Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lipca 2026

Potato piglets i Londyn

Po wielu latach wybrałem się do Londynu. Miasto jest mi bliskie, bo kiedy tylko weszliśmy do UE i nastąpiła pierwsza fala migracji miałem okazję w nim mieszkać. Co prawda ja pojechałem ze studenckiego biura pracy na zbiory truskawek, ale niewątpliwie to zdarzenie wywarło ogromny wpływ na pracę na farmach. Specjalni wysłannicy jeździli po najbiedniejszych częściach Polski i przywozili stamtąd ludzi, którzy co prawda języka nie znali, ale byli skłonni robić dużo za funty i tym samym można było wymagać od nich większych norm i płacić mniej. 

W tej sytuacji korzystając z wolności poruszania się, jaką dało mi świeże członkostwo w UE, postanowiłem porzucić pracę na farmie i wyjechałem do Londynu w poszukiwaniu szczęścia. Nie tylko ja wpadłem na taki pomysł. Londyn stał się doskonałym miejscem, gdzie można było uciec przed wyrokiem w Polsce (bardzo szybko staliśmy się najliczniejszą grupą obcokrajowców w więzieniach), ale niestety ci sami ludzie nieznający języka, którzy byli chętnie witani na farmach, tu zderzali się z brutalną rzeczywistością, bo bez języka nie potrafili ogarnąć niemal nic. Okolice dworca Victoria były zapełnione Polakami, którzy koczowali tam w prowizorycznych schronieniach, korzystając z ciepłych miesięcy roku. W pewnym momencie gmina chciała zasponsorować im powrót do domu, ale nie zawsze było do czego wracać. Czasami dłużej funkcjonujący rodacy wymyślali sobie sposób na biznes i wyciągali od nich ostatnie pieniądze za "załatwienie pracy". Kończyło się to tym, że ani pracy, ani pieniędzy.

Trzeba przyznać, że Londyn był dla mnie pierwszą tak długą podróżą zagraniczną, gdzie tak samo jak wielu moich rodaków, korzystałem z prawa skoterskiego. Skłoty zapewne kojarzą Wam się z różnymi subkulturami, ale w Londynie był to polski sport narodowy. Jak tylko wyczajono, że można zajmować pustostany to stało się to powszechne wśród nowej fali migracji.

Tak, to był Londyn, w którym mieszkałem i pracowałem. Po tylu latach wygląda zupełnie inaczej. Stał się bezpieczniejszym miejscem, jeśli chodzi o najcięższe przestępstwa, ale więcej w nim kradzieży - to drugie akurat w całej Europie. Nawet moje ulubione autobusy z rurą, które pozwalały mi na wysiadanie w trakcie jazdy i przesiadanie się do innego na czerwonych światłach, są teraz raczej ciekawostką turystyczną.


Po co pojechałem? Bo w Science Museum była specjalna wystawa z okazji 60-lecia uniwersum Star Trek i takiej okazji nie mogłem odpuścić :D


Co się na szczęście nie zmieniło, to że muzea są za darmo. Dzięki temu, za jednym zamachem, mozecie zwiedzić trzy sąsiadujące ze sobą gmachy. Wspomniane Science Museum.


Niesamowite, nawet tylko z powodu samego budynku, w którym się znajduje Natural History Museum.


A także Victoria and Albert Museum, czyli muzeum rzemiosła artystycznego i designu.


Korzystając z okazji postanowiłem zwiedzić też Muzeum Royal Air Force, które nie robi wrażenia dopóty, dopóki nie staniecie blisko samolotów w nim umieszczonych. Zwłaszcza bombowców, które są ogromne. Niestety eksponat, z którym zrobiłem sobie kiedyś zdjęcie wykorzystując jedną z 36 klatek turystycznego aparatu, czyli Messerschmidt Me-262 został przeniesiony do innego muzeum, ale B-17 w wersji G, czyli z wieżyczką na dole, dalej tam stoi :)


Nie mogło się obyć bez Imperial War Museum. Do tego muzeum mam słabość, bo miałem ja koło domu, wiec bywałem tam bardzo często, cały czas odkrywając coś nowego. Dumą tego muzeum, przynajmniej w rozumieniu fanów sprzętu z II Wojny Światowej, był jeden z niewielu egzemplarzy niszczyciela czołgów Jagdpanther. Niestety, o ile konwencja podziału na piętra pozostała (I poziom - I WŚ, II poziom - II WŚ, III poziom - konflikty współczesne), o tyle ekspozycja w hali głównej została uszczuplona i mój ulubiony eksponat wylądował w magazynie. Za to plus za wsadzenie innego eksponatu na dioramę okopu z I Wojny Światowej.


No ale Londyn to nie tylko muzea. Chyba najsłynniejsze turystycznie miejsca to Camden i Soho.
Może trudno w to uwierzyć, ale podczas mojego wielomiesięcznego pobytu w Londynie, na Camden byłem tylko raz i nie spodobała mi się ta komercja podszyta alternatywną otoczką. Odczucia miałem trochę takie jak pisałem kiedyś o Vama Vece :) Ale kolorowo tam jest, to trzeba przyznać :)






Soho akurat nie można pominąć, bo jest w samym sercu Londynu plus jego najbardziej malownicza część, China Town, choć są tam nie tylko chińskie przybytki, ale też z innych części Azji, natomiast dla Europejczyka, wszyscy to Chińczycy :)




No i oczywiście słynne Picadellky Circuss. Znak czasu oznacza, że już nie ma jednej reklamy TDK, tylko zmieniający się obraz.


W centrum znalazły się również ciekawe oznaczenia sygnalizacji świetlne




Uprzedzając zarzuty o dyskryminację. Takie też były :)


Oczywiście musiałem zobaczyć słynną rzeźbę Banksy'ego, czyli człowieka, którego flaga tak go oślepia, że leci ku przepaści.


Może w to też ciężko uwierzyć, ale mimo, że codziennie jechałem koło Big Bena, to pierwszy raz podszedłem pod samą wieżę, czyli to na drugim brzegu, gdzie jest pełno pozujących turystów :)


Ślady wojny są tam w wielu miejscach. Tu pomnik kobiet, które pracowały podczas nieobecności mężczyzn, a także ginęły podczas nalotów.


Gdziekolwiek widzicie wieńce z makami, to zawsze jest symbol ofiar wojny.


Możecie się również wkręcić w grę terenową i szukać kilkunastu rzeźb lwów i lwic.


Oraz misia Paddingtona, który kilka lat temu przeszedł swój renesans.


Anglicy są bardzo poukładani i wiele rzeczy wynika tam z tradycji. Nie wgłębiałem się, ale podejrzewam, że dlatego muzycy w metrze mają wydzielone specjalne przestrzenie.


Mimo, że ta historia autorstwa J. K. Rowling o molestowanym chłopcu, który siedzi zamknięty pod schodami i w wyniku dysocjacji wykreował sobie świat czarodziejów, była już znana, kiedy byłem ostatnio, ale od tego czasu, głownie dzięki ekranizacjom stała się na tyle znana, że na książkowym dworcu powstała instalacja, do której jest kolejka turystów.


Przepis, który zapodam jest z wydanej przez Imperial War Museum książki pt. Victory in the Kitchen Wartime Recipes. 

Składniki:
- ziemniaki
- parówki


Wykonanie:

W ziemniakach robimy dziury. W książce jest mowa o drylownicy do jabłek, ale ja wydrążyłem nożem.
Wkładamy parówkę i pieczemy.
Miałem gdzieś kalarepę, która również miała uznanie podczas wojny, dlatego uznałem za stosowne podać danie z sosem z tej bulwy.

sobota, 10 stycznia 2026

Smažený celer i Brno

Nie mylić z Bernem, bo i tacy bywają. Brno jest ciekawą alternatywą dla Pragi. Równie ładne, bliżej, mniejsze, ale zdecydowanie mniej turystów oraz tych, którzy tych turystów chcą oskubać. Jedyne czego mi zabrakło to pomnika Żiżki.

Co prawda, jak wiele czeskich miast, tak i tu króluje piękna austrowęgierska architektura, o której pisałem również przy okazji Sarajewa, to niewątpliwą wizytówką miasta jest modernistyczna willa Tugendhatów. Zwiedzanie z przewodnikiem trochę kosztuje i rezerwacje są na kolejny miesiąc, ale jeśli jesteście fanami modernizmu, to może i warto. Ja nie wiem, bo widziałem tylko z zewnątrz.


Jak wspomniałem, Brno to taka mała Praga bez turystów, dlatego polecono mi ciekawy zakątek do dumania, czy czytania książki. Na jednym ze wzgórz, z którego widać panoramę miasta.


W Brnie południe jest o 11. Wynika to z historii, gdzie mieszkańcy mieli przestawić wszystkie zegary o godzinę, gdyż do południa miało być oblężenie miasta. Zmyliło to siły oblegające i od tej pory zwykło się mówić, że południe jest o 11. Symbolem miasta jest wyjątkowo osobliwy zegar. W południe z góry spada kulka, która uderza o blachy i wygrywa melodię. Kulkę można przytulić jeśli wsadzi się tam rękę. Są tak rzadkie, że już na pół godziny przed zjawiają się zawodowi łowcy kulek.


Zegar to nie jedyny faliczny motyw w Brnie. Jeśli postoicie chwilę pod tym pomnikiem, zobaczycie ludzi, którzy wchodzą pod niego i się śmieją.


Spojrzenie na pysk konia pod odpowiednim kątem ukazuje takie coś.


Na drugim wzgórzu znajduje się twierdza, w której było najgorsze więzienie w Austro-Węgrzech. Wstęp do lochów płatny i zdecydowanie niewarty ceny, bo prawie nic tam nie ma.


W więzieniu pracował jako pracownik resocjalizacyjny słynny Jara Cimrman, który za to nigdy nie był w tym budynku, jak głosi tablica.


Wiecie, że Brno też ma swojego smoka? I też go zabili owcą nafaszerowaną trucizną. Na zimę dostaje nawet sweterek.


Przed smokiem jest krzywa wieża. Tzn. jedna z kilku. Co prawda w Czechach to Polacy są kojarzeni z tym, że są łasi na pieniądze, ale tu podobno władze miasta nie chciały zapłacić za robotę, więc budowniczy zostawił wieżę krzywą.


Jednym z dań kuchni morawskiej jest smażony seler.
Podaje się go z ziemniakami i sosem tatarskim. Sos można kupić, albo zrobić. Generalnie miesza się majonez z ziołami i marynowanymi warzywami np. ogórkami, ale co kucharz to przepis i niektórzy nawet robią z jogurtu.

Składniki:

- seler
- mąka
- ziemniaki
- sos tatarski


Wykonanie:

Seler obieramy, kroimy w plasterki i delikatnie obgotowujemy.
Obtaczamy w mące i smażymy.
Ziemniaki możemy ugotować, ale smaczniejsze będą pieczone, pokrojone w ćwiartki.
Podajemy z sosem tatarskim.


czwartek, 18 grudnia 2025

Płomiennica z patelni z ziemniakami

Zimą nie mogę się doczekać pierwszych wystąpień zimowej temperatury, bo powodują one pojawienie się smacznego grzyba płomiennicy zimowej, która jak do niedawna sądzona była uważana za to samo co grzyby enoki.
Postanowiłem ją przygotować bardzo prosto, czyli usmażyć z ziemniakami i wzbogacić wszystko parówkami.

Składniki:

- kapelusze płomiennicy
- ziemniaki
- parówki


Wykonanie:

Ziemniaki i parówki kroimy w plasterki i podsmażamy na patelni z kapeluszami płomiennicy cały czas mieszając, aż ziemniaki będę miękkie.

czwartek, 13 listopada 2025

Klusie grzybusie

Wariacja na temat klusek śląskich, która stała się internetowym wiralem. Daje o sobie znać szczególnie, w sezonie grzybowym, który właśnie się kończy, a który można przedłużyć w kuchni za pomocą suszenia. Tu zdecydowanie #teampodgrzybek, jako znacznie bardziej aromatyczny.

Składniki:

- ziemniaki
- mąka ziemniaczana
- mąka pszenna
- grzyby leśne


Wykonanie:

Ziemniaki obieramy, gotujemy, studzimy i ugniatamy. Dodajemy mąki ziemniaczanej w stosunku 1 do 4 i ugniatamy na jednolitą masę. Formujemy kulki, w które wkładamy jakąś rurkę, aby powstał nam wzór o kształcie ogonka grzyba. Wrzucamy do wrzącej wody i wyjmujemy jak wypłyną.
Grzyby podsmażamy i zasypujemy lekko mąką. Dodajemy wody cały czas mieszając. Tak przygotowanym sosem polewamy kluski.

sobota, 27 września 2025

Tots and pears

"Tots and pears" to danie mem. Stało się nim już ładne parę lat temu, w ramach debaty dotyczącej większej kontroli posiadania broni w USA. Jest to taki żart, trochę jak w Polsce motyw z kredkami. Za każdym razem kiedy dochodzi do jakiejś strzelaniny w szkole, czy innym tego typu miejscu amerykańskie społeczeństwo mówi, że kierują w stronę ofiar i ich rodzin thoughts (myśli) and prayers (modlitwy). Stało się to tak wyświechtane, zwłaszcza w oczach tych, którzy oczekują realnych zmian, że zaczęli to przedrzeźniać i tak powstało tots (małe ziemniaczane smażone kluski) and pears (gruszki), które stało się synonimem czegoś, co jest nic nie wartym gestem lub symbolem.

Debata powróciła ze zdwojoną siłą po zabójstwie Charliego Kirka, który zasłynął słowami Myślę, że warto ponieść koszt, niestety, pewnej liczby zgonów od broni palnej każdego roku, abyśmy mogli mieć Drugą Poprawkę, która chroni nasze inne nadane przez Boga prawa. Reasumując, zginął jak chciał. Oczywiście jego śmierć stała się przykładem do zbijania kapitału politycznego, gdzie jedni widzieli w nim diabła, a inni dosłownie świętego, z czego najwięcej poza USA. Jedni się cieszyli, inni denerwowali (tzn. na początku też się cieszyli, ale jak się okazało, że prawdopodobnie strzelał gość z MAGA, to przestali). W USA natomiast (i to zasługuje na wyraźną wzmiankę na blogu kulinarnym) był bardzo znanym przedsiębiorcą-kaznodzieją, ale nie takim standardowym, który robi trasę po kraju i leczy ludzi słowem. Właściwie zasłynął tym, że sprzedawał kawę, o dość wymownej nazwie Black out coffe i różne suplementy dla prawdziwych Amerykanów, gdyż jakakolwiek nawet debata w stronę ograniczenia broni jest postrzegana jako bardziej nieamerykańska niż próba poddania myśliwych w Polsce badaniom psychologicznych jako antypolska.

Przygotowując ten nudny z pozoru przepis wykorzystałem dwie metody. 

  1. Pierwsza to promowana przez Nigela Slatera metoda łączenia skrajności. W tym wypadku gorące i lodowate.
  2. Druga to foodpairing. Niegdyś strona foodpairing oferowała za darmo wiele połączeń, ale od jakiegoś czasu stała się płatna. Za to rozwój generatywnej AI rozwalił ten system. AI jest spoko jak się wie do czego go używać, a idealnie nadaje się do łączenia ze sobą różnych danych tworząc kombinacje, z czym średnio radzi sobie nasz mózg.
Składniki:

- ziemniaki
- mąka
- gruszki
- pieprz
- tymianek


Wykonanie:

Ziemniaki obieramy i gotujemy. Studzimy i ścieramy na tarce o małych oczkach. Dodajemy trochę mąki, ugniatamy i formujemy małe kluski, które potem smażymy na głębokim oleju.
Gruszki schładzamy w lodówce. Podajemy razem i posypujemy delikatnie pieprzem oraz tymiankiem.

czwartek, 4 września 2025

Pieczone knedle ze śliwkami

Dostałem śliwek i to całą czapkę. Chodziły mi po głowie knedle, ale postanowiłem je zrobić trochę jak obwarzanki, czyli najpierw parzone, a potem pieczone. Wyszło spoko, bo można jeść na zimno.

Składniki:

- ziemniaki
- mąka
- drożdże instant
- olej
- śliwki

Wykonanie:

Ziemniaki obieramy, gotujemy, studzimy i ugniatamy.
Dodajemy trochę oleju, mąki w ilości 1,2 razy większej niż ziemniaków i drożdże. Dolewamy trochę wody i ugniatamy ciasto. 
Śliwki drylujemy i wkładamy do kulek z ciasta.
Kulki wrzucamy do wrzącej wody i gotujemy aż wypłyną, a następnie pieczemy w nagrzanym do 180 stopni Celsjusza piekarniku aż się zarumienią.


wtorek, 19 sierpnia 2025

Pieczonki z kurkami z piekarnika

Pieczonki już kiedyś robiłem, a nawet zdobyłem dzięki nim mistrzostwa województwa śląskiego w grillowaniu. Pisałem o tym tutaj.
Teraz kurek mi sporo wpadło w ręce i młode ziemniaki w niskiej cenie, a właściwie końcówka młodych, więc postanowiłem pójść po linii najniższego oporu i zrobiłem takie coś. Podobno bez garnka się nie liczy, ale na Zagłębiu, w Będzinie na giełdzie robili na wielkiej otwartej płycie. Przy tym, brytfanka nie jest wielkim przewinieniem.

Składniki:

- kurki
- cebula
- ziemniaki młode
- jakaś wędlina
- koperek


Wykonanie:

Wszystko kroimy na kawałki wedle uznania, dodajemy oleju, mieszamy i zamykamy w brytfance.
Wkładamy do nagrzanego do 180 stopnic Celsjusza piekarnika i pieczemy godzinę.

środa, 13 sierpnia 2025

Placki po węgiersku?

Placek po węgiersku to takie danie, które zawojowało podrzędne bary i restauracje w latach 90-tych utrzymując się wysoko w klasyfikacji przez wiele lat. Był to rodzaj gulaszu podawany na wielkim placku ziemniaczanym. Czasem na mniejszych.
Był tylko taki problem, że Węgrzy o tym nie słyszeli. Pisałem o tym tutaj.
Z tego powodu placek był nazywany nawet plackiem po bytomsku :)
W każdym razie stwierdziłem, że połączenie leczo, z plackami ziemniaczanymi roboczo może się tak nazywać. Oczywiście leczo z cukinią (Makłowicz mnie nienawidzi), której jest dużo :)

Składniki:

- cukinia
- papryka
- koncentrat pomidorowy
- jakaś kiełbasa


Wykonanie:

Kiełbasę kroimy w kostkę i podsmażamy.
Dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę i chwilę smażymy.
Cukinię obieramy i kroimy. Dodajemy i dusimy aż mocno zmięknie.
Ziemniaki myjemy i gotujemy w mundurkach.
Rozpłaszczamy dnem szklanki i wkładamy do nagrzanego piekarnika na 200 stopni Celsjusza. 
Wyciągamy jak się zarumienią i podajemy z leczo.

czwartek, 24 lipca 2025

Dietetyczne placki cukiniowo-ziemniaczane z sosem tzatziki

W ramach wyhodowanych na działce darów otrzymałem ogórki i cukinię. Trzeba było jakoś przerobić. Oprócz standardów, czyli tak zwanych "małosolnych" z naciskiem na "tak zwanych" zużyłem trochę do sosu pochodzącego z Grecji, bo jakoś Grecja kojarzy mi się z ogródkami działkowymi. Postawiłem na wersję dietetyczną ;)

Składniki:

- cukinia
- ziemniaki
- mąka
- jogurt
- czosnek
- ogórek świeży


Wykonanie:

Cukinie i ziemniaki obieramy i trzemy na tarce o bardzo małych oczkach. 
Dodajemy trochę mąki, mieszamy i układamy placki na blaszce do pieczenia.
Wkładamy ją do nagrzanego do 200 stopni Celsjusza piekarnika i pieczemy do zrumienienia.
Ogórek trzemy na drobnych oczkach i mieszamy z jogurtem. Dodajemy wyciśniętego czosnku do smaku.

piątek, 4 lipca 2025

Sycylijskie pasta con fave

Idealnie byłoby, gdyby danie było z makaronem lolli, ale przyznam szczerze, nie chciało mi się go robić. Co prawda ma on swój urok, bo dodaje się drożdży, ale poszedłem na łatwiznę, bo jest w cholerę gorąco.

Bób jest tak ważnym elementem basenu Morza Śródziemnego, że niektórzy twierdzą, że pasta, która była z niego robiona w Egipcie jest pierwszym hummusem, tym samym próbując zakończyć trwającą wojnę hummusową pomiędzy Libanem, a Izraelem. To akurat najmniej prawdopodobna hipoteza, w przeciwieństwie do tej, że hummus pochodzi z Damaszku.

Wracając do tematu głównego, zarówno bób, jak i fasola, były nazywane na Sycylii mięsem dla biedaków, mając tym samym ogromne uznanie wśród najniższych warstw społecznych, więc idealnie na bloga.
Oczywiści co gospodyni, to przepis. Czasem się daje nawet puree z bobu.

Składniki:

- makaron
- bób
- ziemniaki
- marchewka
- cebula
- przecier pomidorowy


Wykonanie:

Bob gotujemy.
Ziemniaki, marchewkę i cebulę obieramy, kroimy w kostkę i podsmażamy.
Dolewamy trochę wody i ugotowanego bobu i dusimy, aż wszystkie warzywa będą miękkie.
Dodajemy przecieru i jeszcze chwilę dusimy.
Podajemy z ugotowanym makaronem.

sobota, 14 czerwca 2025

Opiekanki

Cytując klasykę: A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają. Podobno, jak się zacznie od cytatu to powoduje się wrażenie mądrzejszego. W każdym razie, zanim słowo burger na trwałe zadomowiło się w naszym języku, pochodząc od hamburgera i rozbijając się na różne, poza hamburskim wariantem, mieliśmy swoje słowo na płaski kotlet z kaszy, ziemniaków, czy warzyw. Przed wojną nazywaliśmy coś takiego opiekankami. 

Składniki:

W zasadzie mogą to być resztki z poprzedniego obiadu, ale u mnie były:
- ziemniaki
- fasola czerwona
- kasza jaglana
- czosnek


Wykonanie:

Kasza, ziemniaki i fasola muszą być ugotowane. Jeśli tak jest, to wszystko razem ugniatamy, lepimy płaskie kotleciki i smażymy z obu stron.

piątek, 6 czerwca 2025

Kapusta ziemniaczana

Kolejne danie od Lesioków. O samych Lesiokach pisałem już tutaj.

Z uwagi na to, że większość społeczeństwa w tym kraju jest pochodzenia chłopskiego, a chłopi byli biedni, ogromną popularność zdobyły ziemniaki. Można je podawać na wiele sposobów, ale jednak ważna jest nie tylko sama forma podania, ale też zmiana smaku. Tak powstała ziemniaczana kapusta. pierwotnie ziemniaki kiszono, obecnie dodaje się do nich wody z kiszonek lub zakwasu.
Koniecznie z dodatkiem strączków. Najlepiej z grochem, ale najprościej i najbardziej efektywnie, z czerwoną fasolą.

Składniki:

- ziemniaki
- cebula
- fasola w puszce
- woda z kiszonek


Wykonanie:

Ziemniaki obieramy, kroimy w kostkę i gotujemy.
Odcedzamy wodę i chwilę gotujemy w wodzie z kiszonek. 
Gdybyśmy od początku tak robili, gotowanie trwałoby dłużej.
Ugniatamy z odrobiną kwaśnej wody i mieszamy z fasolą.
Polewamy tłuszczem z podsmażoną cebulą.

sobota, 10 maja 2025

Daigaku Imo

Ziemniaki studenckie. Swoją nazwę zawdzięczają podobno temu, że były często kupowaną przekąską przez biednych studentów z Tokio, ale równie dobrze, mogły być kultowym bieda-studenckim daniem, coś jak u nas makaron z koncentratem :) Jak zrobicie z batatów, to będą jeszcze słodsze i pewnie zdrowsze, ale w Japonii robią z jakichkolwiek.

Składniki:

- ziemniaki
- sos sojowy
- cukier
- ocet


Wykonanie:

Ziemniaki kroimy w cząstki i smażymy na głębokim oleju.
Na osobnej patelni podgrzewamy sos sojowy z cukrem i małą ilością octu. Mieszamy aż zgęstnieje. 
Dodajemy ziemniaki i mieszamy z glazurą.

czwartek, 17 kwietnia 2025

Plince i Hel

Mimo, że 20 lat mieszkałem tak blisko, pierwszy raz w życiu podjechałem na Hel. Hel słynie z dwóch rzeczy. Bunkrów i fok. Postanowiłem zobaczyć jedno i drugie, aczkolwiek moim głównym celem były wraki niszczycieli, obecnie używane jako falochrony.


Okręty, które tam leżą to ORP "Wicher" i ORP "Grom", ale nie mówimy o tych, które brały udział w II wojnie światowej tylko radzieckiej produkcji niszczyciele, zakupione przez Polskę, które otrzymały imiona po tamtych.

Po drodze w środku lasu jest stara wieża, na którą można się wdrapać, co najbardziej docenią fani serii gier Far Cry.


Główną atrakcją jest Fokarium, czyli placówka naukowa, która musi na siebie zarobić, dlatego organizuje show w postaci pokazów karmienia. Na zdjęciu foki, które już nie mogą się doczekać na porcję śledzi.


Z uwagi na to, że jest to placówka naukowa, a nie rozrywkowa, jak ZOO, ma też ona wymiar edukacyjny. Np. instalacja prezentująca co się dzieje z monetami wrzucanymi do basenu.


Wokół półwyspu prowadzą trzy trasy z bunkrami, gdyż mamy tam cały szereg instalacji, różnego przeznaczenia i różnych epok. M.in. baterie nabrzeżne.


A także nieudany powojenny projekt BRU, o którym więcej pisałem tutaj 
Jak widać konstrukcja nie oparła się siłom natury. Niegdyś były tu okopy.


Deptak to jedna wielka kulinarno-militarna cepeliada. Bary, które bardzo chcą nawiązywać do stylistyki militarnej, ale nie w jednym stylu, tylko im więcej, tym lepiej. Taki militarny eklektyzm :)




Kuchnia kaszubska obowiązująca w regionie, to głównie bieda kuchnia związana z małą ilością upraw plus ryby. Jednym z dań są plince, czyli placki ziemniaczane, koniecznie z cukrem <3.

Składniki:

- ziemniaki
- jabłko
- mąka
- śmietana
- cukier



Wykonanie:

Ziemniaki obieramy i trzemy na drobnej tarce. Dodajemy trochę startego jabłka i mąki. 
Mieszamy i smażymy cienkie placki.
Podajemy ze śmietaną i cukrem.