piątek, 27 marca 2020

Bezglutenowy kryzysowy cebularz

Zawsze powtarzałem, że kryzys to nie zawsze dołek ekonomiczny, bo na niego jeszcze przyjdzie czas ale także kryzys dnia codziennego, mający miejsce wtedy, kiedy mamy chwilowy problem z jakimiś towarami.
Przy okazji pandemii słyszę, że Polacy się zjednoczyli w walce z wirusem i powiem Wam, kiedy robię zakupy, a robię to raz w tygodniu, widzę, że wszyscy się zjednoczyli i postanowili wykupić drożdże. Najwyraźniej nie będąc na bieżąco nie wziąłem udziału w jakiejś internetowej akcji bo ja nie kupiłem drożdży, a pizzę to by się chciało. 
Z pomocą po raz kolejny przyjdzie moje niezawodne ciasto gryczane na zakwasie. 
Postanowiłem zrobić danie o rodowodzie żydowskim, które podobno pochodzi z Lublina. Tylko, że moją wersję, dostosowując ją do tego co akurat mam na stanie.
Oryginalnie jest z makiem. Nie wiem czego symbolem jest mak w kulturze żydowskiej, ale mak zasadniczo jest symbolem płodności. Uznałem, że ziarna słonecznika polecane mężczyznom, żeby zachować zdrowe plemniki, a także o dużej zawartości cynku  to godne zastępstwo.
Właśnie. Kasza gryczana i słonecznik mają cynk. Przyda się Wam, bo to kolejna rzecz, co do której zjednoczyli się Polacy :)

Składniki:
- kasza gryczana niepalona
- cebula
- ziarna słonecznika


Kaszę gryczaną zalewamy wodą tak, żeby była ledwo przykryta i odstawiamy w ciepłe miejsce na 24 godziny. Miksujemy na gładką masę i znów odstawiamy na kolejne 24 godziny. Powinno nam to spuchnąć. 
Cebulę kroimy w kostkę i mieszamy ze słonecznikiem.
Do formy wylewamy masę gryczaną, kładziemy na to cebulę ze słonecznikiem i wkładamy na 20 min do piekarnika nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza.

sobota, 21 marca 2020

Naleśniki z kremem z włoskich orzechów czyli Maslenica

Kiedyś rozmawiałem z psychiatrą, do którego przyszła pani twierdząca, że wchodzi w interakcje z diabłem. Lekarz wysłał ją na egzorcyzmy. Zapytałem czy to pomogło. Odpowiedział, nie ważne, ważne, że jej pomogło. 

Miniona noc była tak samo długa jak dzień. Takie zjawisko nazywamy równonocą. Potem dni stają się coraz dłuższe. Dlatego ludzie, obserwując również to co się dzieje w naturze, wierzyli, że świat się odradza. Co za tym idzie, jedną z tradycji ludowych była Maslenica, czyli świętowanie nie tylko całego dnia, ale tygodnia poprzedzającego, spożywaniem, przypominających słońce naleśników, w ilościach niestandardowych. Warto ten zwyczaj praktykować, gdyż, z uwagi na epidemię, potrzebujemy tego, aby świat się odrodził. Czy to nam pomoże? Z naukowego punktu widzenia w ogóle, ale nam pomoże się lepiej poczuć przez jakiś czas. 

W samych folklorystycznych gusłach ludowych czy to paleniu kukły, składaniu ofiar z jedzenia, okadzaniu ziołami czy kropieniu wodą przez kapłana nie ma nic złego, a także dostrzegam pewien zbawienny wpływ na nastrój człowieka pod pewnymi warunkami:
  • nie uważamy ich za bardziej skuteczne niż naukę
  • nie przeszkadzamy nauce, tj. nie występujemy takowymi przeciwko zaleceniom naukowym
  • nie przeszkadzamy nikomu

Zgodnie z ludowym zwyczajem postanowiłem sobie przygotować naleśniki z masłem orzechowym, wyrobionym z orzechów, oczywiście włoskich :) których dwie skrzynki stoją u mnie w kuchni i czekały właśnie na ten moment, kiedy będę uziemiony w domu.

Orzechy przydadzą Wam się w tym czasie, gdyż mają sporo cynku i wapnia poprawiającego odporność, magnezu i żelaza, które poprawią Wasze samopoczucie. No i przede wszystkim pamiętajcie: zgodnie z zaleceniami - to bakterie się głodzi, WIRUSY SIĘ KARMI.
Mąkę to pewnie wszyscy macie - widziałem w sklepach :)

Składniki:
- mąka
- olej
- orzechy włoskie
- cynamon


Wykonanie:
Z mąki i wody robimy lejące się ciasto do którego dajemy trochę oleju, a następnie smażymy naleśniki.
Orzechy rozłupujemy i miksujemy dodając trochę oleju i szczyptę cynamonu, chyba, ze ktoś nie lubi, to może bez. Mnie osobiście ten lekko gorzki smak odpowiada, dlatego nie ściągałem łupinek.

środa, 18 marca 2020

Brytyjska maslenica

Dzisiaj wyjątkowa edycja smutnego jedzenia w pracy, gdyż miejsce mojej pracy, zgodnie z zaleceniami, urządziłem sobie w domu. Tak wygląda moje stanowisko z pożyczonym z firmy monitorem na stole w salonie z wkurzonym psem na drugim planie, bo nie daję mu spać spokojnie. Nie wiem, czy da to cokolwiek, z uwagi na to, że jest spore grono osób nie ma takiej możliwości, czy tych, którzy maja, ale mają też ją bardzo głęboko, natomiast może dzięki temu nie obciążę tak bardzo systemu opieki zdrowotnej.

Tak się składa, że trwa obecnie Maslenica, to taki stary ludowy zwyczaj, który przygarnął sobie kościół prawosławny do realizowania swoich celów trochę je wypaczając, bo nie wiem czemu miałoby to teraz służyć. Niemniej jednak, zgodnie ze zwyczajem ludowym, głównie na wschodzie naszego kraju, obchodzono ten zwyczaj podczas tygodnia poprzedzającego wiosenne zrównanie dnia i nocy. Polega on na spożywaniu naleśników w ilościach nieco większych niż zazwyczaj. Dlaczego akurat naleśników? Bo wyglądają jak słońce. Początek wiosny to symbol odradzającego się życia, a nie byłoby go gdyby nie słońce, którego od tego dnia będzie już więcej niż nocy. 

Tak się również składa, że miałem być w trakcie podróży służbowej w Wielkiej Brytanii, która nie odbyła się z wiadomych przyczyn. Mimo, że polityka rządu brytyjskiego jest pozornie różna od naszego to loty i tak odwołano. Mówię pozornie, bo egzekwowanie zakazów tylko dla części obywateli, to prawie jakby ich nie było. W obecnych okolicznościach nie żałuję, że mnie tam nie ma i najprawdopodobniej nie polecę tam w najbliższych kilku miesiącach, co nie znaczy, że nie mogłem sobie wprowadzić małego akcentu brytyjskiego, gdyż Brytyjczycy z okazji Shrove Tuesday jedzą również naleśniki, a geneza tego święta jest podobna jak w przypadku Maslenicy, dlatego postanowiłem sobie takie przygotować w lekko stunningowanej wersji :)

Reasumując, zaraza zarazą, ale piękne tradycje ludowe trzeba pielęgnować. Tym bardziej, że pewnie nakupowaliście dużo mąki do domu :)

Składniki:
- mąka
- cukier
- cytryna



Wykonanie:
Z wody i mąki robimy lejące się ciasto i smażymy cienkie naleśniki. Kiedyś, usłyszałem od jednej 14 latki, która rozmawiała z pewnym włoskim kucharzem, że jeśli chodzi o gęstość ciasta to musi być prawie jak woda. Zasadniczo się zgadzam, ale z inną mąką niż białą Wam to nie wyjdzie, ale widziałem po sklepach, że to głównie biała znikała ze sklepów.
Posypujemy cukrem i przypalamy palnikiem, aby cukier się skarmelizował. Jeśli nie macie palnika spożywczego, to możecie tak jak ja użyć sprzętu do czyszczenia klawiatury, który jest napełniony sprężonym propanem butanem, czyli tym, czym Wam mogą czasem napełnić klimatyzację :)
Wszystko kropimy sokiem z cytryny.

piątek, 13 marca 2020

Polskie hot dogi z Chicago

Z serii smutne jedzenie Pewnego pięknego dnia padło w robocie hasło, że może zamówić super hiper hot dogi z restauracji. Nie wiem czy zadziałała tu moja ambicja, czy fakt, ze jednak nie klasyfikuje się w gronie ludzi uważanych za bogatych, zaradność, a może wszystkie na raz. Tak narodziła się mała tradycja, że od czasu do czasu robimy sobie haute dogi. Haute z francuskiego wysokie, a konkretniej rzecz biorąc wysokich lotów, czy mówiąc prościej – luksusowe. 
Plan był zjeść je dzisiaj. Niestety coronawirus pokrzyżował nam plany, gdyż cześć postanowiła ograniczać kontakty ludzkie, na jakie byłaby narażona korzystając ze środków komunikacji publicznej, cześć postanowiła zostać z dziećmi oraz starać się unikać skupisk ludzkich, będąc na tyle konsekwentnym, że pomimo głębokiej wiary nie maja zamiaru korzystać z uroczystości w świątyniach i za tą właśnie konsekwencje należy im się szacunek. Efekt taki, ze jestem w biurze sam. Postanowiłem jednak, że zrobię te hot dogi. Podstawa funkcjonowania w kryzysie to żeby nie rezygnować z rutyny i małych przyjemności, bo wtedy nie myśli się o kryzysie. Nie mowie o przyjemnościach, które mogłyby pogłębić kryzys, ale o takich, które nic nie zmienią, ale spowodują, ze poczujemy się trochę lepiej. Własnie dlatego postanowiłem nie rezygnować z dzisiejszych hot dogów, bo inaczej znaczyłoby, że poddałem się bez walki :)

Z samym coronawirusem to na razie jedna wielka niewiadoma, ale nasuwa mi się kilka wniosków. 
Po pierwsze, przypomina mi się taka anegdotka, nie byłbym sobą, gdybym takiej nie przytoczył. Swego czasu wdrażałem system zarządzania w szpitalu w Wałbrzychu, gdzie była możliwość zrobienia sobie darmowego testu na obecność wirusa HIV. Głównym powodem, w moim przypadku, była chęć posiadania takiego zaświadczenia, które chciałem sobie powiesić na ścianie i za każdym razem, kiedy miałbym zły dzień patrzyłbym na nie i mówił w myślach – przynajmniej nie mam HIV :) A z drugiej strony – nie zaszkodzi, tym bardziej, że jak się później dowiedziałem, momentów, w których możemy się zarazić jest tak dużo, nawet przy zachowaniu wstrzemięźliwości seksualnej, że warto to robić raz na jakiś czas. Nie wiem czy wiecie jak taki test wygląda? Zarówno przed badaniem, jak i po otrzymaniu wyniku, macie spotkanie z psychologiem. Przed badaniem zadaje Wam pytania do ankiety, a po wyniku ma Wam służyć ewentualna pomocą gdyby wynik nie był jednak korzystny. Czego się dowiedziałem podczas takiej rozmowy, to, przynajmniej w ocenie psychologa, prostytutki chorują rzadziej niż, nazwijmy je, nie prostytutkami. Te pierwsze są bardziej świadome zagrożeń, bo  wynika to właśnie z faktu małej świadomości i zwykłej psychologii. Jeśli mamy dwie osoby, utytłanego żula i zadbanego biznesmena to podświadomie ufamy bardziej temu drugiemu. Jest tylko jeden problem, czystość nie gwarantuje braku wirusa bo HIV nie przenosi się z brudem. Tu jest podobnie, niby krzywo ludzie patrzą na tych biednych, ale głównymi nosicielami to ci, których stać na wycieczki do Chin i narty we Włoszech :)
Drugi wniosek - ludzie nie potrafią gotować, bo z półek znikają głównie gotowe sosy w słoikach, co mnie osobiście cieszy, bo ja kupuje inne produkty, ale trochę przeraża :)
Sam przepis wpadł mi w ręce przez przypadek. To znaczy ja myślę, że to przypadek bo podsunął mi go algorytm jednego serwisu, a jak wiadomo, algorytmy nie są przypadkowe. W każdym razie był to serial dokumentalny o gościu, który jeździ po świecie i testuje uliczne jedzenie. Dotarł do budki w Chicago, gdyż jak głosi słynna piosenka biesiadna:
Spotkamy się w Chicago 
Polskie to miasto jest
Bo nie na Karpatach i nie na Bałtyku
Lecz tu Polska kończy się.
Sam właściciel twierdzi, że jest potomkiem imigrantów z Polski, których w Chicago jest dość sporo, jednak nigdy na tyle, żeby mogli w latach prohibicji założyć własną mafię :)

Składniki:
- jakieś parówki
- musztarda typu Dijon
- długa bułka
- cebula
- kiszony ogórek


Wykonanie:
Cebule kroimy w półplasterki i podsmażamy.
Kiełbaski podsmażamy.
Ogórka kroimy wzdłuż w paski.
Przekrojoną wzdłuż bułkę smarujemy musztardą, kładziemy na nią parówkę, na to podsmażoną cebulę i na sam wierzch paski z ogórka. 

wtorek, 10 marca 2020

Bezglutenowa Schiacciata messinese

Niedawno dostaliśmy informację, że niektóre markety wycofują całe partie kaszy. Niektóre nie chcą powiedzieć dlaczego, inne przyznają, że było w nich za duże stężenie Glifosatu. To taki środek ochrony roślin, który został oficjalnie uznany za prawdopodobnie rakotwórczy. Producent, mimo, że mieszkająca w bliskim sąsiedztwie wielkich upraw ludzkość ma na ten temat inne zdanie, zapewnia, że od czasu ich słynnego Agent Orange używanego w wojnie w Wietnamie wiele się zmieniło i ten jest całkowicie nieszkodliwy. Nie wiem jak jest, ale wiem, że producent zapewniał też, że jego produkt jest obojętny dla środowiska i okazało się to nieprawdą :)

Potem przyszedł wirus. Wirus jak to wirus, nie pierwszy w ostatnim dziesięcioleciu (nawet nie pierwszy koronawirus), póki co nie jakiś najniebezpieczniejszy, a w porównaniu do innych zjawisk jak głód, wypadki samochodowe, czy zawały serca, nawet nie jakiś najbardziej śmiercionośny, ale został dużo lepiej rozreklamowany. Nie mówię, żeby go bagatelizować, bo nawet zwykłej grypy nie wolno bagatelizować, ale może nie dać skierować tak bardzo swojej uwagi na inne tory niż potrzeba.

Dodatkowo ktoś rzuca plotkę, że trzeba kupować jakieś tam produkty i ludzie masowo rzucili się do sklepów. Rozumiem papier toaletowy, bo ze strachu można wypróżniać się częściej, ale o co chodzi z tą kaszą, to ja nie wiem. Tym bardziej w kontekście informacji o skażonych ziarnach. 

Zapamiętajcie sobie, bo wiecznie żyć nie będę - to nie kaszę, lecz BIAŁY (brązowy ma za dużo tłuszczu) ryż można składować całymi latami - co potwierdziło znalezisko w starożytnym grobowcu. 
Na plus tego wszystkiego - ludzie zaczęli dbać bardziej o higienę. 
Na minus - zostają z wiadrem kaszy. 
Na szczęście jestem ja i ja Wam powiem co z tego zrobić. W zasadzie jest to rozwinięcie mojego poprzedniego przepisu :)

Składniki:
- kasza gryczana niepalona
- pieczarki
- kapusta włoska, bo to włoskie danie



Wykonanie:
Kaszę gryczaną zalewamy wodą tak, żeby była ledwo przykryta i odstawiamy w ciepłe miejsce na 24 godziny. Miksujemy na gładką masę i znów odstawiamy na kolejne 24 godziny. Powinno nam to spuchnąć. 
Kapustę szatkujemy i podsmażamy z pokrojonymi pieczarkami.
Dodajemy trochę oleju wylewamy na blachę tak, żeby miało wysokość ok 1 - 1,5 cm. 
Kładziemy delikatnie farsz i nalewamy kolejną warstwę masy z kaszy.
Wkładamy do rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś 15-20 minut.

sobota, 29 lutego 2020

Gryczana focaccia bezglutenowa z orzechami

Focaccia to taka biedna pizza, co nie znaczy, że nie może być smaczna. Jest najlepszym przykładem na to, że to nie przesyt składników, czy też kazomorfin, świadczą o tym, czy danie jest dobre, czy nie.
Niektórzy twierdzą, że jej nazwa pochodzi od słowa focus, co może wiązać się ze sposobem jej przygotowywania. W każdym razie jest tak poważnym daniem, że była dawana starożytnym bogom w ramach ofiary, a nikt nie chciałby zdenerwować bogów.
Cały dowcip polega na tym, żeby nie przedobrzyć ze składnikami, dlatego max 2. U mnie oliwki i orzechy, oczywiście włoskie :)
Ciasto zrobiłem gryczane na zakwasie według bardzo starej , tradycyjnej receptury.

Składniki:
- kasza gryczana niepalona
- oliwki zielone
- olej
- orzechy włoskie


Wykonanie:
Kaszę gryczaną zalewamy wodą tak, żeby była ledwo przykryta i odstawiamy w ciepłe miejsce na 24 godziny. Miksujemy na gładką masę i znów odstawiamy na kolejne 24 godziny. powinno nam to spuchnąć. Dodajemy trochę oleju wylewamy na blachę tak, żeby miało wysokość ok 1 - 1,5 cm. Układamy na wierzchu oliwki i kawałki orzechów, a następnie wkładamy do rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś 15-20 minut.

wtorek, 18 lutego 2020

Wtorkowa magia trzeciego stopnia

Założę się, że każdy z Was zetknął się kiedyś z takim pojęciem jak magia. Wikipedia tłumaczy ją jako:
ogół wierzeń i praktyk opartych na przekonaniu o istnieniu sił nadprzyrodzonych, które można opanować za pomocą odpowiednich zaklęć i określonych czynności.
Z czego nadprzyrodzony to według Słownika Języka Polskiego:
przypisywany działaniu innych sił niż prawa natury
Czyli. Wszystko co człowiek jest w stanie zrobić, nawet za pomocą technologii jest zgodne z prawem natury. Wszystkiego czego nie może zrobić, np. biec z prędkością światła, teleportować się za pomocą siły umysłu lub generować w dłoni kule ognia będzie nadprzyrodzone i zakwalifikowane do magii. Mitologie mają odrębny rodzaj magii zwanych cudami, ale tu jest subtelna różnica, bo wykonują je podmioty, które z samej natury są nadprzyrodzone. 
Nie ważne czy wiedzę na temat magii macie z gier fantasy, tak jak np. ja, czy z serii książek o młodym chłopcu trzymanym pod schodami, przez rodzinę, która się nad nim znęca, dzięki czemu jego umysł kreuje fantastyczny świat gdzie istnieje specjalna szkoła dla czarodziejów, można znaleźć pewną prawidłowość. Jako, że magia to ciężka nauka, studenci uczą się jej długo przechodząc na kolejne stopnie rozwoju. 
Tu dochodzimy do sedna. Czym naprawdę jest magia. To taka nauka, która jest jeszcze zbyt zaawansowana dla danej grupy społecznej. W ten oto sposób kiedy hiszpańscy konkwistadorzy razili Azteków pociskami z prochowych arkebuzów, ci drudzy myśleli, że to magia. Im większy stopień rozwoju naukowego tym mniej rzeczy uznajemy za magię. Dlatego też kobiety parające się magią nazywano wiedźmami, czyli tymi które wiedzą. Niemniej jednak jest wielu ludzi, którzy mimo, że pewne rzeczy nie są już uznawane za magię w ich grupie to oni dalej je za takie uważają, gdyż nie osiągnęli wymaganego poziomu wiedzy. Mowa tu o laikach, albo o dzieciach. Z czego ci pierwsi w sumie przypuszczają, że to co się dzieje to nie magia, a raczej "magia". 
Dla małego dziecka, to co wyczarowuje w kuchni rodzic, albo rodzic rodzica, to prawdziwa magia. Jedną z takich praktyk magicznych, jest to co następuje w wielu polskich domach w niedzielę.

I Stopień wtajemniczenia- rosół.

Nie będę się rozwodził nad tym jak ugotować rosół, chyba że bardzo chcecie :)

II Stopień wtajemniczenia - zupa pomidorowa z rosołu

I nie chodzi tu o ugotowanie zupy pomidorowej, a raczej o pewien sposób abstrakcyjnego myślenia, co zrobić z daniem już ugotowanym. Ta magia dzieje się zazwyczaj w poniedziałek. Do rosołu dodajemy przecieru pomidorowego i mamy zupę pomidorową. 

Znacie tą piosenkę?
Dzisiaj znowu będzie pomidorowa, zrobiona z rosołu z wczoraj
Nawet jeśli założymy, że każdy lubi zupę  pomidorową zgodnie z przysłowiem Nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie każdy lubił, to jednak inne przysłowie mówi co za dużo to nie zdrowo. Dlatego we wtorek wchodzi kolejna przemiana.

III Stopień wtajemniczenia - ciasto z zupy pomidorowej

To już wymaga bardzo abstrakcyjnego myślenia i dlatego szczegółowo podzielę się z Wami tą wiedzą.
Zdjęcie słabe, bo ciasto wziąłem do pracy :)

Składniki:
- 2 szklanki zupy pomidorowej
- 3 szklanki mąki
- 2 szklanki cukru
- łyżeczka cynamonu
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia 


Wykonanie:
Składniki mieszamy ze sobą w kolejności jak są podane. Wkładamy masą do foremki na chleb, a tą do nagrzanego do 180 stopni Celsjusza piekarnika na 45 min. 

Do czwartego stopnia jeszcze nie doszedłem, ale wszystko przede mną :)

niedziela, 16 lutego 2020

Powalentynkowa zapiekanka i kuchnia społeczna

W piątek wypadało takie święto na które czekali wszyscy sklepikarze, dzień patrona chorych psychicznie, z jakiegoś powodu nazywane w tym kraju Świętem Zakochanych. Powód jest mi tym bardziej nieznany, gdyż o ile wiem święto zakochanych wypada podczas najkrótszej nocy w roku.
W każdym razie odnotowuje się tego dnia wzmożone zakupy chińskiego badziewia w kolorze głównie czerwonym, co ma rzekomo dowodzić wspomnianej powyżej miłości. Restauratorzy też zacierają ręce, bo kolacja we dwoje również jest rozumiana jako wyraz miłości. Z niewiadomych dla mnie przyczyn, wybór pada głównie na miejsca serwujące kuchnie włoską. Analizując trendy, restauratorzy przygotowują tego dnia więcej jedzenie, żeby być przygotowanym na oblężenie. Niestety trendy to tylko trendy, a nie stan faktyczny i czasem zostanie. 
Ci o niższych dochodach, a przez co mający mniejsze pole do popisu w kwestii dowodów miłości, przygotowują kolację w domu. Tu też zdarza się, że nie wszystko zostanie zjedzone, obojętnie czy ta druga osoba była niejadkiem, czy może w ogóle nie przyszła :)
Pozostaje pytanie co z tym zrobić. Idealne do tego są zapiekanki makaronowe, jednak jest jedna rzecz która mnie w nich niesamowicie irytuje - wyschnięty makaron na górze. Aby temu zapobiec najlepiej go czymś przykryć.

Postanowiłem wybrać się na tzw. Kuchnię Społeczną. Dla niewtajemniczonych, to najlepszy sposób, aby się dobrze najeść, przy małym wkładzie. Polega to na tym, że albo płacicie za wstęp i jecie ile chcecie, albo, zamiast płacić możecie przynieść jakąś potrawę, która zasila pulę. Zasadniczo Kuchnie są wegańskie, dlatego taka też musi być potrawa, z tym, że może to być też hummus, makaron z koncentratem albo ryż z ketchupem.

Znacie powiedzenie, że amatorskie zespoły muzyczne są tak dobre jak dużo mają znajomych? Tu jest podobnie. Jeśli podejdziecie do sprawy zbyt ambitnie i będziecie chcieli się wykazać jakimś super daniem, to i tak przegracie z kimś kto jest tam bardzo znany i przyniesie salaterkę jakiegoś sosu z dziwnym składnikiem, który spróbują może 4 osoby, a cała reszta i tak pochwali :) No chyba, że to Wy jesteście znani w tym towarzystwie :) 
Koniecznie wyposażcie się w pojemnik z przegródkami, taki jak mój :)

Głównym problemem jest kolejka. Jeśli jesteście przyzwyczajeni do dobrego zachowania, tak jak to ma miejsce na więziennej stołówce, to będziecie rozczarowani. Tu nie ma zasad, ani porządku, a do głosu dochodzą prymitywne instynkty. Silniejsi i wyżsi, wygrywają w pogoni za najlepszymi kąskami :) A często jest się o co bić :)


Lista tego co dzisiaj zjadłem:
- chana masala
- ryż z kuminem
- bigos
- boczniak a'la schabowe
- ramen
- fuczki z sosem tatarskim
- lobio
- hummus z kimchi
- ajerkoniak bez jajek
- panna cotta
- tort 
- ciasto oreo
- brownie
- sos orzechowy
- sałatkę gyros
- gołąbki z kaszą

Piekąc dwie pieczenie na jednym ogniu. Doradztwo co zrobić z po walentynkowymi resztkami jedzenia i przygotowanie jedzenia na kuchnie społeczną, postanowiłem przygotować zapiekankę makaronową z ziemniaczanym "serem", mając na uwadze, że za taki "ser" w jednej z poznańskich pizzerii trzeba słono zapłacić, więc wyszło zarówno kryzysowo, jak i prestiżowo :)

Składniki:
- wczorajsze spaghetti
- ziemniaki
- drożdże nieaktywne
- kurkuma


Wykonanie:
Spaghetti czy inną pastę wkładamy do żaroodpornego naczynia.
Ziemniaki gotujemy, a następnie miksujemy z drożdżami, odrobiną kurkumy, dla koloru i sporą porcją soli. Górale solą imitują mleko owcze, a my solą zaimitujemy ser :) Przykrywamy masą ziemniaczaną i wkładamy do piekarnika, aż się zarumieni.

wtorek, 4 lutego 2020

Groszkowy burger czyli trendy kulinarne 2020

Tradycyjnie popełniam wpis dotyczący trendów kulinarnych, które prawdopodobnie rozwiną się w tym roku. Skąd wiem jakie będą? Nie wiem, dlatego napisałem "prawdopodobnie". Dlaczego uważam, że stanie się to z dużym prawdopodobieństwem? Dlatego, że zastosowałem zasadę - mądrego dobrze posłuchać. Mało jest ludzi, którzy wiedzą wszystko, głównie ze względu na ograniczone możliwości umysłu, a także ograniczenia czasowe, dlatego większość specjalistów, zajmuje się wąską dziedziną wiedzy. Właśnie dlatego informacji na ten temat nie zasięgam u fizyków  jądrowych, a u ludzi zajmujących się badaniem trendów, którzy publikują wyniki swoich badań w branżowych pismach, a swoje badania opierają statystykach jak wyglądają zmiany na rynku produktów spożywczych, jak konsument reaguje na zmiany, a także dlaczego tak się może dziać.
  • flexitarianizm - coraz więcej osób, czy to z powodów etycznych, czy zdrowotnych decyduje się na dietę roślinną, gdzie o skali zjawiska możemy się przekonać słuchając lamentów branży mięsnej, ale jest jeden problem. Taka dieta wymaga jednak wyrzeczeń na które nie wszyscy są gotowi. Dlatego właśnie bardzo popularna staje się dieta flexitariańska, która zasadniczo opiera się na pokarmach bezmięsnych, przy jednoczesnym rzadkim spożywaniem mięsa. Taka dieta nie jest niczym nowym, gdyż jest to taki ukłon w stronę ludów pierwotnych, gdzie mięso, z uwagi na trudność w zdobyciu, było raczej traktowane jako nagroda. Dlatego niektóre ludy polowały dopiero wtedy, kiedy miały wystarczająco dużo zapasów, gdyż utrata energii potrzebna na zdobycie takiego pożywienia była niewspółmiernie duża do kalorii, które się przyjmowało jedząc je.
  • białko z groszku (soja stop) - skoro ludzie rezygnują z mięsa, to muszą mieć dobry powód. Królowa białka roślinnego - soja - nie cieszy się dobrą sławą, obojętnie, czy słusznie czy nie słusznie, bo faktycznie istnieje wiele innych źródeł białka. W tym roku moda na groch. 
  • hummus - przy czym nie mówimy tu o nawozie do roślin. Ja pierwszy raz zetknąłem się z tym 17 lat temu. Było to kwaśne, zimne i pożywne, w sam raz na stan w jakim się wtedy znajdowałem :) Jakieś 4 lata temu kiedy byłem na wdrożeniu w jednej szkole, pewna nauczycielka żaliła się, że zrobiła hummus na imprezie urodzinowej, ale nikt go nie chciał jeść, bo raz, że nowy smak, a dwa, że żydowskie. Minęły 4 lata i hummus podbił salony.  Ci, którzy hummusem gardzą, bo się nim przejedli wtedy, kiedy jeszcze nie był modny, mogą poszukiwać nowych smaków, bo hummus to nie tylko ciecierzyca.
  • zdrowy fast food - w dalszym ciągu odpowiedź na pytanie "Kto to ugotuje" pozostaje taka sama - "Nie ja".  Jakiś czas temu koncerny żywieniowe wpadły na pomysł, że na przetworzonej żywności więcej zarobią, dlatego zaczęły przedstawiać gotowanie jako czynność stresującą, przestarzałą, a nawet jako formę niewolnictwa. W dodatku dostarczyli produkt, który zapracowana kobieta mogła przygotować swojemu mężowi w mgnieniu oka, a nawet on, nie posiadając specjalnych zdolności mógł zrobić sobie sam. Po pewnym czasie doprowadziło to do chorób cywilizacyjnych, a tego typu jedzenie poszło w odstawkę. Pojawił się pewien dysonans, pomiędzy lenistwem, a chęcią bycia zdrowym. Koncerny szybko się przestawiły i zaczęły produkować całą gamę pożywienia sygnowanego "EKO", "BIO" itp. Czy jest zdrowiej? Nie wiem, ale na pewno jest drożej :)
  • afrykańskie zboża - coraz bardziej popularne stają się wszystkie, używane w kuchni afrykańskiej zboża jak np. sorgo i proso. Nawet jeśli często używaliście tego drugiego, to zapewniam Was, że nie było ono jeszcze niedawno tak popularne jak jest teraz.
  • inne smaki burgerów - w skrócie, nie tylko HAMburger, ale też inne burgery, głównie roślinne (patrz punkt 1). Bardzo modne stają się grzyby, ale mając na uwadze, że po wprowadzeniu przepisu, w myśl którego myśliwy może sobie według własnego widzimisię wyrzucić grzybiarzy z lasu, raczej odnotowany zostanie spadek zainteresowania tym surowcem, ze względu na jego wysoką cenę. 
  • bezalkoholowe drinki - czyli, w skrócie wymyślne koktajle bez alkoholu
  • nieplastikowe opakowania - ostatnio można zauważyć wzrost świadomości jeśli chodzi o wysoki poziom CO2, toksyn wydzielanych przez plastik i smog. To znaczy mocno powiedziane świadomość. Wiemy, że takie coś się dzieje, ale nie wiemy skąd, dzięki czemu łatwiej przesunąć winę z produkcji przemysłowej na obywateli i tych ostatnich obciążyć wszelkimi kosztami za obecny stan rzeczy. Do tego są potrzebne symbole. Takim symbolem jest np. zakaz słomek, przy masowej produkcji napojów w butelkach PET. Takim symbolem jest też wycofywanie opakowań plastikowych. Nie wiem czy to coś da, ale ważne, że konsument ma nadzieję, że da, a to on wyznacza trendy.
Tradycyjnie postanowiłem przygotować coś zgodnego z obecnymi trendami, czyli burger groszkowo jaglany z hummusem z fasoli :)

Składniki:
- groszek konserwowy
- kasza jaglana
- fasola
- cytryna
- olej
- papryka słodka
- czosnek granulowany
- marchewka


Wykonanie:
Pół woreczka kaszy jaglanej gotujemy i miksujemy z puszą groszku. Dodajemy paprykę i czosnek. Formujemy płaskie kotleciki, które możemy usmażyć, co jest trudne, ale możemy też upiec, tak jak to się robi w porządnych restauracjach :)
Marchewkę obieramy, kroimy we frytki i możemy usmażyć, ale możemy też oblać trochę olejem i upiec w piekarniku razem z burgerami.
Fasolę gotujemy, miksujemy z sokiem z cytryny, czosnkiem i olejem.
Wkładamy kotlet w bułkę i podajemy z upieczoną marchewką i hummusem z fasoli, w którym zwyczajowo będzie się tą marchewkę moczyć.


Nasiona roślin strączkowych na talerzu 4.

Nasiona roślin strączkowych na talerzu. Edycja 4.

wtorek, 28 stycznia 2020

Kurczak z grejpfruta czyli bistec de toronja

Za oceanem jest taki kraj jak Kuba. Znany szerszej publiczności z powiedzenia "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubańczykom", a starszym czytelnikom z pomarańczy. Słynie też z cygar, co do produkcji których powstało już kilka legend. W zasadzie od początku istnienia tego kraju, przylgnęła do niego łatka bazy wypadowej. Już na samym początku służyła jako baza dla konkwistadorów, gdzie tu uczeni dalej nie są zgodni co do tego, które zjawisko ma na swoim koncie więcej ofiar. Komunizm, czy chrystianizacja Ameryk. Całkiem niedawno, bo w ubiegłym stuleciu, na Kubie panowała dyktatura. Jak to często w takich sytuacjach bywa, a zwłaszcza od jakiegoś czasu, ludzie się zdenerwowali i dyktaturę obalili. Jak to się równie często zdarza, miejsce poprzedniego dyktatora zajął nowy dyktator, który dokonał tego, czego nie udało się poprzedniemu, czyli wykosił opozycję. Głownie dlatego, że opozycja poparła go podczas przewrotu, więc miał ich na, że się tak kulinarnie wyrażę na patelni.
Nowy dyktator nie był po linii ideologicznej z USA, dlatego najpierw próbowali go obalić, a kiedy to się nie udało, zastosowano starą metodę "wzięcia głodem" i nałożyli embargo. Nowy dyktator był za to po linii ideologicznej z ZSRR, który służył mu względną pomocą, ciesząc się, że tak bliski mu ideologicznie kraj znajduje się tak blisko, jakże dalece mu ideologicznie, kraju. Problem pojawił się kiedy na początku lat 90-tych ZSRR upadło, a embargo dalej obowiązywało, wtedy na Kubie pojawiły się niedobory wielu podstawowych surowców, w tym jedzenia. Sytuacja się w miarę ustabilizowała, ale od tego momentu Kubańczycy stali się mistrzami recyclingu. Powstały też "ciekawe" przepisy, które doskonale wpisują się w tematykę strony. 
Powiem szczerze, że w smaku jest to dość kontrowersyjne, głównie za sprawą goryczy, dlatego polecam wybranie mało gorzkich odmian. Na pewno zrobię kiedyś z pomelo. Natomiast gdyby nad tym popracować, to mogłoby być ok, przynajmniej w smaku :)

Składniki:
- skórki od grejpfruta
- czosnek
- przyprawa do kurczaka
- mąka kukurydziana
- bułka tarta


Wykonanie:
Skórki muszą być obrane z tej kolorowej części, bo jedyne co nas interesuje, to ta gruba białą warstwa. Idealna wielkość to "ćwiartka". Nacinamy delikatnie na brzegach, żeby można było rozpłaszczyć. Nacieramy rozgniecionym czosnkiem i zostawiamy.
Mąkę kukurydzianą mieszamy z przyprawą do kurczaka i wodą, aby powstało nam gęste, lejące się ciasto. 
Moczymy kawałki grejpfruta w cieście, a następnie obtaczamy w bułce tartej.
Jeśli chcecie robić jak Kubańczycy, to możecie smażyć na wodzie, ale to wymaga wprawy, dlatego ja smażyłem na oleju.

Dekoracja inspirowana wspomnianymi wcześniej latami 90-tymi :)