wtorek, 5 września 2017

Garmonbozia z Twin Peaks

Pierwszy raz  z serialem "Twin Peaks" zetknąłem się 25 lat temu kiedy był emitowany w polskiej telewizji. Oczywiście były to czasy kiedy łykało się wszystko co zagraniczne, jednak ten wyjątkowo przypadł mi do gustu mimo, że z racji wieku, niewiele z niego rozumiałem. Kiedy byłem nieco bardziej dojrzały, miałem ponowne podejście, i moje odczucia, w stosunku do tych z dzieciństwa, tylko się wzmocniły. Na plus, oczywiście. Co ciekawe, nie jestem jakiś ogromnym fanem twórczości Lyncha, ale ten serial leży mi wybitnie. 
Kiedy dotarła do mnie informacja, że będzie trzeci sezon, wiedziałem, że muszę go obejrzeć. Mimo, że jest tam więcej Lyncha niż Twin Peaks, bo sam reżyser oprócz prezentu dla fanów w postaci wielu Easetr Eggów i  laniem zafundowanym Jamesowi oraz konfliktu z Quentinem Tarantino, który postanowił załatwić na ekranie, to czas spędzony na oglądaniu uważam za dobrze spożytkowany. Początkowo, co prawda, mamy wrażenie, ze to zwykłe odcinanie kuponów i jazda na nostalgii, ale z czasem robi się coraz ciekawiej.
O czym jest serial? Dla niewtajemniczonych. Agent FBI przyjeżdża do małego górskiego miasteczka prowadzić śledztwo dotyczące morderstwa nastolatki. Od samego początku nic nie jest takie, na jakie wygląda. Z nastolatką i jej oprawcą włącznie. W grę wchodzą również złe starożytne siły, które czasem pojawiają się w naszym świecie. Do tego jeszcze kosmici i indiańskie duchy oraz masę złej energii pochodzącej  z wielu źródeł - od smutku natywnych mieszkańców tępionych przez białych po największe narzędzie do zabijania naszych czasów. Wszystko okraszone psychoanalizą. Daje to ogromne pole do popisu dlatego serial nie kończy się na złapaniu mordercy. Oczywiście wszystko jest bardziej skomplikowane, tak jak Anna Karenina, to nie jest tylko nieszczęśliwy romans mężatki z młodszym mężczyzną, ale na potrzeby tego posta, nota bene kulinarnego, trochę to uprościłem. O samym serialu mógłbym pisać i pisać, ale dyskusję wolę zostawić na komentarze :)
W serialu przenikają się dwa światy. Ten materialny i ten zdecydowanie niematerialny, w którym znajdują się wspomniane wcześniej siły, będące po dwóch stronach barykady, mające wpływ na ten pierwszy. Te złe żywią się ludzkim strachem i bólem czyli substancją zwaną Garmonbozia. Jak pamiętacie z wierzeń cywilizacji, która stworzyła fundamenty europejskiej kultury, tam postacie ze świata niedostępnego zwykłym śmiertelnikom również żywiły się "zią" tylko że Ambrozią. Tak samo jak siły przybierają jakieś postacie w świecie materialnym tak Garmonbozia ma postać kremowej kukurydzy. Także, taki mój mały hołd. Oczywiście serialowi, a nie złym siłom ;)

składniki:
- kukurydza w puszce
- mąka
- jakieś mleko (opcjonalnie)


Wykonanie:
Kukurydzę gotujemy w wodzie. Kiedy trochę odparuje, zaklepujemy mąką. Dolewamy trochę mleka, cały czas mieszając.

2 komentarze:

  1. Chyba aż się skuszę na ten serial :) wcześniej nigdy o nim nie słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ten serial oglądałam już dwa razy i absolutnie uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń