piątek, 22 stycznia 2021

Linsen mit Spätzle

Danie kuchni Szwabskiej. Jak głosi plotka, Szwabia to dość niewdzięczny region jeśli chodzi o kwestie rolniczą. W skrócie - marnowanie terenu dla mało wydajnych pastwisk byłoby bardzo głupie, dlatego mięso jedli tylko najbogatsi. Zawsze tak jest, że tych bogatych jest bardzo mało, dlatego większość sporządzała treściwe posiłki z innych składników. W każdym razie, szwabska kuchnia ma opinię kuchni dla biednych, więc idealnie nadaje się na mojego bloga.
Dodatkiem miały być tzw. szpecle, czyli tamtejsze kluski kładzione. Szczerze powiedziawszy, to widziałem wersje tego dania ze zwykłym makaronem, ale postanowiłem zrobić coś równie typowego dla tamtejszego regionu czyli makaron z naleśników.

Składniki:

- soczewica zielona
- cebula
- mąka


Wykonanie:
Soczewicę gotujemy. Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy. Dosypujemy mąkę i zasmażamy. Dodajemy soczewicę i tyle wody, żeby powstał gęsty sos.
Z mąki i wody robimy lejące się ciasto, z którego smażymy naleśniki. Każdy naleśnik kroimy na 3 części (zakładając, że macie patelnię ok 24 cm), a potem każdą z tych trzech części w poprzek na cienkie paski. 


poniedziałek, 11 stycznia 2021

Galette-saucisse na Potrójnej

Jest początek roku, czas postanowień dotyczących poprawy kondycji fizycznej, a także ferie zimowe trzeba było szukać mało popularnych tras. Bywały momenty większego zagęszczenia, ale generalnie nawet się udało. Plan był taki. Po ostatnim etapie do rozkminy, czy dalej szlakiem, czy szosą. Przy czym pytanie nie brzmiało "Czy damy radę", a "Czy zdążymy przed zmrokiem".


Początek dość stromy, dlatego prawie nikogo. Tym bardziej, że momentami szlak przypominał zamarzniętą rzekę. Raczki okazały się bardzo pomocne.


Trochę wyżej już było i ładniej i łatwiej.



Oczywiście widoki, bo podobno dla nich chodzi się w góry :)


Można by było dowiedzieć się co to za góry, ale tablica ze zdjęciem z opisami poszczególnych, która znajdowała się na szczycie, nie oparła się sile fizycznej :)


Tu już było dużo ludzi, bo zgodnie z tegorocznym trendem, ludzie uprawiają zjeżdżanie ze szczytów na sankach. O ile odbywa się gdzieś to po jakimś zboczu, o tyle jazda po szlaku już jest wnerwiająca. Niezależnie od tego, czy trzeba uważać, żeby ktoś nie wjechał Wam w dupę, czy trzeba iść po wyślizganej drodze.

W każdym razie ten czerwony fragment trasy był tym najgorszym. Po prosty jest on łagodniejszy do podejścia niż żółty. Nawet bombki go nie ratowały :) Swoją drogą dziwie się, biorąc pod uwagę jaką popularnością cieszą się szklane bombki na grupach śmieciarkowych, że te jeszcze wiszą. Może dlatego, ze wysoko.


Jeszcze tylko trzeba było przejść przez pas ziemi niczyjej pomiędzy województwami, gdzie parkują zwolennicy jazdy na sankach. 


Potem tylko jeden tor narciarski przerobiony na saneczkowy i już znowu spokój, praktycznie do końca :)


Na prowiant wybrałem kuchnię francuską. Lekko zmodyfikowałem. Naleśniki powinny być gryczane, a u mnie są pszenne. Za to wzbogaciłem o typowe francuskie dodatki.

Składniki:
- mąka
- jakieś parówki
- cebula
- musztarda
- olej


Wykonanie:
Do mąki dodajemy trochę oleju i tyle wody, żeby powstało lejące się ciasto. Smażymy naleśniki.
Parówkę smażymy.
Cebulę kroimy w kostkę i smażymy. Mieszamy z musztardą.
Smarujemy naleśnika masą musztardowo-cebulową, kładziemy parówkę i zawijamy.

środa, 6 stycznia 2021

Kulinarne trendy 2021

Jak co roku o tej porze, uraczę Was trendami kulinarnymi na nadchodzący rok, które będą obowiązywać z bardzo dużym prawdopodobieństwem. Dlaczego mówię o prawdopodobieństwie? Bo w świecie nauki wszystko jest tylko bardzo lub mało prawdopodobne. Spotkaliście się pewnie z pseudo dziedzinami nauki, które mówią, że coś jest na pewno, ale takie stwierdzenia nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Jak ocenić prawdopodobieństwo? Badać zachowania ludzi. Miałem coś takiego na studiach na prognozach i ekonometrii. Czy ja badałem? Nie! W przeciwieństwie do domorosłych internetowych gawędziarzy nie będę udawał autorytetu naukowego w jakiejś dziedzinie i skorzystałem z gotowych badań.

Jedną z mądrości życiowych jest to, że potrafimy skorzystać z dobrego źródła badań. Jak możemy takowe rozpoznać? Podstawowe kryterium to takie, czy osoba, która publikuje te badania jest naukowcem właśnie w tej dziedzinie. Ostatnio modne jest wypowiadanie się np. na temat prawa przez np. chemików itp. Także to jest absolutna podstawa podstaw, że się tak żargonem posłużę, warunek konieczny, niewystarczający :)
Drugie to jakość źródła. Część z Was na pewno pisała chociaż jedną pracę naukową, bo taka jest potrzebna, żeby zakończyć jakąś formę studiów. Bardzo ważne jest przedstawienie w niej wiarygodnej metody badawczej. Poważny promotor nie pozwoli Wam napisać pracy naukowej, jeśli metoda będzie budziła wątpliwości, czyli im większy autorytet i tradycja, tym większą wagę będą przykładać do wiarygodności.

Czy to oznacza, ze trzeba się ich słuchać, bo na pewno mają rację? Już pisałem, że nie ma nic na pewno, ale jeśli kogoś miałbym się słuchać, to raczej tego, kto zajmuje się jakimś zjawiskiem na codzień, czy to zawodowo, czy z pasji, niż tego, który zajmuje się zupełnie czym innym. Taki życiowy przykład. Jeśli Wam się coś zepsuje w aucie, to idziecie do zakładu mechanicznego, a nie do krawca, bo nawet jeśli ten mechanik nie znajdzie szybko usterki, to prawdopodobieństwo tego, że to właśnie tam znajdziecie pomoc, jest znacznie wyższe.

Także ja posłużyłem się prasą oraz raportami branżowymi i na tej podstawie wysnułem pewne wnioski.

  • kiszonki - Rok 2020 będziemy pamiętali jako rok epidemii. Jeszcze nie wiemy, czy tylko ten, ale ten na pewno. Przypomniano sobie o tym, że kiszonki mogą pozytywnie wpływać na odporność, o czym mogłyby świadczyć badania przeprowadzone w Charité. Tak, to ten słynny serialowy uniwersytecki szpital.
  • ciecierzyca - Globalne ocieplenie stało się faktem. Jednym ze sposobów ograniczenia emisji gazów cieplarnianych do atmosfery jest ograniczenie produkcji zwierzęcej, a wcześniej wyrobienie nawyków żywieniowych, za którymi idą również względy zdrowotne. Soja jest passé. I to nie dlatego, że krąży w okół niej mit, że niby powoduje znaczny wzrost estrogenu u mężczyzn. Nawet nie dlatego, że jej uprawy w Ameryce Południowej są wątpliwe etycznie. Głównie dlatego, że są lepsze i smaczniejsze rzeczy. Poza tym, z uwagi na to, czym odżywiali się starożytni Rzymianie i jaki wpływ mieli na Europę, to taki powrót do korzeni. Okazało się, że cieciorka to coś więcej niż hummus i falafele.
  • domowa restauracja - nie możemy jeść naszego ulubionego ulicznego jedzenia, bo albo musimy siedzieć w domu, albo restauracja jest zamknięta (na chwilę lub na stałę)? Podrobimy w domu.
  • comfort food - był już niezbyt zdrowy fast food, potem, w celu zadbania o zdrowie fizyczne slow food, a teraz należy zadbać o zdrowie psychiczne i jest comfort food. Jak to zdefiniować? Jest to jedzenie, które powoduje u nas pozytywne wspomnienia, najczęściej z dzieciństwa, bo jednak większość z nas miało mniej problemów w dzieciństwie niż teraz. W książce Marcela Prousta pod tytułem W stronę Swanna jest to ciastko moczone w herbacie. Co prawda sprawa comfort food jest teoretycznie indywidualna dla każdego, ale w Polsce, kraju, w którym PRL uprościł i ujednolicił wszelkie regionalizmy kuchenne sprawa jest prosta, a po tym jaką popularnością cieszą się fotele Chierowskiego, możemy wywnioskować, że nasze comfort food pójdzie właśnie w tym kierunku. Dla mnie osobiście, smak dzieciństwa to gofry. Jako, że mieszkałem w miejscowości nadmorskiej, budki z takowymi były na każdym kroku. Zresztą wytrawne gofry subtelnie wkraczają do nas już od 3 lat.
Postanowiłem przygotować coś zgodnie z cały czas obowiązującym trendem, czyli - w stronę USA. Coś w stylu kanapki Rauben.

Składniki:
- ciecierzyca w puszce
- wędzona papryka w proszku
- musztarda
- mąka ziemniaczana
- mąka pszenna
- kapusta kiszona
- majonez
- olej


Wykonanie:
Do mąki pszennej dodajemy trochę oleju i tyle wody, aby powstało nam lejące się ciasto, z którego następnie robimy gofry w gofrownicy.
Kapustę kiszoną kroimy.
Ciecierzycę gnieciemy (nie miksujemy) z papryką, i odrobiną musztardy i mąki ziemniaczanej, a następnie ugniatamy i chwilę pieczemy. Jak ostygnie delikatnie smażymy.
Między dwa gofry układamy plastry ciecierzycowe, kapustę i majonez.

wtorek, 29 grudnia 2020

Wigilijne rechy, czyli kołduny smażone w barszczu

Tak jak co roku zima zaskakuje drogowców, tak wiele polskich rodzin zostaje zaskoczona brakiem wystarczających mocy przerobowych, a konkretnie konsumenckich, które reprezentują goście wigilijni. Nawet jeśli określona moc jest podobna co roku. Efekt jest taki, że zostaje masa jedzenia, które często trafia na śmietnik.
Mamy do czynienia z dwoma sytuacjami. Tzn. pewnie jest ich więcej, ale na potrzeby tego artykułu uprościłem model.

  • oczy chcą, brzuch nie może - żołądek jest już pełny, a każda dodatkowa porcja może doprowadzić do większego lub mniejszego uszczerbku na zdrowiu
  • brzuch chce, oczy nie - wkradła się rutyna, czyli dosłownie mamy do czynienia z sytuacją, kiedy już nie możemy na coś patrzeć.
Na pierwszą w zasadzie nic nie poradzimy, bo żołądek choć elastyczny, ma swoje ograniczenia. Możemy co prawda zastosować stary sposób, znany z dworskich uczt, czyli połechtanie gardła piórkiem, przy czym zakładam, że moi czytelnicy nie są szlachcicami i jako tacy będą używać palca. W ten sposób robimy miejsce na kolejne porcje. Największą wadą takiego rozwiązania jest to, że każde pobudzenie organizmu, do wydalenie z siebie czegokolwiek, nie ważne czy to będą wymioty, przeczyszczenie, czy aborcja, to nie są jednak niczym specjalnie przyjemnym, nawet jeśli czasem koniecznym. 

Sposób na drugą jest z pozoru prostszy, ale tylko z pozoru. Chodzi o przełamanie rutyny. Tu dochodzimy, dlaczego to jest tylko pozornie prostsze. Za każdym razem, kiedy mamy do czynienia z jakimś przełomowym odkryciem, które ma pociągnąć za sobą zmianę sposobu życia, odzywają się całe tłumy protestujących. Co potwierdza, jak trudno jest przełamać rutynę, w tym konkretnym wypadku, zjeść coś w sposób inny niż do tej pory. Niezależnie od tego, czy się przełamiemy, czy nie musimy się łamać, danie podane w inny sposób będzie bardziej atrakcyjne dla oczu, a konkretnie dla mózgu.

Kołduny, to podobno takie mniejsze pierogi, aczkolwiek coś co jest naturalną wielkością dla nas może być mniejsze dla innych, dlatego nie będziemy się skupiać na wielkości. Co jest dla nich charakterystyczne, to to, że podaje się je często w barszczu, albo rosole.

Składniki:
- wigilijne pierogi
- wigilijny barszczyk


Wykonanie:
Pierogi smażymy, gdyż ponowne ich ugotowanie raczej spowoduje, że przestaną już być pierogami. Polecam je ta dobrze podsmażyć.
Zalewamy barszczem i doprowadzamy do wrzenia, co powinno nastąpić szybko.

czwartek, 24 grudnia 2020

Wigilia ludowa

Wigilia, czy następujący po niej dzień, to chyba najważniejsze i najstarsze święto w historii ludzkości. Z uwagi na to, że odnosi się do rozpoczęcia nowego cyklu solarnego, czyli najstarszego sposobu odmierzania długich okresów czasu, obchodzona była na długo zanim w ogóle wymyślono monoteistyczne religie, czyli zanim nazywała się wigilią Bożego Narodzenia. O jej wadze świadczy fakt, że pomimo tego, że słowo "wigilia" oznacza dzień poprzedzający jakieś święto, za każdym razem gdy mówimy "wigilia", mamy na myśli tą konkretną. 
Nic dziwnego, że jest tak głęboko zakorzeniona w tradycji, a sposobów jej obchodzenia jest około mnóstwo :)

Z uwagi na to, że interesuję się kulturą ludową, przeglądałem zeszyty naukowe sprzed 150 lat - Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej. Ludzie, którzy zamieszczali w nich wyniki swojej pracy skupiali się na w miarę dokładnym opisaniu zwyczajów na możliwie precyzyjnie określonym terenie. Dlaczego precyzyjne określenie lokacji było takie ważne? Pamiętajmy, że o tym, czy ktoś był Polakiem, Czechem, czy Węgrem, decydowało to, jakiego króla był poddanym. Monarchia w Polsce skończyła się wraz z zaborami, które nie pomogły w kwestii kształtowania się tożsamości narodowej, przez co po prostu takowej nie było, a co za tym idzie ujednoliconych zwyczajów również. 

Na przykład w okolicach Pińczowa możemy się dowiedzieć, że Kartofli w tym dniu nie jeść, boby się w ciągu roku dostało wrzodów. Podczas gdy już w powiecie ropczyckim i okolicach Łukowca ziemniaki stanowiły jedną z potraw wigilijnych.

Co łączy wszystkie zwyczaje? Odwołanie do cyklu solarnego, czyli początku nowego roku, zupełnie nie przejmując się kalendarzem. W okolicy Kielc w wigiliją Bożego narodzenia wziąć należy dwanaście cebul, zdjąć z nich zwierzchnie skórki,rzędem pomieścić w miejscu spokojnem , aby ich nikt nie ruszał, równą miarę soli (najlepiej naparstek) wsypać w każdą pojedynczą skórkę, a po upływie 24 godzin zajrzeć do nich: w których naczyńkach, czyli skórkach sól roztopi się, zwilżeje, lub ułoży się w bryłki , to miesiąc, którego wyobraża taka skórka będzie wilgotnym, lub nawiedzonym od gradu. W okolicy Pińczowa Wystrzegają się używać pieprzu ( w niektórych li domach), boby cały rok gorzki był i palący jak pieprz. Do potraw tej wiecerzy używają każdego rodzaju zboża i owoców, aby przez cały rok niczego im nie zabrakło.

Ile potraw? W okolicy Kielc Żeby W domu nigdy jadła nie zabrakło powinna gospodyni jak najwięcej potraw przygotować. Pamiętajmy tylko, że dla chłopa jak najwięcej miało specyficzne znaczenie. Zasada była taka, że ilość miała być nieparzysta, tylko na najbogatszych stołach dworskich można było sobie pozwolić na 13 potraw, trochę mniej bogaci mieli 11. Dla chłopa szczytem marzeń było 9, dlatego ta właśnie liczba pojawia się najczęściej i to tylko dlatego, że uznajemy kaszę tą, czy inną jako osobne potrawy. Tu nie było szczupaka w winie :). Tylko w okolicach Stradomia potraw zastawiają 6 lub 8, uważając, aby była liczba parzysta. W okolicach Tarnobrzega z kolei istotna była liczba osób jednocześnie zasiadających przy stole. Do pośnika powinna zasiadać parzysta liczba osób, gdyż w razie przeciwnym jedna z nich musiałaby umrzeć niechybnie do roku. Natomiast w okolicach Pińczowa 9 potraw jest podkreślone dodatkowo. W niektórych miejscowościach gospodynie wiejskie w dniu tym bardzo w czas robią placek z dziewięciorga gatunku zboża i ten dają do zjedzenia krowom, abym im czarownice mleka nie odebrały.

Jak wyglądają same zwyczaje kulinarne? Przez cały dzień post. W powiecie ropczyckim cały dzień poszczą , a raczej suszą, gdyż cały pokarm stanowi najczęściej suchy kawałek chleba. Przestrzegają wszakże, aby nie jeść na dworze, bo będzie boleć gardło. Później czekają na umówiony znak.  W okolicach Pińczowa Obiad, czyli wiecerzę jedzą wieczorem, po ukazaniu się pierwszej gwiazdy na niebie. W powiecie lipowieckim obok Garwolina dawniej sąsiedzi zbierali się do jednego gospodarza na wilię, zjedli, potem wszyscy szli do drugiego, potem do trzeciego, i tak z kolei do wszystkich. Teraz zaś wszyscy u siebie.

Co jeść? Postanowiłem zebrać 9 potraw z różnych regionów. Nie mogę powiedzieć, ze odwzorowałem je wiernie, gdyż w materiałach źródłowych było mało szczegółowych informacji, dlatego momentami pozwalałem sobie na odrobinę finezji :)

Kapusta na rzadko z grzybami i kaszą jęczmienną (okolice Łukowca)

Składniki:
- kapusta
- grzyby suszone
- kasza pęczak

Wykonanie:
Kaszę ugotować razem z grzybami. Dodać pokrojonej kapusty i gotować do miękkości.

Kwaśne (okolice Sławkowa)

Nazwa ciekawa, ale nie wiem jak miało to być kwaśne :)

Składniki:
- fasola jaś
- śliwki suszone
- majeranek
- soda oczyszczona

Wykonanie:
Fasolę moczymy na noc w wodzie z łyżeczką sody oczyszczonej, wymieniamy wodę i gotujemy.
Śliwki kroimy i podsmażamy. Mieszamy z fasolą, dolewamy trochę wody oraz majeranku i dusimy, co jakiś czas mieszając.

Ziemniaki tłuczone (powiat ropczycki )

Składniki:
- ziemniaki
- cebula

Wykonanie:
Ziemniaki gotujemy i tłuczemy lekko. Polewamy olejem z podsmażoną, pokrojoną drobno cebulą.

Pasternak (okolice Łukowca)

Składniki:
- pasternak
- jakieś mleko

Wykonanie:
Pasternak obieramy, kroimy w kostkę i gotujemy do miękkości. Dodajemy trochę mleka i tłuczemy na jednolitą masę.

Barszcz z grzybami (powiat ropczycki)

Ja sobie pozwoliłem użyć do niego kiszonych buraków, bo było nawet bardzo prawdopodobne, że właśnie takowe używano, ale świeże też mogą być.

Składniki:
- kiszone buraki
- grzyby suszone

Wykonanie:
Buraki gotujemy i blendujemy na krem.
Grzyby moczymy kilka godzin. Kroimy i dodajemy do kremu z buraków razem z wodą, w której się moczyły.

Kapusta szatkowana z grochem i grzybami (okolice Stradomia)

Składniki:
- groch łuskany
- kapusta kiszona
- grzyby suszone
- soda oczyszczona

Grzyby moczymy kilka godzin w wodzie.
Groch moczymy kilka godzin w wodzie z sodą oczyszczoną. Wymieniamy wodę i gotujemy do miękkości.
Kapustę kroimy  podsmażamy z grzybami. Dodajemy miękki groch i mieszamy.

Grzyby smażone w oleju (okolice Stradomia)

Tu już sobie pozwoliłem na trochę finezji, żeby nie było zbyt nudno :) Natomiast mało prawdopodobne, żeby chłopi używali orientalnych przypraw.

Składniki:
- grzyby mrożone
- cebula
- goździki
- imbir

Wykonanie:
Grzyby odmrażamy i podsmażamy z pokrojoną w półplasterki cebulą. Dodajemy goździki i trochę imbiru, dolewając delikatnie wody. Wyciągamy goździki po całej akcji.

Susz (okolice Tarnobrzega)

To nic innego jak kompot z suszonych owoców.

Składniki:
- suszone owoce
- cukier

Wykonanie:
Owoce gotujemy, dodajemy cukru w miarę potrzeby. Ja potrzebuję :)

Placki pszenne (okolice Tarnobrzega)

Tu muszę przyznać, że miałem zagwozdkę, bo jedyna, a może aż tak duża informacja jaką miałem to: Na pieczywo placki pszenne – nie wolno ich jeść przed wieczerzą , bo od tego można umrzeć nagle. Uznałem, że te placki, to podpłomyki pieczone na blasze, gdyż jako takie łatwiej zachowują świeżość niż naleśniki. Podobnie jak to się ma z piernikami. Te pieczywo mogło spełniać rolę rytualną i służyć do łamania, tym bardziej przemawia to za podpłomykami. Skoro już byłem przy piernikach, to postanowiłem je zrobić w piernikowych kształtach używając foremek.

Składniki:
- mąka
- olej
- woda

Wykonanie:
Do mąki dodajemy oleju i tyle wody, aby mieć zbite jednolite ciasto, które następnie rozwałkowujemy i pieczemy w piekarniku, wcześniej wykrawając dziwne kształty, jak ja, bądź nie.

Jeszcze ciepłe zdjęcie na moim stoliku ze śmietnika. W tle, oczywiście "Kevin" :)


Przy czy pamiętajmy o kolejności! W pinczowskiem w wigiliją bożego narodzenia , wszędzie na końcu uczty jedzą kapustę, aby mieć szczęście do wynajdowania grzybów w lesie.

A co do picia? Na pewno nie woda! W okolicach Pińczowa W wiliją nie należy przez cały dzień pić wody, aby się w czasie żniwa pić nie chciało. No to w takim razie co? Wódkę! albo w okolicach Tarnobrzega Ci zaś, którzy wódki się „wyrzekli” piją natomiast piwo. Pamiętajmy tylko, aby w okolicach Pińczowa do karczmy po wódkę nie chodzić, takową potrzeba w wiliją wilii, czyli 23 grudnia kupić.

Czy to wszystko? A co z resztkami? W okolicach Tarnobrzega gospodyni odkłada potrosze od każdej potrawy podanej na stół i po skończonej wieczerzy dodawszy do tego kawałek opłatka zanosi do stajni i daje bydłu oraz kładą resztki jadła na cztery węgły, aby się chleb tego domu trzymał.



środa, 16 grudnia 2020

Fasole bătută

Doszły mnie słuchy, że po ostatniej rumuńskiej potrawie, czytelnicy mieli pewien niedosyt. Może dlatego, że zbliżają się święta, a Rumuni zawsze obchodzili je z hukiem, nawet jeśli jest to huk karabinu maszynowego jak 31 lat temu, kiedy to sobie zafundowali najlepszy prezent choinkowy jaki mogli :)
To danie, podobnie jak to sprzed tygodnia, jest również bardzo proste, dlatego postanowiłem dostosować je do obecnych czasów i zrobić je w formie, jak to mój kolega mówi, hipsterskich ciastek.

Składniki:
- fasola
- marchewka
- cebula
- koncentrat pomidorowy


Wykonanie:
Fasolę moczymy kilka godzin z łyżeczką sody oczyszczonej. Odlewamy wodę, dolewamy nową i gotujemy. Marchewkę też gotujemy, ale jej nie musimy wcześniej moczyć. Miksujemy razem ugotowaną fasolę i marchewkę w takich proporcjach, żeby fasoli było zdecydowanie więcej.
Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy. Mieszamy z koncentratem pomidorowym i chwilę smażymy.
Masę fasolową wkładamy do form mufinkowych i pieczemy w nagrzanym do 180 stopni Celsjusza piekarniku aż się zarumienią. Dekorujemy cebulą.

środa, 9 grudnia 2020

Fasole cu cârnați

Rumuńskie danie narodowe, które jedzą 1 grudnia. Ulubione danie w wojsku, prawdopodobnie spuścizna po rzymskich legionach, kiedy to jeszcze ten kraj nazywano Dacją. 
Fasolkę można robić samemu, ale znacznie taniej i szybciej polecam kupić w jakimś markecie gotową w puszce. Koniecznie z ogórkiem kiszonym, witaminki przede wszystkim :)

Składniki:
- puszka fasolki w sosie pomidorowym
- jakieś parówki
- ogórki kiszone


Wykonanie:
Fasolkę podgrzewamy, a parówki smażymy. Podajemy z ogórkiem.

wtorek, 1 grudnia 2020

Choripan

Inspiracja, choć przykra, nadeszła kilka dni temu wraz ze śmiercią najsłynniejszego Argentyńczyka świata Diego Maradony, którego znał nawet taki antyfan piłki nożnej jak ja. Co świadczy o jego sławie :)
Z czego jeszcze jest znana Argentyna? Np. z tego, że w 1989 w czasopiśmie "Skandale" (to był taki pierwszy fake news pej, jak jeszcze nie było facebooka) pisano o ukrywającej się w niej Adolfie Hitlerze. Bazowało to na fakcie, że grana w 1996 roku przez Madonnę Evita Peron stała na czele fundacji sprowadzającej nazistowskich zbrodniarzy wojennych do tego kraju. 
A, i jeszcze był tam taki pisarz, który podobno jest wielki, ale nigdy nie dostał Nobla, natomiast ja osobiście się nim nie zachwycam, ale kwestia gustu.
Kluczem do tego dania jest sos chimichurri, z pietruszki. Kiełbasa to już może być byle jaka. Drugi sos, nie jest taki ważny, dlatego zrobiłem go w kryzysowym stylu, z zamienników :)

Składniki:
- długa bułka
- jakieś parówki
- natka pietruszki
- oregano
- olej
- ocet jabłkowy (robi się go bardzo łatwo, zostawiając obierki od jabłek zalane wodą w otwartym słoiku)
- czerwona cebula
- papryka słodka w proszku
- ketchup


Wykonanie:
Parówki kroimy wzdłuż i podsmażamy.
Pietruszkę miksujemy z olejem, octem i małą ilością oregano, żeby nie było gorzkie.
Bułki kroimy wzdłuż i prażymy na patelni bez tłuszczu. Chodzi o to żeby się przypiekły tylko z jednej strony.
Cebulę kroimy w kostkę, dodajemy trochę papryki i ketchupu.
Smarujemy bułkę sosem chimichurri, kładziemy pokrojone parówki, na to kładziemy drugi sos i przykrywamy drugą połówką bułki.

środa, 25 listopada 2020

Liang mian

O Tajwanie już pisałem trochę tutaj i nie będę się rozwodził po raz kolejny, bo dzisiaj robiłem ogromne porządki i ułożyłem swoje gry w kolejności alfabetycznej, ze względu na to, że dotychczasowy porządek gatunkowy się nie sprawdził i przez to, że niektóre gatunki są płynne, nie mogłem znaleźć co niektórych pozycji. Spowodowało to uszczuplenie zasobów czasu, a o fanów trzeba dbać :)
W każdym razie kolejne danie z Tajwanu.
To jest niby zimny makaron, ale zalecają, żeby jednak był lekko ciepły.

Składniki:
- zupka błyskawiczna typu "chińska"
- orzechy
- jakieś warzywo jadalne na surowo


Wykonanie:
Makaron z zupki zalewamy wrzątkiem, czekamy aż spuchnie i odlewamy wodę.
Orzechy miksujemy z zwartością saszetek, które prawdopodobnie były w zupce.
Warzywo, najlepiej jakbyśmy pokroili julienne, ale jak się komuś nie chce, tak jak mi, to może zetrzeć na grubej tarce.
Propozycja podania na obrazku.

środa, 18 listopada 2020

Leniwe kimchi gołąbki

Dzisiaj bardzo szybka kuchnia fusion, spolonizowana wersja dania z basenu Morza Śródziemnego, w wersji bardzo oszczędnej, jeśli chodzi o czas, gdzie klasyczna kapusta, lub "kapusta do gołąbków", bo i takie wynalazki sprytnych marketingowców już w sklepach widziałem, podmieniona została na składnik dużo ciekawszy. Jest to podmiana tak korzystna, że możemy to powiedzieć, że się tak branżowo wyrażę o upgrade.
Jeśli chodzi o samo kimchi, to, co prawda, jesteśmy przyzwyczajeni do tego kapuścianego, takiego też użyłem, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby było to obojętnie jakie warzywo. Oczywiście w przypadku użycia innego warzywa niż kapusta, z koncepcji gołąbków niewiele zostanie i pojawią się pytania co do zasadności użycia tej nazwy w przypadku tego dania, czego nie omieszkają Wam przypomnieć internauci, którzy nagle zawitają w komentarzach na Waszą stronę :)
Tak samo jak kimchi nie musi być z kapusty, tak samo, nie trzeba używać wyszukanych składników do jego sporządzenia, ja na przykład, zastąpiłem mąkę ryżową, ziemniaczaną.

Składniki:
- ryż
- koncentrat pomidorowy
- kimchi


Wykonanie:

Ryż gotujemy. Wrzucamy na patelnię, podsmażamy chwilę, dodajemy ukiszone kimchi, jeszcze chwilę smażymy. Dodajemy koncentrat, mieszamy i chwilę dusimy.