonalne myślenie ukarał ich generał MacArthur, ten sam który 10 lat później ucieknie zostawiając swoje wojsko na rzeź, za co jeszcze otrzyma najwyższe odznaczenie państwowe Medal, uwaga ... Honoru :) Wjechał tam z ekipą i rozpędził ich bagnetami, co było i tak szczytem łaski, bo w owym czasie na świecie (również i w Polsce) powszechnie przyjętym standardem było strzelanie do tłumu :)
Oczywiście w takich obozach jadło się co było, ale ktoś postanowił ujednolicić ten przepis i przedstawić go w takiej postaci.

Składniki:
- makaron
- jakieś parówki
- kukurydza konserwowa
- pomidory w puszce

Wykonanie:
Makaron gotujemy i odcedzamy. Dodajemy pomidory z puszki, pokrojone w plasterki parówki i kukurydzę bez zalewy. Wszystko chwilę grzejemy i podajemy.

piątek, 23 grudnia 2016

Kryzysowa wigilia

24 grudnia, wiadomo, wigilia czyli wielka świecka tradycja związana z kupowaniem i jedzeniem. Do tego jeszcze wszyscy przeżywają ducha świąt krzycząc na siebie w wyniku zdenerwowania spowodowanego tym, że nie zdążyli umyć okien. Dla każdego oznacza co innego. Dla jednych dzień wolny, dla innych okazja spotkania się z rodziną przy wódce i „Kevinie”, a niektórzy nawet skupiają się bardzo na kwestiach duchowych. Z tym, że z tą duchowością to też jest różnie, bo w związku z tym, że data przepada nam na zimowe przesilenie, tego dnia świętowali przedstawiciele wielu religii na świecie od starożytnych Egipcjan począwszy. Co prawda oni akurat nie wywarli wielkiego wpływu na potrawy znajdujące się na naszym stole, ale już pogańscy Słowianie bardzo.  Zwyczajowo liczba dań powinna być nieparzysta. W najbiedniejszych rodzinach było ich 5 lub 7, a w bogatych 9 lub 11. 12 potraw wymyślili najbogatsi.  Dwunastka, co wiemy ze szkoły, przy okazji omawiania tematu o Unii Europejskiej, oznacza pomyślność. Szóstka z kolei niepełność, tudzież niedostatek. To wigilia kryzysowa więc zgodnie z tradycją zamieszczam tutaj 5 potraw plus napój więc prawie 6 :)
Motywem przewodnim w tym roku będzie choinka. Zanim jeszcze nabrała takiej formy jak ma to obecnie i przeszła do języka potocznego jako określenie czegoś lub kogoś nadmiernie ustrojonego, funkcjonowała jako kult drzewa i była obecna w różnych formach przy okazji takich czy innych świąt. 



Zupa z wędzonych jabłek i grzybów suszonych

Jabłka i grzyby to symboliczne składniki, które często znajdują się na wigilijnym stole. Z jabłkami sprawa jest prosta, bo używane były one do przystrojenia czy to samej choinki czy jej pierwowzoru.
Z grzybami sprawa jest ciekawsza. Puste miejsce, które jest trzymane przy stole było przygotowane dla ducha jakiegoś przodka. Problem w tym, że aby zobaczyć takiego ducha trzeba się wspomóc substancją halucynogenną. Tą rolę odgrywały grzyby, które od tej pory są zawsze na wigilijnym stole. 

Składniki:
- wędzone jabłka
- grzyby suszone

Wykonanie:
Zalewamy wrzątkiem i moczymy co najmniej godzinę. Jabłka wrzucamy do garnka z wodą i gotujemy. Dodajemy grzyby wraz z wodą, w której się moczyły i doprawiamy do smaku.

Pizza choinkowa

Ja wiem, że niby pizza to nie jest tradycyjna potrawa wigilijna, ale przyjrzyjcie się każdemu kawałkowi z osobna. Wygląda jak choinka. O ile oczywiście dobierze się odpowiednie składniki. Spełnia najważniejsze kryterium. Jest z mąki, a mąka z ziaren. To taka tradycja jeszcze z czasów kiedy nie obowiązywał kalendarz urzędowy, a ludzie posługiwali się kalendarzem solarnym. Wtedy, w związku z tym, że dzień się rodził (stawał się coraz dłuższy) początek roku przypadał właśnie na ten czas. Jedzono wtedy ziarna, które uprawiano po to, aby w przyszłym roku plony tychże były pokaźne.

Składniki:
- mąka 
- drożdże
- olej
- cebula czerwona
- rukola
- koncentrat pomidorowy
- oregano

Wykonanie:
Drożdże rozpuszczamy w wodzie, dodajemy mąki oraz trochę oleju i ugniatamy jednolite ciasto, które nie będzie lepiło się do rąk. W razie potrzeby dodajemy mąki lub wody. Formujemy OKRĄGŁY placek.
Do koncentratu dodajemy trochę wody oraz oregano i tak przygotowanym sosem smarujemy spód pizzy.
Cebulę kroimy w plasterki i układamy na spodzie. Całość wkładamy do nagrzanego do 200 stopni piekarnika i wyjmujemy w momencie, w którym brzegi będą rumiane. Czyli po ok. 10 - 15 minutach.

Choinkowy placek

Choinkowy to on jest dlatego, że jak się go potnie w wycinki  to wraz z ziarnami kukurydzy wygląda jak choinka z bombkami. Kryterium zbożowe również spełnione.

Składniki:
- opakowanie mrożonego szpinaku 
-  2 szklanki mąki
- szklanka wody
- puszka kukurydzy
- 1/3 szklanki oleju

Wykonanie:
Wszystkie składniki mieszamy ze sobą. Wkładamy do tortownicy a ją samą do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na 45 minut.

Choinkowa surówka

Kiszonki są dobre na trawienie, a w sytuacji, w której ludziom zdarza się trafić do lekarza z przejedzenia, to mogą się przydać.
Składniki:
- ogórki kiszone
- jabłko
- patyk do szaszłyka

Wykonanie:
Jabłko kroimy na pół a ogórki na plasterki wzdłuż. Wkładamy patyk w połówkę jabłka używając go jako podstawkę i nadziewamy na niego plasterki ogórka na przemian, żeby wyglądało jak choinka.

Makowiec choinka

Przepis, który fruwa po sieci od dłuższego czasu, genialny w swej prostocie. Do tego mak, również ważny symbol świąt spełniający tą samą rolę co grzyby. Co prawda odmiany dostępne na rynku spożywczym mają mało właściwości psychoaktywnych, ale po zjedzeniu dużej ilości test na opiaty byłby pozytywny.
Składniki:
- najtańsze ciasto francuskie
- mak
- powidła śliwkowe

Wykonanie:
Powidła śliwkowe mieszamy z makiem, tak aby powstała nam jednolita morka masa.
Z ciasta wycinamy dwa duże jednakowe trójkąty. Na jeden z nich smarujemy masę makową i przykrywamy drugim. Nacinamy w poprzek zostawiając około 2-3 centymetrowy pionowy pasek, który będzie nam robił za pień. Powinno nam powstać coś na kształt gałązek choinkowych. Każdą z nich lekko skręcamy i tak przygotowane ciasto wkładamy do piekarnika nagrzanego do takiej temperatury, jaka jest podana na opakowaniu od ciasta. Wyjmujemy po ok. 15 minutach jak będzie lekko rumiane.

Herbatka sosnowa

Może być z innego drzewa, ale sosna jest najbardziej popularna i najbardziej wydajna. Igły są o tyle dobre, że po zaparzeniu opadają na dno.
Składniki:
- igły sosnowe
- cukier

Wykonanie:
Igły zalewamy wrzątkiem i dosładzamy cukrem.



Wypieczone święta - Boże Narodzenie 2016


czwartek, 18 sierpnia 2016

Arepa pizza czyli latino fusion

Pozostajemy w Ameryce Łacińskiej. Jakby ktoś nie wiedział, to jest to taki nieformalny twór, który istnieje poza klasycznym podziałem na Amerykę Północną i Południową, a ma swoje uzasadnienie w podobieństwach kulturowych. Z tego samego powodu klasyfikuje się zresztą Izrael jako państwo europejskie. W każdym razie mówi się tam praktycznie w jednym języku - hiszpańskim, z takimi wyjątkami jak największy kraj tej wspólnoty - Brazylia, gdzie mówi się po portugalsku. A wbrew temu co myślał doktor Paganel, bohater pierwszej części słynnej trylogii Juliusa Verne Dzieci Kapitana Granta, to są jednak różne języki :) W każdym razie łączy ich również religia, a nawet można powiedzieć, że jej specyficzna odmiana, zakazana przez władze kościoła. 
Sama arepa czyli płaskie smażone placki z mąki kukurydzianej, pochodzi z tak znanej fanom serialu  Narcos Kolumbii oraz mniej znanej Wenezueli :) Farsz zapożyczyłem z północnego krańca Ameryki Łacińskiej - Meksyku - kraju, który zasłynął tym, że był w XIX wieku polem bitwy pomiędzy załatwiającymi na tym terenie interesy mocarstwami. Była to tak ważna wojna, że członkowie Legii Cudzoziemskiej, o której pisałem już przy okazji tego wpisu, mają swoje święto na pamiątkę jednej z rozegranych tam bitew. 
A skąd ta pizza? To naleciałość od osoby, której nazwę zawdzięczają te kontynenty, a która była Włochem - mowa o Amerigo Vespucci, a także z kraju, który sąsiaduje z regionem AŁ, czyli USA, bo to dopiero tam pizza stała się tak bardzo popularna.
Arepa jada się jak kanapki, a pizza, to technicznie rzecz biorąc, również wielka kanapka :)

Składniki:
- mąka kukurydziana
- olej
- woda
- cebula
- czerwona fasola w puszczce
- kukurydza konserwowa
- papryka czerwona
- koncentrat pomidorowy


Do mąki kukurydzianej dodajemy trochę oleju oraz wody i ugniatamy ciasto. Nie będzie się to trzymało kupy tak jak ciasto na prawdziwą pizzę, dlatego, żeby usmażyć placek tej wielkości, należy najpierw nalać trochę oleju, a następnie położyć na tym ciasto. Przy przekładaniu będzie trochę gimnastyki, dlatego polecam metodę "na talerz". 
Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy. Dodajemy fasolę bez zalewy, kukurydzę, pokrojoną w kostkę paprykę oraz trochę wody i dusimy chwilę. Zagęszczamy koncentratem pomidorowym.
Całość nakładamy na usmażony placek.


Warzywa psiankowate 2016
Warzywa psiankowate 2016

poniedziałek, 9 maja 2016

Mulligan stew

Nie tak dawno temu, bo w końcu historia USA nie obejmuje dalekich okresów, zawiązała się pewna grupa zawodowa nazywana hobos. Byli to pracownicy najemni, którzy podróżowali od miasta do miasta w poszukiwaniu jakiejś dorywczej pracy, zazwyczaj opłacanej noclegiem i jedzeniem.
Z czasem zrobiła się z tego filozofia życiowa, gdyż wielu hobos wybierało takie życie z własnej woli. Było to inspiracją dla wielu artystów z nurtu tych "niepokornych".
Oczywiście w czasach wielkiego kryzysu, o którym pisałem w poprzednim poście ilość ludzi określanych jako hobo drastycznie wzrosła, niekoniecznie jednak z powodu wolnego wyboru tego zawodu.

Bardzo popularnym środkiem transportu takich ludzi były pociągi towarowe. Niestety takie podróżowanie ma do siebie, że nigdy nie wiadomo w jakim miejscu się człowiek obudzi. Jak wyglądało życie takich ludzi możemy zobaczyć choćby w filmie "Władca północy" z Lee Marvinem w roli głównej, albo w "Wagon towarowy Bertha" Martina Scorsese, który miał podobno nieudawane sceny łóżkowe i był oparty na faktach.

Co ciekawe filozofia hobo nadal króluje w świadomości wielu Amerykanów, którzy, zupełnie inaczej niż Polacy czekający 25 lat na spółdzielcze mieszkanie i osiadający w nim na stałe, dość często zmieniają swoje miejsce zamieszkania, w poszukiwaniu pracy.

Mulligan stew to danie bardzo typowe dla tej kultury, a jednocześnie pełniło funkcję integracyjną. Tacy ludzie zbierali się w tworzonych przez siebie małych namiotowych miasteczkach przy ognisku i każdy z nich wrzucał do wspólnego kociołka to, co udało mu się zdobyć lub kupić. Dlatego ja postanowiłem przygotować z najtańszych rzeczy dostępnych na rynku, również typowych dla, kultury amerykańskiej, czyli np. ziemniaki i kukurydza, które trafiły do nas z tamtego kontynentu. Sposób przygotowania również typowy dla hobos czyli kociołek na ognisku.

Składniki:
- ziemniaki
- cebula
- kukurydza
- marchewka
- buraki
- inne, co tylko wpadnie do głowy, a raczej w ręce :)


Wykonanie:
Wszystko obieramy (poza kukurydzą), kroimy na mniejsze kawałki, mieszamy i wrzucamy do kociołka. Jeśli kociołek jest otwarty, to polecam dolać wody. Mój jest zamykany więc wystarczy praktycznie tylko ta ilość płynów, która jest w warzywach. Oczywiście dolanie wody spowoduje zwiększenie objętości dania, co wpłynie na ilość hobos, którzy mogą się nim posilić :)

Kuchnia Ameryki Północnej 2016


Kuchnia Ameryki Północnej 2016



niedziela, 6 marca 2016

Hush puppies

Co prawda danie wymyślone w Ameryce Południowej, ale, ze względu na genezę, można uznać je za kuchnię afrykańską. Trochę zmodyfikowałem, po naszemu, żeby nie było nudne. Jak już fusion to do na całego :)
A było to tak. Odkąd istnieją cywilizacje jedni, ci silniejsi, uważają się za lepszych, podczas gdy tych słabszych uważa się za gorszych. Może nam się to nie podobać, ale takie prawa rządzą światem. Pytanie brzmi jak daleko ci silniejsi są w stanie posunąć się w stosunku do tych słabszych. Chciałem napisać, że dawno dawno temu, ale w gruncie rzeczy nie tak dawno, bo ostatnie bastiony oficjalnie zlikwidowano mniej więcej wtedy kiedy przychodziłem na świat, był sobie bardzo wyraźny podział na lepszych i gorszych. Ci najgorsi byli niewolnikami (No dobra, wiem, dalej jest niewolnictwo, ale teoretycznie nielegalne). 
Właściwie zjawisko to było bardzo powszechne, ale na potrzeby postu skupimy się na Stanach Zjednoczonych Ameryki. Kraj dość duży, bogaty w bogactwa więc rozwijał się w dużym tempie. Potrzeba było ludzi do pracy, w dodatku można było ograniczyć koszty, więc sprowadzano darmową siłę roboczą z Afryki, która albo została schwytana, albo sprzedana za jakieś dobra. Początkowo nie było gdzie uciekać, bo do domu daleko, a na obcym terytorium, przedstawiciel z Czarnego Lądu, delikatnie rzecz ujmując, rzucał się w oczy. Później sytuacja trochę się zmieniła, bo można było uciec do innego stanu. Oczywiście nie było to tak proste jak się powszechnie uważa, bo w niektórych północnych stanach też pochwalano niewolnictwo, ale z grubsza w tamtym kierunku. Ucieczka nie była łatwa, a schwytany na niej niewolnik ponosił surową karę. Udawało mu się zachować życie głównie z tego powodu, dla którego dba się o większość z nas :) Dalej był sprawną siłą roboczą. Niewolnicy byli pilnowani przez strażników, którzy jednak potrzebowali snu oraz psy, które również potrzebowały snu, ale były bardziej czujne i mogły podnieść alarm. Aby je uciszyć dostawały właśnie takie kawałki, stąd ich nazwa. Hush puppies znaczy mniej więcej tyle co Cisza, szczenięta To jedna z historii, która najbardziej mi się podoba, choć mało prawdopodobna, bo wątpię czy dobrze karmione psy łakomiłyby się na ciasto kukurydziane :)

Składniki:
- kaszka kukurydziana
- kukurydza konserwowa
- mąka



Wykonanie:
Kaszką gotujemy na gęsto. Odstawiamy aż ostygnie dodajemy kukurydzy, jakiś ulubionych przypraw i trochę mąki. Formujemy kotleciki i smażymy. Oryginalnie powinny być małe okrągłe i smażone na głębokim oleju, ale ja zrobiłem po polsku jak nasze rodzime trociniaki. Lekko podłużne na płytkim oleju.


Wegetariański obiad VI

sobota, 9 maja 2015

Najbardziej prawdopodobny koniec świata czyli co bedziemy jedli po apokalipsie. Jabłka, kukurydza (ziemniaki) i zielenina.

Obiad był sycący: gotowana kukurydza zmieszana z jabłkami, przyprawiona wiosenną cebulką oraz pierwszymi tej wiosny mleczami. 
Po posiłku, koncercie i przedstawieniu John spotkał się z wielebnym Ablem, Kevinem Maladym oraz resztą członków ciała pedagogicznego, którym udało się przeżyć. Dyskutowali o tym, że dobrze by było uruchomić chociaż kilka kursów na uczelni... jednak nic z tego nie wynikło. Nadejście wiosny oznaczało okres, kiedy pojawiają się pierwsze rośliny i warzywa, można znowu zacząć polowania i może wreszcie ukończyć projekt turbiny przy zaporze, by ponownie popłynął prąd. Zajęcia szkolne mogły poczekać do jesieni.

William R. Forstchen "Sekundę za Późno"

Rozważania nad ewentualnym końcem świata towarzyszą nam od dawna. Czasem celowo potęgowane jako straszak, czasem w celach marketingowych, a czasem po prostu jako element filozoficznych rozmyślań. 
Wraz z rozwojem nowych technologii oraz ludzkiej wyobraźni bierzemy pod uwagę nowe zagrożenia. Do wciąż aktualnej, spędzającej sen z powiek Amerykanom przez 50 lat, wojny nuklearnej dochodzą jeszcze zagrożenia z kosmosu, zarówno te z premedytacją, jak przedstawiana przez Wellsa inwazja kosmitów, jak i te przypadkowe w postaci asteroidów, komet itp. Ostatnio modna stała się również, rozdmuchana przez Brooksa apokalipsa Zombie. Wbrew pozorom jest również możliwa o czym będę jeszcze pisał.
Na bazie fali obaw przed apokalipsą powstała cała ideologia, która tworzy ruch preppersów. Jest to grupa ludzi, która już w tej chwili szykuje się  na nadejście najgorszego. Zbierają sprzęt, zapasy i uczą się nowych umiejętności. Większości ludzi kojarzą się oni z doskonale wyposażonymi bohaterami gier komputerowych z serii STALKER, którzy są w stanie doskonale się odnaleźć po zagładzie nuklearnej. Problem w tym, że na najgorszy scenariusz nigdy nie będziemy przyszykowani.
Na co w takim razie powinniśmy się szykować? Jako człowiek, który nawet zdawanie egzaminu na prawo jazdy układał sobie zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa odpowiem, że zgodnie z prawdopodobieństwem wystąpienia kataklizmu. Jaka jest zatem najbardziej prawdopodobna przyczyna końca świata, a przynajmniej takiego do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni? Odpowiedź leży w książce Williama R. Forstchena "Sekundę za późno".
Książka o tyle ciekawa, że skonsultowana z specjalistami w dziedzinie fizyki, a także wojskowości. Pewnego dnia USA i, jak się potem okazuje, nie tylko, bo Europa też. Zostały zaatakowane za pomocą impulsu elektromagnetycznego.  Jeśli ktoś uważał na lekcjach Przysposobienia Obronnego (nie chciałem pisać PO :) ) to wie co to takiego. Jak ktoś nie uważał, to może przynajmniej oglądał Matrix. W wyniku tego ataku wszystkie urządzenia elektryczne zostają usmażone i cofamy się w czasie do XIX wieku, a ludność z wielu przyczyn zostanie zredukowana do liczby z tego okresu.
Okazuje się, że taki atak nie jest trudny od strony technicznej. Wystarczy kupić małą głowicę, odpowiednią przy niej pogrzebać, załadować ją na jakąś starą rakietę, wystrzelić ją z kontenerowca na środku oceanu, a potem zdetonować głowicę wysoko w atmosferze tudzież nad nią. W efekcie czego, dzięki odkrytemu przez Comptona efektowi, za który dostał nagrodę Nobla, pojawi się wielki elektromagnetyczny parasol, który pokryje cały kontynent. Dla mnie to brzmi bardziej logicznie niż zniszczony świat po całej serii dużych naziemnych wybuchów, na którym nikt już nie będzie mógł mieszkać, bo co komu po bezużytecznym świecie. Tym bardziej, że taki atak może przeprowadzić średnio ogarnięty biznesmen. 
W każdym razie jeśli ziemia ulegnie zniszczeniu to żadne umiejętności nam się nie przydadzą, natomiast jeśli założymy scenariusz najbardziej prawdopodobny, to umiejętność zdobycia i przygotowania pokarmów w tych warunkach będą na wagę złota. Podobnie jak uprawa roślin jadalnych. Do tego dochodzi umiejętność posługiwania się narzędziami. Jeśli chcemy być preppersami to pielęgnujmy umiejętności, które znali nasi dziadkowie, interesujmy się tym co się je, a czego nie. Zawsze może nas dotknąć mały kataklizm w postaci uszczuplenia budżetu domowego, albo całodzienny brak prądu, jak to miało miejsce w Szczecinie kilka lat temu. Umiejętności walki też się przydadzą, żeby jakiś leniwy człek nie próbował nam odebrać naszego dorobku siłą :)
Postanowiłem skopiować danie przedstawione w książce. Coś co zostało przetłumaczone jako wiosenna cebulka, to w oryginale jest dziki czosnek. Ja postanowiłem użyć szczypiorku, który można sobie wyhodować samemu wkładając cebule do ziemi. Tylko grubszą stroną! :) Książka mówi o warunkach amerykańskich, dlatego jest kukurydza, która odgrywa tam bardzo ważną rolę w kuchni kryzysowej :) W Polsce byłyby to pewnie ziemniaki, które nie potrzebują płodozmianów, a wyhodować można je nawet w worku.

Składniki:
- puszka kukurydzy
- jabłka
- liście mniszka lekarskiego tzw. mlecz
- szczypiorek

Wykonanie:
Jabłka kroimy w kostkę i dusimy razem z kukurydzą pod przykryciem w małej ilości wody. Dodajemy świeżo zebrane liście mniszka lekarskiego. Przed podaniem posypujemy poszatkowanym szczypiorkiem.


Kulinarnie z literatury i filmu

wtorek, 15 lipca 2014

Ajiaco

Czyli kolejny wpis, wtrącenie typowo letnie. Znów akcja organizowana przez herbiness.com o nazwie "Chwast na medal".
Jak zwykle skupiam się na tych ziołach, które mają zastosowanie kulinarne. Tak oto znalazłem w ogródku (nie moim co prawda, a ogólnodostępnym :) ) żółtlicę drobnokwiatową łac. Galinsoga parviflora.


Miałem opisać jej właściwości więc wygląda to następująco:
Na 100g
Białko 3,2 g (szpinak 2,8g)
Węglowodany  5.5 g
Tłuszcz 0,4 g
Błonnik 1,1 g
Wapń 284 mg
Magnez 60 mg
Potas 58 mg
Żelazo 5,3 mg (szpinak 2,4 mg)
Cynk 1,3 mg
A oprócz tego wit. A, B1, B2, B3

Roślina ma swoją kulinarną rekomendację. W Kolumbii przyrządza się z niej danie zwane Ajiaco, które jest tam tak bardzo popularne, że każdy region ma swoją wersję. Zajadają się nią też w Azji i Afryce.

Składniki:
- ziemniaki
- żółtlica
- kukurydza konserwowa


Wykonanie:
Ziemniaki dusimy z pokrojoną żółtlicą, aż będą miękkie. Po jakimś czasie dodajemy kukurydzę z puszki. Podaje się też w wersji z pokrojonymi kolbami, ale to, choć ładne, mało praktyczne :)

Kukurydziane wariacje III

niedziela, 23 października 2011

Tajskie placki

W geście solidarności z zalaną Tajlandią, która jest w jakiś sposób mi bliska ze względu na to, że jest ojczyzną uprawianego przeze mnie sportu. Chciałbym żeby była jeszcze bliżej, ale póki co nie uzbierałem na wycieczkę :) choć jak tak dalej pójdzie to nie będzie gdzie już jechać. Przez to, że nigdy tam nie byłem nie jestem w stanie zweryfikować, czy faktycznie takie rzeczy się tam jada, ale internet ( źródło wiedzy absolutnej ) nie może się mylić :) W związku z tym, że więcej osób twierdzi, ze tak jest niż liczy ludność Tajlandii, to nawet jeśli to nie prawda, biedni Tajowie muszą się z tym pogodzić :)

Przeszło rok po umieszczeniu tego posta dowiedziałem się, że nazywa się to TOD MUN KAO POD :)

- kukurydza konserwowa
- mąka
- curry
- mąka ziemniaczana (opcjonalnie)
Wykonanie:
Kukurydzę wymieszać z mąką i dodać trochę wody, żeby powstało gęste ciasto. Dodajemy curry (dość sporo) kładziemy na patelnię i smażymy. Można dodać trochę mąki ziemniaczanej żeby ciasto bardziej się trzymało. Tak 2 łyżki na puszkę. Żeby było bardziej po tajsku można dodać wiórek kokosowych.

środa, 3 sierpnia 2011

Granaty

Zagadka na czasie. Z jakiego filmu pochodzi ten dialog?
- Co Pan ma w tych kieszeniach, jakieś żelastwo czy co?
- Och, najmocniej Panią przepraszam, to są granaty.

Składniki:
- kukurydza
- słodka papryka
- folia aluminiowa i kawałek kijka do dekoracji
Wykonanie:
Odcinamy 8 cm kawałki kukurydzy i wbijamy w tył kijek lub jakiś kołek. Posłuży on nam za uchwyt w czasie jedzenia. Gotujemy 5 min, obtaczamy w słodkiej papryce i formujemy "dźwignię spustową" z folii aluminiowej.

środa, 2 lutego 2011

Kryzysowa kukurydza

Autentyczne danie z czasów wielkiego kryzysu w USA. Przepis do dziś zresztą jest z powodzeniem stosowany przez tamtejszych studentów. Tak, tak, oni też maja ograniczone budżety, w których jedzenie nie zajmuje nadrzędnego miejsca :)

Składniki:
- kukurydza konserwowa
- mleko
- jajka
Wykonanie:
Mleko mieszamy z jajkami, tak powiedzmy mniej mleka więcej jajek. Tak przygotowaną mieszanką zalewamy kukurydzę i zapiekamy w piekarniku.