Pokazywanie postów oznaczonych etykietą burak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą burak. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 grudnia 2023

Pizza jesienna z trąbkami śmierci

Tak, wiem, że za oknem nawaliło śniegu jakby zestrzelono transport z Kolumbii, ale generalnie, póki co, mamy jesień. Nawet jeśli musicie zmienić opony na zimowe, a poziom mrozu osiąga dwie cyfry, to dalej jest jesień.
Zarówno trąbki jak i orzechy wypadało nazbierać przed śniegiem, a resztę kupujecie w sklepie, jako typowo jesienne składniki. Gdzieś widziałem pomysł, żeby zamiast standardowego sosu z pomidorów, obficie opruszonego oregano, zrobić jako podkład, sos barbecue. Postanowiłem ten pomysł wypróbować.

Składniki:

- lejkowce dęte - ja miałem suszone
- ketchup
- powidła
- papryka wedzona
- cebula
- buraki
- orzechy włoskie
- mąka
- drożdże instant
- woda
- olej
- ocet

Wykonanie:

Grzyby gotujemy.
Orzechy łuskamy i też gotujemy w solonej wodzie, aż zmiękną.
Ketchup mieszamy z powidłami i wędzoną papryką. Dodajemy trochę wody i jeszcze mniej oleju.
Cebulę kroimy w plasterki i chwilę smażymy z dwóch stron. Niech będzie po polsku :)
Buraki kroimy w plasterki i gotujemy. Kiedy zmiękną, dodajemy trochę octu i jeszcze chwilę gotujemy.
Do mąki dajemy drożdże, trochę oleju i wodę. Ugniatamy ciasto, które następnie rozwałkowujemy na placek, chyba, ze jesteśmy tacy super, że kręcimy i samo się rozpłaszczy.
Smarujemy pizzę sosem i układamy składniki. 
Wkładamy do nagrzanego do poziomu 200 stopni Celsjusza piekarnika i pieczemy 15-20 minut.


środa, 17 listopada 2021

Polska jesienna miska Buddy

Budda to był kiedyś taki książę urodzony na terenach dzisiejszego Nepalu, który pewnego dnia postanowił sobie, że zrezygnuje z otaczających go luksusów i pójdzie w przebraniu w świat w poszukiwaniu prawdy. Oświecenia doznał po posiłku i stworzył coś na kształt pogranicza religii i filozofii. Piszę pogranicza, bo niektórzy twierdzą, że z uwagi na pewne pierwotne założenia buddyzm nie jest religią, jednakże jeśli przyjrzymy się zinstytucjonalizowanemu kultowi, to już ma on co najmniej znamiona religii. Dlatego też nie mogło go ominąć uczestnictwo w czystkach religijnych, czy to wycinając chrześcijan w Japonii, czy obecnie stojąc na czele czystek w Birmie.
Mamy tu dwie genezy tego dania. Jedna, dzięki której nazywa się też miską hippisów, mówi o tym, że Budda chodził od miejsca do miejsca i zbierał to co mu dali, dzięki czemu teoretycznie otrzymywał zbilansowany posiłek zgodnie z teorią dotyczącą tego, że ludzie w epoce zbieractwa byli zdrowsi od ich potomków w epoce agrarnej, bo ich posiłki były bardziej zróżnicowane i zbilansowane. I tu płynnie przechodzimy do drugiej genezy, tej bardziej romantycznej, czyli do proporcji i równowagi, bo równowaga jest motywem, który w filozofii buddyjskiej często się pojawia. Dlatego żeby przyrządzić dobrą michę obowiązują takie zasady:

  • 1/4 produktów zbożowych
  • 1/4 wsadu białkowego
  • 1/2 warzyw
  • tłuszcz, aby witaminy się dobrze wchłonęły i żeby obniżyć indeks glikemiczny
Dlatego czasem nazywana jest miską mocy.
Postanowiłem przyrządzić miskę korzystając z zasady, że dobre kompozycje produktów to między innymi takie, które stosują kryterium sezonowe i regionalne.

Składniki:
- kasza gryczana
- biała fasola
- cebula
- czosnek
- seler
- buraki
- ogórki kiszone
- orzechy
- olej


Wykonanie:
Kaszę gotujemy wg przepisu na opakowaniu.
Fasolę gotujemy. Cebulę kroimy w piórka, podsmażamy i mieszamy z wyciśniętym czosnkiem i fasolą, dusząc chwilę.
Seler ścieramy na drobnych oczkach i doprawiamy.
Buraki gotujemy i ścieramy na grubych oczkach.
Ogórki kroimy, albo nie :)
Orzechy kruszymy, prażymy, mieszamy z olejem i polewamy kaszę.

piątek, 9 kwietnia 2021

Steranka i okrasa z kiszonych buraków

Kuchnia łemkowska, a właściwie łemkowska fusion :) Trochę oszukałem , bo oryginalnie steranka to rodzaj klusek, który uzyskuje się odrywając kawałki rozwałkowanego ciasta makaronowego i wrzucając je do wody. Ja z okazji tego, że po kilku dniach śnieżyc, przyszła znowu wiosna co zasługuje na uczczenie tego faktu zgodnie z ludowym zwyczajem, czyli naleśnikiem.
Skwarki zrobiłem z kiszonych buraków, czyli odpadu po zakwasie buraczanym, który albo się dostaje od znajomych, albo można poszukać w okolicy wytwórni wyrobów eko, ewentualnie zapytać na specjalnie do tego przeznaczonych grupach na internecie, gdzie niektóre grupy śmieciarkowe też pozwalają na żebra-posty. Buraki się fajnie zesmażają i maja ciekawy kolor :)

Składniki:

- mąka
- olej
- woda
- buraki kiszone


Wykonanie:
Z mąki, wody i odrobiny oleju robimy naleśnikowe ciasto, z którego smażymy ... naleśniki.
Buraki kroimy w drobną kostkę i smażymy
Urywamy kawałki naleśnika, kładziemy na talerzu i okraszamy tłuszczem z burakami.

wtorek, 29 grudnia 2020

Wigilijne rechy, czyli kołduny smażone w barszczu

Tak jak co roku zima zaskakuje drogowców, tak wiele polskich rodzin zostaje zaskoczona brakiem wystarczających mocy przerobowych, a konkretnie konsumenckich, które reprezentują goście wigilijni. Nawet jeśli określona moc jest podobna co roku. Efekt jest taki, że zostaje masa jedzenia, które często trafia na śmietnik.
Mamy do czynienia z dwoma sytuacjami. Tzn. pewnie jest ich więcej, ale na potrzeby tego artykułu uprościłem model.

  • oczy chcą, brzuch nie może - żołądek jest już pełny, a każda dodatkowa porcja może doprowadzić do większego lub mniejszego uszczerbku na zdrowiu
  • brzuch chce, oczy nie - wkradła się rutyna, czyli dosłownie mamy do czynienia z sytuacją, kiedy już nie możemy na coś patrzeć.
Na pierwszą w zasadzie nic nie poradzimy, bo żołądek choć elastyczny, ma swoje ograniczenia. Możemy co prawda zastosować stary sposób, znany z dworskich uczt, czyli połechtanie gardła piórkiem, przy czym zakładam, że moi czytelnicy nie są szlachcicami i jako tacy będą używać palca. W ten sposób robimy miejsce na kolejne porcje. Największą wadą takiego rozwiązania jest to, że każde pobudzenie organizmu, do wydalenie z siebie czegokolwiek, nie ważne czy to będą wymioty, przeczyszczenie, czy aborcja, to nie są jednak niczym specjalnie przyjemnym, nawet jeśli czasem koniecznym. 

Sposób na drugą jest z pozoru prostszy, ale tylko z pozoru. Chodzi o przełamanie rutyny. Tu dochodzimy, dlaczego to jest tylko pozornie prostsze. Za każdym razem, kiedy mamy do czynienia z jakimś przełomowym odkryciem, które ma pociągnąć za sobą zmianę sposobu życia, odzywają się całe tłumy protestujących. Co potwierdza, jak trudno jest przełamać rutynę, w tym konkretnym wypadku, zjeść coś w sposób inny niż do tej pory. Niezależnie od tego, czy się przełamiemy, czy nie musimy się łamać, danie podane w inny sposób będzie bardziej atrakcyjne dla oczu, a konkretnie dla mózgu.

Kołduny, to podobno takie mniejsze pierogi, aczkolwiek coś co jest naturalną wielkością dla nas może być mniejsze dla innych, dlatego nie będziemy się skupiać na wielkości. Co jest dla nich charakterystyczne, to to, że podaje się je często w barszczu, albo rosole.

Składniki:
- wigilijne pierogi
- wigilijny barszczyk


Wykonanie:
Pierogi smażymy, gdyż ponowne ich ugotowanie raczej spowoduje, że przestaną już być pierogami. Polecam je ta dobrze podsmażyć.
Zalewamy barszczem i doprowadzamy do wrzenia, co powinno nastąpić szybko.

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Szkockie stovies z burakami kiszonymi

Z uwagi na to, że otrzymałem pokaźną porcję kiszonych buraków, postanowiłem z nich coś przyrządzić. Znalazłem bardzo ciekawy przepis, na tyle ciekawy, że aż sam się dziwię, dlaczego o nim wcześniej nie słyszałem. Przepis pochodzi ze Szkocji, więc, jeśli wierzyć stereotypom, idealnie się tutaj nadaje.  
Przy okazji poszedłem na tzw. kuchnię społeczną. O tym jak się tam należy zachować, dlaczego jest to najlepsza opcja, żeby się najeść oraz dlaczego nie warto się starać, chyba, ze to Wasza kuchnia społeczna, pisałem tutaj.
W każdym razie znów trzeba było wymyślić coś prostego, więc to danie nadawało się tam idealnie. Podstawa - moje ulubione ziemniaki :) Podbitych Szkotów i Irlandczyków, którzy dali ostatecznie się napuścić na siebie, zresztą też :)

Składniki:

- cebula
- ziemniaki
- groszek
- kiszone buraki


Wykonanie:
Cebulę kroimy w półplasterki i podsmażamy.
Ziemniaki kroimy w kostkę i dodajemy do cebuli, chwilę smażąc. Dodajemy trochę wody i dusimy pod przykryciem. Dodajemy groszku i jeszcze chwilę dusimy.
Podaje się to z kiszonymi burakami i/lub z wytrawnymi ciastkami owsianymi.

środa, 1 lipca 2020

Towkanica z orzechami i ćwikłą z kiszonych buraków

Podlasie to taki region na wschodzie Polski, który całkiem niedawno słynął z ogromnej różnorodności kulturowej. Po czystkach w czasie II wojny światowej oraz tych, które nastąpiły zaraz po niej, stał się nieco mniej różnorodny, co nie zmienia faktu, że jednak istnieją tam dwie dominujące religie, a nie jedna jak po drugiej stronie Wisły. Przeciętnemu Polakowi kojarzy się z bimbrem i disco-polo, a mnie wychowanemu na ziemiach odzyskanych z szokiem kulturowym, jaki doznałem kiedy pierwszy raz w życiu zobaczyłem dom ze strzechą zamiast dachówki. No i oczywiście z bimbrem, ewentualnie przemycaną wódką i spirytusem w workach foliowych. 
Jeśli chodzi o wykorzystanie mąki i ziemniaków i wyczarowanie z nich wielu różnych dań, to Wschód generalnie króluje. Danie, które Wam przedstawię jest cudowne w swojej prostocie. Do tego ćwikła z kiszonych buraków z chrzanem, czyli tak naprawdę pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy na wykorzystanie buraków kiszonych, nawet jeśli opisuję ją jako ostatnią. Jak to napisał niejaki Mattaj podczas jednej ze swoich wizji - pierwsi będą ostatnimi.

Składniki:
- ziemniaki
- orzechy włoskie
- buraki kiszone
- chrzan tarty


Wykonanie:
Ziemniaki gotujemy, studzimy i tłuczemy. Dodajemy pokrojone orzechy i wkładamy wszystko do metalowej miski, a nią samą do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza na około 45 minut.
Buraczki trzemy na drobnej tarce i mieszamy z chrzanem. Proporcje to kwestia indywidualna, ja lubię dużo chrzanu.

wtorek, 23 czerwca 2020

Prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjne frytki na świecie

Teoretycznie normy są różne dla każdego, a co za tym idzie kwestia tego czy coś jest kontrowersyjne, czy nie oznacza od tego jak wyglądają normy odbiorcy. Mnie na przykład ciężko zarówno zaskoczyć jak i zniesmaczyć. Istnieje jeszcze coś takiego jak normy społeczne. To już są takie normy, które będzie miała z dużym prawdopodobieństwem losowo wybrana jednostka z danej społeczności. W społeczeństwach autorytarnych normę wyznacza mniejszość, a w demokratycznych większość. Teraz te normy społeczne też są różne. Te które dotyczą kuchni są normami zwyczajowymi i jako takie stosunkowo łatwo ulegają zmianom, tudzież rozszerzeniu. Na przykład taką normą zwyczajową jest to, że frytki robi się z ziemniaków smażonych na głębokim oleju. W psychologii jest takie określenie jak fiksacja funkcjonalna, czyli niezdolność do użycia jakiegoś przedmiotu (lub składnika) niezgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem. Bardzo nieprzydatne w kuchni. Im więcej osobników dotkniętych fiksacją funkcjonalną w społeczeństwie tym ciężej zmienić normę zwyczajową. Potrzeba matką wynalazku. Może nie tyle potrzeba, co kryzys związany z pogarszającym się stanem zdrowia w społeczeństwie. Mowa o chorobach układu krążenia, cukrzycy itp. Trzeba było trochę ograniczyć ilość tłuszczów i skrobi itp. Tak powstały wszelkie alternatywne wersje frytek, nie tylko w kwestii przygotowania, ale i w kwestii użycia składnika.
Tak oto wprowadziliśmy dobry nawyk. Oczywiście nie ograniczyło się to tylko do frytek, ale ogólnie do sposobu odżywiania. No i to było dobre dopóki nie uderzyło po kieszeni. Okazało się, że zmiana nawyków żywieniowych odbija się na producentach tego czy innego składnika, a o im większą kwotę chodziło tym większy szum i większy wpływ. No i się zaczęło. W zasadzie było już wszystko od zarzutów o celowe niszczenie gospodarki po torpedowanie tradycji. Nie rozwijając się specjalnie konkluzja była taka - jeśli robisz frytki z innych rzeczy niż ziemniaki i do tego nie smażysz ich na oleju, to jesteś przeciwko wszelkim wartościom wyznawanym przez nasze społeczeństwo, że o posądzeniu o zoofilię nie wspomnę :) Wobec powyższego, zanim przejdę dalej, chciałbym oświadczyć kilka rzeczy:
  1. Robię frytki ze wszystkiego czego się tylko da. Tak jak bigos robię ze wszystkiego czego się da. Tak samo jak kotlety, placki, czy w zasadzie wszystko co tu robię. Wynika to z kryzysowego charakteru mojej kuchni. 
  2. Jestem przeciwnikiem spółkowania ze zwierzętami, oczywiście jeśli mówimy to o pojęciu biologicznym. Nie mam nic przeciwko spółkowaniu ze zwierzęciem o ile mówimy o zwierzęciu w rozumieniu przenośnym.
  3. Jestem przeciwko ślubom zawieranym ze zwierzętami. Choć ja może nie jestem najlepszym wyznacznikiem, bo jestem też przeciwko ślubom zawieranym przez osoby tej samej płci, a także osobom różnych płci. Nie niszczy się kawy cukrem, a miłości małżeństwem.
Pisałem Wam ostatnio o naszym klubie "FIT" w pracy, który nie jest "FIT". Kto czytał poprzedni przepis wie, że stamtąd mam kiszone buraki. Postanowiłem zrobić z nich frytki. Myśleliście, że na amerykańskich smażonych kiszonych ogórkach poprzestanę ?:)
Natomiast frytki mimo wszystko są kontrowersyjne, ze względu na swój kwaskowaty smak. Natomiast, jestem pewien, że dla Anglika w ogóle by nie były :) Polecam je naprawdę dobrze przypiec, wtedy to połączenie spieczonej skórki i kwaskowatego środka to niezłe doznanie.

Składniki:
- kiszone buraki
- olej


Wykonanie:
Buraki kroimy w kształty jak na obrazku, polewamy trochę olejem i wkładamy do nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś 20 minut.

środa, 17 czerwca 2020

Bigos z kiszonych buraków

W pracy mamy "klub", a właściwie rodzaj nieformalnego stowarzyszenia, które nie tyle zostało zawiązane co sklasyfikowane przez obserwatorów zewnętrznych. Zasadniczo w stowarzyszeniach członkowie ubiegają się o członkostwo. W bardziej elitarnych, to stowarzyszenie idzie do członka. Tu jest jeszcze bardziej elitarnie, bo tu zewnętrzni obserwatorzy klasyfikują do uczestnictwa. Ludzie często potrzebują klasyfikacji i nazwania jakiejś grupy. Klub nazywa się FIT. Nazwa ma być lekko zabawna, a lekko pejoratywna :) Z klasycznym pojęciem "fit" ma on tyle wspólnego co zabijanie z miłością, ale tak został określony. Wynika to z faktu, że nie tyle "członkowie", bo ta nazwa jest zarejestrowana raczej dla kwestii sformalizowanych, co bardziej poprawne będzie - uczestnicy - dużo w kuchni eksperymentują. To z kolei oznacza, że jedzą rzeczy, które większości osób wydają się dziwne, czy wręcz niejadalne. Samo to, nawet jeśli ich wyroby są też niezbyt zdrowe, klasyfikuje do tego, żeby być fit. Jaki jest plus bycia w klubie "fit"? Uczestnicy "klubu fit" wymieniają się przepisami, sposobami, ciekawostkami, ale przede wszystkim efektami swojej twórczości. Co więcej, dzielą się też różnymi produktami. Jeśli czytacie mojego bloga, to wiecie, że lubię eksperymentować i jako taki zostałem zakwalifikowany. 
W każdym razie ostatnio na topie są kiszone buraki. Jest to bardzo zdrowy, zwłaszcza dla sportowców, odpad, powstały po zlaniu zakwasu buraczanego. Z racji tego, że ilości są dość spore, trzeba było przetworzyć to na wiele sposobów. Jednym z nich jest bigos. 

Składniki:
- kiszone buraki
- grzyby suszone
- śliwki suszone
- koncentrat pomidorowy


Wykonanie:
Zastanawiałem się jak je pokroić. Najpierw chciałem potrzeć na zapałkę, ale pomyślałem, że to będzie za drobne. Potem kroiłem w drobne plastry, ale one były za wielkie. Doszedłem do tego, że idealne rozwiązanie to pół na pół. Takie pokrojone buraki zalewamy do 3/4 wodą i gotujemy. 
Grzyby zalewamy wrzątkiem, a kiedy zmiękną dodajemy razem z wodą do bigosu. 
Kiedy podgotujemy dodajemy koncentrat pomidorowy.

czwartek, 10 października 2019

Gruzińska łódź podwodna

Zważywszy jaka była forma kanapek w PRL oraz ich rola, utarło się, że kanapka - kawałek pieczywa z dodatkami, nie może być pełnoprawnym, a już w ogóle wykwintnym daniem. No chyba, że jest to pizza, ale o Włochach, jako geniuszach marketingu pisałem już wiele razy. 
Inaczej rzecz ma się w pozostałych zakątkach świata i tak np. w takich Stanach Zjednoczonych Ameryki wczoraj był dzień poświęcony kanapce, którą nazywają łodzią podwodną, z angielskiego submarine. Z takich kanapek słynie pewna znana w Polsce sieciówka, która ma to nawet w swojej nazwie :) Skąd ta nazwa? Spójrzcie na taką kanapkę, potem na łódź podwodną i znów na kanapkę. Jak dalej nie wiecie czemu, to przyglądajcie się dalej.
W Gruzji mają taką sałatkę - pchali, z tym, że dość osobliwie podaną. Są to różne warzywa zmielone z orzechami. Właściwie jesteśmy tu ograniczeni własną wyobraźnią, bo możemy ją zrobić z bardzo wielu składników, a i podać ją możemy na rozmaite sposoby. Od podania w pojemniku, przez rozsmarowane na pieczywie, po ulepione kulki. 
Postanowiłem ją wykorzystać do zrobienia mojej wersji kanapki, tym bardziej, że Gruzja, mimo tego, że leży nad morzem, nie ma w swoim posiadaniu okrętów podwodnych.

Składniki:
- buraki
- fasola szparagowa zielona
- szpinak świeży
- orzechy (najlepiej włoskie)
- ocet
- półbagietka



Wykonanie:
Buraki gotujemy i miksujemy z orzechami. Dodajemy trochę octu i formujemy kulki.
Fasolkę gotujemy, a szpinak parzymy wrzątkiem. Miksujemy razem z orzechami i oczywiście odrobiną octu.
Bułkę kroimy wzdłuż, smarujemy masą zieloną, wkładamy czerwone kulki i jeśli nie jest dla Nas wystarczająco kwaśne, możemy dodać musztardy.

niedziela, 20 stycznia 2019

Pizza zimowa

To specyficzne podejście do pizzy otrzymałem kiedyś we włoskiej knajpie na północy Szwecji. Była tak ciekawa, że postanowiłem przygotować sobie podobną. W sumie nie pamiętam jak ta pozycja nazywała się w karcie dań, ale nazwałem ją zimową, dlatego, że w odróżnieniu od pomidorów, które zasadniczo dojrzewają latem, tu sos jest przyrządzony z zimowych grzybów a konkretnie z boczniaków. Jedyna różnica, w porównaniu do oryginału, to buraki. Ja użyłem czerwonych, a tam miałem żółte. Aha, jeszcze kształt inny, bo ta co jadłem była okrągła, a ja postanowiłem przygotować o kształcie, który jest bardzo popularny w rzymskich pizzeriach :) Nazwałem ją zimową, również dlatego, że tam gdzie ją dostałem, leżała jeszcze hałda śniegu, który nie stopniał przez lato :) 
O tej porze roku, w zasadzie, jedyne co jesteśmy w stanie zebrać to grzyby. Najbardziej popularne to flammulina velutipes, auricularia auricula-judae pleurotus ostreatus. Na tych ostatnich chciałbym się skupić w tym przepisie. Jeśli nie znajdziemy go w lesie, to zawsze możemy go poszukać w okolicznym markecie pod handlową nazwą boczniak ostrygowaty  :) Zdecydowanie jednak polecam go nazbierać, gdyż grzyby kupowane nie należą do najtańszych.


Składniki:
- jakaś mąka
- drożdże w proszku
- buraki
- boczniaki
- rukola
- ocet jabłkowy (najlepiej domowej robot, czyli zalewamy skórki od jabłek wodą i czekamy)
- olej


Wykonanie:
Buraki kroimy w cienkie plasterki i zalewamy octem jabłkowym na kilka godzin.
Połowę boczniaków gotujemy, a drugą smażymy. Najlepiej usmażmy te mniejsze.
Gotowane boczniaki blendujemy, dolewając trochę wody, w której się gotowały.
Do mąki dosypujemy drożdży, dodajemy trochę oleju i tyle wody, aby ugnieść ciasto, które będzie nam się nie kleiło do rąk.
Układamy ciasto na blaszce, smarujemy sosem grzybowym i układamy podsmażone grzyby.
Wkładamy do nagrzanego do 220 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś 20 minut. Układamy buraczki i wkładamy jeszcze na 5.
Po wyjęciu posypujemy rukolą.

piątek, 22 grudnia 2017

Kryzysowa wigilia - tradycyjna.

Tradycja to obyczaje właściwe dla określonej grupy społecznej, które są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dla wielu z Was jest ważna tak bardzo, jak dla Tewje Mleczarza. Tradycja podlega, jak to się fachowo mówi, ustawicznemu doskonaleniu. Wynika to z faktu, że zmieniają się warunki, w których przyszło im istnieć i nie ma sensu utrudniać sobie życia. Bywa i tak, że pewne tradycje były aktualne kiedyś, a nie są już aktualne dziś. Tak jak ta, o której opowiadała anegdota z przycinaniem mięsa po dwóch stronach, przed pieczeniem. Czasem tradycje się ścierają. Co do tego, że wigilijna wieczerza jest tradycją, jesteśmy zgodni. Potwierdza to nawet Tłoczyński, bohater filmu Miś, autor słynnego monologu. Natomiast przyczyny owej bywały różne.
Najstarsza była związana z nowym rokiem. Zanim wymyślono kalendarz z jakim teraz mamy do czynienia, mierzono czas na podstawie pewnych regularnych prawidłowości, które odbywały się w przyrodzie. Na potrzeby tego artykułu i jako, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, nazwijmy go ruchem słońca. Początek nowego roku przypadał na moment, w którym dni stawały się coraz dłuższe, albo jak to poetycko stwierdzono, "słońce wygrało nad ciemnością". Takie okazje były powodem do świętowania. Zaryzykuję stwierdzeniem, że to najstarsze święto znane ludzkości.
I tak to się toczyło długie lata, ludzie cieszyli się, że przeżyli jeden rok. Dziękowali, prosząc jednocześnie, aby kolejny był dobry. Potem nastąpił okres migracji kultury z Bliskiego Wschodu na nasze ziemie i nastąpiło starcie kultury europejskiej i azjatyckiej. Początkowo ta druga próbowała przeforsować swoje święto na początku stycznia, ale ostatecznie musiała pójść na kompromis i zaadoptowała istniejące święto do swoich celów. Tak powstało Boże Narodzenie.
Jakiś czas to sobie funkcjonowało, aż nastąpiło kolejne starcie tradycji i w miejsce duchowej abstrakcji wszedł namacalny konsumpcyjny materializm. Podobnie adaptując istniejące już święto.

Chciałbym się tym razem cofnąć do tej najstarszej tradycji, oczywiście poddanej doskonaleniu, ale dobrowolnym, a nie w wyniku starcia.
Tradycyjnie powinno być 12 dań, tyle ile jest miesięcy w roku, no bo w końcu to on jest naszym punktem odniesienia, ale kryzys to kryzys i zgodnie z tradycją przyjętą na tym blogu, i zwyczaju gdzie status materialny decydował o ilości dań, będzie 6.



Zupa grochowa z grzybami


Można było w bardzo prosty sposób zmierzyć czy rok był dobry czy zły. Decydowała o tym ilość plonów. Dlatego właśnie na potrawach zbożowych skupiano się podczas tej wieczerzy. Ryby przyszły dopiero w wyniku pierwszego starcia tradycji, o którym pisałem, kiedy na te tereny wkroczyło z Azji chrześcijaństwo.
Podczas tych wieczerzy zostawiano też puste miejsca wierząc, że przyjdą na nią nasi przodkowie. Wszak do przodków miano ogromny szacunek, ze względu na to, że sprowadzili nas na ten świat. Problem był w znalezieniu wspólnego języka. Należało się wprowadzić w pewien trans, używając substancji psychoaktywnych. Stąd w tradycji wigilijnej mamy grzyby, w które, mam nadzieję, każdy się zaopatrzył w sezonie i wysuszył, bo obecnie w sklepach są dość drogie.
Postarałem się zrobić ją również tylko ze składników dostępnych w tamtych czasach.

Składniki:
- groch
- seler
- pietruszka
- grzyby suszone
- pieprz ziołowy

Wykonanie:
Groch moczymy kilka godzin. Pietruszkę, seler i grzyby gotujemy w wodzie. Kiedy się ugotują, warzywa wyciągamy. Dodajemy wypłukany groch i gotujemy aż zmięknie. Doprawiamy solą i pieprzem ziołowym.

Carpaccio z pieczonego buraka z sosem jałbkowym

Niby jakieś carpaccio, ale składniki tradycyjne. Według wierzeń jabłka i buraki gwarantowały zdrowie. W nowym roku chyba chcemy być zdrowi, co nie?

Składniki:
- buraki
- jabłka 
- olej rzepakowy

Wykonanie:
Buraki obieramy i pieczemy w piekarniku w temperaturze 180 stopni. Ile czasu, zależy od wielkości. po godzinie proponuję sprawdzać. Jabłka też obieramy, ale trzemy na drobnej tarce. Jabłka mieszamy z olejem, a buraki kroimy na cienkie plasterki. Ja podałem jak widać na talerzu po lewej, ale może będziecie mieli lepsze pomysły.

Szczodraki ze śliwkami suszonymi

Kiedyś to święto nazywane było Szczodre Gody. Na pamiątkę tego, w niektórych częściach kraju jada się małe bułeczki zwane szczodrakami. Zazwyczaj są drożdżowe, ale ja zrobiłem na zakwasie. I to gryczanym :)

Składniki:
- kasza gryczana niepalona
- śliwki suszone

Wykonanie:
Kaszę zalewamy taką ilością wody, aby tylko ją przykryć. Moczymy przez dobę w ciepłym miejscu. Następnie wszystko miksujemy i zostawiamy na kilka godzin. Ciasto jest dość płynne, dlatego musimy użyć foremek. Jajowate foremki napełniamy do połowy masą, kładziemy śliwkę, albo dwie i przykrywamy tą samą masą. Wkładamy do nagrzanego na 180 stopni piekarnika. Powinno wystarczyć 15 minut.

Bliny owsiane z makiem

Bliny to jedna z najstarszych form pieczywa, a mak to też bardzo stara forma narkotyzowania się,  choć nie typowa dla Europy. Trafiła do nas z tego samego miejsca co chrześcijaństwo, czyli Bliskiego Wschodu. Jak już wspominałem wcześniej, trzeba było niegdyś doprowadzić się do pewnego stanu, aby nawiązać kontakt z zaświatami. Stąd ten mak na wigilijnych stołach. Obecnie mak, w wyniku jakiejś paranoi jest pozbawiony "mocy", gdyż ustawodawca naiwnie myśli, że przy takiej dostępności do narkotyków, komuś się będzie chciało w domu robić heroinę. Nie byłoby to takim problemem, gdyby nie fakt, że stracił on też swoje walory smakowe.

Składniki:
- płatki owsiane
- mak

Wykonanie:
Płatki owsiane mielimy na proszek. Dodajemy mak i tyle wody, aby powstało nam gęste, lejące się naleśnikowe ciasto. Nalewamy na patelnie i smażymy małe placki.

Kutia
Była to tak wypasiona potrawa, że symbolizowała dostatek. Wszystkie najlepsze dary natury w jednym. Co prawda kasza jaglana jest znanym symbolem biedoty, ale stała się nią znacznie później. Obecnie zresztą wraca do łask. Tu w towarzystwie darów lasu. Miód, który niegdyś zbierano i orzechy.

Składniki:
- kasza jaglana
- mak
- miód
- orzechy laskowe

Wykonanie:
Kasze jaglaną gotujemy, a następnie mieszamy z pozostałymi składnikami.

Piwo

Piwa nie zrobiłem, tylko kupiłem. Nie jestem jeszcze na tym etapie :) Piwo było tradycyjnym napojem. Najnowsza teoria antropologów mówi, że początkowo ziarno było uprawiane właśnie po to aby produkować napoje, a nie chleb :)

Jak widzicie powodów do obchodzenia wigilii jest wiele. Główny to taki, że to najstarsze święto znane ludzkości. Część obchodzi ze względów religijnych. Natomiast zagorzali miłośnicy wyższości nauki mogą sobie powiesić jabłko na drzewie z okazji urodzin Izaaka Newtona.

Jak to mawiają na zachodzie. Happy Holidays :)



poniedziałek, 9 maja 2016

Mulligan stew

Nie tak dawno temu, bo w końcu historia USA nie obejmuje dalekich okresów, zawiązała się pewna grupa zawodowa nazywana hobos. Byli to pracownicy najemni, którzy podróżowali od miasta do miasta w poszukiwaniu jakiejś dorywczej pracy, zazwyczaj opłacanej noclegiem i jedzeniem.
Z czasem zrobiła się z tego filozofia życiowa, gdyż wielu hobos wybierało takie życie z własnej woli. Było to inspiracją dla wielu artystów z nurtu tych "niepokornych".
Oczywiście w czasach wielkiego kryzysu, o którym pisałem w poprzednim poście ilość ludzi określanych jako hobo drastycznie wzrosła, niekoniecznie jednak z powodu wolnego wyboru tego zawodu.

Bardzo popularnym środkiem transportu takich ludzi były pociągi towarowe. Niestety takie podróżowanie ma do siebie, że nigdy nie wiadomo w jakim miejscu się człowiek obudzi. Jak wyglądało życie takich ludzi możemy zobaczyć choćby w filmie "Władca północy" z Lee Marvinem w roli głównej, albo w "Wagon towarowy Bertha" Martina Scorsese, który miał podobno nieudawane sceny łóżkowe i był oparty na faktach.

Co ciekawe filozofia hobo nadal króluje w świadomości wielu Amerykanów, którzy, zupełnie inaczej niż Polacy czekający 25 lat na spółdzielcze mieszkanie i osiadający w nim na stałe, dość często zmieniają swoje miejsce zamieszkania, w poszukiwaniu pracy.

Mulligan stew to danie bardzo typowe dla tej kultury, a jednocześnie pełniło funkcję integracyjną. Tacy ludzie zbierali się w tworzonych przez siebie małych namiotowych miasteczkach przy ognisku i każdy z nich wrzucał do wspólnego kociołka to, co udało mu się zdobyć lub kupić. Dlatego ja postanowiłem przygotować z najtańszych rzeczy dostępnych na rynku, również typowych dla, kultury amerykańskiej, czyli np. ziemniaki i kukurydza, które trafiły do nas z tamtego kontynentu. Sposób przygotowania również typowy dla hobos czyli kociołek na ognisku.

Składniki:
- ziemniaki
- cebula
- kukurydza
- marchewka
- buraki
- inne, co tylko wpadnie do głowy, a raczej w ręce :)


Wykonanie:
Wszystko obieramy (poza kukurydzą), kroimy na mniejsze kawałki, mieszamy i wrzucamy do kociołka. Jeśli kociołek jest otwarty, to polecam dolać wody. Mój jest zamykany więc wystarczy praktycznie tylko ta ilość płynów, która jest w warzywach. Oczywiście dolanie wody spowoduje zwiększenie objętości dania, co wpłynie na ilość hobos, którzy mogą się nim posilić :)

Kuchnia Ameryki Północnej 2016


Kuchnia Ameryki Północnej 2016



poniedziałek, 8 lutego 2016

Konfitowane Inguday Tibs pieczona sałatka buraczana i Kik Alicha

Jeszcze ostatnie wydanie, modnej w tym sezonie, kuchni etiopskiej. W zawsze modnym wydaniu - fusion. Przygotowana nieco inaczej (co również jest modne w tym roku) i wyjątkowo nie w towarzystwie placków injera. W następnym wpisie pokażę jeszcze inny sposób przygotowywania obiadu.
Konfitowanie to powolny sposób przyrządzania potraw w tłuszczu. Problem z tłuszczem polega na tym, że na ogniu podgrzeje on się nam do wyższej temperatury i wtedy danie zostanie usmażone. Wyjściem z sytuacji jest zastosowanie kąpieli wodnej.
Sałatka z buraków jest zasadniczo nudna, ale pieczona w folii aluminiowej, zwłaszcza w towarzystwie innych składników, nabiera ciekawego smaku.
Kik Alicha to w zasadzie coś rzadsze od purée z grochu, ale gęstsze od grochówki. Tyle, że z dodatkiem kurkumy. 

Składniki:

Inguday Tibs:
- małe pieczarki
- cebula

Sałatka buraczan(a/o-ziemniaczana)
- buraki
- marchewka
- cebula
- cytryna
- ziemniaki (opcjonalnie)

Kik Alicha
- groch łuskany
- kurkuma
- kminek


Wykonanie:
Cebulę kroimy w półplatserki i razem z pieczarkami wkładamy do słoika. Zalewamy wszystko olejem i zamykamy słoik. Przygotowujemy garnek z wodą i wkładamy do niego słoik z pieczarkami. Gotujemy na bardzo małym ogniu.
Buraki i resztę warzyw kroimy w kostkę mieszamy razem, dodajemy trochę oleju i pieczemy owinięte w folię aluminiową w piekarniku, nastawionym na 180 stopni.
Groch moczymy przez kilka godzin, płuczemy,, a następnie gotujemy w małej ilości wody do miękkości, w razie potrzeby uzupełniając poziom płynu. Dodajemy kminek i kurkumę oraz odpowiednią ilość podstawowych ulubionych przypraw.