środa, 1 lipca 2020

Towkanica z orzechami i ćwikłą z kiszonych buraków

Podlasie to taki region na wschodzie Polski, który całkiem niedawno słynął z ogromnej różnorodności kulturowej. Po czystkach w czasie II wojny światowej oraz tych, które nastąpiły zaraz po niej, stał się nieco mniej różnorodny, co nie zmienia faktu, że jednak istnieją tam dwie dominujące religie, a nie jedna jak po drugiej stronie Wisły. Przeciętnemu Polakowi kojarzy się z bimbrem i disco-polo, a mnie wychowanemu na ziemiach odzyskanych z szokiem kulturowym, jaki doznałem kiedy pierwszy raz w życiu zobaczyłem dom ze strzechą zamiast dachówki. No i oczywiście z bimbrem, ewentualnie przemycaną wódką i spirytusem w workach foliowych. 
Jeśli chodzi o wykorzystanie mąki i ziemniaków i wyczarowanie z nich wielu różnych dań, to Wschód generalnie króluje. Danie, które Wam przedstawię jest cudowne w swojej prostocie. Do tego ćwikła z kiszonych buraków z chrzanem, czyli tak naprawdę pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy na wykorzystanie buraków kiszonych, nawet jeśli opisuję ją jako ostatnią. Jak to napisał niejaki Mattaj podczas jednej ze swoich wizji - pierwsi będą ostatnimi.

Składniki:
- ziemniaki
- orzechy włoskie
- buraki kiszone
- chrzan tarty


Wykonanie:
Ziemniaki gotujemy, studzimy i tłuczemy. Dodajemy pokrojone orzechy i wkładamy wszystko do metalowej miski, a nią samą do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza na około 45 minut.
Buraczki trzemy na drobnej tarce i mieszamy z chrzanem. Proporcje to kwestia indywidualna, ja lubię dużo chrzanu.

wtorek, 23 czerwca 2020

Prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjne frytki na świecie

Teoretycznie normy są różne dla każdego, a co za tym idzie kwestia tego czy coś jest kontrowersyjne, czy nie oznacza od tego jak wyglądają normy odbiorcy. Mnie na przykład ciężko zarówno zaskoczyć jak i zniesmaczyć. Istnieje jeszcze coś takiego jak normy społeczne. To już są takie normy, które będzie miała z dużym prawdopodobieństwem losowo wybrana jednostka z danej społeczności. W społeczeństwach autorytarnych normę wyznacza mniejszość, a w demokratycznych większość. Teraz te normy społeczne też są różne. Te które dotyczą kuchni są normami zwyczajowymi i jako takie stosunkowo łatwo ulegają zmianom, tudzież rozszerzeniu. Na przykład taką normą zwyczajową jest to, że frytki robi się z ziemniaków smażonych na głębokim oleju. W psychologii jest takie określenie jak fiksacja funkcjonalna, czyli niezdolność do użycia jakiegoś przedmiotu (lub składnika) niezgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem. Bardzo nieprzydatne w kuchni. Im więcej osobników dotkniętych fiksacją funkcjonalną w społeczeństwie tym ciężej zmienić normę zwyczajową. Potrzeba matką wynalazku. Może nie tyle potrzeba, co kryzys związany z pogarszającym się stanem zdrowia w społeczeństwie. Mowa o chorobach układu krążenia, cukrzycy itp. Trzeba było trochę ograniczyć ilość tłuszczów i skrobi itp. Tak powstały wszelkie alternatywne wersje frytek, nie tylko w kwestii przygotowania, ale i w kwestii użycia składnika.
Tak oto wprowadziliśmy dobry nawyk. Oczywiście nie ograniczyło się to tylko do frytek, ale ogólnie do sposobu odżywiania. No i to było dobre dopóki nie uderzyło po kieszeni. Okazało się, że zmiana nawyków żywieniowych odbija się na producentach tego czy innego składnika, a o im większą kwotę chodziło tym większy szum i większy wpływ. No i się zaczęło. W zasadzie było już wszystko od zarzutów o celowe niszczenie gospodarki po torpedowanie tradycji. Nie rozwijając się specjalnie konkluzja była taka - jeśli robisz frytki z innych rzeczy niż ziemniaki i do tego nie smażysz ich na oleju, to jesteś przeciwko wszelkim wartościom wyznawanym przez nasze społeczeństwo, że o posądzeniu o zoofilię nie wspomnę :) Wobec powyższego, zanim przejdę dalej, chciałbym oświadczyć kilka rzeczy:
  1. Robię frytki ze wszystkiego czego się tylko da. Tak jak bigos robię ze wszystkiego czego się da. Tak samo jak kotlety, placki, czy w zasadzie wszystko co tu robię. Wynika to z kryzysowego charakteru mojej kuchni. 
  2. Jestem przeciwnikiem spółkowania ze zwierzętami, oczywiście jeśli mówimy to o pojęciu biologicznym. Nie mam nic przeciwko spółkowaniu ze zwierzęciem o ile mówimy o zwierzęciu w rozumieniu przenośnym.
  3. Jestem przeciwko ślubom zawieranym ze zwierzętami. Choć ja może nie jestem najlepszym wyznacznikiem, bo jestem też przeciwko ślubom zawieranym przez osoby tej samej płci, a także osobom różnych płci. Nie niszczy się kawy cukrem, a miłości małżeństwem.
Pisałem Wam ostatnio o naszym klubie "FIT" w pracy, który nie jest "FIT". Kto czytał poprzedni przepis wie, że stamtąd mam kiszone buraki. Postanowiłem zrobić z nich frytki. Myśleliście, że na amerykańskich smażonych kiszonych ogórkach poprzestanę ?:)
Natomiast frytki mimo wszystko są kontrowersyjne, ze względu na swój kwaskowaty smak. Natomiast, jestem pewien, że dla Anglika w ogóle by nie były :) Polecam je naprawdę dobrze przypiec, wtedy to połączenie spieczonej skórki i kwaskowatego środka to niezłe doznanie.

Składniki:
- kiszone buraki
- olej


Wykonanie:
Buraki kroimy w kształty jak na obrazku, polewamy trochę olejem i wkładamy do nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś 20 minut.

środa, 17 czerwca 2020

Bigos z kiszonych buraków

W pracy mamy "klub", a właściwie rodzaj nieformalnego stowarzyszenia, które nie tyle zostało zawiązane co sklasyfikowane przez obserwatorów zewnętrznych. Zasadniczo w stowarzyszeniach członkowie ubiegają się o członkostwo. W bardziej elitarnych, to stowarzyszenie idzie do członka. Tu jest jeszcze bardziej elitarnie, bo tu zewnętrzni obserwatorzy klasyfikują do uczestnictwa. Ludzie często potrzebują klasyfikacji i nazwania jakiejś grupy. Klub nazywa się FIT. Nazwa ma być lekko zabawna, a lekko pejoratywna :) Z klasycznym pojęciem "fit" ma on tyle wspólnego co zabijanie z miłością, ale tak został określony. Wynika to z faktu, że nie tyle "członkowie", bo ta nazwa jest zarejestrowana raczej dla kwestii sformalizowanych, co bardziej poprawne będzie - uczestnicy - dużo w kuchni eksperymentują. To z kolei oznacza, że jedzą rzeczy, które większości osób wydają się dziwne, czy wręcz niejadalne. Samo to, nawet jeśli ich wyroby są też niezbyt zdrowe, klasyfikuje do tego, żeby być fit. Jaki jest plus bycia w klubie "fit"? Uczestnicy "klubu fit" wymieniają się przepisami, sposobami, ciekawostkami, ale przede wszystkim efektami swojej twórczości. Co więcej, dzielą się też różnymi produktami. Jeśli czytacie mojego bloga, to wiecie, że lubię eksperymentować i jako taki zostałem zakwalifikowany. 
W każdym razie ostatnio na topie są kiszone buraki. Jest to bardzo zdrowy, zwłaszcza dla sportowców, odpad, powstały po zlaniu zakwasu buraczanego. Z racji tego, że ilości są dość spore, trzeba było przetworzyć to na wiele sposobów. Jednym z nich jest bigos. 

Składniki:
- kiszone buraki
- grzyby suszone
- śliwki suszone
- koncentrat pomidorowy


Wykonanie:
Zastanawiałem się jak je pokroić. Najpierw chciałem potrzeć na zapałkę, ale pomyślałem, że to będzie za drobne. Potem kroiłem w drobne plastry, ale one były za wielkie. Doszedłem do tego, że idealne rozwiązanie to pół na pół. Takie pokrojone buraki zalewamy do 3/4 wodą i gotujemy. 
Grzyby zalewamy wrzątkiem, a kiedy zmiękną dodajemy razem z wodą do bigosu. 
Kiedy podgotujemy dodajemy koncentrat pomidorowy.

czwartek, 11 czerwca 2020

Bubale

Bubalech - tą nazwę pierwszy raz usłyszałem w serialu o ortodoksyjnych Żydach w Jerozolimie pt. "Shtisel". Tam w ogóle było sporo o jedzeniu, ale to zainteresowało mnie najbardziej, gdyż najwyraźniej był to jakiś przysmak, a co najważniejsze, był mi kompletnie nieznany. Zacząłem więc szukać. Do czego się dokopałem? Do amerykańskich blogów kulinarnych, w których bubalech był puszystym naleśnikiem w amerykańskim stylu z mąki macowej, czyli technicznie pszennej. Kopiąc głębiej dokopałem się wspomnień z terenów przedwojennej Polski, gdzie bubale to były małe wypieki koloru ciemnego ze względu na użycie mąki gryczanej.
Kto ma rację? Ten kogo nie tyle jest więcej, ale ten kogo jest więcej w odpowiednich miejscach. Tymi miejscami są media, spotkania z władzami, czy internet. Z powodzeniem jest to wykorzystywane przez małe niesnaczące organizacje do forsowania swoich koncepcji. Pamiętacie jak pisałem o łemkowskim daniu oszczypki? Teraz już nikt nie pamięta czym były prawdziwe oszczypki - pieczywo ziemniaczano-owsiane. Za to wszyscy twierdzą, że to ser, w najlepszym wypadku z owczego mleka. Łemkowie kontra Górale podhalańscy 0:1. Tu jest podobnie. Społeczność żydowska w USA mogła rozwijać się bez przeszkód, podczas gdy ta w Europie miała , delikatnie mówiąc, wielkie przeszkody, które zakończyły się redukcją liczebności. W skrócie, osób które znają bubalech gryczany jest znacznie mniej, są starci, a przez to niezaznajomieni z nowymi technologiami. Podobna sytuacja była z daniem kasha vernishkes. Oryginalnie było to coś na kształt ravioli, faszerowanymi kaszą gryczaną i cebulą. Potem w USA wydano książkę kucharską gdzie był to makaron z kaszą oraz cebulą i tak już zostało. Choć w tym przypadku wyszło to na dobre.
W każdym razie ja chciałem zrobić danie pośrednie pomiędzy tradycją, a nowoczesnością i zrobiłem pankejki z mąki gryczanej. 

Składniki:
- zmielona kasza gryczana niepalona
- mąka ziemniaczana
- proszek do pieczenia
- coś słodkiego i gęstego do polania


Wykonanie:
Ciasto robimy w proporcjach - 1,5 szklanki mąki gryczanej - łyżka mąki ziemniaczanej (bez tego bezglutenowa mąka gryczana nam się dobrze nie zlepi) i łyżeczka proszku do pieczenia. Wody tyle, żeby było jednak gęstsze od naleśników. To nie ma się rozlać po patelni, tylko trzymać się kształtu. Kładziemy ciasto na patelnie i smażymy.
Kuchnie świata- potrawy regionalne.

środa, 3 czerwca 2020

Leśny kurczak w sosie słodko-kswaśnym

Leśny kurczak to zwyczajowa nazwa wiosennego grzyba Laetiporus sulphureus, którego polska nazwa to żółciak siarkowy. Szczęśliwie dla większości ludzi nie wygląda jak grzyb, który nadaje się do jedzenia. Nieszczęśliwie rzadki i w wąskim gronie jednak bardzo poszukiwany, gdyż zgodnie ze swoją zwyczajową nazwą jego miąższ przypomina mięso kurczaka. Postanowiłem go przyrządzić w stylu orientalnym.
Teoretycznie ten sos utożsamiany jest z Chinami. Tylko wiecie, skoro nie ma czegoś takiego jak kuchnia polska, tylko kuchnia śląska, kujawska, podkarpacka itp. to wyobraźcie sobie jak duże zróżnicowanie jest w kraju, który jest 30 razy większy. Niemniej jednak jeśli w tym kraju mówimy o kuchni chińskiej, to mamy zazwyczaj na myśli zeuropeizowaną kuchnię wietnamską, do jakiej przywykliśmy w specyficznie urządzonych barach. Jeśli przeciętny Polak dostanie do zjedzenia prawdziwą kuchnię chińską, to robi z tego powodu aferę, jak uważający się za najsłynniejszego krytyka kulinarnego zrobił w restauracji China Garden 6 lat temu :)
Dlatego powiem szczerze na ile ten sos jest poprawny i z której prowincji pochodzi, ale na pewno jest inspirowany kuchnią "chińską", na ile miałem z nią styczność :)

Składniki:
- żółciak siarkowy
- papryka słodka
- czosnek granulowany
- chilli
- imbir
- cebula
- woda z kiszonych ogórków
- ketchup
- ananas z puszki
- mąka ziemniaczana
- ryż



Wykonanie:
Grzyby gotujemy 15 minut i kroimy w kostkę.
Podsmażamy z pokrojoną w półplasterki cebulą i przyprawami. Papryki dość sporo, z resztą radzę uważać.
Podlewamy trochę wodą z kiszonych ogórków i dodajemy ketchup w takich proporcjach, żeby uzyskać smak, który nas interesuje. Dodajemy pokrojonego ananasa, podlewamy wodą i dusimy. Dodajemy trochę mąki ziemniaczanej rozpuszczonej w zimnej wodzie i gotujemy, żeby zagęściło nam sos. 
Podajemy z ryżem.
Kuchnie świata- potrawy regionalne.

środa, 27 maja 2020

Kugiel brązowy ziemniaczany

Kugiel to takie danie kuchni żydowskiej, ale tej jej części, którą lubię, czyli prosto i tanio. W Izraelu przybrało nawet trochę formę fast-foodu. Wpływy kultury pozostawiły po sobie ślad na wschodzie, gdzie danie jest dalej obecne w jadłospisie miejscowej ludzkości, czasami nazywając się babką ziemniaczaną. Od kugla różni się ona skwarkami, które w kuchni żydowskiej są niedopuszczalne.
Z czasem kuglem zaczęto nazywać również zapiekanki makaronowe. Jedna z nich jest na słodko z całkiem sporą ilością pieprzu. Postanowiłem połączyć te dwa przepisy i wyszło mi takie oto coś. 
W serialu "Shtisel" widziałem, ze jadają je z kiszonym ogórkiem. Połączenie tych wszystkich smaków sprawia, że danie jest idealne dla kobiet w ciąży, ale też dla poszukiwaczy nowych doznań.

Składniki:
- ziemniaki
- rodzynki
- mąka
- pieprz
- cukier
- ogórek kiszony


Wykonanie:
Ziemniaki trzemy na drobnej tarce i dodajemy trochę mąki. Mieszamy z garścią rodzynek i łyżeczką pieprzu.
Wkładamy do piekarnika nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza. 
Chwilę podpiekamy i posypujemy obficie cukrem. Wyjmujemy kiedy cukier nam się skarmelizuje.
Podajemy z ogórkiem kiszonym.

Kuchnie świata- potrawy regionalne.

wtorek, 19 maja 2020

Omlet Pana Kleksa

Moją przygodę z cyklem "Pan Kleks" zacząłem od filmów. Co prawda umiałem już czytać, ale moje zdolności były jednak ograniczone. Był to obraz prawie tak kultowy dla mojego pokolenia jak film Diabeł morski puszczany co Wielkanoc. Tym większą miałem radochę, kiedy jakieś 12 lat temu mogłem zwiedzić miejsca, w których był on kręcony znajdujące się na Półwyspie Krymskim. Znacznie później, bo w czwartej klasie szkoły podstawowej sięgnąłem w wyniku przymusu edukacyjnego za lekturę. Pamiętam, że po tej lekturze miałem napisać wypracowanie. Na koniec, jak to zwykle bywało, trzeba było napisać ocenę książki. Napisałem, że nie dość, że mi się podobała, to jeszcze chciałbym aby było takich książek więcej. Kiedy wypracowanie do mnie wróciło przeczytałem kilku zdaniową uwagę od nauczycielki na temat tego, że gdyby takich książek było więcej, to nie rozwijałbym się intelektualnie. Trochę mi się zrobiło przykro, bo czerwona uwaga wyglądała trochę jak te, które musiałem dawać do podpisu rodzicom, ale teraz wiem, że nauczyciel chciał mnie przygotować do prawdziwego życia, w którym takie rzeczy jak niekonwencjonalny system nauczania, szacunek do innych ludzi niezależnie od tego jak wyglądają, szacunek do zwierząt, czy nawet słynne hasło promowane przez szkołę Summerhill, żeby pozwolić dzieciom być dziećmi, w świecie, który na mnie czeka nie mają prawa bytu.

W pierwszej części jego przygód - Akademia Pana Kleksa - mjest cały rozdział o kuchni Pana Kleksa. Bardzo zaintrygował mnie jeden fragment:
Niebieska farba jest kwaśna, zielona jest słodka, czerwona jest gorzka, żółta jest słona, natomiast z różnych połączeń farb po wstają smaki pośrednie. Tak więc odpowiednie połączenie farby zielonej z białą i z odrobiną szarej daje smak waniliowy, brązowa z żółtą posiada smak czekoladowy, farba srebrna, domiesza na do czarnej i z lekka zakropiona seledynową, smakuje jak ananas. I tak dalej, i tak dalej.
O czym mowa? O estrach :) To takie związki chemiczne odpowiadające w niektórych produktach za zapach. Wiadomo, że Jan Brzechwa nie chciał zanudzić młodego czytelnika wiedzą z chemii organicznej więc przedstawił to w przyjaznej odbiorcy formie. Zresztą nie tylko sztucznie wytworzone estry są stosowane w przemyśle spożywczym, zobaczcie z czego jest zrobiony syrop malinowy :)
Jego najmłodszy uczeń Adaś Niezgódka zapytany co by chciał zjeść, odpowiedział w filmie, że omlet z wiśniami i czekoladą, po czym dostał omlet przygotowany ze specyfików znajdujących się w kuchni, bynajmniej nie z jajek. Właśnie taki omlet postanowiłem przygotować. Bez jajek, ale żeby smakował i wyglądał jak z jajek. W książce Adaś poprosił o omlet ze szpinakiem, dlatego wolę zrobić jak w oryginale. Nie myślicie chyba, że profesor Ambroży Kleks, który otrzymał tak bogatą wiedzę w dziedzinie botaniki, w którego kuchni znajdowały się słoiki z różnymi kwiatami użyłby nudnego szpinaku? Zrobiłem to co zrobiłby Pan Kleks. Poszedłem do lasu i nazbierałem podagrycznika, pokrzyw i bluszczyka kurdybanka dla smaku.

Jak zrobić omlet bez jajek? Po pierwsze konsystencja i kolor. To daje nam mąka z ciecierzycy, czyli drobno zmielone nasiona. Po drugie smak i zapach. Tu posłużymy się czarną solą, która ma wysoką zawartość siarki, czyli tego co pachnie w jajku jajkiem.

Składniki:
- nasiona ciecierzycy
- pokrzywa
- podagrycznik
- bluszczyk kurdybanek
- czarna sól


Wykonanie:
Rośliny myjemy i dusimy na patelni pod przykryciem z małą ilością wody.
Ciecierzycę mielimy drobno, dolewamy wody, aby powstało nam lejące się ciasto, doprawiamy solą (pół łyżeczki na jeden omlet), mieszamy z zielskiem i smażymy z dwóch stron.



Jemy chwasty 2020

piątek, 15 maja 2020

Mój pierwszy raz z Mukbang

Mukbang, nie mylić z gangbang.



Przepisy z filmiku.

Z uwagi na to, ze to tradycja koreańska, musiałem ułożyć menu koreańskie. 

Oi Kimchi

Dużo osób zna kimchi z kapusty, ale co jeśli nie możemy jeść kapusty, albo po prostu nie mamy czasu ?:)

Składniki:
- ogórek 
- chilli
- sos sojowy
- sól
- jabłko

Wykonanie:
Ogórka kroimy na paski o przekroju 1 cm x 1 cm i długości ok 5 cm. Z pozostałych składników robimy pastę, którą mieszamy z ogórkami. Zamykamy w słoiku i na drugi dzień gotowe.

Kongguksu

Koreańska wariacja na chłodnik, z tym, że nie z jogurtu, a z mleka sojowego.

Składniki:
- mleko sojowe
- makaron ryżowy - nitki

Wykonanie:
Makaron zalewamy wrzątkiem, odsączamy i zalewamy ponownie mlekiem sojowym. Możemy dodać świeżego ogórka.

Kimchi Buchimgae

Świetna przekąska imprezowa, zwłaszcza jak pokroimy w wycinki jak pizzę. Kimchi w cieście naleśnikowym, smakuje jak łemkowskie fuczki.

Składniki:
- kimchi z kapusty (wcześniej przygotowane)
- mąka

Wykonanie:
Z mąki i wody robimy naleśnikowe ciasto, do którego dodajemy kimchi, a następnie wylewamy je na patelnie i dobrze smażymy z dwóch stron.

Haek Buldak Bokkeummyeon z ostrym sosem z cienia mgły

Tak zwane nuklearne nudle. Jedni twierdzą, że nazwę zawdzięczają skali ostrości, a drudzy, że to przytyk do Hiroszimy i Nagasaki w Japonii, z której pochodzi to danie, a z którą Korea od wieków nie ma najlepszych stosunków. To taka "zupka chińska", ale bez wody.
Na sos mgły wpadłem kiedy słyszałem rap prezydenta. Początkowo myślałem, że to bez sensu, ale mnie oświeciło.

Składniki:
- makaron z zupki błyskawicznej
- cebula
- cukinia
- poranna rosa
- chilli
- mąka ziemniaczana

Wykonanie:
Zbieramy rosę (cień mgły) za pomocą szmat przywiązanych do kostek i wyciskamy do naczynia. Dodajemy do wody i gotujemy. Dodajemy chilli. W szklance rozrabiamy trochę mąki ziemniaczanej z zimną wodą i dolewamy do gotującego się sosu cały czas mieszając.
Makaron zalewamy wrzątkiem i odsączamy kiedy zmięknie. Cebulę i cukinie kroimy w półplasterki i podsmażamy. Dodajemy makaron i chwilę smażymy. Dodajemy sos i mieszamy.

Nurungji

Ten deser jest tak genialny w swojej prostocie jak kanapka z cukrem z czasów mojego dzieciństwa :) W zasadzie dwa składniki. Ma potencjał :)

Składniki:
- ryż
- cukier

Wykonanie:
Ryż gotujemy według przepisu na opakowaniu. Na patelnię dajemy olej i układamy ryż tak, żeby nam się skleił i zapełnił całą patelnię. Podsmażamy aż się zarumieni. Przekładamy na drugą stronę, posypujemy cukrem i smażymy, aż się zarumieni druga strona. W tym czasie cukier powinien się trochę rozpuścić.

Goguma Latte

Latte z ziemniakiem - tego jeszcze nie było :)W smaku ciekawe, a goryczka powstała po pieczeniu dodaje ciekawego smaku.

Składniki:
- batat
- jakieś mleko

Wykonanie:
Batata kroimy i pieczemy w piekarniku, a następnie miksujemy z mlekiem.




Kuchnie świata- potrawy regionalne.

poniedziałek, 4 maja 2020

Omlet arcyksiążęcy

Z władzą to jest tak, że pchają się do niej głównie socjopaci, gdyż tylko tacy odczuwają przyjemność z tego, że są na wyższej pozycji od innych. Żeby doprecyzować. Rozumiem, choć nie akceptuję, że ktoś chce być u władzy, bo chce więcej zarabiać, mieć kontakty, a nawet rozumiem, choć nie wierzę, że to się może udać, że ktoś idzie do władzy, żeby coś zmienić. Przez patologiczne mam na myśli jednostki, które chcą władzy dla władzy. Jako tacy są w stanie zrobić naprawdę dużo, żeby ją zdobyć i naprawdę mocno to przeżywają, kiedy się to nie uda. Zainteresowanych tematem odsyłam do klasyki Williama Szekspira pt. Makbet. 
W każdym razie był sobie kiedyś taki cesarz Franciszek Józef I. Miał pod swoim panowaniem całkiem pokaźny teren w tym kawałek Polski. Zasłynął głównie tym, że jego żoną była słynna Sisi, której przedstawiciel ludu, jako, że nie było jeszcze wtedy internetu, postanowił zademonstrować swoje niezadowolenie w stosunku do monarchów i wbił jej narzędzie w serce. Jedni mówią, że był to pilnik inni, że dłuto. W każdym razie w Genewie możecie kupić koszulki z dłutem. Franciszek Józef miał swój wkład w gastronomię, bo na jego cześć wymyślono omlet cesarski, choć niektórzy twierdzą, że wymyślono go dla żony. Bezpośrednim spadkobiercą tronu był syn, który też zginął. Kolejny był brat, który nie dożył objęcia tronu, ale miał syna Franciszka Ferdynanda, który był młody i nie mógł się doczekać objęcia władzy po swoim wuju. Niestety wuj żył dłużej niż się spodziewano, co frustrowało arcyksięcia. Na szczęście guwernerem u niego w domu był słynny czeski wynalazca Jára Cimrman, który postanowił w pewien sposób złagodzić ból swojego pracodawcy. Tak się składa, że Jára podczas swoich licznych podróży, współpracował chwilę z Ebenem Nortonem Horsfordem i razem opracowali recepturę proszku do pieczenia. Następnie Czech wracając do ojczyzny zawitał do Bielefeld, gdzie gościł u swojego znajomego, spożywczego wynalazcy Augusta Oetkera, któremu podsunął pomysł jak może skorzystać z wyników jego pracy, a mianowicie, żeby sprzedawać proszek do pieczenia w małych opakowaniach, które byłyby odpowiednie dla 1 kg mąki. Podczas służby u Franciszka Ferdynanda, Jára postanowił wykorzystać swój wynalazek i zrobił swoją wersję nieco uboższą (ja bym powiedział "kryzysową"), bo adekwatną do zajmowanego stanowiska, omletu cesarskiego, gdyż tamten był zarezerwowany tylko dla cesarza. Tą wersję nazwał omletem arcyksiążęcym.
Franciszek Ferdynand miał okazję poćwiczyć jak to jest być władcą i podczas swojego publicznego wystąpienia, zgadnijcie co? Został zastrzelony - takie czasy. To pociągnęło za sobą łańcuch zdarzeń, ale to już inna historia. 

Składniki:
- mąka
- cukier
- proszek do pieczenia
- powidła śliwkowe


Do mąki dodajemy tyle wody, aby powstało nam gęste, ale lejące się ciasto. Dodajemy trochę cukru i proszku do pieczenia według wskazań doktora Augusta Oetkera. Wylewamy na rozgrzaną patelnię i smażmy pod przykryciem na małym ogniu, aż urośnie i się przyrumieni od spodu. Rozrywamy omlet na patelni za pomocą drewnianej łyżki, przewracamy na kawałki i jeszcze chwilę smażymy. Podajemy z powidłami. 

czwartek, 30 kwietnia 2020

Red kiblle z Expanse

Cykl Expanse to zekranizowana już seria książek z gatunku Hard Science i Space Opera autorstwa Jamesa S.A. Corey, pokazująca jak będzie wyglądał świat za kilkaset lat. Przy czym wizja nie jest tak optymistyczna jak w Star Trek. Oprócz tej naukowej strony, która jest bardzo silna, to co mi się najbardziej podoba to aspekt społeczno-polityczny. Jak to będzie wyglądać w XXIV wieku? W zasadzie podobnie jak teraz. Człowiek jest nikim, pieniądz jest wszystkim. Ziemia się mocno wyeksploatuje i obierze kierunki kolonizacji w skali makro. Konkretnie Mars oraz to co jest zaraz za Marsem, czyli pas planetoid złożonych z asteroid i karłowatych planet. Mars wyciągnie wnioski z przeszłości, nastawi się bardziej na tworzenie niż niszczenie i stanie się militarną potęgą. Pas, jak na tereny przemysłowe przystało, będzie miejscem, z którego wydobywa się minerały, za pomocą ulokowanej tam ludności, którą trzyma się w ryzach dzięki temu, że nie są samowystarczalni i nawet wodę muszą sprowadzać z zewnątrz. W najgorszym wypadku można wysłać tam Marines do spacyfikowania buntu, czyli ta sprawa nie posunęła się ani o trochę. Mieszkańcy pasa, poza tym, że ich kolejne pokolenia wyglądają już inaczej, ze względu na małe ciążenie, coraz lepiej radzą sobie z niedoborem produktów żywnościowych, bo na przykład zwykły ser jest droższy od piguły do reaktora. Pamiętajmy, że prom kosmiczny to nie ciężarówka, którą możemy sobie wysyłać w nieskończoność, tylko wyrzucenie każdego dodatkowego kilograma na orbitę trochę kosztuje, stąd trzeba ustalać priorytety. I właśnie ten aspekt zafascynował mnie najbardziej.

Wiadomo, że żeby cokolwiek rosło musi być słońce, woda i jakieś podłoże. To pierwsze niby jest, tzn. wiadomo, że im dalej, tym słabiej świeci, ale można to wzmocnić np. zwierciadłami. Z wodą jest gorzej. Podłoże też nie jest najlepsze, dlatego należy je uzdatniać, tak jak to zrobiono na rolniczym księżycu Ganimedesie. toczę Wam fragment, żeby pokazać jak bardzo autor poważnie podszedł do zadania:
Tajemnica załamania się zamkniętego systemu botanicznego: Rzecz nie w tym, co się zepsuje. Problem w kaskadzie. Gdy pierwszy raz stracił całą uprawę g. kenon, zawinił grzyb, który w ogóle nie krzywdził soi. Zarodniki pochodziły prawdopodobnie z dostawy biedronek. Grzyb zadomowił się w systemie nawadniania, radośnie przejmując odżywki nieprzeznaczone dla niego, i zmienił pH wody. To osłabiło bakterie, których Praks używał do wiązania azotu – do tego stopnia, że stały się podatne na bakteriofagi, które inaczej nie miałyby szans. W systemie doszło do zaburzenia równowagi azotowej. Zanim bakterie namnożyły się do pierwotnej liczebności, soja zżółkła, oklapła i nie dało się jej już uratować.
Wiele razy jest w książce mowa o teksturowanym białku sojowym używanym do produkcji jedzenia. Kolejnym ważnym składnikiem, ze względu na warunki w jakich można je hodować, a konkretnie, że nie potrzebują słońca, są grzyby, z których na "pasie" robi się wszystko, od steków po whiskey. Z tych właśnie składników postanowiłem zrobić dzisiejsze danie. Dodałem jeszcze skrobi ziemniaczanej, gdyż hodowla ziemniaka jest stosunkowo najprostsza w trudnych warunkach. Jest to mój domysł, gdyż nigdzie w książce nie jest wprost napisane czym jest red kibble - potrawa, którą serwują na robotniczej planecie Ceres, notabene branej obecnie pod uwagę przy planach kolonizacji kosmosu. Celowo używam nazewnictwa oryginalnego, gdyż wyjątkowo trudno było to przetłumaczyć, choć z uwagi na wyraźny podział klasowy jaki jest w książce, najlepszym określeniem byłoby chyba - karma (kibble to sucha karma dla psów). O ile główne składniki są bardzo prawdopodobne o tyle reszta to już moja fantazja :)

Składniki:
- paczka kotletów sojowych
- paczka boczniaków
- półtorej łyżki mąki ziemniaczanej
- przyprawa czerwona do grilla
- koncentrat pomidorowy


Wykonanie:
Kotlety sojowe gotujemy i studzimy. Mielmy razem z surowymi boczniakami, dodajemy mąkę ziemniaczaną i mieszamy. Lepimy kulki i obtaczamy w przyprawie do grilla. Pieczemy jakieś 15 min w nagrzanym do 180 stopni piekarniku.
Z koncentratu robimy prosty sos rozcieńczając go wodą.