czwartek, 14 lutego 2019

Pożywka dla mózgu na dzień chorych na umyśle

Dzisiaj jest dzień św. Walentego. Większość bezrefleksyjnie kupuje wszelkie plastikowe bzdety z najbardziej popularnymi na świecie trzema słowami MADE IN CHINA, w kształcie serduszek, które raczej przypominają inną część ciała niż serce, zgodnie z powszechnym przekonaniem, że był to patron zakochanych. Patron to był, ale obłąkanych, jak na wojskowego lekarza przystało.
Tak się złożyło, że spędziłem (ZAWODOWO!) miesiąc czasu w jednym z większych szpitali psychiatrycznych w Polsce, gdzie moja ciekawość pozwoliła mi zgłębić trochę więcej wiedzy ogólnej związanej z chorobami psychicznymi. Choroby umysłowe to chyba najmniej zbadana strefa medycyny, gdzie niejednokrotnie postępuje się za pomocą metody prób i błędów, mając czasem równe ciekawe pomysły jak wyrywanie zębów lub wbijanie szpikulca w mózg. Odkąd wynaleziono leki, które skutecznie zniechęcają do niepożądanych zachowań, a także przy okazji do jakichkolwiek innych zachowań, stały się one powszechnym środkiem leczenia objawowego. Przyczyny chorób umysłowych są różne i samo dbanie o mózg nie gwarantuje tego, że  będziemy zdrowi, ale na pewno dbanie o odpowiednią kondycję mózgu pozwoli mu lepiej funkcjonować na co dzień. W tym celu postanowiłem przygotować danie, które ma wszelkie niezbędne składniki do prawidłowej jego pracy.
Głównym jego składnikiem jest soczewica, a nawet dwa jej rodzaje gdyż ma w sobie (oprócz wysokiej zawartości białka):
  • witaminy grupy B, które odpowiadają za sprawne funkcjonowanie układu nerwowego
  • węglowodany, które są paliwem dla organizmu, w tym ciężko pracującego mózgu
  • żelazo, które odpowiada m.in za procesy uczenia się
  • magnez, który podobnie jak witaminy z grupy B odpowiada za sprawne działania układu nerwowego
  • fosfor, który poprawia inteligencję
Do tego bogate w potas ziemniaki, wspomagające dotlenienie mózgu.

Wygląda na to, że soczewica sama w sobie jest bardzo wartościowa. Nic więc dziwnego, postać z mitologii chrześcijańskiej Ezaw, sprzedał za jej miskę swoje pierworództwo, co ostatecznie doprowadziło do powstania przysłowia, jakże doskonale wpisującego się do dzisiejszego (w świetle mainstreamu) święta, powiedzenia: Dać d..py za talerz zupy.

Składniki:
- soczewica zielona
- soczewica czerwona
- ziemniaki


Wykonanie:
Dwa rodzaje soczewicy gotujemy razem, aż ta czerwona się rozgotuje. Generalnie sos z rozgotowanej soczewicy to bardzo dobry patent, gdyż jest bardziej wartościowy od zasmażki i jednocześnie gotuje się znacznie szybciej niż groch.
Podajemy z ugotowanymi ziemniakami.

środa, 6 lutego 2019

Pierogi al forno

Czasem się zdarza, że nie zjemy takiej ilości pierogów jaką ugotowaliśmy. Co prawda bardzo często pierogi robi się w ilościach hurtowych, gdyż ich pracochłonność powoduje, że robienie małej ilości jest bezsensowne, ale wtedy zwykle pakuje się je do worków i zamraża. Natomiast, kiedy są święta, to prawie pewne, że 25 grudnia będziemy jedli pierogi z dnia poprzedniego :) Możemy sobie je odgrzać na kilka sposobów:
  • podsmażyć (chyba najbardziej popularne) - w zależności od tego jaki ogień damy, tak mocno przypiecze nam się skórka, Niektórzy lubią to, że są chrupiące. Ja niespecjalnie. 
  • podgrzać na parze - kładziemy pierogi na durszlak, który umieszczamy w garnku z wodą tak, aby durszlak nie dotykał wody i przykrywamy
  • w mikrofalówce - tu należy tak dobrać moc i program, żeby nie były tylko z wierzchu gorące
  • w piekarniku - jeśli nie przykryjemy to nam wyschną
Oczywiście to nie wszystkie sposoby, bo tu ludzka wyobraźnia bywa nieograniczona. Ja postanowiłem pokazać Wam jeszcze inny sposób, który po polsku nazywałby się pierogi za...ne sosem, ale, że chcemy go lepiej sprzedać, a do tego wymagany jest odpowiedni marketing, nazwiemy to tak, jakby nazwali to mistrzowie marketingu, którzy nawet śmieciowe jedzenie potrafią wcisnąć jako gourmet :)

Składniki:
- wczorajsze pierogi - byle nie owocowe
- przecier pomidorowy


Wykonanie:
Pierogi umieszczamy w naczyniu i zalewamy przecierem pomidorowym. Możemy dodać jakieś dodatkowe składniki lub ulubione przyprawy.
Wstawiamy to do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i pieczemy jakieś 30 minut. Pierwsze 20-25 proponuję pod przykryciem.

piątek, 1 lutego 2019

Penne al forno

Danie włoskie. Ładnie się nazywa, bo wszystko co się nazwie po włosku dostaje dodatkowe punkty do prestiżu. Wiadomo, że spaghetti neapolitana znacznie ładniej brzmi niż makaron z przecierem. 
Samo danie ma długą historię, a mianowicie pochodzi z okresu średniowiecza.  Makarony, z racji tego, że można je przygotować na wiele sposobów, były zawsze okazją dla kucharza, aby popisać się pomysłowością, nawet jeśli jak to zwykle w pasta al forno bywa, składnikami będą resztki z lodówki. 

Składniki:
- makaron penne
- groszek
- pieczarki
- przecier pomidorowy
- czosnek


Makaron gotujemy według przepisu na opakowaniu.
Pieczarki kroimy i podsmażamy.
Mieszamy makaron, przecier, pieczarki oraz groszek i umieszczamy w żaroodpornym naczyniu, a samo naczynie w piekarniku, który ustawiamy na 180 stopni Celsjusza i grzejemy 45 minut.

niedziela, 27 stycznia 2019

Jednogarnkowy Stroganoff z boczniaków

Grzybów w lasach całkiem sporo, głównie pleurotus ostreatus, znanych bywalcom marketów pod nazwą handlową boczniak. Dlatego gorąco zachęcam do zbierania, tym bardziej, ze lasy o tej porze roku są przepiękne. Szukałem jakiś ciekawych przepisów i znalazłem hit anglojęzycznych stron kulinarnych, jednogarnkowy Stroganoff. Jest on geograficznie specyficzny, to znaczy, inaczej niż u nas, podaje się go z makaronem oraz sos jest raczej musztardowy, niż pomidorowy. Jak to mówi stare przysłowie Co kraj to obyczaj, co rodzina to zwyczaj.
Co prawda danie pochodzi od nazwiska Aleksandra Stroganowa, gościa, który brał udział w tłumieniu powstania listopadowego, ale w cale nie straciło z tego powodu na popularności w tym kraju (nie to co frytki w USA :) ). Natomiast nie ma się co dziwić, bo kościół katolicki, który potępił powstanie listopadowe też jest bardzo popularny. Nawet jeśli ostatnio mniej, to jednak bardziej niż w Czechach, gdzie też stanął po stronie zaborcy. 
Ideą tego przepisu jest to, że jest on bardzo szybki, a przez to oszczędny, gdyż wszystkie składniki przygotowujemy w jednym garnku. Do zagęszczania, typowo dla USA, mąka kukurydziana.

Składniki:
- jakiś makaron - najlepiej świderki
- boczniaki
- cebula
- słodka papryka
- musztarda

#30minuteschallenge

14:30


Wykonanie:
Boczniaki kroimy w paski z cebulę w półplasterki. Dodajemy makaron. Sypiemy 4-5 łyżek mąki kukurydzianej i zalewamy wodą tak, żeby przykryć składniki. Doprowadzamy do wrzenia cały czas mieszając. W zasadzie kiedy to już będzie wrzało, to wszystko powinno być miękkie. Na koniec dodajemy 2 łyżki musztardy i łyżkę papryki oraz inne przyprawy wedle uznania.

15:00




niedziela, 20 stycznia 2019

Pizza zimowa

To specyficzne podejście do pizzy otrzymałem kiedyś we włoskiej knajpie na północy Szwecji. Była tak ciekawa, że postanowiłem przygotować sobie podobną. W sumie nie pamiętam jak ta pozycja nazywała się w karcie dań, ale nazwałem ją zimową, dlatego, że w odróżnieniu od pomidorów, które zasadniczo dojrzewają latem, tu sos jest przyrządzony z zimowych grzybów a konkretnie z boczniaków. Jedyna różnica, w porównaniu do oryginału, to buraki. Ja użyłem czerwonych, a tam miałem żółte. Aha, jeszcze kształt inny, bo ta co jadłem była okrągła, a ja postanowiłem przygotować o kształcie, który jest bardzo popularny w rzymskich pizzeriach :) Nazwałem ją zimową, również dlatego, że tam gdzie ją dostałem, leżała jeszcze hałda śniegu, który nie stopniał przez lato :) 
O tej porze roku, w zasadzie, jedyne co jesteśmy w stanie zebrać to grzyby. Najbardziej popularne to flammulina velutipes, auricularia auricula-judae pleurotus ostreatus. Na tych ostatnich chciałbym się skupić w tym przepisie. Jeśli nie znajdziemy go w lesie, to zawsze możemy go poszukać w okolicznym markecie pod handlową nazwą boczniak ostrygowaty  :) Zdecydowanie jednak polecam go nazbierać, gdyż grzyby kupowane nie należą do najtańszych.


Składniki:
- jakaś mąka
- drożdże w proszku
- buraki
- boczniaki
- rukola
- ocet jabłkowy (najlepiej domowej robot, czyli zalewamy skórki od jabłek wodą i czekamy)
- olej


Wykonanie:
Buraki kroimy w cienkie plasterki i zalewamy octem jabłkowym na kilka godzin.
Połowę boczniaków gotujemy, a drugą smażymy. Najlepiej usmażmy te mniejsze.
Gotowane boczniaki blendujemy, dolewając trochę wody, w której się gotowały.
Do mąki dosypujemy drożdży, dodajemy trochę oleju i tyle wody, aby ugnieść ciasto, które będzie nam się nie kleiło do rąk.
Układamy ciasto na blaszce, smarujemy sosem grzybowym i układamy podsmażone grzyby.
Wkładamy do nagrzanego do 220 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś 20 minut. Układamy buraczki i wkładamy jeszcze na 5.
Po wyjęciu posypujemy rukolą.

sobota, 12 stycznia 2019

Trendy kulinarne w terenie czyli polowanie na grzyby

To, że jest zima, nie oznacza zaraz, że musimy zrezygnować z tego co nam oferuje natura. Utarło się, co prawda, że na grzyby chodzi się jesienią, ale wprawni grzybiarze chodzą na nie cały rok. Nawet jak nic nie znajdziecie, to zrobicie sobie wycieczkę do lasu, z której wyciągniecie same korzyści. W obecnych czasach ruch jest bardzo wskazany, powietrze jest tam znacznie czystsze niż w mieście, a do tego na śniegu możecie dostrzec ślady zwierzyny nawet jeśli nie jesteście tropicielami, co dla mieszczucha bywa nie lada frajdą. Mając takie podejście, a także znając się trochę na grzybach postanowiłem zrobić sobie taką wycieczkę.
Już na wstępie trafiłem trafiłem na tabliczkę ostrzegawczą, ale na całe szczęście, lasy to dobro wspólne, a nie tylko kół łowieckich, dlatego nie mam zamiaru rezygnować z grzybobrania tylko dlatego, że myśliwi organizują tam imprezę. Pamiętajmy jednak o zachowaniu odpowiedniej widoczności, bo możemy nabawić się agresywnej ołowicy. Nigdy nie polowałem, ale z tego co czytam w gazetach, ludzka sylwetka widziana przez celownik optyczny łudząco przypomina zwierzynę łowną. Dlatego ja miałem na sobie kamizelkę odblaskową i czapkę w odpowiednim kolorze, aby ułatwić identyfikację.


O co tutaj chodzi? Jak pewnie wiecie z różnych źródeł informacyjnych postanowiono wytępić dziki, w ramach walki z jakimś wirusem. Ja tam nie jestem biologiem, ale mając z jednej strony emocjonalne głosy rolników, a z drugiej naukowców, którzy mówią o tym, że ta metoda nie będzie skuteczna to raczej wolę słuchać tych, którzy kierują się logiką niż emocjami. Nawet jeśli mam w tej sprawie jakieś zdanie osobiste, jak pewnie każdy, to te naukowe i tak powinno mieć pierwszeństwo :)
Jestem za to ekonomistą i bardzo interesuje się momentami w historii, w których dochodziło do kryzysów żywnościowych. Przypomina mi się historia z Chin, kiedy to znany towarzysz Mao kazał wymordować wróble. To znaczy on tam kazał wymordować wiele innych istot, ale wróble będą istotne w tej historii. Kiedy nie było wróbli, wzrosła liczba szarańczy, a ta zniszczyła uprawy, a to z kolei doprowadziło do masowego głodu. Myślę sobie, że jak pozbędziemy się z ekosystemu tak złożonego organizmu jakim jest dzik, to sytuacja może być podobna, a wtedy może głodu nie będzie, bo handel międzynarodowy w Europie jest dobrze rozwinięty, ale ceny towarów wzrosną, że o dodatkowych pieniądzach, które pójdą na pomoc dla rolników nie wspomnę.

W każdym razie ja też polowałem, ale na to. Pleurotus ostreatus czyli boczniak, którego możecie dostać w każdym markecie. Celowałem co prawda w płomiennice zimowe, ale te też są bardzo smaczne. W ogóle wyznaję zasadę że NAJLEPSZE GRZYBY ROSNĄ NA DRZEWACH.


Natomiast same grzyby to nie jedyne co można było znaleźć na drzewach.



Oczywiście wartość dodana w postaci zwierzyny, którą można było zobaczyć, a co oczywiście cieszy każdego mieszczucha też była. Niestety, co było bardzo mądre z jej strony, unikała człowieka, a do tego poruszała się bardzo szybko, co przy moim aparacie uniemożliwiło wykonanie ładnych zdjęć, dlatego muszą wystarczyć Wam ślady. Tu zająca.


A tu słynnego dzika :)


Miały być trendy. Pamiętacie jak pisałem tutaj o trendach na rok 2019? Wspominałem tam o grzybach, podrabianym mięsie i jedzeniu dla aktywnych. Jest taka znana wyprawowa, bardzo wartościowa przekąska, nazywa się beef jerky, czyli krótko mówiąc, odpowiednio ususzona wołowina, która się tak szybko nie psuje. Jak ktoś pamięta taki serial z lat 90-tych Na południe, to tam główny bohater zaprawiony w wędrówkach po kanadyjskich lasach zachwala to zakonnicy, która zbiera na jedzenie dla biednych. Z racji tego, że w Baroku dobrego kucharza poznawało się po tym jak potrafi coś podrobi, ja też spróbowałem przygotować podrobioną wersję bezmięsną, ale też wartościową. Takie jedzenie w sam raz na wyprawę.

Składniki:
- suche kotlety sojowe
- 3 łyżki sosu sojowego
- łyżka wędzonej słodkiej papryki
- 2 łyżki ketchupu



Wykonanie:
Kotlety gotujemy w wodzie według przepisu na opakowaniu.
Przygotowujemy marynatę z sosu sojowego, papryki i ketchupu, w której przetrzymujemy kotlety przez całą noc. Ona będzie dość gęsta, dlatego będzie się trzymać.
Wkładamy kotlety do piekarnika. Temperatura jakieś 100 stopni Celsjusza, czas ok 30 minut na stronę. Na stronę, bo kiedy nam się wysuszy jedna, musimy je przewrócić.

Boczniaki to nie jedyne grzyby jakie znalazłem. Oto tremella mesenterica  czyli trzęsak pomarańczowożółty. Grzyb niezbyt smaczny, ale niektórzy robią z niego nalewkę, która ma bardzo ciekawy kolor :) Patrzcie jak jego ciekawy kolor komponuje się z moim strojem :) Na zdjęciu na gałęzi po lewej.



piątek, 4 stycznia 2019

Kulinarne trendy 2019 i ich ucieleśnienie

Jak co roku, tak i na początku tego, będzie wpis o trendach kulinarnych, które miałyby w nim obowiązywać? Skąd wiem jakie to będą? Odpowiedź jest prosta - NIE WIEM. Mogę co najwyżej oszacować prawdopodobieństwo ich wystąpienia. W nauce istnieją takie dwa stany. Stan niepewności, kiedy nie mamy żadnych danych dotyczących sytuacji oraz stan ryzyka, gdzie mamy bardzo dobre dane i jesteśmy w stanie oszacować wystąpienie jakiegoś zjawiska z pewnym prawdopodobieństwem na podstawie zebranych danych. Dlatego też przedstawię Wam trendy, które są wysoce prawdopodobne, gdyż dane na ich temat zostały zebrane przez odpowiednie instytucje,  które wyniki swoich badań, razem z metodologią, umieszczają w publikacjach branżowych, ale nie jestem w stanie stwierdzić tego na pewno, bo nie jestem wróżką. Z tym, że nawet profesjonalna wróżka przepowiada przyszłość również na zasadach największego prawdopodobieństwa - "widzę, że kiedyś było źle, ale wkrótce będzie dobrze, a w tym miesiącu będzie jakiś mały konflikt i spotkasz ciekawą osobę".
Klasycznie zrobię listę tych trendów, a także zapodam przepisem, który w jakiś sposób miałby się do nich dostosować.

  • gotujemy sami - nastała moda na bycie "foodie". Zaczynamy bardziej interesować się jedzeniem, a także samym procesem jego przygotowywania. W biurach ludzie zaczynają się prześcigać w kulinarnych ciekawostkach i chwalić tym co przygotowali w domu. Wyniki widać nawet w internecie, gdzie ilość blogów kulinarnych rocznie prawie tak szybko jak młodocianych youtuberów.
  • jemy etycznie - coraz więcej ludzi rezygnuje z mięsa. Z jednej strony dlatego, że taka postawa jest promowana, a promowana jest nie tyle z dobrego serca, co dlatego, że mięsa kiedyś może zabraknąć, a o ile nie będziemy mieli innych nawyków żywieniowych, to mogą być z tego powodu nawet wojny. Z drugie strony mamy trend długoterminowy, rozpoczęty przez humanizm, kiedy poszanowanie życia ludzkiego (a czasem i nieludzkiego) staje się z roku na rok coraz większe,  który zaowocował tym, że pomimo pewnych incydentów, odsetek przedwczesnych zgonów podczas codziennego życia jest znacznie mniejszy niż wiele lat temu. Wszelkie zamienniki mięsa to jest to co będzie królować.
  • jemy zdrowo - to czy nam to wychodzi czy nie, to jedna sprawa, ale generalnie bardziej interesujemy się tym co jemy i jak dostarczyć odpowiednich dla nas wartości odżywczych, zwłaszcza przy aktywności fizycznej, która idzie z tym w parze, zwłaszcza w styczniu
  • zbilansowane energetyczne dania - które łatwo daje się przenosić. Ma to związek głównie z aktywnością fizyczną, o której pisałem w poprzednim punkcie, a co do niej zaliczamy, również piesze wędrówki.
  • cannabis - abstrahując od zdrowotnych kwestii pozakulinarnego spożywania konopi, które są przedmiotem bardzo prężnie prowadzonych badań, dostrzeżono również jej kulinarne właściwości. Bardzo częsty składnik wyżej wspomnianych przekąsek.
  • kiszonki - ostatnio sobie wszyscy przypomnieli, że jelita są tak samo ważne jak mózg i musi być w nich odpowiednia równowaga, żeby cały organizm był zdrowy. Pomagają przy tym odpowiednie bakterie zawarte w kiszonkach. Zrobiło się to tak modne, że smak kwaśny będzie smakiem tego roku. Nawet jeśli niekoniecznie pochodzący z kiszonek. Nam się to nie wydaje nic niezwykłego, ale jest wiele krajów, które kiszonki uznają za zepsute jedzenie.
  • grzyby - z perspektywy Słowian czyli tzw. grzybojadów, to również nic niezwykłego, ale zasadniczo wzrasta ich spożycie. Tym bardziej, że niektóre wykorzystuje się do zamienników mięsa wspomnianych powyżej.
  • nie marnujemy - kontynuacja trendu z ubiegłego roku, zwłaszcza w kontekście palonych wysypisk
Jeśli chodzi o kwestie podrobienia mięsa to ten trend zaczął się już dwa lata temu i wtedy właśnie sporządziłem danie ze sztucznym mięsem. W następnym wyprawowym wpisie zrobię coś ciekawego w tej kwestii, a teraz zrobiłem coś, co w największym stopniu odpowiada wyżej wspomnianych trendom. Niestety jeśli chodzi o konopie, to użyłem jedynego materiału dostępnego w naszym kraju, czyli nasion. Robiłem kiedyś zupę z nasion, ale tym razem użyję mąki. Polecam ją jednak kupić chyba, że macie na stanie super młynek. Ja kiedyś próbowałem sam zmielić, ale niestety tam są dość twarde łupiny więc przy słabym sprzęcie będziecie mieli problem na wejściu, a na wyjściu jeszcze gorzej :) Kolejne zdjęcie z cyklu #smutnejedzeniewpracy
Mąka konopna i orzechy są idealne dla osób, które są aktywne fizycznie, a ogórki kiszone bardzo dobrze komponują się z masłem orzechowym.

Składniki:
- mąka
- mąka konopna
- orzechy (jakie nazbieraliście, mogą być nawet włoskie, na które był urodzaj w tym roku)
- ogórki kiszone


Wykonanie:
Do mąki dodajemy trochę mąki konopnej i dolewamy wody, aby powstało nam lejące się naleśnikowe ciasto. Niestety mąka konopna się tak dobrze nie klei, dlatego baza musi być z jakiejś innej mąki. Smażymy cienkie naleśniki. 
Smarujemy je masłem orzechowym, na które kładziemy plasterki ogórka. Zaginamy dwa końce, a następnie rolujemy prostopadle do tych zagięć. Idealne do pracy lub w podróży. 


piątek, 28 grudnia 2018

Gwatemalskie fejkowe jabłka ziemniaczane

W Gwatemali nigdy nie byłem. Jedyna okazja, żeby tam pojechać była  kiedy otrzymałem ofertę pracy w strefie wojny pomiędzy siłami rządowymi, a partyzantami. Może bym już nie żył, ale, ze względu ile oferowano, do dziś żałuję :) W związku z tym, nawet nie wiem czy takie danie istnieje naprawdę, ale popatrzyłem na wielkość zbiorów tego owocu tam, porównując je do naszego kraju. Okazuje się, że w Gwatemali zbiera się go 130 razy mniej jabłek niż w Polsce. Zważywszy, że u nas cena tego towaru potrafi przekroczyć cenę cytrusów, to myślę sobie, że tam musi być naprawdę drogie, dlatego imitowanie go za pomocą czego innego wydaje się, przynajmniej na pierwszy rzut oka, wielce prawdopodobne.
Przede wszystkim jednak moje główne źródło wiedzy to książka kucharska wydana pod patronatem instytucji zajmującej się nauką. Czym różni instytucję czy jednostkę od ich nienaukowych odpowiedników? Tym, że dzieląc się swoją wiedzą posługują się spójnym językiem, dzięki czemu nie nazywają ekskrementów czekoladą i na odwrót. Wiedzę tą z kolei pozyskują za pomocą specyficznych metod badawczych, które również są spójne i dostępne również dla osobników nienaukowych. Dla przykładu kontakt z duchem, który ma tylko jedna jednostka nie należy do takich metod. Czasem naukowcy publikują teorię, a inni naukowcy czasem ja obalają. Dzieje się tak jednak tylko za pomocą metod naukowych. Czasem ktoś próbuje obalić taką teorię za pomocą teorii, delikatnie rzecz ujmując, mało naukowych, tzw. mitów. Tu zaczyna się zabawa. Jako, że życie bez mitów byłoby nudne, a poza tym mity, co do zasady, znacznie prościej wyjaśniają rzeczywistość, popularność mitów jest ogromna. Zwłaszcza, że ich popularyzowaniem, od dawien dawna, zajmują się wysoce wyspecjalizowane, nawet nie wyszkolone, bo z takim talentem zazwyczaj się rodzą, jednostki, zwane gawędziarzami lub bajarzami. Jeżeli dodatkowo stajemy w opozycji do większości, zostajemy bohaterem jedynej słusznej prawdy, a to być może jedyna okazja żeby zostać bohaterem, zwłaszcza tak niskim kosztem. 
Ostatnio z ciekawości, namówiony internetowym marketingiem, obejrzałem wykład takiego jednego gawędziarza, który podważał pewne naukowe teorie. Abstrahując od tego, że już na wstępie strzelił sobie w kolano, opowiadając anegdotkę o tym jak to gdzieś kiedyś pewne naukowe teorie były przedstawiane przez nienaukowców. Dlaczego strzelił w kolano? Bo sam również naukowcem nie jest, a cały jego wykład to zbiór anegdotek, nie wiem na ile nieprawdziwych, bo większości nie znałem. Znałem jedną, która była nieprawdziwa, ale to nie jest istotne. Podobnie jak baśnie, dobrze się tego słucha, ale wszystko powinno być, że się tak kulinarnie wyrażę - cum grano salis. Powiedziałbym nawet, że więcej niż grano :) Czasem zdarzają się ludzie, którzy zawodowo zajmują się obalaniem tez takich internetowych gawędziarzy, ale nie cieszą się już tak wielką popularnością, gdyż - patrz wcześniej.
Ja nie wiem, kto ma rację. Wiem, że jeśli mam do wyboru badania naukowe i dowody anegdotyczne, to wolę wybrać te pierwsze, gdyż prawdopodobieństwo ich prawdziwości jest znacznie wyższe, a nawet jeśli popełnię w ten sposób błąd, to w dobrej wierze :)
Na tej podstawie jestem w stanie zaufać książce kucharskiej, która została wydana przez instytucję, posługującej się metodami naukowymi, nawet jeśli jakość tych badań pozostawiała sporo do życzenia, to i tak więcej niż legendy :) Natomiast tradycyjnie, czekam na ewentualne sprostowanie.

Składniki:
- kuliste ziemniaki
- papryka słodka
- goździki


Wykonanie:
Ziemniaki gotujemy w obierkach i obieramy. Można podsmażyć, ale nie trzeba. Następnie obsypać to papryką i wsadzić w każdy z nich goździk.


335 lat ziemniaka na polskiej ziemi


335 lat ziemniaka na polskiej ziemi

piątek, 21 grudnia 2018

Najtańsza wigilia

Podejścia do świąt są różne. Jedni podchodzą do tej sprawy religijnie, ciesząc się, że tego dnia przyszło na świat ich bóstwo, przy czym niekoniecznie chodzi o Jezusa, bo to nie jedyny obiekt kultu, który miałby się urodzić tego dnia. Inni w drugą stronę, cechuje ich kompletny nihilizm i jedyne co, to korzystają z dnia wolnego od pracy. Jeszcze inni poddają się nowej religii jaką jest konsumpcja. Część, uznaje istnienie mitycznego "ducha świąt", a jeszcze inni obchodzą Szczodre Gody. Oczywiście każdy będzie bronił swego prawa do obchodzenia tego święta, poddając w wątpliwość sens obchodzenia go przez pozostałych. Swego czasu pojawiały się w internecie nośniki "prawdy absolutnej" potocznie zwane memami, na którym przedstawiciele dominującej religii na świecie postulowali, aby ateiści nie mieli tego dnia wolnego, bo to przecież święto chrześcijańskie.

Cóż, sprawa nie jest taka prosta. Odkąd małpka trochę się wyprostowała, a jej mózg rozwinął się na tyle, że zaczęła dostrzegać prawidłowość w ruchach słońca, a co za tym idzie mogła za jego pomocą odmierzać czas. Zauważyła, że zimą (choć nie wszędzie było zimno) następuje przełomowy moment, w którym dzień zaczyna być coraz dłuższy. Tak zaczęto odmierzać lata, przyjmując symbolicznie ten dzień za początek roku. Zaryzykuję stwierdzeniem, że było to pierwsze znane ludzkości święto, które powstało jeszcze wcześniej niż powstał egipski Horus, perski Mitra, grecki Dionizos, pochodzący z Azji Jezus czy inne postacie kultu urodzone podczas zimowego przesilenia. W świetle powyższego, nawet nihiliści mają prawo świętować ten dzień po swojemu, gdyż ruchy słońca również ich dotyczą, a co do jego istnienia nie mają wątpliwości, ze względu na namacalne dowody. Powiem więcej, część niechrześcijan nie dość, że obchodzi to święto z premedytacją, to nawet mają pretensję do chrześcijan, że im je zagarnęli.

Kiedy wspomniana wyżej małpka przerzuciła się ze zbieractwa na rolnictwo, to oprócz tego, że zaczęła być mniej zdrowa, bo pożywienie nie było już tak urozmaicone, ale też zaczęła mieć go więcej. W myśl zasady - ch...wo, ale stabilnie. Przede wszystkim, zaczęła dostrzegać, że stan słońca odpowiada za to, ile pożywienia mają, a także nauczył się jak siać, żeby zbiory były optymalne. W związku z tym, za każdym razem kiedy zaczynał się rok solarny, trzeba było dziękować za dary, mając nadzieję, że w następnym roku będą takie same. Stąd narodziła się tradycja spożywania produktów zbożowych podczas zimowego przesilenia.

Osobnym tematem jest tradycja jedzenia maku i grzybów. Wiele kultur, w tym najbardziej nam znana - żyjąca na tych terenach, zanim zaczęło uprawiać kult, w żaden sposób nie powiązanych z nimi więzami krwi, świętych, uprawiało kult przodków. Czasem próbowano się z tymi przodkami kontaktować. W tym celu zostawiano puste miejsce przy stole. Raz widziano ich we właściwej postaci, a czasem przemawiali oni ludzkim głosem za pośrednictwem zwierząt. Problem był taki, że aby to wszystko działało, trzeba było organizm wprowadzić w odpowiedni stan. Szybko dostrzeżono, że pewne dary ziemi posiadają takie właściwości. Głównie niektóre gatunki grzybów, ale i mak, który trafił tu stosunkowo późno. Ot, cała tajemnica :)

Zwyczajowo liczba dań powinna być nieparzysta. W najbiedniejszych rodzinach było ich 5 lub 7, a w bogatych 9 lub 11. 12 potraw wymyślili najbogatsi.  Dwunastka, co wiemy ze szkoły, przy okazji omawiania tematu o Unii Europejskiej, oznacza pomyślność. Szóstka z kolei niepełność, tudzież niedostatek. To wigilia kryzysowa więc zgodnie z tradycją zamieszczam tutaj 5 potraw plus napój więc prawie 6 :) Tym razem cel był prosty. Zrobić to jak najtaniej.


Zupa grzybowa

Tu będą potrzebne grzyby, w które należało się zaopatrzyć wczesną jesienią i wysuszyć. Istotne było tu, żeby kapelusze były w całości. Jak ktoś tego nie zrobił, to mogą być pieczarki.

Składniki:
- marchewka
- pietruszka
- cebula
- seler
- kapelusze grzybów (patrz wyżej)
- ziemniaki (opcjonalnie)
- olej

Składniki:
Marchewkę i pietruszkę trzemy na tarce o grubych oczkach. Seler obieramy i kroimy w grube plasterki. Cebulę obieramy i kroimy w półplasterki. Wszystko gotujemy w wodzie z małą ilością oleju, a następnie rozdzielamy bulion od warzyw za pomocą durszlaka. Bulion zostawiamy w garnku, a warzywa przydadzą się nam do innego dania.
Do bulionu dodajemy kapelusze i gotujemy. Wyciągamy je i odkładamy, one również nam się przydadzą.
Zupę możemy wzbogacić ziemniakami, ale w związku z tym, że to nie jedyne danie, to niekoniecznie jest taka potrzeba.

Smażone grzyby

Ten przepis to jest dla mnie odkrycie roku. Znane głównie w Łodzi.

Składniki:
- grzyby z wcześniejszego przepisu 

Wykonanie:
Grzyby podsmażamy na patelni. Można wcześniej obtoczyć w mące.

Seler po grecku

Jest takie danie, które uchodzi za wigilijne. Ryba po grecku. Problem w tym, że Grecy takiego przepisu nie znają. Nie wiadomo dlaczego tak to nazwano. Być może dlatego, że warzywa w towarzystwie pomidorów są w Grecji bardzo popularne. Jest natomiast coś bardziej greckiego. Mianowicie seler, który pochodzi z Grecji. Trochę przypomina filety ryby, ale nie to jest istotne w tej kwestii. Istotne jest to, że jest to bardziej greckie danie niż gdyby był w nim dorsz. No i dużo tańsze :)

Składniki:
- seler i pozostałe warzywa wyjęte z zupy
- koncentrat pomidorowy

Wykonanie:
Starte warzywa mieszamy z koncentratem i przykrywamy nimi plasterki selera.

Pierogi z kapustą i grzybami

Danie z cyklu - podaruj sobie odrobinę luksusu. Pierogi potrafią być drogie, ale tylko dlatego, że są pracochłonne. Stąd, w wielu krajach, uchodzą za danie luksusowe. Kiedy byłem w UK, to kosztowały funta za sztukę. Natomiast sama produkcja jest tania.

Składniki:
- mąka
- kapusta kiszona
- grzyby

Wykonanie:
W zasadzie zasada robienia ciasta na pierogi, niezależnie od tego, z jakiej mąki jest taka sama. Zalewamy trochę mąki bardzo gorącą wodą, żeby nam się zrobił czynnik klejący. Potem to mieszamy z pozostałą mąką i formujemy ciasto. Przy mąkach bezglutenowych, do naszego kleiku możemy dodać trochę mąki ziemniaczanej. 
Wyrabiamy ciasto. Kroimy kółka kubkiem, wkładamy do nich farsz i sklejamy. Gotujemy we wrzątku aż wypłyną.
Farsze mogą być różne, ale u mnie była to pokrojona i ugotowana kapusta kiszona pomieszana z poszatkowanymi i ugotowanymi grzybami.

Makówki śląskie

W jednym daniu mamy wszystko. Mak i zboże. Idealny sposób jak wykorzystać stary chleb, zamiast go wyrzucać. Można dodać orzechów, które się zebrało późnym latem.

Składniki:
- stary chleb
- jakieś mleko
- mak
- bakalie
- cukier

Wykonanie:
Mleko gotujemy z makiem oraz bakaliami i dosładzamy.
W naczyniu układamy warstwę chleba i zalewamy tą mieszaniną. Powtarzamy z kolejnymi warstwami.

Kisiel z dzikiej róży

Ten napój poznałem w Szwecji i podbił moje serce. Tam się go pija w formie napoju lub zupy przy byle okazji, ale mi się jakoś skojarzył ze świętami. Może dlatego, że dzięki właściwościom róży, idealny na zimę.

- owoce dzikiej róży
- cukier
- mąka ziemniaczana

Wykonanie:
Na nasze szczęście o nie wino, dlatego owoców nie trzeba pozbywać pestek. Gotujemy wywar z owoców i dosładzamy. Dodajemy trochę mąki ziemniaczanej rozpuszczonej w zimnej wodzie i energicznie mieszamy. To ma być lekko zagęszczone, ale na tyle rzadkie, żeby można było pić :)


Wytrawne potrawy wigilijne 4.


piątek, 14 grudnia 2018

Wołowan ziemniaczany

Co do zasady, kiedy dyskutujemy na jakiś temat, albo kiedy wysuwamy jakieś odważne tezy, dobrze mieć przygotowane do tego jakieś materiały źródłowe. Przy czym, co do zasady, publicystyka lub memy internetowe, nie są materiałem źródłowym. Może kiedyś będą, ale najwcześniej za 500 lat :) Przede wszystkim dlatego, że taki dowód to, żaden dowód, ale też dlatego, że się nie ośmieszycie. Najlepszym materiałem źródłowym są książki, przy czym wartościowe w tej kwestii są raczej te, które nie zostały wydane przez jakieś małe wydawnictwa specjalizujące się w spiskach i mitologiach, a raczej wyspecjalizowane wydawnictwa naukowe. Tak właśnie dotarłem do tego dania.
W całym polskim internecie nie ma w ogóle o nim wzmianki. Co do samego czasownika wołować, też nie wiadomo co oznacza. Tzn. może i ktoś to wie, ale ja nie mogłem znaleźć jego znaczenia.  Wiem, że potrawa nie ma nic wspólnego z wołowiną, chyba, że kształt krowiego placka. Myślę sobie, że ta potrawa musi mieć rodowód wschodni, ale nie mówię tu o wschodnim brzegu Wisły, ale raczej wschodnim brzegu Buga. Być może jakiś czytelnik z tamtego regionu zweryfikuje to co tutaj napisałem, gdyż bardziej od tego, żeby mieć rację wolę nie żyć w błędzie :)
Skąd zatem wziąłem to danie, mając na uwadze to, żeby się nie ośmieszyć? Z materiałów źródłowych, a konkretnie z książki kucharskiej z 1988 roku wydanej przez Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne.  
Właściwie podam Wam przepis na samą podstawę, a wypełnienie, to już możecie sobie zrobić jakie tylko chcecie.

Składniki:
- ziemniaki
- mąka
- farsz


Wykonanie:
Ziemniaki gotujemy, studzimy i gnieciemy. Dodajemy trochę mąki i ugniatamy masę. Przepis podaje, żeby wrzucić ją do tutki cukierniczej i najpierw wycisnąć podstawę, a następnie ścianki, ale ja poradziłem sobie tak, że położyłem spłaszczoną kulę na blaszce i zrobiłem wgłębienie za pomocą denka od szklanki. NIE BRZEGU JAKBYM WYCINAŁ OBWARZANKI, TYLKO DENKIEM :)
Możecie położyć we wgłębienie jakiś farsz, a następnie włóżcie to do nagrzanego do 180 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś 20 minut. 
335 lat ziemniaka na polskiej ziemi

335 lat ziemniaka na polskiej ziemi