- kurki suszone
- mąka pszenna
Orzechy rozłupujemy i kroimy w kawałki.
Jest takie państwo Angola w Afryce. Oprócz tego, że ich flaga powoduje szybsze bicie serca u Polaków od 2 lat, to znana jest z tego, że jest wyniszczona przez wojny. O co wojny? O władzę, bo to wojny domowe. Jak tylko udało się w miarę oddzielić od Portugalii, gdzie nie pomógł ostatni kwik osadników portugalskich, różne frakcje chciały ugrać coś dla siebie. Trochę się pobiły, potem było trochę mono partyjnej autokracji, a w końcu chcieli się dogadać i zrobili wybory. nad ich uczciwością czuwał ONZ. Jak to w wyborach, jedni wygrali, a inni przegrali. Ci co przegrali się obrazili i wywołali wojnę, potem tych wojen było kilka i tak w sumie jest do dziś. Nawet w Jugosławii, gdzie już dawno nie ma działań wojennych nikt nie sprzątnął wszystkich min. Tym bardziej w Angoli, gdzie cały czas gdzieś się biją. Efekt taki, że niespecjalnie jest gdzie i opłaca się uprawiać rolę. Danie najczęściej jest z casavy, ale bywa też z kapuchy i szpinaku.
Składniki:
- szpinak
- cebula
- orzeszki ziemne
Wykonanie:
Orzeszki gotujemy w wodzie aż lekko zmiękną.
Cebulę kroimy i podsmażamy. Dodajemy szpinak i trochę smażymy pod przykryciem.
Dodajemy orzeszki wraz z wodą, w której się gotowały i chwilę dusimy.
Podajemy z ryżem.
Zniesmaczony wyprawami kajakowymi w zatłoczonych miejscach, a zwłaszcza tych, w których każdy skrawek dzikiego brzegu jest stygmatyzowany tabliczką "TEREN PRYWATNY, POSTÓJ 5 ZŁ", długi weekend postanowiłem spędzić w miejscu, w którym promuje się biwakowanie na świeżym powietrzu, czyli parku narodowym skupionym koło jednej z głównych łotewskich rzek - Gauji.
Pierwszy plus to taki, że rzeka jest dość szeroka więc nawet przy większym tłoku i założeniu, że większość ludzi nie wie jak się zachować i blokuje ruch, można płynąć płynnie. W ogóle cały krajobraz wygląda jak na Alasce :)
Co najlepsze w tym Parku, to że zamiast prywatnych pól biwakowych były te finansowane z publicznych pieniędzy, aby zachęcać obywateli do obcowania z naturą. W każdym z nich była odpowiednia infrastruktura w postaci zaplecza gastronomicznego,
Wykonanie:
Grzyby gotujemy.
Orzechy łuskamy i też gotujemy w solonej wodzie, aż zmiękną.
Ketchup mieszamy z powidłami i wędzoną papryką. Dodajemy trochę wody i jeszcze mniej oleju.
Cebulę kroimy w plasterki i chwilę smażymy z dwóch stron. Niech będzie po polsku :)
Buraki kroimy w plasterki i gotujemy. Kiedy zmiękną, dodajemy trochę octu i jeszcze chwilę gotujemy.
Do mąki dajemy drożdże, trochę oleju i wodę. Ugniatamy ciasto, które następnie rozwałkowujemy na placek, chyba, ze jesteśmy tacy super, że kręcimy i samo się rozpłaszczy.
Smarujemy pizzę sosem i układamy składniki.
Wkładamy do nagrzanego do poziomu 200 stopni Celsjusza piekarnika i pieczemy 15-20 minut.
Jest taki kraj jak Wietnam. Kiedy Japonia jeszcze nie miała planu podboju świata za pomocą gospodarki, tylko chciała zrobić to siłowo, zajęła go, a zarządzanie zostawiła mającej w tej kwestii doświadczenie Francji. Japonia dostała bombą, a nawet dwoma, a nawet wieloma, bo nalot na Tokio pół roku przed Hiroszimą, był nawet bardziej niszczący, poddała się i wycofała z terytorium Wietnamu, zostawiając Francuzów. Wszyscy byli bardzo zaskoczeni i to zaskoczenie postanowili wykorzystać Wietnamczycy, ogłaszając niepodległość. Francuzi początkowo byli w szoku, ale tą sytuację chcieli wykorzystać również Brytyjczycy i Chińczycy. Jako że lepszy znany wróg niż nowy, Wietnamczycy dogadali się z Francuzami, którzy mieli im pomóc ogarnąć obronę. Szybko doszło do spiny i dwie strony się pokłóciły czego efektem była wojna. Początkowo Francuzom dobrze szło, ale później już gorzej. Okazało się, że armia partyzancka na swoim terenie całkiem dobrze sobie radzi, zwłaszcza jak wymyśli sobie ciekawą taktykę, a terror w stosunku do cywilnej ludności tylko pogarsza sprawę.
Wojna tak sobie trwała, ale jednak nie jest to nic przyjemnego. Miało dojść do rozmów pokojowych w Genewie, ale zasadniczo negocjacje polegają na tym, ze przed przystąpieniem każda ze stron stara się mieć jak najsilniejszą pozycję startową. Francuzi stwierdzili, że ufortyfikują się w ciężko dostępnej dolinie otoczonej górami pod Điện Biên Phủ. Plan był dobry, ale nawet nazwanie fortyfikacji imionami kochanek dowódcy nie pomogło, bo druga strona miała lepszy plan, który trudno było przewidzieć. Ulokowali na górach artylerię i walili do tych na dole jak do kur. Jak to tam umieścili? Ogólnie to wnieśli na plecach.
Bitwa zakończyła się porażką Francji, a także zakończyła erę francuskiego kolonializmu. Francuskie imperium kolonialne było tak duże i mieli tam żołnierzy z wielu krajów. Ramię w ramię w tej bitwie walczyli w ramach Legii Cudzoziemskiej uczestnicy Powstania Warszawskiego, ale z różnych stron barykady. Z uwagi na to, że Francja miała też inną kolonię, Senegal, dużo żołnierzy było właśnie tej narodowości. Było ich jakieś kilkadziesiąt tysięcy i nazywali się tirailleurs sénégalais. Zanim wojna dobiegła końca niektórzy z nich poznali w Wietnamie swoje żony, a kiedy wrócili do Afryki zabrali je ze sobą. Te żony wzbogaciły kulturę kulinarną Senegalu i tak właśnie powstał sposób podawania Sajgonek, czy jak to inni mówią Hoshiminek, z charakterystycznym dla Afryki sosem.
Szczerze powiedziawszy to Sajgonki lepiej kupić w markecie, wyjdzie taniej, ale sos polecam zrobić samemu. Wiem, że garmażerka z paczki, to guzik nie gotowanie, ale sama historia ciekawa i warta uwiecznienia.
Składniki:
- Sajgonki
- orzeszki ziemne
- ketchup
- chili
Wykonanie:
Sajgonki smażymy.
Orzechy miksujemy na krem. Dodajemy ketchupu w ilości 2 : 1. Doprawiamy chili, ale ja polecam dodać tego chilli sosu z opakowania.
Jemy ciepłe, mocząc wcześniej w sosie.
Zgodnie z zasadami nutburger powinien oznaczać burgera z orzechów. Tak nie jest tym razem. W Montanie w USA, od lat 30-stych nutburger oznacza bułkę z burgerem ze słodkim majonezem i posiekanymi orzeszkami. Tak słodkim. Nazywa się to Miracle Whip i można to łatwo podrobić dodając cukier do majonezu.
Składniki:
- jakaś bułka
- jakiś burger
- majonez
- cukier
- orzeszki ziemne
Wykonanie:
Orzeszki blendujemy. Mieszamy z majonezem i cukrem.
Bułkę kroimy na dwie połówki, kładziemy na jednej przysmażonego burgera, na to dajemy masę z orzeszków i majonezu, a następnie przykrywamy drugą połówką.
Historia tego dania sięga średniowiecza, kiedy genueńskie statki przepływając przez sycylijski port w Trapani przywiozły z Azji sos na bazie orzechów włoskich i czosnku. Później zrobiono z niego pesto Trapanese używając produktów typowych dla lokalnej kuchni jak migdały i pomidory. Ja postanowiłem przygotować pierwotną wersję, bo zarówno migdały, jak i pomidory, są mało kryzysowe :)
Składniki:
- orzechy włoskie
- czosnek
- olej
- makaron spaghetti, albo inny, ale wtedy trzeba zmienić nazwę dania :)
Wykonanie:
Makaron ugotować według przepisu na opakowaniu.
Orzechy wyłuskać i zmiksować z czosnkiem regulując konsystencję olejem.
Wymieszać z makaronem.
Jak śpiewał znany zespół Dr Hakenbush w ulubionej piosence studentów Akademii Morskiej w Szczecinie - O k...a mać, jak zap...la czas - tak świat nieustannie się zmienia. Jedne zmiany można powstrzymać, do innych można się co najwyżej przyzwyczaić. I tu drugi cytat, tym razem Boba Dylana - The Times They Are a-Changin’ . Zmiany możemy próbować przewidzieć i choć niektóre, np. w świecie mody są zaplanowane, więc przy odrobinie szczęście możemy mieć przecieki i prawdopodobieństwo prognozy wzrasta, tak aby przewidzieć inne musimy analizować to co się aktualnie dzieje. Proces jest żmudny i nie gwarantuje stuprocentowej skuteczności, ale jeśli dobierzemy odpowiednie metody, to prawdopodobieństwo wzrośnie. Oczywiście większość z nas, nawet jeśli niektórym się wydaje, że mogą być ekspertami od wszystkiego, to brak im jednak kompetencji, żeby robić to właściwie, dlatego korzystają z autorytetu innych, specjalistów w tej dziedzinie. Autorytet ten mają nie z nadania, ale z uznania. Ważne jest tylko, żeby mądrze wybrać. Zasada ogólna (od której oczywiście też są wyjątki) jest taka, że im bardziej prestiżowe źródło, tym prawdopodobieństwo większe.
Korzystając z fachowych źródeł, tradycyjnie, przygotowałem dla Was kilka trendów kulinarnych, które mają dużą szansę obowiązywać w 2023 roku.
Trudno jest przewidzieć dokładnie, jakie będą kulinarne trendy w tym roku, ponieważ rynek żywności i napojów jest bardzo dynamiczny i ciągle się zmienia. Niemniej jednak, w ostatnich latach wiele osób interesowało się zdrowym odżywianiem i wybieraniem produktów o jak najmniej przetworzonej formie, więc możliwe, że ta tendencja będzie nadal rosnąć w nadchodzącym roku. Inne trendy, które mogą być popularne w tym roku, to na przykład kuchnia wegańska i wegetariańska, kuchnia azjatycka, a także używanie nowych i egzotycznych składników w kuchni. Oczywiście, te trendy różnią się w zależności od różnych czynników, takich jak lokalne preferencje kulinarne i dostępność składników, więc to, co będzie popularne w jednym miejscu, może być zupełnie inne niż w innym.
Drugi kierunek jak automatyczna obsługa w celu eliminowania kosztów związanych z pracownikami i jak się okazuje niekoniecznie obniżenia cen, jest dużo silniejszy. Czasem są to rozwiązania ze sztucznej inteligencji, a czasem inteligentne rozwiązania polegające na przerzuceniu kosztów na klienta. Założę się, że każdy z Was pracuje czasem w jakimś markecie. Celowo nie użyłem słowa "dorabia", bo za tą pracę, notabene "na czarno", nie dostajecie żadnego wynagrodzenia. Praca polega na samodzielnej obsłudze kas.
W dalekiej Azji, jest taka, należąca formalnie do Indonezji, prowincja, zwana Papua Zachodnia, w której żyją, jak sama nazwa wskazuje Papuasi. Co specjalnego jest w tej prowincji? Nawet nie to, że ta prowincja mocno nie chce być częścią Indonezji, ale to, że nawet w XXI wieku dochodzi tam do przemocy systemowej, od przesiedleń, przez tortury, gwałty, po morderstwa. Papuasi czasem się buntują, wtedy jest jeszcze gorzej. Konflikt trwa już kilkadziesiąt lat i jest bezustannie eskalowany przez władze w Dżakarcie, gdyż ma on podłoże rasowe. Indonezyjczycy są rasy żółtej, a Papuasi czarnej. Według ostrożnych szacunków zginęło tam już 70 tys. osób, a niektórzy twierdzą, że 5 razy więcej.
Danie, które dzisiaj Wam przedstawię, jest właśnie stamtąd. Nieprzypadkowo.
Właśnie trwa konflikt na Ukrainie. Konflikt, w którego podłoże jest podobne. Silniejsze państwo, chce podporządkować sobie słabsze, czyniąc z niego swoistą prowincję. Konflikt, w którym, co nie jest niczym niezwykłym, giną cywile, a kolejni uciekają. W związku z powyższym doszło do niespotykanej do tej pory międzynarodowej solidarności, zarówno pro ukraińskiej jak i antyrosyjskiej. Każdy walczy jak może, nawet w Internecie i pomaga jak może. I super. Tak powinno być!
Są również głosy krytyki. Prorosyjskie trolle zgodnie z zasadą "A u was Murzynów biją" próbują udowodnić, że Rosja nie jest zła, bo USA jest gorsze. Czy gorsze, czy nie gorsze, mówienie o tym w kontekście agresji Rosji, jest tylko próbą jej wybielania. W ogóle jak już ktoś zaczyna swój wywód od "Jestem przeciwko agresji Rosji, ale...", to już możecie wyłączyć :) Malkontenci mówią, że Polakom się nie pomaga, choć gro tychże, nawet sąsiadce drzwi nie potrzymało. Inni narzekają, że ludzie nie pomagali innym ofiarom, to też tym nie powinni, bo to obłuda. No właśnie, nie. Bardzo dobrze, że pomagają i liczę na to, że będą pomagać więcej. Dobrze, że pomagają, źle jeśli na tym poprzestaną. Dlaczego tak myślę? Dlatego, że wielu ludzi chce pomagać, a choćby dlatego, żeby się tym potem na fejsie pochwalić, a z psychologicznego punktu widzenia chcą być bohaterami. Chce, ale nie wie jak. To, że cała akcja została rozpropagowana przez TV, pomogło im się dowiedzieć jak. Dla większości ludzi to pudełko, które mają w domu jest źródłem całej wiedzy o świecie. Dzięki temu TV wiedzą, że jednym uchodźcom się nie pomaga, bo na tamtych to my napadliśmy, a innym pomaga, bo napadli inni.
Ludzie zobaczyli jak można być bohaterem nie wychodząc z domu tylko dzięki temu, że bojkotuje się rosyjskie towary i torpeduje rosyjskie strony. Dlatego właśnie należy mówić o różnych innych miejscach, w których ludzie są mordowani w sposób zorganizowany, czy to przez Turcję (o Turcji i Kurdach pisałem tutaj), czy Izrael, czy USA, czy tak jak tu Indonezję. Mam nadzieję, drogi czytelniku, że na fali ostatnich wydarzeń, nie będziesz mówił, że Indonezja jest spoko, bo mają miłych ludzi i dobry tempeh.
Danie, które przygotowałem to danie Papusaów. Oryginalnie z sago. Ciężkie do dostania, ale można zaimitować to za pomocą dostępnej u nas mąki z tapioki. Dodałem trochę zmielonej kaszy gryczanej dla koloru.
Składniki:
- mąka z tapioki
- mąka gryczana
- orzeszki ziemne
- owoce, warzywa
Wykoananie:
Do Mąki z tapioki dodajemy trochę gryczanej. Robimy naleśniki, do których dajemy orzeszki i jakieś owoce. Składamy naj na zdjęciu.
Dawno, dawno temu, jak już człowiek zaczął ogarniać tak bardziej co się dzieje wokół niego, to zauważył pewne cykliczne prawidłowości związane z ruchem ziemi (w tym momencie wszyscy płaskoziemcy mogą przestać czytać :) ) Pierwsze co zauważył, to cykl dnia i nocy, zwłaszcza, z uwagi na uwarunkowania fizyczne, co do zasady noc nie była dla niego momentem komfortowym. Później zauważył, cykl pór roku, a także, że zależnie od pory roku zmieniają się relacje długości dnia do długości nocy, a także moment w którym to się zmienia. Tu konkretnie mowa o momencie, w którym każdy następny dzień zaczął być dłuższy od poprzedniego, czyli moment zimowego przesilenia, który ostatecznie został początkiem nowego roku. No bo gdzieś musiano postawić moment odniesienia.
Jak już zaczął jeszcze bardziej ogarniać, czyli kiedy z kultury zbierackiej przełączył się na agrarną, zaczął łączyć uprawy z wyżej wspomnianym cyklem. Skoro to ilość słońca odpowiadało za plony, wypadało świętować ten początek roku solarnego właśnie wyżej wspomnianymi plonami i tak narodziła się tradycja uczty złożonej z pokarmów zbożowych. Tradycje bywały mniej lub bardziej rozwiniętej, między innymi pisałem już kiedyś TUTAJ o rodowodzie świątecznych symboli, ale póki co skupmy się na takich obchodach podstawowych, czyli kwestii mało duchowej, a bardzo technicznej.
Dlatego to święto jest właśnie dla KAŻDEGO, bo o ile można wierzyć, bądź nie wierzyć w jednego z kilku tysięcy bogów, albo nie wierzyć w żadnego, to KAŻDY ogarnia swoją percepcją cykl solarny oraz musi jeść, a to właśnie na cześć powyższych jest to święto.
Z czasem pojawiały się nowe tradycje i tak wplotłem tu 3 kolejne:
Kształt:Kształt ciasteczek zależy od pomysłowości gospodyni – mogą to być kuleczki, koniczynki, serduszka, baryłki, ule, księżyce, kostki etc.Rozmiar:Ciasteczka są drobne: ich wielkość waha się w granicach 2-3 cm.Barwa:Ciasteczka mają kolor złoty w przypadku ciasta kruchego, orzechowego i ciasta ze smalcu bez dodatku kakao; w przypadku ciasta piernikowego przybierają kolor ciemnobrązowy.Konsystencja:Ciasteczka są kruche, delikatne, łamliwe.Smak:Smak i zapach ciasteczek zależy od rodzaju ciasta i dodatków. Inaczej smakują ciasteczka orzechowe, inaczej – z ciasta kruchego przekładane powidłami, a jeszcze inaczej – ciasteczka z płatków owsianych i budyniu.
O Tajwanie już pisałem trochę tutaj i nie będę się rozwodził po raz kolejny, bo dzisiaj robiłem ogromne porządki i ułożyłem swoje gry w kolejności alfabetycznej, ze względu na to, że dotychczasowy porządek gatunkowy się nie sprawdził i przez to, że niektóre gatunki są płynne, nie mogłem znaleźć co niektórych pozycji. Spowodowało to uszczuplenie zasobów czasu, a o fanów trzeba dbać :)
W każdym razie kolejne danie z Tajwanu.
To jest niby zimny makaron, ale zalecają, żeby jednak był lekko ciepły.
Składniki:
- zupka błyskawiczna typu "chińska"
- orzechy
- jakieś warzywo jadalne na surowo
Picie w Szczawnicy, czy szczanie w piwnicy, oto jest pytanie.


