Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 maja 2026

Pierogi z młodymi liśćmi buku i grzybami

Może nie zawsze wygląda, patrząc na termometr, ale jest wiosna. Bardziej widać w lesie, kiedy wszystko zielenieje. Najpierw pojawiają się pąki, które też są jadalne, ale teraz skupimy się na liściach. Te stare bywają twarde, ale młode są całkiem smaczne. Nie wszystkie, ale taki buk, czy lipa to jeść śmiało.
Wybrałem się do lasu i nazbierałem trochę. Postanowiłem wzbogacić ich smak innymi płodami leśnymi, w postaci kurek, które miałem zasuszone z zeszłego roku i orzechów, również z zeszłego roku, ale nie suszonych.
Choć nie jestem fanatykiem pierogów (choć lubię), to na szybko wymyśliłem taką postać dania, oczywiście z parzonej mąki.

Składniki:
- młode liście buku
- kurki suszone
- orzechy laskowe
- mąka pszenna


Wykonanie:

Kurki zalewamy wrzącą wodą i odstawiamy na godzinę.
Orzechy rozłupujemy i kroimy w kawałki.
Kurki smażymy na patelni, dodajemy orzechy i pokrojone liście buku, podlewamy delikatnie wodą z kurek i chwilę dusimy.
Mąkę zalewamy wrzącą wodą, aby zrobił nam się taki glucik. Dosypujemy więcej mąki i wyrabiamy ciasto na pierogi takie, żeby można było je spokojnie rozwałkować.
Wykrajamy kółka, do których za pomocą łyżki wkładamy farsz z liści. Zlepiamy pierogi i gotujemy aż wypłyną.

czwartek, 5 marca 2026

Kizaca

Jest takie państwo Angola w Afryce. Oprócz tego, że ich flaga powoduje szybsze bicie serca u Polaków od 2 lat, to znana jest z tego, że jest wyniszczona przez wojny. O co wojny? O władzę, bo to wojny domowe. Jak tylko udało się w miarę oddzielić od Portugalii, gdzie nie pomógł ostatni kwik osadników portugalskich, różne frakcje chciały ugrać coś dla siebie. Trochę się pobiły, potem było trochę mono partyjnej autokracji, a w końcu chcieli się dogadać i zrobili wybory. nad ich uczciwością czuwał ONZ. Jak to w wyborach, jedni wygrali, a inni przegrali. Ci co przegrali się obrazili i wywołali wojnę, potem tych wojen było kilka i tak w sumie jest do dziś. Nawet w Jugosławii, gdzie już dawno nie ma działań wojennych nikt nie sprzątnął wszystkich min. Tym bardziej w Angoli, gdzie cały czas gdzieś się biją. Efekt taki, że niespecjalnie jest gdzie i opłaca się uprawiać rolę. Danie najczęściej jest z casavy, ale bywa też z kapuchy i szpinaku.

Składniki:

- szpinak
- cebula
- orzeszki ziemne

Wykonanie:

Orzeszki gotujemy w wodzie aż lekko zmiękną.
Cebulę kroimy i podsmażamy. Dodajemy szpinak i trochę smażymy pod przykryciem.
Dodajemy orzeszki wraz z wodą, w której się gotowały i chwilę dusimy.
Podajemy z ryżem.

środa, 25 czerwca 2025

Curry z racji dla rozbitków w Parku Narodowym Gauja

Zniesmaczony wyprawami kajakowymi w zatłoczonych miejscach, a zwłaszcza tych, w których każdy skrawek dzikiego brzegu jest stygmatyzowany tabliczką "TEREN PRYWATNY, POSTÓJ 5 ZŁ", długi weekend postanowiłem spędzić w miejscu, w którym promuje się biwakowanie na świeżym powietrzu, czyli parku narodowym skupionym koło jednej z głównych łotewskich rzek - Gauji.

Pierwszy plus to taki, że rzeka jest dość szeroka więc nawet przy większym tłoku i założeniu, że większość ludzi nie wie jak się zachować i blokuje ruch, można płynąć płynnie. W ogóle cały krajobraz wygląda jak na Alasce :)

Co najlepsze w tym Parku, to że zamiast prywatnych pól biwakowych były te finansowane z publicznych pieniędzy, aby zachęcać obywateli do obcowania z naturą. W każdym z nich była odpowiednia infrastruktura w postaci zaplecza gastronomicznego,


a także baza noclegowa w postaci wiat ze specjalnym podestem do spania.



Minusem wiat jest to, że przy dużej ulewie, a na taką miałem przyjemność trafić, która trwała 14 h, trochę przeciekają. Tzn. moja trochę, a ta obok bardzo :)

Oczywiście, było też to, co najważniejsze - wychodki. Z uwagi na to, że musiałem wykorzystać jedyną szansę rano, rozwiązaniem pobudzenia układu do pracy był snuss. Dla kogoś takiego jak ja, kto nie pali, taka dawka nikotyny powodowała natychmiastowy zrzut, niczym ten na Tokio w marcu 1945.


Zasadniczo płynie się lasem, ale czasem spotyka się mniejsze lub większe przejawy cywilizacji. Z uwagi na to, że akurat była najkrótsza noc w roku, spotkałem ludzi ubranych w stroje ludowe.


Pamiętajcie, że to jednak duża, więc od czasu do czasu, przy okazji wysp, znajdowały się skupiska drzew, które do niej wpadły.


No i w końcu to, co tygrysy lubią najbardziej. Papu. Z uwagi na to, że w terenie możliwości gotowania są ograniczone, posłużyłem się kostkami z racji dla rozbitków. To takie, hmmm, powiedzmy, że kruche ciastka o wysokiej kaloryczności i w miarę zbilansowane, które wkłada się do magazynków szalup ratunkowych. Na rynku są różne, ale moim zdaniem, najlepsze w smaku i najtańsze są te "Seven Oceans". Lubię je na surowo, ale ile można :)
Na zdjęciu w tle świeca na komary. Jest to świeca okopowa z dodatkiem suszonej wrotyczy, bazylii i kawy. Komarów to tam było sporo, więc trochę pomagało.

Składniki:

- kostki z racji żywnościowych "Seven Oceans"
- przyprawa curry
- orzeszki ziemne
- wiórki kokosowe


Wykonanie:

Orzeszki prażymy mocno wcześniej w domu.
Kostki kruszymy i zalewamy taką ilością ciepłej wody, aby powstał nam gęsty sos.
Dosypujemy wiórek, curry i orzeszków. Mieszamy.


piątek, 21 marca 2025

Nudle ziemniaczane w ostrym sosie orzechowym

Kolejny wpis z cyklu "smutne jedzenie w pracy", czyli antytrend pokazujący dania w pojemnikach odgrzewane z mikrofalówki, czyli tak, jak zazwyczaj są jedzone :)

Jednym z plusów wysokich cen jest to, że ludzie przypominają sobie stare sposoby wykorzystywania pozostałości po poprzednich obiadach, a nawet wymyślają nowe sposoby na ich wykorzystanie.
Ostatnim hitem są ziemniaczane nudle. Przepis na ciasto, jak na kluski śląskie, ale fanem nie zostanę. Tzn. mają ogromny potencjał, ale długie przerywają się podczas gotowania, a już tym bardziej podczas wyciągania ich z garnka. Za to widzę w nich świetną alternatywę dla koreańskich Tteokbokki, czyli krótkich klusek ryżowych i jestem pewien, że już niedługo tak je wykorzystam.

Składniki:

- ziemniaki
- mąka ziemniaczana
- masło orzechowe
- sos sojowy
- płatki chilli


Wykonanie:

Ziemniaki gotujemy, ostudzamy, gnieciemy i mieszamy z mąką ziemniaczaną w stosunku objętościowym 4 do 1.
Rolujemy długie kluski i wrzucamy do wrzącej wody. Wyjmujemy jak wypłyną.
Do masła orzechowego dodajemy trochę sosu sojowego, płatków chilli i dobrze mieszamy. 
Mieszamy z kluskami. 

wtorek, 5 grudnia 2023

Pizza jesienna z trąbkami śmierci

Tak, wiem, że za oknem nawaliło śniegu jakby zestrzelono transport z Kolumbii, ale generalnie, póki co, mamy jesień. Nawet jeśli musicie zmienić opony na zimowe, a poziom mrozu osiąga dwie cyfry, to dalej jest jesień.
Zarówno trąbki jak i orzechy wypadało nazbierać przed śniegiem, a resztę kupujecie w sklepie, jako typowo jesienne składniki. Gdzieś widziałem pomysł, żeby zamiast standardowego sosu z pomidorów, obficie opruszonego oregano, zrobić jako podkład, sos barbecue. Postanowiłem ten pomysł wypróbować.

Składniki:

- lejkowce dęte - ja miałem suszone
- ketchup
- powidła
- papryka wedzona
- cebula
- buraki
- orzechy włoskie
- mąka
- drożdże instant
- woda
- olej
- ocet

Wykonanie:

Grzyby gotujemy.
Orzechy łuskamy i też gotujemy w solonej wodzie, aż zmiękną.
Ketchup mieszamy z powidłami i wędzoną papryką. Dodajemy trochę wody i jeszcze mniej oleju.
Cebulę kroimy w plasterki i chwilę smażymy z dwóch stron. Niech będzie po polsku :)
Buraki kroimy w plasterki i gotujemy. Kiedy zmiękną, dodajemy trochę octu i jeszcze chwilę gotujemy.
Do mąki dajemy drożdże, trochę oleju i wodę. Ugniatamy ciasto, które następnie rozwałkowujemy na placek, chyba, ze jesteśmy tacy super, że kręcimy i samo się rozpłaszczy.
Smarujemy pizzę sosem i układamy składniki. 
Wkładamy do nagrzanego do poziomu 200 stopni Celsjusza piekarnika i pieczemy 15-20 minut.


środa, 30 sierpnia 2023

Senegalskie nem

Jest taki kraj jak Wietnam. Kiedy Japonia jeszcze nie miała planu podboju świata za pomocą gospodarki, tylko chciała zrobić to siłowo, zajęła go, a zarządzanie zostawiła mającej w tej kwestii doświadczenie Francji. Japonia dostała bombą, a nawet dwoma, a nawet wieloma, bo nalot na Tokio pół roku przed Hiroszimą, był nawet bardziej niszczący, poddała się i wycofała z terytorium Wietnamu, zostawiając Francuzów. Wszyscy byli bardzo zaskoczeni i to zaskoczenie postanowili wykorzystać Wietnamczycy, ogłaszając niepodległość. Francuzi początkowo byli w szoku, ale tą sytuację chcieli wykorzystać również Brytyjczycy i Chińczycy. Jako że lepszy znany wróg niż nowy, Wietnamczycy dogadali się z Francuzami, którzy mieli im pomóc ogarnąć obronę. Szybko doszło do spiny i dwie strony się pokłóciły czego efektem była wojna. Początkowo Francuzom dobrze szło, ale później już gorzej. Okazało się, że armia partyzancka na swoim terenie całkiem dobrze sobie radzi, zwłaszcza jak wymyśli sobie ciekawą taktykę, a terror w stosunku do cywilnej ludności tylko pogarsza sprawę.

Wojna tak sobie trwała, ale jednak nie jest to nic przyjemnego. Miało dojść do rozmów pokojowych w Genewie, ale zasadniczo negocjacje polegają na tym, ze przed przystąpieniem każda ze stron stara się mieć jak najsilniejszą pozycję startową. Francuzi stwierdzili, że ufortyfikują się w ciężko dostępnej dolinie otoczonej górami pod Điện Biên Phủ. Plan był dobry, ale nawet nazwanie fortyfikacji imionami kochanek dowódcy nie pomogło, bo druga strona miała lepszy plan, który trudno było przewidzieć. Ulokowali na górach artylerię i walili do tych na dole jak do kur. Jak to tam umieścili? Ogólnie to wnieśli na plecach.

Bitwa zakończyła się porażką Francji, a także zakończyła erę francuskiego kolonializmu. Francuskie imperium kolonialne było tak duże i mieli tam żołnierzy z wielu krajów. Ramię w ramię w tej bitwie walczyli w ramach Legii Cudzoziemskiej uczestnicy Powstania Warszawskiego, ale z różnych stron barykady. Z uwagi na to, że Francja miała też inną kolonię, Senegal, dużo żołnierzy było właśnie tej narodowości. Było ich jakieś kilkadziesiąt tysięcy i nazywali się tirailleurs sénégalais. Zanim wojna dobiegła końca niektórzy z nich poznali w Wietnamie swoje żony, a kiedy wrócili do Afryki zabrali je ze sobą. Te żony wzbogaciły kulturę kulinarną Senegalu i tak właśnie powstał sposób podawania Sajgonek, czy jak to inni mówią Hoshiminek, z charakterystycznym dla Afryki sosem. 

Szczerze powiedziawszy to Sajgonki lepiej kupić w markecie, wyjdzie taniej, ale sos polecam zrobić samemu. Wiem, że garmażerka z paczki, to guzik nie gotowanie, ale sama historia ciekawa i warta uwiecznienia.

Składniki:

- Sajgonki
- orzeszki ziemne
- ketchup
- chili


Wykonanie:

Sajgonki smażymy.
Orzechy miksujemy na krem. Dodajemy ketchupu w ilości 2 : 1. Doprawiamy chili, ale ja polecam dodać tego chilli sosu z opakowania.
Jemy ciepłe, mocząc wcześniej w sosie.

środa, 5 kwietnia 2023

Nutburger

Zgodnie z zasadami nutburger powinien oznaczać burgera z orzechów. Tak nie jest tym razem. W Montanie w USA, od lat 30-stych nutburger oznacza bułkę z burgerem ze słodkim majonezem i posiekanymi orzeszkami. Tak słodkim. Nazywa się to Miracle Whip i można to łatwo podrobić dodając cukier do majonezu. 

Składniki:

- jakaś bułka
- jakiś burger
- majonez
- cukier
- orzeszki ziemne


Wykonanie:

Orzeszki blendujemy. Mieszamy z majonezem i cukrem.
Bułkę kroimy na dwie połówki, kładziemy na jednej przysmażonego burgera, na to dajemy masę z orzeszków i majonezu, a następnie przykrywamy drugą połówką.

sobota, 25 marca 2023

Spaghetti con pesto alla Trapanese

Historia tego dania sięga średniowiecza, kiedy genueńskie statki przepływając przez sycylijski port w Trapani przywiozły z Azji sos na bazie orzechów włoskich i czosnku. Później zrobiono z niego pesto Trapanese używając produktów typowych dla lokalnej kuchni jak migdały i pomidory. Ja postanowiłem przygotować pierwotną wersję, bo zarówno migdały, jak i pomidory, są mało kryzysowe :)

Składniki:

- orzechy włoskie
- czosnek
- olej
- makaron spaghetti, albo inny, ale wtedy trzeba zmienić nazwę dania :)


Wykonanie:

Makaron ugotować według przepisu na opakowaniu.
Orzechy wyłuskać i zmiksować z czosnkiem regulując konsystencję olejem.
Wymieszać z makaronem.

piątek, 6 stycznia 2023

Moin moin czyli kulinarne trendy w 2023 roku

Jak śpiewał znany zespół Dr Hakenbush w ulubionej piosence studentów Akademii Morskiej w Szczecinie - O k...a mać, jak zap...la czas - tak świat nieustannie się zmienia. Jedne zmiany można powstrzymać, do innych można się co najwyżej przyzwyczaić. I tu drugi cytat, tym razem Boba Dylana - The Times They Are a-Changin’ . Zmiany możemy próbować przewidzieć i choć niektóre, np. w świecie mody są zaplanowane, więc przy odrobinie szczęście możemy mieć przecieki i prawdopodobieństwo prognozy wzrasta, tak aby przewidzieć inne musimy analizować to co się aktualnie dzieje. Proces jest żmudny i nie gwarantuje stuprocentowej skuteczności, ale jeśli dobierzemy odpowiednie metody, to prawdopodobieństwo wzrośnie. Oczywiście większość z nas, nawet jeśli niektórym się wydaje, że mogą być ekspertami od wszystkiego, to brak im jednak kompetencji, żeby robić to właściwie, dlatego korzystają z autorytetu innych, specjalistów w tej dziedzinie. Autorytet ten mają nie z nadania, ale z uznania. Ważne jest tylko, żeby mądrze wybrać. Zasada ogólna (od której oczywiście też są wyjątki) jest taka, że im bardziej prestiżowe źródło, tym prawdopodobieństwo większe.
Korzystając z fachowych źródeł, tradycyjnie, przygotowałem dla Was kilka trendów kulinarnych, które mają dużą szansę obowiązywać w 2023 roku.

  • Jedzenie retro - W Polsce moda na PRL obowiązuje już od jakiegoś czasu, generalnie wszystko wskazuje na to, ze trend się pogłębi, czy to z powodu nostalgii, czy z przymusu ekonomicznego.
  • Oszczędna kuchnia - To jest to co kryzysowe tygrysy lubią najbardziej. Z jednej strony jest to podyktowane pewną świadomością społeczną, która pcha ludzi w stronę przeciwną niż konsumpcjonizm, a z drugiej - patrz wyżej :)
  • Kuchnia roślinna - Globalne ocieplenie i jego przyczyny stało się faktem naukowym. Jedni mówią, że jest już za późno, inni, że można coś jeszcze zrobić. Ci drudzy chcą ograniczać korzystanie ze źródeł emisji CO2, w tym produkcji zwierząt, dlatego wybierają produkty pochodzenia roślinnego, nie zawsze na co dzień, często tylko w określone dni tygodnia. O tym jak poważny jest to trend świadczy kwik producentów mięsa, którzy w ostatnim czasie bombardują swoimi pseudonaukowymi artykułami o szkodliwości diety roślinnej gdzie w jednej chwili weterynarz staje się specjalistą od dietetyki :) Dlatego patrz - akapit pierwszy.
  • Sztuczna inteligencja w gastronomii - Prace nad sztuczną inteligencją prowadzone są już od dawna, patrząc na takie narzędzie jak ChatGPT, to są już na dość znacznym stopniu zaawansowania. Jeśli chodzi o gastronomię, główne dwa kierunki rozwoju jakie widzę, to prognozowanie trendów i samodzielna obsługa klientów. 
    Jeśli chodzi o prognozy, to wiele poważnych przedsiębiorstw się tym zajmuje. Sam nawet pracuję w firmie, która się takim czymś zajmuje.
    Przy okazji oto jaką odpowiedź dostałem od ChatGPT, kiedy zapytałem o trendy kulinarne w tym roku:
    Trudno jest przewidzieć dokładnie, jakie będą kulinarne trendy w tym roku, ponieważ rynek żywności i napojów jest bardzo dynamiczny i ciągle się zmienia. Niemniej jednak, w ostatnich latach wiele osób interesowało się zdrowym odżywianiem i wybieraniem produktów o jak najmniej przetworzonej formie, więc możliwe, że ta tendencja będzie nadal rosnąć w nadchodzącym roku. Inne trendy, które mogą być popularne w tym roku, to na przykład kuchnia wegańska i wegetariańska, kuchnia azjatycka, a także używanie nowych i egzotycznych składników w kuchni. Oczywiście, te trendy różnią się w zależności od różnych czynników, takich jak lokalne preferencje kulinarne i dostępność składników, więc to, co będzie popularne w jednym miejscu, może być zupełnie inne niż w innym.

    Drugi kierunek jak automatyczna obsługa w celu eliminowania kosztów związanych z pracownikami i jak się okazuje niekoniecznie obniżenia cen, jest dużo silniejszy. Czasem są to rozwiązania ze sztucznej inteligencji, a czasem inteligentne rozwiązania polegające na przerzuceniu kosztów na klienta. Założę się, że każdy z Was pracuje czasem w jakimś markecie. Celowo nie użyłem słowa "dorabia", bo za tą pracę, notabene "na czarno", nie dostajecie żadnego wynagrodzenia. Praca polega na samodzielnej obsłudze kas. 

  • Poznawanie kultur przez jedzenie - będzie to zarówno gastroturystyka, dla tych, których stać i nie mogli doczekać się końca obostrzeń pandemicznych, a także gastroeksperymenty, dla tych, których nie stać na podróże, ale mają Internet i mogą sobie podejrzeć co jedzą ludzie na drugim końcu świata. Sam osobiście jestem na grupie, gdzie użytkownicy chwalą się swoim jedzeniem i największą popularnością cieszą się dania tradycyjne z miejsca zamieszkania danych użytkowników.
  • Kuchnia środkowej Afryki - Tego chyba jeszcze nie było na tapecie.
  • Wodorosty - Czyli spieszmy się jeść rzeczy z najbardziej nieodkrytej części świata, póki jeszcze są :)
  • Elitarne restauracje - Przy czym określenie trochę na wyrost, bo abstrahując od faktu, że w tkiej Polsce restauracje same w sobie robią się elitarne, to raczej chodzi o restauracje dla określonych grup, np. restauracje bez dzieci itp. Ten trend ostatnio się rozwija i będzie się rozwijał jeszcze bardziej. 
Na podstawie tych trendów, a w zasadzie kilku z nich, stworzyłem danie nigeryjskie. Super proste. Właściwie to taka moja wariacja na temat tego dania. 

Składniki:

- fasola
- cebula
- słodka papryka
- orzeszki ziemne


Wykonanie:

Fasolę moczymy kilka godzin i miksujemy z całą resztą składników.
Wkładamy do foremek i gotujemy na parze. Niektórzy pieczą, ale zasadniczo powinno się gotować na parze.

poniedziałek, 31 października 2022

Ghapama. Wszystkich świętych, Halloween, a może Dziady?

Jak co roku o tej porze, toczy się batalia o teren w postaci wszechobecnej krytyki Halloween, jako nieodpowiedniemu sposobowi celebrowania początku roku hydrologicznego przypadającego na 1 listopada. Aleosochodzi? Aby to dobrze zrozumieć trzeba by się przyjrzeć argumentom, a przy okazji można się zastanowić na ile słuszna jest wspomniana krytyka, w kontekście różnych sposobów spędzania czasu.
  • To nie nasze święto - pełna zgoda. Halloween ma rodowód celtycki, a nie polski, czy słowiański, choć przywędrowało do nas na około, z za Oceanu, głównie za sprawą kultury masowej. Podobnie Wszystkich Świętych przywędrowało na nasze ziemie z Bliskiego Wschodu i to w dość brutalny sposób. Generalnie Mieszko i jego ekipa wjechali tu siłą i sukcesywnie podbijali coraz większy teren. To nie było tak od razu, że wszyscy przyjęli narzuconą przez niego religię, pomimo tego, że dla opornych były specjalnie przewidziane kary, ze śmiercią włącznie, co spowodowało powstanie w XI w., dlatego pomimo tych zabiegów rodzimy obrządek Dziadów, o którym więcej możecie się dowiedzieć z twórczości Adama Mickiewicza miał się dobrze jeszcze 150 lat temu. 
  • Halloween to święto komercyjne. Pewnie, że komercyjne, tak jak stragany z kokosankami, plastikowymi pierdołami, kiełbasami, śpiewającymi zniczami i innymi ciekawymi rzeczami, które można kupić pod cmentarzem 1 listopada. Powiem więcej, jeśli polskie Dziady byłyby popularne, również stałyby się komercyjne i byłyby dostępne w sprzedaży różne kolory drewnianych masek. Walka z komercją, to jak zawracanie rzeki kijem.
  • Halloween to wymysł szatana. Nie ma żadnego naukowego dowodu na to, że szatan stworzył Halloween, tak jak nie ma takiego, że stworzył Wszystkich Świętych lub Dziady. Podobnie jak nie ma, że powyższe zostały stworzone przez Niewidzialnego Różowego Jednorożca,  Latającego Potwora Spaghetti, czy innego boga.
  • Halloween oswaja dzieci ze śmiercią. Co do zasady, we wszystkich religiach, w których istnieje życie po życiu, a samo życie na ziemi jest tylko preludium do tego właściwego i sama śmierć jest tylko przejściem przez próg, oswajanie ze śmiercią jest chyba ok :)
  • Dzieci mają koszmary, bo widzą kościotrupy i demony. Zasadniczo dzieci będą miały koszmary jeśli będziemy ich za wcześnie faszerować historiami o duchach zmarłych przy okazji tak Wszystkich Świętych, jak i Dziadów, no i oczywiście Halloween, chyba, że przybierze to formę zabawy, w której duchy są śmieszne i miłe. Podobne koszmary będą dzieci miały jak im ktoś przeczyta biblijne historie o paleniu ludzi, gwałtach na żonach wrogów, odcinaniu głów, czy innych ciekawych sposobach rozwiązywania konfliktów interesów.
  • Halloween to kult demonów. Nie ma dowodów na to, że istnieją jakieś legendarne demony, są za to dowody na to, że część świętych była kimś, kogo określa się demonami, za życia. Dziady to święto przodków. O ile w chrześcijaństwie liczy się posłuszeństwo i kult świętych, czyli z punktu widzenia naszej genologii, ludzi bardzo nam odległych, o tyle w Dziadach liczą się więzi rodzinne, bo jesteśmy wdzięczni naszym przodkom, że jesteśmy tu i teraz. Oczywiście nie jest powiedziane, że ktoś musi być wdzięczny za coś na co kompletnie nie miał wpływu:) 
To może w ogóle nie świętować? Pewnie, że świętować, święta są fajne :) Nawet jeśli nie cieszycie się, że rodzice sprowadzili Was na świat, to początek roku hydrologicznego może być dobrą okazją. Tym bardziej, że w kontekście nadchodzących wydarzeń, może stać się najważniejszym świętem w roku :)
Biorąc pod uwagę powyższe argumenty, Dziady wygrywają, bo są nasze i jako jedyne święto jest nastawione na rodzinę, więc jeśli miałbym zachęcać, to właśnie do tego.
Co mnie najbardziej wkurza w Halloween? To, że marnuje się tam jedzenie i robi z dyni lampiony, które później lądują w śmieciach. 
Szukałem przepisu na dynię właśnie. Nie dlatego, żeby był zgodny z halloweenową tradycją, tylko dlatego, że mamy obecnie szczyt sezonu na to warzywo i wypadałoby to wykorzystać. Znalazłem przepis z Armenii, gdzie przygotowuje się to przy okazji tamtejszego początku roku, co ma gwarantować dostatek. Tradycja jedzenia plonów ziemi w celu zagwarantowania sobie dostatku jest szeroko znana wszędzie tam gdzie takowe się uprawiało, dlatego spokojnie możemy przenieść to na nasz grunt, tym bardziej, że w ostatnim czasie hydrologia nabrała na znaczeniu. Zmieniłem trochę skład nadzienia, żeby był bardziej tradycyjny, zgodny z polskimi zwyczajami.

Składniki:

- dynia - ja użyłem Hokkaido, żeby zjeść ze skórką
- kasza jęczmienna
- orzechy
- jabłka



Wykonanie:

Dyni odcinamy górę i wydrążamy wnętrze z pestek. 
Napełniamy mieszanką ugotowanej kaszy, orzechów i jabłek, a następnie wkładamy do piekarnika. Nastawiamy na 180 stopni Celsjusza i wyciągamy jak będzie miękka.

środa, 21 września 2022

Kurczak Kung Pao

Wracałem sobie z gór samochodem, gdzie samochód jest ważny w tej historii. Nagle moim oczom ukazał się żółty niczym mały kurczak, grzyb laetiporus sulphureus, zwany, z uwagi na strukturę, leśnym kurczakiem. Zasadniczo, kiedy pierwszy raz wrzuciłem z nim przepis, czasy były takie, że zbierając go w parku narażałem się na dziwne spojrzenia, a czasem pośmiechujki przechodniów. Obecnie świadomość poszukiwania nowych źródeł pokarmu jest tak daleko posunięta, że widzę wszędzie tylko ślady po takowym. Tym szybciej wcisnąłem hamulec, upewniając się czy nic za mną nie jedzie i postanowiłem zdobyć ten wspaniały okaz. Szybko zorientowałem się dlaczego jeszcze znajduje się na drzewie. Po prostu był poza zasięgiem moich rąk, a trzeba Wam wiedzieć, że kwalifikuję się jako człowiek wysoki. Dwie rzeczy spowodowały, że zdobyłem jednak ten grzyb. Pierwsza to lektura świetnej książki Na Zachodzie bez zmian oraz wojskowych podręczników do walki wręcz. Obie te pozycje wskazywały na inne niż standardowe użycie saperki. Wspomniałem, że samochód jest ważny w tej historii, a to dlatego, że w jego bagażniku wożę właśnie saperkę, za której pomocą odciąłem grzyb od drzewa.

Skoro jest świetnym substytutem kurczaka, postanowiłem przygotować danie z kury. Wybór padł na, podobno, jedno z najsłynniejszych dań kuchni syczuańskiej. Legenda głosi, że mały chłopiec Ding Baozhen wpadł do rzeki i został uratowany przez jakiegoś człowieka. Kiedy mały chłopiec podrósł, został gubernatorem Syczunanu i odwiedził swojego wybawcę w celu złożenia podziękowań. Tam otrzymał to właśnie danie, które tak mu się spodobało, że wziął przepis i sam zaczął podawać swoim gościom.

Tyle legendy. Tak, czy siak, gdzieś to podpatrzył. Kung Pao to nazwa według transkrypcji Wade’a i Gilesa natomiast według transkrypcji Hanyu pinyin jego nazwa to Gongbao, czyli nazwa tytułu jaki miał Ding. 

Składniki:

- żółciak siarkowy
- przyprawa do kurczaka
- papryka
- cukinia
- czosnek
- imbir
- orzeszki ziemne
- sos sojowy
- mąka kukurydziana
- chilli



Wykonanie:

Żółciaka kroimy w kostkę i gotujemy ok 20 minut. Podsmażamy z przyprawą do kurczaka.
Dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę i cukinię. Podsmażamy razem. Podlewamy sosem sojowym, doprawiamy chilli, imbirem i czosnkiem. Chwilę dusimy. Dodajemy wody z mąką kukurydzianą, gotujemy aż zgęstnieje.
Podajemy z ryżem.

piątek, 4 marca 2022

Papuaskie Sago Martabak

W dalekiej Azji, jest taka, należąca formalnie do Indonezji, prowincja, zwana Papua Zachodnia, w której żyją, jak sama nazwa wskazuje Papuasi. Co specjalnego jest w tej prowincji? Nawet nie to, że ta prowincja mocno nie chce być częścią Indonezji, ale to, że nawet w XXI wieku dochodzi tam do przemocy systemowej, od przesiedleń, przez tortury, gwałty, po morderstwa. Papuasi czasem się buntują, wtedy jest jeszcze gorzej. Konflikt trwa już kilkadziesiąt lat i jest bezustannie eskalowany przez władze w Dżakarcie, gdyż ma on podłoże rasowe. Indonezyjczycy są rasy żółtej, a Papuasi czarnej. Według ostrożnych szacunków zginęło tam już 70 tys. osób, a niektórzy twierdzą, że 5 razy więcej. 

Danie, które dzisiaj Wam przedstawię, jest właśnie stamtąd. Nieprzypadkowo.

Właśnie trwa konflikt na Ukrainie. Konflikt, w którego podłoże jest podobne. Silniejsze państwo, chce podporządkować sobie słabsze, czyniąc z niego swoistą prowincję. Konflikt, w którym, co nie jest niczym niezwykłym, giną cywile, a kolejni uciekają. W związku z powyższym doszło do niespotykanej do tej pory międzynarodowej solidarności, zarówno pro ukraińskiej jak i antyrosyjskiej. Każdy walczy jak może, nawet w Internecie i pomaga jak może. I super. Tak powinno być!

Są również głosy krytyki. Prorosyjskie trolle zgodnie z zasadą "A u was Murzynów biją" próbują udowodnić, że Rosja nie jest zła, bo USA jest gorsze. Czy gorsze, czy nie gorsze, mówienie o tym w kontekście agresji Rosji, jest tylko próbą jej wybielania. W ogóle jak już ktoś zaczyna swój wywód od "Jestem przeciwko agresji Rosji, ale...", to już możecie wyłączyć :) Malkontenci mówią, że Polakom się nie pomaga, choć gro tychże, nawet sąsiadce drzwi nie potrzymało. Inni narzekają, że ludzie nie pomagali innym ofiarom, to też tym nie powinni, bo to obłuda. No właśnie, nie. Bardzo dobrze, że pomagają i liczę na to, że będą pomagać więcej. Dobrze, że pomagają, źle jeśli na tym poprzestaną. Dlaczego tak myślę? Dlatego, że wielu ludzi chce pomagać, a choćby dlatego, żeby się tym potem na fejsie pochwalić, a z psychologicznego punktu widzenia chcą być bohaterami. Chce, ale nie wie jak. To, że cała akcja została rozpropagowana przez TV, pomogło im się dowiedzieć jak. Dla większości ludzi to pudełko, które mają w domu jest źródłem całej wiedzy o świecie. Dzięki temu TV wiedzą, że jednym uchodźcom się nie pomaga, bo na tamtych to my napadliśmy, a innym pomaga, bo napadli inni. 

Ludzie zobaczyli jak można być bohaterem nie wychodząc z domu tylko dzięki temu, że bojkotuje się rosyjskie towary i torpeduje rosyjskie strony. Dlatego właśnie należy mówić o różnych innych miejscach, w których ludzie są mordowani w sposób zorganizowany, czy to przez Turcję (o Turcji i Kurdach pisałem tutaj), czy Izrael, czy USA, czy tak jak tu Indonezję. Mam nadzieję, drogi czytelniku, że na fali ostatnich wydarzeń, nie będziesz mówił, że Indonezja jest spoko, bo mają miłych ludzi i dobry tempeh.

Danie, które przygotowałem to danie Papusaów. Oryginalnie z sago. Ciężkie do dostania, ale można zaimitować to za pomocą dostępnej u nas mąki z tapioki. Dodałem trochę zmielonej kaszy gryczanej dla koloru.

Składniki:

- mąka z tapioki
- mąka gryczana
- orzeszki ziemne
- owoce, warzywa


Wykoananie:

Do Mąki z tapioki dodajemy trochę gryczanej. Robimy naleśniki, do których dajemy orzeszki i jakieś owoce. Składamy naj na zdjęciu.

czwartek, 24 lutego 2022

Pączki (prawie) tradycyjne

Świętowanie w postaci zajadania się na tzw. przednówku jest mniej więcej tak stare jak kultura agrarna. Od tego momentu nie musimy już tak bardzo oszczędzać zimowych zapasów, bo za chwile będą nowe. Świętowano tak niemal w całej Europie.
W Polsce mamy dodatkowo bardzo fajną tradycję odnośnie łakoci w tzw. Tłusty Czwartek. Mianowicie wywodzi się ona od pewnej legendy, gdzie krakowski Burmistrz był bardzo niedobry dla ludzi i jak tylko zmarł, to w dzień jego śmierci ludzie zrobili sobie wielką uliczną ucztę z łakociami. Sam Comber, bo tak miał się nazywać, był prawdopodobnie postacią fikcyjną, za to burmistrz, który znęcał się nad poddanymi już nie. Generalnie nic tak nie cieszy jak to, że jakaś menda, która krzywdziła innych opuściła ten świat, dlatego jest to jedno z moich ulubionych świąt w roku.
Postarałem się odwołać do starych słowiańskich tradycji, gdzie celebrowano taki dzień drożdżowymi pączkami nadziewanymi różnymi dostępnymi rzeczami, ale nie konfiturą. Pączki nie były smażone, tylko pieczone. Do środka wsadziłem to czego używano w przypadku wzbogacania potraw, czyli orzechów, które zbierało się w lasach. Do ciasta wsadziłem grykę.
Za to niekonsekwentnie polałem czekoladą, która przyjechała do nas z Ameryki. Za to czekoladą odpowiednią dla epoki, bo gorzką z dodatkiem chili.

Składniki:
- mąka
- drożdże instant
- kasza gryczana
- orzechy laskowe
- olej
- gorzka czekolada
- chili


Wykonanie:
Kaszę gryczaną gotujemy i podsmażamy. Do mąki dodajemy drożdże, kaszę gryczaną i mieszamy. Dodajemy oleju i wody, wyrabiając zbite ciasto, które nie będzie kleić się do rąk. Odstawiamy aż trochę  urośnie. Bierzemy kawałki ciasta, robimy płaskie krążki, do których wkładamy kilka orzechów, zlepiamy i formujemy kulki. Wkładamy do nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza piekarnika aż się zarumienią, czyli 10-15 min.
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i polewamy upieczone już pączki. Posypujemy chili zanim ostygnie.

P.S.

Tak naprawdę to zrobiłem takie pączki, bo jestem na antybiotykoterapii i lekarz zalecił mi dietę nisko węglowodanową. Pomyślałem sobie, ze tego dnia może być ciężko, ale chociaż z cukru zrezygnuję. Upiekłem, bo olej jest już droższy od paliwa :)

środa, 22 grudnia 2021

Cieszyńskie ciastka wigilijne

Dawno, dawno temu, jak już człowiek zaczął ogarniać tak bardziej co się dzieje wokół niego, to zauważył pewne cykliczne prawidłowości związane z ruchem ziemi (w tym momencie wszyscy płaskoziemcy mogą przestać czytać :) ) Pierwsze co zauważył, to cykl dnia i nocy, zwłaszcza, z uwagi na uwarunkowania fizyczne, co do zasady noc nie była dla niego momentem komfortowym. Później zauważył, cykl pór roku, a także, że zależnie od pory roku zmieniają się relacje długości dnia do długości nocy, a także moment w którym to się zmienia. Tu konkretnie mowa o momencie, w którym każdy następny dzień zaczął być dłuższy od poprzedniego, czyli moment zimowego przesilenia, który ostatecznie został początkiem nowego roku. No bo gdzieś musiano postawić moment odniesienia.

Jak już zaczął jeszcze bardziej ogarniać, czyli kiedy z kultury zbierackiej przełączył się na agrarną, zaczął łączyć uprawy z wyżej wspomnianym cyklem. Skoro to ilość słońca odpowiadało za plony, wypadało świętować ten początek roku solarnego właśnie wyżej wspomnianymi plonami i tak narodziła się tradycja uczty złożonej z pokarmów zbożowych. Tradycje bywały mniej lub bardziej rozwiniętej, między innymi pisałem już kiedyś TUTAJ o rodowodzie świątecznych symboli, ale póki co skupmy się na takich obchodach podstawowych, czyli kwestii mało duchowej, a bardzo technicznej.

Dlatego to święto jest właśnie dla KAŻDEGO, bo o ile można wierzyć, bądź nie wierzyć w jednego z kilku tysięcy bogów, albo nie wierzyć w żadnego, to KAŻDY ogarnia swoją percepcją cykl solarny oraz musi jeść, a to właśnie na cześć powyższych jest to święto.
Z czasem pojawiały się nowe tradycje i tak wplotłem tu 3 kolejne:

  1. Ilość potraw. Zasadniczo mamy tu dwie szkoły. Do całkiem niedawna była tradycja, że ilość potraw musi być nieparzysta, z czego zaczynało się od 5. Czyli najbiedniejsze domy miały 5, lepsze 7, a już na dworach było 11. To kryzysowy blog więc będzie 5 :) Z czasem, z uwagi na to, że 12 jest liczbą dostatku, miało się tych potraw pojawiać 12. Jako, że to kryzysowy blog, to zrobimy liczbę odpowiadającą niedostatkowi, czyli 6. Z czego bardziej skłonimy się jednak do tej tradycji sprzed kilkudziesięciu lat o liczbie nieparzystej, bo ta szóta to taka jakby nie do końca potrawa.
  2. I tu płynnie przechodzimy do wódki. jak pisałem rok temu TUTAJ, czytając literaturę naukową z XIX wieku, wódka była nieodłącznym elementem każdej wieczerzy wigilijnej. Raz, że jest produktem zbożowym, a dwa w strefie kulturowej, w jakiej się znajdujemy, jest nieodłącznym elementem wspomagającym świętowanie.
  3. Ciastka cieszyńskie. Jest to tradycja, jak sama nazwa wskazuje ze Śląska Cieszyńskiego (podobno niczym kotlet schabowy, pochodzi od Habsburgów), która kładzie nacisk na pewną wspólnotowość związaną z obchodzeniem tego święta - nie zawsze chodzi tu o rodzinę. W skrócie chodzi o to, że każda z osób, które przychodzi na imprezę, przynosi własną wersję ciastek. Dzieje się tak dlatego, bo raz, że ciastka są dość misternie wykonane, a dwa, co wiąże się, z poprzednią kwestią, każdy ma inny przepis i pomysł na ich zrobienie, dzięki czemu nie ma opcji, żeby ciastka się powtórzyły.
Z tym, że ja postanowiłem podnieść poprzeczkę i wszystkie ciastka zrobiłem w wersji wytrawnej, a nie słodkiej. Tym bardziej, że czytając na stronie Ministerstwa Rolnictwa, mam w tej kwestii pełną dowolność:
Kształt:
Kształt ciasteczek zależy od pomysłowości gospodyni – mogą to być kuleczki, koniczynki, serduszka, baryłki, ule, księżyce, kostki etc.

Rozmiar:
Ciasteczka są drobne: ich wielkość waha się w granicach 2-3 cm.

Barwa:
Ciasteczka mają kolor złoty w przypadku ciasta kruchego, orzechowego i ciasta ze smalcu bez dodatku kakao; w przypadku ciasta piernikowego przybierają kolor ciemnobrązowy.

Konsystencja:
Ciasteczka są kruche, delikatne, łamliwe.

Smak:
Smak i zapach ciasteczek zależy od rodzaju ciasta i dodatków. Inaczej smakują ciasteczka orzechowe, inaczej – z ciasta kruchego przekładane powidłami, a jeszcze inaczej – ciasteczka z płatków owsianych i budyniu.

Orzeszki:

Składniki:

- 3 szklanki mąki
- kostka margaryny
- pół szklanki wody
- łyżeczka proszku do pieczenia
- duża szczypta soli
- orzechy

Wykonanie:

Ze wszystkiego prócz orzechów ugnieść kruche ciasto. 
Orzechy zmiksować.
Wsadzić małe kulki ciasta do foremek w kształcie łupin orzechów i upiec. Ja mam takie w kształcie patelni, więc piekę na gazie kilka minut. 
Do każdej z upieczonych połówek włożyć zmiksowane orzechy i złączyć, żeby wyglądały jak całe orzechy, a nie rozłupane :)

Grzybki:

Składniki:
- 3 szklanki mąki
- kostka margaryny
- pół szklanki wody
- łyżeczka proszku do pieczenia
- duża szczypta soli
- suszone grzyby

Wykonanie:

Grzyby zmielić na proszek, a następnie ze wszystkich składników ugnieść ciasto. Rozwałkować i wykrawać ciastka w kształcie grzybów. Pieczemy ok 15-20 minut w nagrzanym do 180 stopni Celsjusza piekarniku.

Orzechowe kółka

Składniki:
- 3 szklanki mąki
- kostka margaryny
- pół szklanki wody
- łyżeczka proszku do pieczenia
- duża szczypta soli
- orzechy włoskie

Wykonanie:

Orzechy rozłupać, ale tak, żeby nie uszkodzić miąższu, a konkretnie będą potrzebne połówki zawartości.
Z pozostałych składników ugnieść ciasto. Rozwałkować i wykrawać kółka literatką lub kieliszkiem. W każdym razie szklanka będzie za duża.
Na kółka kłaść połówki orzecha.
Piec w nagrzanym do 180 stopni Celsjusza piekarniku około 15-20 minut.

Wężowe oczka

Oryginalnie się to nazywało bawole oczka, nie mam pojęcia czemu, ale włożenie migdała raczej upodabnia je do oczek gadzich, ew. kozich.

Składniki:

- puszka fasoli
- 1/3 kostki margaryny
- pół szklanki wiórek kokosowych
- łyżka curry
- migdały

Składniki:

Cztery pierwsze składniki zmiksować razem. Uformować kulki, w które następnie włożyć migdały.

Marchewkowe ogniki

Składniki:

- cienka marchewka
- olej
- migdały

Wykonanie:

Marchewkę obieramy, kroimy na kawałki i obtaczamy w oleju.
Pieczemy w nagrzanym do 180 stopni Celsjusza piekarniku, aż zaczną się przypiekać. Tu zależy od wielkości, więc radze pilnować.
Migdały wkładamy, żeby wyglądały jak świeczki z płomieniem.

Wódka

Cytując klasyka: Wódeczka ma być zimna i gęsta, jak sok z wiadomo czego :)

środa, 25 listopada 2020

Liang mian

O Tajwanie już pisałem trochę tutaj i nie będę się rozwodził po raz kolejny, bo dzisiaj robiłem ogromne porządki i ułożyłem swoje gry w kolejności alfabetycznej, ze względu na to, że dotychczasowy porządek gatunkowy się nie sprawdził i przez to, że niektóre gatunki są płynne, nie mogłem znaleźć co niektórych pozycji. Spowodowało to uszczuplenie zasobów czasu, a o fanów trzeba dbać :)
W każdym razie kolejne danie z Tajwanu.
To jest niby zimny makaron, ale zalecają, żeby jednak był lekko ciepły.

Składniki:
- zupka błyskawiczna typu "chińska"
- orzechy
- jakieś warzywo jadalne na surowo


Wykonanie:
Makaron z zupki zalewamy wrzątkiem, czekamy aż spuchnie i odlewamy wodę.
Orzechy miksujemy z zwartością saszetek, które prawdopodobnie były w zupce.
Warzywo, najlepiej jakbyśmy pokroili julienne, ale jak się komuś nie chce, tak jak mi, to może zetrzeć na grubej tarce.
Propozycja podania na obrazku.

sobota, 21 marca 2020

Naleśniki z kremem z włoskich orzechów czyli Maslenica

Kiedyś rozmawiałem z psychiatrą, do którego przyszła pani twierdząca, że wchodzi w interakcje z diabłem. Lekarz wysłał ją na egzorcyzmy. Zapytałem czy to pomogło. Odpowiedział, nie ważne, ważne, że jej pomogło. 

Miniona noc była tak samo długa jak dzień. Takie zjawisko nazywamy równonocą. Potem dni stają się coraz dłuższe. Dlatego ludzie, obserwując również to co się dzieje w naturze, wierzyli, że świat się odradza. Co za tym idzie, jedną z tradycji ludowych była Maslenica, czyli świętowanie nie tylko całego dnia, ale tygodnia poprzedzającego, spożywaniem, przypominających słońce naleśników, w ilościach niestandardowych. Warto ten zwyczaj praktykować, gdyż, z uwagi na epidemię, potrzebujemy tego, aby świat się odrodził. Czy to nam pomoże? Z naukowego punktu widzenia w ogóle, ale nam pomoże się lepiej poczuć przez jakiś czas. 

W samych folklorystycznych gusłach ludowych czy to paleniu kukły, składaniu ofiar z jedzenia, okadzaniu ziołami czy kropieniu wodą przez kapłana nie ma nic złego, a także dostrzegam pewien zbawienny wpływ na nastrój człowieka pod pewnymi warunkami:
  • nie uważamy ich za bardziej skuteczne niż naukę
  • nie przeszkadzamy nauce, tj. nie występujemy takowymi przeciwko zaleceniom naukowym
  • nie przeszkadzamy nikomu

Zgodnie z ludowym zwyczajem postanowiłem sobie przygotować naleśniki z masłem orzechowym, wyrobionym z orzechów, oczywiście włoskich :) których dwie skrzynki stoją u mnie w kuchni i czekały właśnie na ten moment, kiedy będę uziemiony w domu.

Orzechy przydadzą Wam się w tym czasie, gdyż mają sporo cynku i wapnia poprawiającego odporność, magnezu i żelaza, które poprawią Wasze samopoczucie. No i przede wszystkim pamiętajcie: zgodnie z zaleceniami - to bakterie się głodzi, WIRUSY SIĘ KARMI.
Mąkę to pewnie wszyscy macie - widziałem w sklepach :)

Składniki:
- mąka
- olej
- orzechy włoskie
- cynamon


Wykonanie:
Z mąki i wody robimy lejące się ciasto do którego dajemy trochę oleju, a następnie smażymy naleśniki.
Orzechy rozłupujemy i miksujemy dodając trochę oleju i szczyptę cynamonu, chyba, ze ktoś nie lubi, to może bez. Mnie osobiście ten lekko gorzki smak odpowiada, dlatego nie ściągałem łupinek.

środa, 6 listopada 2019

Purée wyprawowe w Pieninach

Parafrazując, powiedziałbym nawet bardzo mocno parafrazując, jeden ze słynniejszych cytatów Hamleta:
Picie w Szczawnicy, czy szczanie w piwnicy, oto jest pytanie.
Taka idea przyświecała wyjazdowi, tym bardziej, że wyjazd był logistycznym wyzwaniem, gdyż w jednym mieście miały się spotkać różne osoby podróżujące różnymi środkami transportu, w tym samym czasie, w celu kontynuowania podróży samochodem. Mi przypadł pociąg i to było właśnie słabe ogniwo w naszym planie. W zasadzie to sprawa oczywista, ale jako ktoś kto rzadko jeździ pociągami, zupełnie zapomniałem, że jest to powszechne, a mianowicie pierwszy pociąg się ... spóźnił :) Skoro pierwszy się spóźnił to i nie było możliwości zdążyć na drugi. Na szczęście zgodnie z manifestem Agile, udało się zmienić miejsce zbiórki.

Plan był taki:
  • przyjazd do Szczawnicy 
  • noc w schronisku pod Bereśnikiem
  • dojście żółtym szlakiem do Łącka
  • przejazd z Łącka do Krościenka
  • dojście na 3 Korony
  • noc w schronisku
  • zejście do Szczawnicy
Do pierwszego schroniska wchodziliśmy po ciemku, za to z samego rana czekały nas niezłe widoki. Zawsze powtarzałem, ze Tatry dobrze podziwia się z odległości :)


Żółty szlak to typowa beskidzka droga przez las. O tej porze roku usłany pomarańczowymi liśćmi z odrobiną śniegu. Do pierwszego skrzyżowania ludzi brak. Nagle zabrakło oznaczeń. Są za to ścięte drzewa. Prawdopodobnie zostało ścięte to na której był znak :) Efekt wybór nieodpowiedniej drogi. Nic się nie stało, bo wioska w środku niczego, bez zasięgu telefonów, w której są 4 domy też ma swój urok.Niestety takich znaków jak ten, nie było za dużo :)



Jako, że filozofia Agile towarzyszy nam od początku, nie było problemem wybrać nową trasę. Tak pokrętnymi drogami znaleźliśmy się w końcu w Krościenku. Teraz tylko, po ciemku rzecz jasna, dojście do Trzech Koron. No i najważniejsze - patrzeć pod nogi!


Tutaj obiadokolacja. Co prawda jest zimno i rzeczy w plecaku się nie psują tak łatwo, ale trzeba mieć na uwadze, że jednak w schroniskach jest ciepło, o ile nie jest to Chatka Puchatka ;), więc proszki rządzą, przy okazji dbając o bilans składników odżywczych. Tu wjechały orzechy. Jabłka z kolei miały rozbujać ten nudny smak :) Połączenie składników zgodne z kryterium zarówno regionalnym, jak i sezonowym :)

Składniki:
- puree ziemniaczane instant
- orzechy włoskie (w tym roku nie było ich tyle jak rok wcześniej, ale też sporo)
- suszone jabłka pokrojone w kostkę


Do wrzątku wsypujemy puree. Mieszamy, dodajemy orzechy i jabłka i jeszcze raz mieszamy.

Z uwagi na porę roku, a także obecność gór, nie trzeba było wcześnie wstawać, żeby załapać się na wschód słońca.


Jeśli chodzi o widoki, to tutaj już zdecydowanie inaczej. Abstrahując od głównej gwiazdy - Trzy Korony, uważanej przez niektórych turystów za najwyższy szczyt Pienin


to są tam bardzo ładne trasy, co niestety, jak i to, że w ich okolice można podjechać samochodem jest ich wadą, jeśli wiecie o czym mówię ;)





Orzechowe love


Owoce jesieni

Owoce jesieni

czwartek, 10 października 2019

Gruzińska łódź podwodna

Zważywszy jaka była forma kanapek w PRL oraz ich rola, utarło się, że kanapka - kawałek pieczywa z dodatkami, nie może być pełnoprawnym, a już w ogóle wykwintnym daniem. No chyba, że jest to pizza, ale o Włochach, jako geniuszach marketingu pisałem już wiele razy. 
Inaczej rzecz ma się w pozostałych zakątkach świata i tak np. w takich Stanach Zjednoczonych Ameryki wczoraj był dzień poświęcony kanapce, którą nazywają łodzią podwodną, z angielskiego submarine. Z takich kanapek słynie pewna znana w Polsce sieciówka, która ma to nawet w swojej nazwie :) Skąd ta nazwa? Spójrzcie na taką kanapkę, potem na łódź podwodną i znów na kanapkę. Jak dalej nie wiecie czemu, to przyglądajcie się dalej.
W Gruzji mają taką sałatkę - pchali, z tym, że dość osobliwie podaną. Są to różne warzywa zmielone z orzechami. Właściwie jesteśmy tu ograniczeni własną wyobraźnią, bo możemy ją zrobić z bardzo wielu składników, a i podać ją możemy na rozmaite sposoby. Od podania w pojemniku, przez rozsmarowane na pieczywie, po ulepione kulki. 
Postanowiłem ją wykorzystać do zrobienia mojej wersji kanapki, tym bardziej, że Gruzja, mimo tego, że leży nad morzem, nie ma w swoim posiadaniu okrętów podwodnych.

Składniki:
- buraki
- fasola szparagowa zielona
- szpinak świeży
- orzechy (najlepiej włoskie)
- ocet
- półbagietka



Wykonanie:
Buraki gotujemy i miksujemy z orzechami. Dodajemy trochę octu i formujemy kulki.
Fasolkę gotujemy, a szpinak parzymy wrzątkiem. Miksujemy razem z orzechami i oczywiście odrobiną octu.
Bułkę kroimy wzdłuż, smarujemy masą zieloną, wkładamy czerwone kulki i jeśli nie jest dla Nas wystarczająco kwaśne, możemy dodać musztardy.

piątek, 4 stycznia 2019

Kulinarne trendy 2019 i ich ucieleśnienie

Jak co roku, tak i na początku tego, będzie wpis o trendach kulinarnych, które miałyby w nim obowiązywać? Skąd wiem jakie to będą? Odpowiedź jest prosta - NIE WIEM. Mogę co najwyżej oszacować prawdopodobieństwo ich wystąpienia. W nauce istnieją takie dwa stany. Stan niepewności, kiedy nie mamy żadnych danych dotyczących sytuacji oraz stan ryzyka, gdzie mamy bardzo dobre dane i jesteśmy w stanie oszacować wystąpienie jakiegoś zjawiska z pewnym prawdopodobieństwem na podstawie zebranych danych. Dlatego też przedstawię Wam trendy, które są wysoce prawdopodobne, gdyż dane na ich temat zostały zebrane przez odpowiednie instytucje,  które wyniki swoich badań, razem z metodologią, umieszczają w publikacjach branżowych, ale nie jestem w stanie stwierdzić tego na pewno, bo nie jestem wróżką. Z tym, że nawet profesjonalna wróżka przepowiada przyszłość również na zasadach największego prawdopodobieństwa - "widzę, że kiedyś było źle, ale wkrótce będzie dobrze, a w tym miesiącu będzie jakiś mały konflikt i spotkasz ciekawą osobę".
Klasycznie zrobię listę tych trendów, a także zapodam przepisem, który w jakiś sposób miałby się do nich dostosować.

  • gotujemy sami - nastała moda na bycie "foodie". Zaczynamy bardziej interesować się jedzeniem, a także samym procesem jego przygotowywania. W biurach ludzie zaczynają się prześcigać w kulinarnych ciekawostkach i chwalić tym co przygotowali w domu. Wyniki widać nawet w internecie, gdzie ilość blogów kulinarnych rocznie prawie tak szybko jak młodocianych youtuberów.
  • jemy etycznie - coraz więcej ludzi rezygnuje z mięsa. Z jednej strony dlatego, że taka postawa jest promowana, a promowana jest nie tyle z dobrego serca, co dlatego, że mięsa kiedyś może zabraknąć, a o ile nie będziemy mieli innych nawyków żywieniowych, to mogą być z tego powodu nawet wojny. Z drugie strony mamy trend długoterminowy, rozpoczęty przez humanizm, kiedy poszanowanie życia ludzkiego (a czasem i nieludzkiego) staje się z roku na rok coraz większe,  który zaowocował tym, że pomimo pewnych incydentów, odsetek przedwczesnych zgonów podczas codziennego życia jest znacznie mniejszy niż wiele lat temu. Wszelkie zamienniki mięsa to jest to co będzie królować.
  • jemy zdrowo - to czy nam to wychodzi czy nie, to jedna sprawa, ale generalnie bardziej interesujemy się tym co jemy i jak dostarczyć odpowiednich dla nas wartości odżywczych, zwłaszcza przy aktywności fizycznej, która idzie z tym w parze, zwłaszcza w styczniu
  • zbilansowane energetyczne dania - które łatwo daje się przenosić. Ma to związek głównie z aktywnością fizyczną, o której pisałem w poprzednim punkcie, a co do niej zaliczamy, również piesze wędrówki.
  • cannabis - abstrahując od zdrowotnych kwestii pozakulinarnego spożywania konopi, które są przedmiotem bardzo prężnie prowadzonych badań, dostrzeżono również jej kulinarne właściwości. Bardzo częsty składnik wyżej wspomnianych przekąsek.
  • kiszonki - ostatnio sobie wszyscy przypomnieli, że jelita są tak samo ważne jak mózg i musi być w nich odpowiednia równowaga, żeby cały organizm był zdrowy. Pomagają przy tym odpowiednie bakterie zawarte w kiszonkach. Zrobiło się to tak modne, że smak kwaśny będzie smakiem tego roku. Nawet jeśli niekoniecznie pochodzący z kiszonek. Nam się to nie wydaje nic niezwykłego, ale jest wiele krajów, które kiszonki uznają za zepsute jedzenie.
  • grzyby - z perspektywy Słowian czyli tzw. grzybojadów, to również nic niezwykłego, ale zasadniczo wzrasta ich spożycie. Tym bardziej, że niektóre wykorzystuje się do zamienników mięsa wspomnianych powyżej.
  • nie marnujemy - kontynuacja trendu z ubiegłego roku, zwłaszcza w kontekście palonych wysypisk
Jeśli chodzi o kwestie podrobienia mięsa to ten trend zaczął się już dwa lata temu i wtedy właśnie sporządziłem danie ze sztucznym mięsem. W następnym wyprawowym wpisie zrobię coś ciekawego w tej kwestii, a teraz zrobiłem coś, co w największym stopniu odpowiada wyżej wspomnianych trendom. Niestety jeśli chodzi o konopie, to użyłem jedynego materiału dostępnego w naszym kraju, czyli nasion. Robiłem kiedyś zupę z nasion, ale tym razem użyję mąki. Polecam ją jednak kupić chyba, że macie na stanie super młynek. Ja kiedyś próbowałem sam zmielić, ale niestety tam są dość twarde łupiny więc przy słabym sprzęcie będziecie mieli problem na wejściu, a na wyjściu jeszcze gorzej :) Kolejne zdjęcie z cyklu #smutnejedzeniewpracy
Mąka konopna i orzechy są idealne dla osób, które są aktywne fizycznie, a ogórki kiszone bardzo dobrze komponują się z masłem orzechowym.

Składniki:
- mąka
- mąka konopna
- orzechy (jakie nazbieraliście, mogą być nawet włoskie, na które był urodzaj w tym roku)
- ogórki kiszone


Wykonanie:
Do mąki dodajemy trochę mąki konopnej i dolewamy wody, aby powstało nam lejące się naleśnikowe ciasto. Niestety mąka konopna się tak dobrze nie klei, dlatego baza musi być z jakiejś innej mąki. Smażymy cienkie naleśniki. 
Smarujemy je masłem orzechowym, na które kładziemy plasterki ogórka. Zaginamy dwa końce, a następnie rolujemy prostopadle do tych zagięć. Idealne do pracy lub w podróży. 


piątek, 22 grudnia 2017

Kryzysowa wigilia - tradycyjna.

Tradycja to obyczaje właściwe dla określonej grupy społecznej, które są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dla wielu z Was jest ważna tak bardzo, jak dla Tewje Mleczarza. Tradycja podlega, jak to się fachowo mówi, ustawicznemu doskonaleniu. Wynika to z faktu, że zmieniają się warunki, w których przyszło im istnieć i nie ma sensu utrudniać sobie życia. Bywa i tak, że pewne tradycje były aktualne kiedyś, a nie są już aktualne dziś. Tak jak ta, o której opowiadała anegdota z przycinaniem mięsa po dwóch stronach, przed pieczeniem. Czasem tradycje się ścierają. Co do tego, że wigilijna wieczerza jest tradycją, jesteśmy zgodni. Potwierdza to nawet Tłoczyński, bohater filmu Miś, autor słynnego monologu. Natomiast przyczyny owej bywały różne.
Najstarsza była związana z nowym rokiem. Zanim wymyślono kalendarz z jakim teraz mamy do czynienia, mierzono czas na podstawie pewnych regularnych prawidłowości, które odbywały się w przyrodzie. Na potrzeby tego artykułu i jako, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, nazwijmy go ruchem słońca. Początek nowego roku przypadał na moment, w którym dni stawały się coraz dłuższe, albo jak to poetycko stwierdzono, "słońce wygrało nad ciemnością". Takie okazje były powodem do świętowania. Zaryzykuję stwierdzeniem, że to najstarsze święto znane ludzkości.
I tak to się toczyło długie lata, ludzie cieszyli się, że przeżyli jeden rok. Dziękowali, prosząc jednocześnie, aby kolejny był dobry. Potem nastąpił okres migracji kultury z Bliskiego Wschodu na nasze ziemie i nastąpiło starcie kultury europejskiej i azjatyckiej. Początkowo ta druga próbowała przeforsować swoje święto na początku stycznia, ale ostatecznie musiała pójść na kompromis i zaadoptowała istniejące święto do swoich celów. Tak powstało Boże Narodzenie.
Jakiś czas to sobie funkcjonowało, aż nastąpiło kolejne starcie tradycji i w miejsce duchowej abstrakcji wszedł namacalny konsumpcyjny materializm. Podobnie adaptując istniejące już święto.

Chciałbym się tym razem cofnąć do tej najstarszej tradycji, oczywiście poddanej doskonaleniu, ale dobrowolnym, a nie w wyniku starcia.
Tradycyjnie powinno być 12 dań, tyle ile jest miesięcy w roku, no bo w końcu to on jest naszym punktem odniesienia, ale kryzys to kryzys i zgodnie z tradycją przyjętą na tym blogu, i zwyczaju gdzie status materialny decydował o ilości dań, będzie 6.



Zupa grochowa z grzybami


Można było w bardzo prosty sposób zmierzyć czy rok był dobry czy zły. Decydowała o tym ilość plonów. Dlatego właśnie na potrawach zbożowych skupiano się podczas tej wieczerzy. Ryby przyszły dopiero w wyniku pierwszego starcia tradycji, o którym pisałem, kiedy na te tereny wkroczyło z Azji chrześcijaństwo.
Podczas tych wieczerzy zostawiano też puste miejsca wierząc, że przyjdą na nią nasi przodkowie. Wszak do przodków miano ogromny szacunek, ze względu na to, że sprowadzili nas na ten świat. Problem był w znalezieniu wspólnego języka. Należało się wprowadzić w pewien trans, używając substancji psychoaktywnych. Stąd w tradycji wigilijnej mamy grzyby, w które, mam nadzieję, każdy się zaopatrzył w sezonie i wysuszył, bo obecnie w sklepach są dość drogie.
Postarałem się zrobić ją również tylko ze składników dostępnych w tamtych czasach.

Składniki:
- groch
- seler
- pietruszka
- grzyby suszone
- pieprz ziołowy

Wykonanie:
Groch moczymy kilka godzin. Pietruszkę, seler i grzyby gotujemy w wodzie. Kiedy się ugotują, warzywa wyciągamy. Dodajemy wypłukany groch i gotujemy aż zmięknie. Doprawiamy solą i pieprzem ziołowym.

Carpaccio z pieczonego buraka z sosem jałbkowym

Niby jakieś carpaccio, ale składniki tradycyjne. Według wierzeń jabłka i buraki gwarantowały zdrowie. W nowym roku chyba chcemy być zdrowi, co nie?

Składniki:
- buraki
- jabłka 
- olej rzepakowy

Wykonanie:
Buraki obieramy i pieczemy w piekarniku w temperaturze 180 stopni. Ile czasu, zależy od wielkości. po godzinie proponuję sprawdzać. Jabłka też obieramy, ale trzemy na drobnej tarce. Jabłka mieszamy z olejem, a buraki kroimy na cienkie plasterki. Ja podałem jak widać na talerzu po lewej, ale może będziecie mieli lepsze pomysły.

Szczodraki ze śliwkami suszonymi

Kiedyś to święto nazywane było Szczodre Gody. Na pamiątkę tego, w niektórych częściach kraju jada się małe bułeczki zwane szczodrakami. Zazwyczaj są drożdżowe, ale ja zrobiłem na zakwasie. I to gryczanym :)

Składniki:
- kasza gryczana niepalona
- śliwki suszone

Wykonanie:
Kaszę zalewamy taką ilością wody, aby tylko ją przykryć. Moczymy przez dobę w ciepłym miejscu. Następnie wszystko miksujemy i zostawiamy na kilka godzin. Ciasto jest dość płynne, dlatego musimy użyć foremek. Jajowate foremki napełniamy do połowy masą, kładziemy śliwkę, albo dwie i przykrywamy tą samą masą. Wkładamy do nagrzanego na 180 stopni piekarnika. Powinno wystarczyć 15 minut.

Bliny owsiane z makiem

Bliny to jedna z najstarszych form pieczywa, a mak to też bardzo stara forma narkotyzowania się,  choć nie typowa dla Europy. Trafiła do nas z tego samego miejsca co chrześcijaństwo, czyli Bliskiego Wschodu. Jak już wspominałem wcześniej, trzeba było niegdyś doprowadzić się do pewnego stanu, aby nawiązać kontakt z zaświatami. Stąd ten mak na wigilijnych stołach. Obecnie mak, w wyniku jakiejś paranoi jest pozbawiony "mocy", gdyż ustawodawca naiwnie myśli, że przy takiej dostępności do narkotyków, komuś się będzie chciało w domu robić heroinę. Nie byłoby to takim problemem, gdyby nie fakt, że stracił on też swoje walory smakowe.

Składniki:
- płatki owsiane
- mak

Wykonanie:
Płatki owsiane mielimy na proszek. Dodajemy mak i tyle wody, aby powstało nam gęste, lejące się naleśnikowe ciasto. Nalewamy na patelnie i smażymy małe placki.

Kutia
Była to tak wypasiona potrawa, że symbolizowała dostatek. Wszystkie najlepsze dary natury w jednym. Co prawda kasza jaglana jest znanym symbolem biedoty, ale stała się nią znacznie później. Obecnie zresztą wraca do łask. Tu w towarzystwie darów lasu. Miód, który niegdyś zbierano i orzechy.

Składniki:
- kasza jaglana
- mak
- miód
- orzechy laskowe

Wykonanie:
Kasze jaglaną gotujemy, a następnie mieszamy z pozostałymi składnikami.

Piwo

Piwa nie zrobiłem, tylko kupiłem. Nie jestem jeszcze na tym etapie :) Piwo było tradycyjnym napojem. Najnowsza teoria antropologów mówi, że początkowo ziarno było uprawiane właśnie po to aby produkować napoje, a nie chleb :)

Jak widzicie powodów do obchodzenia wigilii jest wiele. Główny to taki, że to najstarsze święto znane ludzkości. Część obchodzi ze względów religijnych. Natomiast zagorzali miłośnicy wyższości nauki mogą sobie powiesić jabłko na drzewie z okazji urodzin Izaaka Newtona.

Jak to mawiają na zachodzie. Happy Holidays :)