sobota, 20 kwietnia 2019

Gofry po australijsku

Ostatnio rozmawiałem z narzeczoną trenera o gotowaniu, która powiedziała mi, że jej mama na placek po węgiersku mówi placek po bytomsku. Jakby się nad tym dobrze zastanowić, zupełnie abstrahując od tego z czym kojarzy się Bytom i z czym kojarzą się Węgry, to w zasadzie obie formy są prawidłowe, bo na Węgrzech tego, może nie tyle nie jedzą, co nie jest do jakoś specjalne popularne danie. Jego rodowód jest prawdopodobnie w Polsce i, w zasadzie, równie prawdopodobne jest to, że został wymyślony przez kogoś z Bytomia jak i to, że przez kogoś z Gorlic.
Podobnie jest z tymi goframi. Nie wiem czy naprawdę tak się nazywają, ale znalazłem informację na jakiejś stronie podróżniczej, że takowe tam serwują. Zważywszy na to jaka była historia tego kraju, jest to bardzo prawdopodobne. 

Składniki:
- mąka
- olej
- fasola biała w puszce
- koncentrat pomidorowy


Wykonanie:
Do mąki dodajemy trochę oleju i tyle wody, aby powstało nam gęste, lekko lejące się ciasto. Wlewamy je do gofrownicy i pieczemy gofry.
Do fasoli dodajemy koncentrat pomidorowy i chwilę gotujemy.

niedziela, 14 kwietnia 2019

Hash brown waffles

Ostatnio miałem urodziny, nie będę mówił które, bo sam się denerwuje jak o tym myślę :) W każdym razie dostałem gofrownicę. Miałem już jedną kiedyś, ale było to raczej urządzenie wielofunkcyjne z wymiennymi wkładami i raz, że moc była słaba, bo chyba ok 500-600 W, to jeszcze następowały straty energii, gdyż grzałki nie były połączone z wkładami. Tosty się dało w tym robić, gofry niekoniecznie. W każdym razie teraz mam taką lepszą. Nie jest to stalowa przemysłówka, ale jest OK. Spodziewajcie się kolejnych przepisów, dopóki mi się zabawka nie znudzi, a tymczasem, zrobiłem wersję Hash Browns, czyli przepisu, który zaprezentowałem tutaj. Gofry nadają się jako dodatek do prawie wszystkiego, a nawet dżemem sobie je możecie posmarować. 

Składniki:
- ziemniaki


Wykonanie:
Ziemniaki trzemy na drobnej tarce. Mieszamy z odrobiną soli i wkładamy do gofrownicy. Pieczę się zdecydowanie dłużej niż jeden cykl.

wtorek, 2 kwietnia 2019

Parówki z puree chrzanowym

W ostatnim tygodniu trochę nie miałem warunków do gotowania, bo wyjechałem służbowo na szkolenie i korzystałem z tego, że gotowali dla mnie inni. Każde szanujące się szkolenia mają catering. Zazwyczaj w przypadku takich szkoleń jest bufet, wybieracie co chcecie i jako, że jesteśmy w postępowym miejscu, macie listę alergenów, czyli to co czeskie schroniska górskie mają od dawna :D 
Ciekawostka dla wegetarian. Jeśli jedziecie na szkolenie ITIL, to wymogiem firmy, która je akredytuje, jest to, że musicie mieć taki posiłek zagwarantowany. 
W każdym razie tam podpatrzyłem ciekawy patent, na puree z wasabi. Postanowiłem użyć do tego naszego polskiego chwastu, chrzanu.
Wpis z serii smutne jedzenie w pracy. Pisałem o tym trendzie już tutaj.

Składniki:
- ziemniaki
- jakieś parówki
- chrzan
- jakieś mleko opcjonalnie


Wykonanie:
Ziemniaki gotujemy, tłuczemy, dodajemy trochę chrzanu i ewentualnie mleka.
Wkładamy do pojemnika, układamy na tym parówki i odgrzewamy sobie w pracy w mikrofali.

czwartek, 21 marca 2019

Naleśnik z karmelizowaną cebulą z okazji maslenicy

Dawno temu, kiedy ludzie odmierzali czas obserwując "ruch" słońca, na terenie, na którym obecnie się znajdujemy, w dzień, w którym dzień był tak samo długi jak noc, a następny był już od niej dłuższy, jedzono, z racji swego kształtu - placki, podpłomyki, naleśniki, czy inne tego typu podobne rzeczy. Kształt był tutaj bardzo istotny, bo przypominał słońce. To święto nazywano maslenicą. Później na zachodniej części naszego terytorium nastąpił, dość agresywny, napływ kultury z Azji i ten zwyczaj trochę zanikł. Utrzymywał się za to na wschodzie, którego mieszkańców ci z "zachodu" uważali za dzikusów. No bo przecież nie przestrzegali tak "racjonalnych" azjatyckich nakazów jak np. post, gdzie zamiast tego, cechowała ich, jakże zacofana, afirmacja życia. Bardzo dobrze, tylko proszę się ze mnie nie śmiać :), pokazał to polski serial Korona królów, gdzie litewska księżniczka dziwiła się, że nie może jeździć konno w pewnych dniach w roku, a jeszcze bardziej się dziwiła, ze nikt nie potrafił jej wyjaśnić dlaczego :) 
Jak mawia stare przysłowie "Na cwaniaka, zawsze się znajdzie większy cwaniak", tak i na tego, który wyzywa innych od dzikusów, zawsze się znajdzie ktoś, kto wyzwie od dzikusów jego samego, ale to już inna historia :)
W każdym razie z racji tego, że wschód Europy, w pewien sposób dłużej opierał się wpływom Bliskiego Wschodu, ten ciekawy zwyczaj pozostał tam do dziś, ulegając jednak pewnym modyfikacjom, ale to akurat normalne, bo czasy się zmieniają, a postępu nie można blokować. 
Co natomiast pozostało zarówno na wschodzie i zachodzie z naszej tożsamości, a czego nie daliśmy sobie zabrać, to topienie kukły, nazywanej Marzanna, która symbolizuję zimę. 

Składniki:
- mąka
- woda
- cebula czerwona
- cukier
- ocet jabłkowy (najlepiej domowej roboty, bo to rzecz bajecznie prosta i tania)


Wykonanie:
Z mąki i wody robimy lejące się ciasto, z którego smażymy cienkie naleśniki. Kiedyś jeden kucharz powiedział mi, że idealne ciasto na naleśniki to takie, które jest prawie tak rzadkie jak woda. Tu musicie sami sobie opracować proporcje, żeby było bardzo rzadkie, ale nie tak rzadkie, żeby nie dało się go usmażyć. Wszelkie mąki inne niż biała utrudnią Wam tą kwestię.
Cebulę kroimy w półplasterki i smażymy do miękkości. Dosypujemy trochę cukru i mieszamy, aż się skarmelizuje. Dodajemy trochę octu, żeby przełamać smak.
Podajemy, na przykład, jak na zdjęciu :)

czwartek, 14 marca 2019

Stek z kapusty na specjalny dzień

Miesiąc temu w tej części świata, zupełnie porzucając swoją tożsamość, którą się tak podobno szczycimy, obchodzono tu święto patrona chorych psychicznie, z niewiadomych przyczyn nazywane świętem zakochanych. Obchody tego święta, mniej więcej jak innych świąt w roku, polegają na masowej konsumpcji. W odróżnieniu jednak do tzw. wigilii, tu jest ona mniej wysublimowana i ociera się o kicz, gdyż głównie kupuje się różne gadżety w różnych odcieniach czerwieni, produkowane z plastiku w dalekiej Azji. Z jakiegoś powodu, powodzeniem cieszą się knajpy z kuchnią włoską, głównie śmieciową. Musicie przyznać, że zapraszanie na specjalną okazję kogoś do fast foodu, też jest lekko kiczowate :)
Tego samego dnia w jeszcze dalszej Azji, bo w Japonii obchodzi się dzień czekoladek. Z jednej strony awersja Japończyków do chrześcijaństwa eliminuje celebrowanie dnia świętego chrześcijańskiego, z drugiej strony strategiczne położenie podczas zimnej wojny spowodowało, że Japonia trochę nasiąkła amerykańską kulturą. Tego dnia, mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni wyrażają sobie wdzięczność za pomocą czekoladek i w cale nie musza to być osoby zakochane. Najważniejsze, że robią to kobiety. Miesiąc później, czyli w dzień liczby PI, nazywanym tam Dniem Białym, mężczyźni się odwdzięczają się również kupując prezenty, dzięki czemu równowaga jest zachowana :)
Prawdopodobnie amerykańscy mężczyźni pozazdrościli Japończykom tej równowagi i w odpowiedzi na dzień św. Walentego wymyślili Dzień Steka i Loda. Są zarzuty, że te święto jest trochę wulgarne, żeby nie powiedzieć "burackie". W pełni się zgadzam, ale w odpowiedzi na tak kiczowate święto jakim są Walentynki, nie sposób było wymyślić nic innego.
Zazwyczaj steki są wołowe, ale jak wiadomo wołowina jest droga. Ta wołowina, która się w ogóle na steki nadaje, jest jeszcze droższa. Stek znaczy zmażyć, czyli teoretycznie, czegokolwiek plaster weźmiemy i usmażymy, to będzie stekiem. Ja przygotowałem wersję kryzysową - stek z czerwonej kapusty.
Przepis na loda dałem kiedyś tu :)

Składniki:
- kapusta czerwona
- mieszanka przypraw do mięsa
- olej


Wykonanie:
Kapustę kroimy w ok. 2-centymetrowe plastry i smarujemy olejem wymieszanym z przyprawami. pieczemy w piekarniku nastawionym na 150 stopni Celsjusza, przez około 30 minut. Potem wyjmujemy i lekko podsmażamy.

piątek, 8 marca 2019

Corn dogi i lane ciasto czyli karnawał c.d.

Kolejny wpis z cyklu "smutne jedzenie w pracy", ale idealny dla tych, którym było za mało dni karnawału, albo tak jak ja, mają karnawał cały rok :) Dobre też jako przekąska w podróży lub jako lunch w pracy z zagranicznym kapitałem czy drugie śniadanie w firmach polskich :)
Historia tej przekąski sięga początków XX wieku i uważa się że powstała na terenach USA. Co miałoby sens, bo jedzono tam zarówno parówki, jak i kraj ten jest obfity w kukurydzę. 
Pierwszy raz zobaczyłem to na ekranie 21-calowego telewizora, połączonego z odtwarzaczem kaset video. Był to film znanego reżysera kina akcji Bruno Mattei, znanego głownie z tego, że zrobił swoją wersję filmu Terminator II, na dwa lata przed Cameronem. Natomiast film, o który mi chodzi to Double target, który z jakiegoś powodu, zgodnie z obowiązującymi w tym kraju trendami, był przetłumaczony na Gigant walki. Swoją drogą polecam ten film, bo to naprawdę kawał dobrze zrobionego kina akcji. Akcja filmu działa się w dalekiej Azji, a że stacjonowało tam dużo amerykańskich żołnierzy, za pomocą których rząd USA załatwiał tam swoje interesy, to lokalni kucharze musieli nauczyć się gotować dla jankesów, żeby zadowolić ich wyszukane gusta :) Stąd ekspansja tej przekąski w tym kierunku.
Nie mam pojęcia jak te ciasto wychodzi tak idealnie, bo mi jak widzicie wyszło średnio, ale polecam wam rozrobić je w szklance, żeby łatwiej było moczyć.

Składniki:
- jakieś parówki
- mąka kukurydziana
- woda


Wykonanie:
Z mąki i wody robimy gęste, lejące się ciasto, w którym moczymy nadziane na patyczki parówki, a następnie smażymy to na głębokim oleju.
Z tego co mi zostało, aby się nie zmarnowało, postanowiłem przygotować tzw. funnel cake (po naszemu ciasto lane), czyli karnawałową przekąskę z tej samej części świata, ale to już improwizacja i spontan :)

piątek, 1 marca 2019

Makaron po "wietnamsku" z łodygą brokuła

Ostatnio w wyniku zbiegu różnych okoliczności wpadł mi w ręce brokuł, ale o niezbyt już zielonym kolorze, czyli raczej żółtym. Nic straconego, bo łodyga, pod względem żywieniowym jest bardziej wartościowa niż różyczki, które spokojnie możecie usunąć. 
Nie wiem na ile sam przepis jest wietnamski, raczej mało, ale na pewno jest zrobiony w stylu budek z, nazwijmy to, orientalnym jedzeniem.

Składniki:
- łodyga brokuła
- makaron spaghetti
- mąka ziemniaczana 
- czosnek w proszku


Wykonanie:
Makaron gotujemy według przepisu na opakowaniu. 
Brokuł obieramy, kroimy w półplasterki i smażymy. Podlewamy lekko wodą i chwilę dusimy. Dodajemy łyżeczkę mąki ziemniaczanej rozpuszczoną w połowie szklanki wody. i chwilę gotujemy.
Doprawiamy czosnkiem i dodajemy makaron.

niedziela, 24 lutego 2019

Łatwopalna przekąska do filmu

Zapewne niejedno z Was, przychodząc do nowego miejsca pracy, przechodziło kurs BHP. Jeśli prowadzący był świeżakiem, to zanudzał Was recytacją zasad itp. Starzy wyjadacze dawno doszli do wniosku, że najlepiej działają obrazowe przykłady np. o pracownicy która biegła na szpilkach po biurze i wleciała w oszklone drzwi odcinając sobie ucho. To Wam raczej lepiej utrwali te zasady, gdyż, nawet jeśli przedstawione w sposób nudny to bardzo ważne.
Kuchnia jest takim miejscem podwyższonego ryzyka, ze względu na operowanie ostrymi narzędziami oraz otwarte źródło ognia. Tak się szczęśliwie składa, że pewne rzeczy w kuchni palą się lepiej od innych, przy czym teraz skupię się na tych, które da się jeść. Z nich właśnie przygotowałem dzisiejsze danie.
  • mąka - jeśli w powietrzu będzie unosił się pył z mąki i dojdzie do kontaktu ze źródłem ognia, to może dojść do bardzo nagłej reakcji spalania, nazywanej przez niektórych wybuchem
  • olej - jeśli olej się przegrzeje, to może doprowadzić do zapłonu. UWAGA - nie używamy wody. Taki pożar gasimy, jeśli jest mały pokrywką, odcinając powietrze, jeśli większy kocem, a najlepiej jak zasypiemy to solą.
  • cukier - męskiej części czytelników urodzonych około lat 80-tych nie muszę chyba przypominać mieszanki cukru z saletrą :)
  • czosnek - zawarte w nim olejki są łatwopalne. Może zadziałać jak zapalnik dla oleju, kiedy go podsmażamy.
  • cynamon - to co w nim tak ładnie pachnie jest też łatwopalne, jak zrobi się z niego chmura to zadziała lepiej niż mąka.
  • nachosy czy chipsy - fani survivalu wiedzą, że to bardzo dobra podpałka

Postanowiłem zrobić, nie tyle nachosy, co kukurydzianą przekąskę sam, a już trójkątnych kształtów to mi się w ogóle nie chciało wycinać :) W tym celu Wymieszałem mąkę kukurydzianą z wodą i dodałem trochę oleju. Całość musiała mieć zwartą konsystencję - nie rozlewa się. Następnie lepiłem kulki, które potem spłaszczałem i umieszczałem na blaszce, a nią samą umieściłem w nagrzanym do 180 stopni Celsjusza piekarniku na jakieś 15 minut.
Postanowiłem je podać w stylu kanadyjskim. To taki kraj, który ma Komandora Spocka ze Star Treka na pięciodolarowym banknocie i jedzą tam frytki z sosem pieczeniowym. Taki też chciałem zrobić tylko ciut ciemniejszy.
Kolor sosu uzyskujemy karmelizując cukier, czyli go podsmażając, cały czas mieszając aż zbrązowieje. Dodajemy mąkę, żeby nam wchłonęła olej, tworząc tzw. zasmażkę. Dolewamy wody, szczyptę cynamonu i wyciśniętego czosnku.

Idealne na niedzielny poranek, południe, popołudnie i wieczór filmowy. No chyba, ze postanowiliście dziś rodzinnie odwiedzić galerie handlowe.
Ja ostatnio zachwyciłem się serialem "Orville", jak na fana Star Treka przystało. Po tym jak ukazały się nowe odcinki Star Treka - Doscovery, wielu fanów uważa, że nie jest to zgodne z kanonem. No bo wiecie. Serial ciekawy, akcja leci, ale z ideą zapoczątkowaną przez Gena Roddenberrego nie ma nic wspólnego. Broni się trochę naukowymi rozkminkami, ale to tyle. Co nie zmienia faktu, że fani byli głodni. Nagle pojawił się "Orville". Nie ukrywam, że serial się trochę ze Star Treka nabija, ale tylko trochę, tak tyci tyci, zwłaszcza w odcinku kiedy Moclanin musi oddać mocz co robi raz w roku :) Poza tym nabija się z wielu rzeczy, bo w końcu są to twórcy "Family Guya". Niby lekka tandeta, a po trailerze myślimy, że to parodia (nazywanie go parodią Star Treka jest baaardzo krzywdzące), ale moim zdaniem ma więcej z ducha Treka, jakiego widzieliśmy w serii New Generation niż obecne Discovery. 

czwartek, 14 lutego 2019

Pożywka dla mózgu na dzień chorych na umyśle

Dzisiaj jest dzień św. Walentego. Większość bezrefleksyjnie kupuje wszelkie plastikowe bzdety z najbardziej popularnymi na świecie trzema słowami MADE IN CHINA, w kształcie serduszek, które raczej przypominają inną część ciała niż serce, zgodnie z powszechnym przekonaniem, że był to patron zakochanych. Patron to był, ale obłąkanych, jak na wojskowego lekarza przystało.
Tak się złożyło, że spędziłem (ZAWODOWO!) miesiąc czasu w jednym z większych szpitali psychiatrycznych w Polsce, gdzie moja ciekawość pozwoliła mi zgłębić trochę więcej wiedzy ogólnej związanej z chorobami psychicznymi. Choroby umysłowe to chyba najmniej zbadana strefa medycyny, gdzie niejednokrotnie postępuje się za pomocą metody prób i błędów, mając czasem równe ciekawe pomysły jak wyrywanie zębów lub wbijanie szpikulca w mózg. Odkąd wynaleziono leki, które skutecznie zniechęcają do niepożądanych zachowań, a także przy okazji do jakichkolwiek innych zachowań, stały się one powszechnym środkiem leczenia objawowego. Przyczyny chorób umysłowych są różne i samo dbanie o mózg nie gwarantuje tego, że  będziemy zdrowi, ale na pewno dbanie o odpowiednią kondycję mózgu pozwoli mu lepiej funkcjonować na co dzień. W tym celu postanowiłem przygotować danie, które ma wszelkie niezbędne składniki do prawidłowej jego pracy.
Głównym jego składnikiem jest soczewica, a nawet dwa jej rodzaje gdyż ma w sobie (oprócz wysokiej zawartości białka):
  • witaminy grupy B, które odpowiadają za sprawne funkcjonowanie układu nerwowego
  • węglowodany, które są paliwem dla organizmu, w tym ciężko pracującego mózgu
  • żelazo, które odpowiada m.in za procesy uczenia się
  • magnez, który podobnie jak witaminy z grupy B odpowiada za sprawne działania układu nerwowego
  • fosfor, który poprawia inteligencję
Do tego bogate w potas ziemniaki, wspomagające dotlenienie mózgu.

Wygląda na to, że soczewica sama w sobie jest bardzo wartościowa. Nic więc dziwnego, postać z mitologii chrześcijańskiej Ezaw, sprzedał za jej miskę swoje pierworództwo, co ostatecznie doprowadziło do powstania przysłowia, jakże doskonale wpisującego się do dzisiejszego (w świetle mainstreamu) święta, powiedzenia: Dać d..py za talerz zupy.

Składniki:
- soczewica zielona
- soczewica czerwona
- ziemniaki


Wykonanie:
Dwa rodzaje soczewicy gotujemy razem, aż ta czerwona się rozgotuje. Generalnie sos z rozgotowanej soczewicy to bardzo dobry patent, gdyż jest bardziej wartościowy od zasmażki i jednocześnie gotuje się znacznie szybciej niż groch.
Podajemy z ugotowanymi ziemniakami.

środa, 6 lutego 2019

Pierogi al forno

Czasem się zdarza, że nie zjemy takiej ilości pierogów jaką ugotowaliśmy. Co prawda bardzo często pierogi robi się w ilościach hurtowych, gdyż ich pracochłonność powoduje, że robienie małej ilości jest bezsensowne, ale wtedy zwykle pakuje się je do worków i zamraża. Natomiast, kiedy są święta, to prawie pewne, że 25 grudnia będziemy jedli pierogi z dnia poprzedniego :) Możemy sobie je odgrzać na kilka sposobów:
  • podsmażyć (chyba najbardziej popularne) - w zależności od tego jaki ogień damy, tak mocno przypiecze nam się skórka, Niektórzy lubią to, że są chrupiące. Ja niespecjalnie. 
  • podgrzać na parze - kładziemy pierogi na durszlak, który umieszczamy w garnku z wodą tak, aby durszlak nie dotykał wody i przykrywamy
  • w mikrofalówce - tu należy tak dobrać moc i program, żeby nie były tylko z wierzchu gorące
  • w piekarniku - jeśli nie przykryjemy to nam wyschną
Oczywiście to nie wszystkie sposoby, bo tu ludzka wyobraźnia bywa nieograniczona. Ja postanowiłem pokazać Wam jeszcze inny sposób, który po polsku nazywałby się pierogi za...ne sosem, ale, że chcemy go lepiej sprzedać, a do tego wymagany jest odpowiedni marketing, nazwiemy to tak, jakby nazwali to mistrzowie marketingu, którzy nawet śmieciowe jedzenie potrafią wcisnąć jako gourmet :)

Składniki:
- wczorajsze pierogi - byle nie owocowe
- przecier pomidorowy


Wykonanie:
Pierogi umieszczamy w naczyniu i zalewamy przecierem pomidorowym. Możemy dodać jakieś dodatkowe składniki lub ulubione przyprawy.
Wstawiamy to do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i pieczemy jakieś 30 minut. Pierwsze 20-25 proponuję pod przykryciem.