Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 czerwca 2026

Smażone gyoza

Ten sposób podawania pierogów gyoza podejrzałem w Kioto. Co prawda niezbyt miło wspominam ten bar, bo naliczono mi więcej do rachunku. Ogólnie w Japonii często dodawali do rachunku 10%, zwłaszcza w miejscach turystycznych, gdzie była podawana cena netto, a brutto było małymi cyferkami, ale tam w ogóle jakiś przekręt zastosowali i nagle zapomnieli języka angielskiego :) Przyznam szczerze, że jak na kraj, którego przedstawiciele sprzątają stadion, to wyjątkowo często byłem tam naciągany.
Najpopularniejszym numerem było podawanie cen netto jako głównych i jako wytłumaczenie było, że turyści nie płacą podatku, jeśli mają w paszporcie wizę. Przy kasie okazywało się, że może i nie płacą, ale sklep stosuje ulgę tylko przy zakupie powyżej 5000 jenów. Jakby tego było mało, niektóre produkty i nie pytajcie mnie o klucz, nie wchodzą w ten limit.
W każdym razie pierożki podawano tam zesmażane ze sobą z dodatkiem ciasta ryżowego, aby lepiej się kleiły. 

Składniki:

- pierożki gyoza
- mąka ryżowa



Wykonanie:

Pierożki układamy na patelni ciasno jeden przy drugim. 
Zalewamy rzadkim ciastem z wody i mąki ryżowej. Czekamy aż ciasto się zetnie i przekładamy na drugą stronę. 

środa, 13 maja 2026

Pierogi z młodymi liśćmi buku i grzybami

Może nie zawsze wygląda, patrząc na termometr, ale jest wiosna. Bardziej widać w lesie, kiedy wszystko zielenieje. Najpierw pojawiają się pąki, które też są jadalne, ale teraz skupimy się na liściach. Te stare bywają twarde, ale młode są całkiem smaczne. Nie wszystkie, ale taki buk, czy lipa to jeść śmiało.
Wybrałem się do lasu i nazbierałem trochę. Postanowiłem wzbogacić ich smak innymi płodami leśnymi, w postaci kurek, które miałem zasuszone z zeszłego roku i orzechów, również z zeszłego roku, ale nie suszonych.
Choć nie jestem fanatykiem pierogów (choć lubię), to na szybko wymyśliłem taką postać dania, oczywiście z parzonej mąki.

Składniki:
- młode liście buku
- kurki suszone
- orzechy laskowe
- mąka pszenna


Wykonanie:

Kurki zalewamy wrzącą wodą i odstawiamy na godzinę.
Orzechy rozłupujemy i kroimy w kawałki.
Kurki smażymy na patelni, dodajemy orzechy i pokrojone liście buku, podlewamy delikatnie wodą z kurek i chwilę dusimy.
Mąkę zalewamy wrzącą wodą, aby zrobił nam się taki glucik. Dosypujemy więcej mąki i wyrabiamy ciasto na pierogi takie, żeby można było je spokojnie rozwałkować.
Wykrajamy kółka, do których za pomocą łyżki wkładamy farsz z liści. Zlepiamy pierogi i gotujemy aż wypłyną.

sobota, 4 kwietnia 2026

Rurki z kiszonym czosnkiem niedźwiedzim

Jest taka roślina czosnek niedźwiedzi. Nazwa pochodzi od przekonania, że stanowi on pierwszy posiłek budzącego się ze snu niedźwiedzia, który wzmacnia się za pomocą jego zdrowotnych właściwości, a właściwości to on ma. Wspomaga odporność, działa przeciwgrzybicznie i jak naturalny antybiotyk. Z uwagi na wiarę, że niedźwiedź jest człowiekiem zaklętym w skórę zwierzęcia, to uznano, że musi mieć podobne upodobania.
Problem z tym antybiotykiem jest taki, że jego historia pokazuje słabość demokracji. Kiedy Francuzi za pomocą gilotyny obalili monarchię i przypomnieli światu o ustroju republikańskim mieli trochę inną wizję. Tym czasem w demokracji elity mają się dobrze i tak jak można sobie robić co się chce na wyspie miliardera, jeśli ma się wystarczająco dużo pieniędzy, tak okazuje się, że w przypadku osób o wystarczającej pojemności portfela czosnek nie jest już rośliną zagrożoną i za odpowiednią opłatą można zbierać go do woli. Reszta pospólstwa takich jak ja i pewnie Ty kochany czytelniku, ma do wyboru trzy opcje:
  • nie dać się złapać na nielegalnym zbieraniu,
  • zbierać w Czechach (ja mam tylko 70 km),
  • posadzić w ogródku.
Czosnek jest tylko wczesną wiosną, a chcemy się nim cieszyć cały rok, dlatego ja nazbierałem i ukisiłem po słoikach. Zawiozłem jeden słoik mamie na święta i jest zachwycona smakiem.

Składniki:

- liście czosnku niedźwiedziego,
- mąka
- śmietana
- sól


Wykonanie:

Czosnek pokroić na paski upchać do słoika i zalać gorącą wodą z solą w proporcjach jedna łyżka soli na litr. Zamknąć słoik i zapomnieć o tym na 2 tygodnie.
Z mąki i wody zrobić lejące się ciasto naleśnikowe. Usmażyć cienkie naleśniki.
Czosnek odsączyć i wymieszać ze śmietaną. 
Nakładać na naleśniki i zwijać w rurki.

sobota, 28 marca 2026

Rożki z kiszonymi jabłkami

Dzisiaj wyjazdowo. Niby wiosna, ale w sumie jest taka paskudna pogoda, idealna na złapanie jakiejś choroby, dlatego wypada wzmocnić odporność kiszonkami. Na ulubionym kierunku migracyjnym Polaków jest takie powiedzenie One apple a day keeps doctor away, ale złośliwi mówią One apple a day, you will die anyway, co ma oznaczać, że jabłka, choć zdrowe, nie są panaceum na wszystko. Niemniej jednak postanowiłem spróbować ukisić, tym bardziej, że kisi się tylko tydzień.

Składniki:

- jabłka
- cynamon
- sól
- mąka

Wykonanie:

Jabłka trzemy na tarce o grubych oczkach, mieszamy z odrobiną cynamonu, wkładamy do słoika i zalewamy roztworem soli (1 łyżka soli na litr wody). Zamykamy i czekamy tydzień.
Z mąki i wody robimy lejące się ciasto, z którego smażymy cienkie naleśniki. Kładziemy na nie kiszone jabłka i zawijamy w rożki


sobota, 13 grudnia 2025

Tagenites czyli starożytne naleśniki

Podobno pochodzą z V w p.n.e. i są przodkami naszych naleśników lub ołatków. Co to ołatki i czym się różnią od racuchów, pisałem tutaj.

Aby zrobić oryginalne musicie mieć grubo mieloną mąkę pełnoziarnistą i smażyć na oliwie, ale nie szalejmy tak bardzo. Już wystarczy, że polejemy miodem, ale możemy uwspółcześnić i albo użyć sztucznego, albo syropu.

Składniki:

- jakieś mąki
- jakieś mleko
- jakiś miód


Wykonanie:

Z mąki i mleka robimy gęste, lekko lejące się ciasto.
Wylewamy na rozgrzaną patelnie porcje ciasta i smażymy małe placki.
Polewamy czymś słodki na talerzu.

czwartek, 23 października 2025

Kryzysowy musakhan

Ostatnio czytelnik pisał, że mało przepisów wojennych. Mówisz- masz :)
Z uwagi na to, że jedzenie pełni jedną z najbardziej istotnych funkcji w naszym życiu, choć w przypadku katastrofy pełni funkcję elementu przetrwania, to pełni ją nie tylko w rozumieniu odżywienia organizmu i przetrwania fizycznego, ale i psychicznego.
Jedzenie w warunkach wojennych, zwłaszcza jedzone wspólnie, buduje wsparcie społeczności i może redukować PTSD.
Z uwagi na to, jedzenie jest często przygotowywane wspólnie przez małe społeczności w prowizorycznych schronach - piwnicach, w których ludzie spędzają czasem po kilka dni, a także w obozach dla uchodźców.

Jednym z takich dań jest kryzysowy musakhan. Musakhan to danie palestyńskie, które pomimo nieco mniej szczelnej blokady na towary żywnościowe nałożonej na strefę Gazy 20 lat temu przez siły Izraela, było w oryginalnej wersji dość popularne. Od czasu czystek przeprowadzonych przez wojsko Izraelskie i czymś co jest zawsze ich nieodłącznym elementem (pisałem o tym w poprzednim wpisie o oblężeniu Sarajewa), głód i blokady żywności, danie wygląda trochę inaczej. Czystka nie zawsze polega na tym, że cała ludność zostaje zabita. Generalnie ludności ma nie być w określonym miejscu, nieważne, czy zostaną zabici, czy gdzieś sobie pójdą, dlatego część ewakuowała się ze strefy wojny i jest w obozach dla uchodźców. Nigdzie nie jest powiedziane, że w obozach jest dużo więcej jedzenia, dlatego zarówno ci pod obstrzałem, jak i ci w obozach, korzystając z tego co otrzymali stworzyli kryzysową wersję popularnej potrawy.

O jej smaku decyduje sumak. Na szczęście rośnie w wielu parkach i skwerach.

Składniki:
- płaskie chlebki
- cebula
- bakłażan (opcjonalnie)
- strączki jeśli są
- mąka
- sumak 
- kumin



Wykonanie:

Cebulę pokroić w półplasterki i podsmażyć aż będzie miękka. Jeśli mamy bakłażan, to dodajemy pokrojony w kostkę. Możemy trochę zagęścić mąką.
Dodajemy przyprawy i ugotowane strączki. Zazwyczaj soczewica zielona lub ciecierzyca.
Podajemy na płaskim chlebie.

wtorek, 16 września 2025

Ozorki dębowe w sosie chrzanowym

Grzyb o ciekawej nazwie, ozorek dębowy, jak sama nazwa wskazuje, rośnie na dębach. Nazwę swoją zawdzięcza konsystencji, a także temu, że po przekrojeniu wydziela czerwony płyn, niczym krew. Ciemny i sprężysty po ugotowaniu niczym ozorek wołowy.
W Polsce pod ochroną, ale śmiało możecie go spróbować u naszych sąsiadów. U nas objęty ochroną częściową, czyli jeśli wniesiecie stosowną opłatę, to możecie zbierać, także tego :)
Ja swój oczywiście zebrałem za granicą, ale przygotowałem typowo po polsku, czyli w sosie chrzanowym.

Składniki:

- ozorki dębowe
- mąka
- chrzan tarty


Wykonanie:

Ozorki pokroić w paski i ugotować.
Mąkę podsmażyć i dolewać wody, cały czas mieszając, aż powstanie gęsty sos. Dodać chrzanu do smaku i takim sosem polać ugotowane ozorki.

czwartek, 4 września 2025

Pieczone knedle ze śliwkami

Dostałem śliwek i to całą czapkę. Chodziły mi po głowie knedle, ale postanowiłem je zrobić trochę jak obwarzanki, czyli najpierw parzone, a potem pieczone. Wyszło spoko, bo można jeść na zimno.

Składniki:

- ziemniaki
- mąka
- drożdże instant
- olej
- śliwki

Wykonanie:

Ziemniaki obieramy, gotujemy, studzimy i ugniatamy.
Dodajemy trochę oleju, mąki w ilości 1,2 razy większej niż ziemniaków i drożdże. Dolewamy trochę wody i ugniatamy ciasto. 
Śliwki drylujemy i wkładamy do kulek z ciasta.
Kulki wrzucamy do wrzącej wody i gotujemy aż wypłyną, a następnie pieczemy w nagrzanym do 180 stopni Celsjusza piekarniku aż się zarumienią.


środa, 6 sierpnia 2025

Wyprawowe bułki bananowe i betnowiec.

Mimo, że tyle lat mieszkałem w Szczecinie nigdy jakoś nie mogłem się wybrać na wrak Ulricha Finsterwaldera, jak jeszcze wtedy sądzono. W końcu się wybrałem, zwiedzając przy okazji opuszczoną osadę Inoujście. 
Swoją drogę rozpocząłem w Policach, gdzie już na wstępie przywitała mnie taka rodzina. Z uwagi na to, że nienaturalne jest tylko to co się nie może wydarzyć w naturze, a odwoływanie się do świata zwierząt stanowi bardzo częsty argument, wielu ludzi podpatrzyło jak żyją Kaczki Krzyżówki i postanowiło wdrożyć taki model rodziny, w myśl którego samiec jest zainteresowany rodziną tylko do czasu zapłodnienia samicy. Potem opuszcza rodzinę, szukając nowej :)


Kolejnymi ptakami, które spotkałem były Bieliki. Co ciekawe, o ile pilnują w miarę swojego terytorium, to na tym obszarze jest ich tak dużo, że pozwalają sobie na pewne ustępstwa i zawężenie terenu polowania. Czyli zasadniczo nie walczą z innymi osobnikami, tylko dlatego, że je widzą. Za to ewidentnie zdominowały teren, gdyż nie widziałem tam innych drapieżników.


Przy okazji. Wiecie, że Bielik nie jest orłem, ale bliżej mu do jastrzębia? Tylko nie mówcie tego kibolom na osiedlu, bo w łeb dostaniecie za nazwanie ptaka w godle jastrzębiem :) Bielik to taki symbol polskości, że Polacy uzurpowali sobie wyłączne prawo do ich zabijania, jednocześnie mocno się denerwując, jeśli inna nacja macza w tym palce :)

Dopóki płyniecie jednym z kanałów jest całkiem przyjemnie, potem, wpływając na odrę już musicie liczyć się z wodnym ruchem, który generuje fale, a te mogą się źle skończyć dla kajakarza.
Co do zasady właściciele pojazdów silnikowych zwalniają, kiedy widzą kajaki, choćby po to, żeby samemu nie mieć problemu, kiedy taki kajakarz utonie, ale są wyjątki:
  • wielkie jednostki np. zbiornikowce - one i tak płyną najwolniej jak mogą, ale ich masa robi swoje,
  • skutery wodne - właściciele skuterów są jak właściciele motorów, czyli indywidualizm pełną gębą,
  • wędkarze - to tacy ludzie z mentalem myśliwych, tylko biedniejsi, a co za tym idzie, wszyscy na ich terenie ich denerwują. Jak jeszcze ma redneckowski kamuflaż duck hunt, to nie spodziewajcie się myślenia społecznego :)
To wszystko powoduje, że płynięcie głównym korytem Odry, a zwłaszcza jej przekraczanie można porównać do całowania lwa w dupę - duże ryzyko przy wątpliwej przyjemności.

Dlatego warto korzystać z takich elementów infrastruktury jak ta do pompowania produktów okolicznych zakładów chemicznych.


Sam betonowiec był produktem na miarę tamtych czasów, że się tak posłużę klasyką. Była wojna, a stal była najważniejszym surowcem do budowy, dlatego szukano alternatyw. O ile w Panzerfaustach można było zastosować karton, o tyle ciężko było zrobić z tego statek. Na szczęście przypomniano sobie o projekcie sprzed 50 lat i zbudowano statek z betonu. Właściwie, jak widać, z żelbetonu.


Jak pisałem, kiedyś sądzono, że konstrukcja to wrak tankowca Ulrich Finsterwalder. Po latach okazało się, że to tylko kadłub, który nie dostał jeszcze swojego imienia.


Na wysokości wraku jest niezamieszkała już osada Inoujście. Właściwie pozostałości po tej osadzie. Do niedawna był jeszcze w miarę widoczny cmentarz, obecnie o tym, że on tam się znajdował świadczy co najwyżej ten kawałek czarnego marmuru.


Cmentarz jest rozjechany przez samochody terenowe, które urządziły sobie tam poligon, a pamiętajcie, robienie z cmentarza drogi jest niewłaściwe tylko wtedy, kiedy leżą na nim Orlęta Lwowskie ;)


Z uwagi na to, że wpadło mi w ręce sporo bananów postanowiłem je zutylizować i zrobić bułki bananowe. Poza tym banany przydają się podczas wysiłku.

Składniki:

- mąka
- drożdże instant
- olej
- banany
- jakieś bakalie (opcjonalnie)


Wykonanie:

Banany gnieciemy i mieszamy z mąką w stosunku 1 do 1. Dodajemy trochę oleju i drożdże w takiej ilości, jak na instrukcji.
Dobrze mieszamy i czekamy do wyrośnięcia.
Formujemy bułki i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza, aż się zarumienią.

piątek, 18 lipca 2025

Crespolini z ogórecznikiem

Crespolini to takie faszerowane naleśniki, potem trochę opiekane, ale na upartego, możecie je zrobić na patelni.
Ogórecznik to taki chwast, który ma jakieś właściwości zdrowotne, ale też jest jadalny i można go zrobić jak szpinak.

Składniki:

- mąka
- liście ogórecznika
- czosnek
- resztka jakiegoś sera



Wykonanie:

Z mąki i wody robimy rzadkie lejące się ciasto i smażymy naleśniki.
Ogórecznik dusimy z czosnkiem.
Mieszamy z serem i ładujemy do naleśników, które zawijamy.
Lekko podsmażamy, żeby ser się nam rozpuścił.

sobota, 24 maja 2025

Lyjoski czyli placki z krochmalu

Danie z regionu pomiędzy Wisłoką, a Sanem, gdzie wykształciła się grupa etniczna Lesioków. Są to zasymilowani osadnicy np. Mazurzy lub walczący po stronie Rzeczypospolitej Tatarzy.
Z uwagi na silny klerykalizm regionu powstała swoista reakcja obronna, dlatego Lesioki mają sporo tradycji, które nawiązują czasów przedchrześcijańskich.

Przepis jest świetnym pomysłem jak można wykorzystać odpad, który powstaje podczas tarcia ziemniaków, ale można też użyć mąki ziemniaczanej. Ich nazwa odwołuje się do tego, że były wylewane na gorącą płytę, gdzie po upieczeniu przybierały różne kształty, co sprawiało bardzo dużo frajdy dzieciom, które odgadywały co przypominają kształty. Swoją drogą, świetny pomysł na kulinarne wróżby.

Składniki:

- skrobia ziemniaczana
- mąka pszenna
- woda


Wykonanie:

Do skrobi dodajemy trochę mąki pszennej i tyle wody, aby powstało się lejące ciasto naleśnikowe.
Wylewamy niedbale na patelnię i smażymy z dwóch stron.


sobota, 17 maja 2025

Pieczony bigos z młodej kapusty i kimchi

Wiosna to młode warzywa. W tym kultowe młode ziemniaki i młoda kapusta. Standardowo bigos z młodej kapusty z koperkiem. Tu już był. Trzeba by wprowadzić coś nowego. Zrobiłem proste kimchi. Dodatkowo chciałem trochę swądu napalmu o poranku, a właściwie tego co napalm powoduje, więc zapiekłem.

Składniki:

- młoda kapusta
- kapusta pekińska
- chili
- mąka
- coś wędzonego (opcjonalnie)


Wykonanie:

Kapustę pekińską kroimy i zasypujemy solą. Zostawiamy na 2 godziny.
Zagotowujemy wodę. Do gotującej wody dodajemy trochę mąki zmieszanej dobrze z zimną wodą.
Gotujemy cały czas mieszając, aby powstał nam kleik.
Dodajemy sporo chili.
Kapustę płukamy i mieszamy z kleikiem. 
Wkładamy do czystego pojemnika i zostawiamy na kilka dni.
Po kilku dniach kroimy młodą kapustę, mieszamy ze sfermentowaną już kapustą pekińską, wkładamy do żaroodpornego naczynia z pokrywką i umieszczamy w piekarniku nastawionym na 180 stopni Celsjusza.
Kiedy kapusta zacznie się przypikeać, bigos jest gotowy.

sobota, 3 maja 2025

Ruchańce ziołowe

Kiedyś już dawałem przepis na ruchanki z fjutem. Wtedy nazwa pochodziła od tego, że zaczyn drożdżowy w końcu się ruszył. Podobno nazwa ruchańców pochodzi od tego, że ruszają się na oleju. I tu mi się troche nie klei, bo niby też powinny być drożdżowe, ale grube drożdżowe placki niespecjalnie będą podskakiwać na oleju, co innego znacznie cieńsze ołatki. Czym się różnią jedne od drugich, posiłkując się literaturą fachową, pisałem tutaj.

W każdym razie tym razem z roślinami jadalnymi. Gdzieś znalazłem nazwę zielniki, ale tylko na jednym blogu kulinarnym, więc mogła to być swawolna twórczość.

Składniki:

- garść roślin jadalnych - u mnie podagrycznik, mniszek i babka
- mąka
- olej
- drożdże instant


Wykonanie:

Rośliny myjemy o szatkujemy.
Do mąki dodajemy drożdże, poszatkowane zielsko, trochę oleju i trochę wody. Mieszamy i czekamy aż urośnie.
Po lekkim wyrośnięciu nabieramy trochę ciasta łyżką i kładziemy na rozgrzany olej. Smażymy z obu stron.

czwartek, 10 kwietnia 2025

Gachas

Bieda kuchnia z Andaluzji, czyli najbiedniejszego regionu Hiszpanii. W zależności od zasobności portfela, może być płynne lub niemal stałe z zapieczoną skórką. W kulturze opisywane jako podstawowe danie pasterzy, wędrownych robotników i gitano, czyli tych od Flamenco :)
Szczególnie popularne w czasach początku dyktatury Franco.

Również materiał bazowy ma wiele wariantów, ale tu przygotuję najprostszą wersję andaluzyjską.

Składniki:

- czosnek
- mąka


Wykonanie:

Czosnek obieramy, kroimy w plasterki i podsmażamy aż się zarumieni.
Dodajemy mąki i zasmażamy.
Dolewamy wody, tak jak pisałem na początku, w zależności od zasobności portfela :)

czwartek, 27 lutego 2025

Przekąska ze Starożytnego Rzymu, idealna na Tłusty Czwartek

Tłusty czwartek, z uwagi na genezę tego święta, gdzie ucztowano z powodu śmierci znienawidzonego i okrutnego władcy miasta, jest jednym z moich ulubionych świąt.
Oczywiście doceniam jego charakter kulinarny, ale każde święto w tej części świata ma takie. 

Oczywiście, tradycja jedzenia pączków na ziemiach obecnie znajdujących się w granicach Polski jest dużo starsza, tyle, że w formie wytrawnej i niekoniecznie dokładnie takiej, jaką znamy, bo był to rodzaj pieczywa faszerowany słoniną. Natomiast, prawda, taka, że jak to często w gastroświecie bywa, te potrawy mogły się rozwijać zupełnie niezależnie i nie mają wspólnego rodowodu.

Przeglądając starożytną książkę kucharską pt. De Re Coquinaria, której powstanie przypisuje się Markowi Gawiuszowi zwanemu Apicjuszem, w części VII znalazłem taki przepis na "słodycze inaczej". 

Aliter dulcia : accipies similam, coques et in aqua calida, ita ut durissimam pultem facias. deinde in tabellam expandis. cum refrixerit, concidis. quasi ad dulcia et frigis in oleo optimo. levas, perfundis mel. piper aspargis et inferes. melius feceris, si lac pro aqua miseris. 

Idealny na dzisiejsze święto, tym bardziej, że autor pozostawia dowolność co do kształtu i można z tego zrobić mini pączki. 

Składniki:
- mąka
- jakieś mleko
- miód
- pieprz 

Wykonanie: Mąkę rozprowadzamy w mleku i gotujemy na małym ogniu. Generalnie chodzi nam o stworzenie zwartej kluchy, która się dobrze rozprowadza po płaskiej powierzchni, także albo dosypujecie mąki, jeśli za rzadkie, albo dolewacie mleka, jeśli nie chce się całość rozpuścić. Mieszamy (już powinno być zwarte ciasto) kilka minut i rozwałkowujemy na płaskiej powierzchni. Smażymy na głębokim oleju, polewamy miodem i posypujemy pieprzem.


niedziela, 16 lutego 2025

Serce w jaskini kanibali

Kilka dni temu Polskę obiegł news o znalezieniu szczątków w jednej z małopolskich jaskiń. Same szczątki to nic nadzwyczajnego, ale te miały specyficzne ślady.
Jak dowiedziałem się od mojego dobrego kolegi, wybitnego archeologa Szymona, kilkanaście tysięcy lat temu jedna ekipa zajmowała jaskinię, a druga na nią napadła. Przegrani wylądowali w garze. Sytuacja o tyle ciekawa, że zasadniczo kanibalizm był praktykowany raczej w formie rytualnej, natomiast tu doszło do spożycia ludzkiego mięsa z powodów kryzysowo-kulinarnych.

Jedna z teorii mówi, że na jednym terenie były dwie grupy, a akurat był problem z jedzeniem, co za tym idzie jadło się co było.

Sama jaskinia (Maszycka) jakaś nadzwyczajna nie jest, ale, przynajmniej do niedawna, jej zwiedzanie odbywało się w warunkach małego zagęszczenia. Póki co jest o niej głośno, ale zobaczymy jak będzie.

Jedzenie jakie przygotowałem na wyjazd musiało być poręczne, żeby można je było nosić w plecaku. Zainspirowały mnie też ozdoby walentynkowe. Padło na serce. Jako, że serca mają dużo żelaza, postanowiłem użyć wysokożelazowych składników, no i w sumie zawsze chciałem wypróbować zapiekanie tortilli w tosterze, dlatego postawiłem na kuchnię meksykańską.

Składniki:

- tortille
- fasola czerwona
- powidła śliwkowe
- chili
- kakao


Wykonanie:
Fasolę miksujemy z powidłami. Dodajemy delikatnie kakao do smaku i trochę chili.
Rozsmarowujemy na połowie tortilli. Składamy ja na pół, a jej brzegi jeszcze raz, aby powstało nam coś w kształcie serca. Oczywiście mówimy o symbolu serca, nie o prawdziwym sercu.
Zapiekamy w tosterze.

Jakby co to tam jest więcej jaskiń, ale w niektórych jest więcej ludzi i nie są darmowe. Np. Jaskinia Łokietka. Legenda głosi, że Łokietek schował się tu przed wojskami Wacława II, a pająk szybko utkał sieć, dzięki czemu zamaskował wejście. 
Złośliwi twierdzą, że musiały zapanować czeskie rządy, żeby było normalnie :)
Obecnie jaskinia zamknięta, bo zimują tam nietoperze.


Nawet jeśli nie chcecie wejść do jaskini, bo szkoda Wam 30 zł lub nie chce Wam się stać w kolejce dla zwiedzających drugiej kategorii (tak są dwie kolejki, jak te na lotniskach Schengen i poza Schengen :)), to warto poszwendać się po okolicy i pooglądać skały.


Lub inne elementy lokalnej infrastruktury :)


Choć przyznam, że to mnie zastanowiło. Pierwsze moje skojarzenie, to z jednym z moich ulubionych zrywów, czyli powstania styczniowego.



czwartek, 30 stycznia 2025

Smażona brukselka w sosie musztardowym

Kończy się sezon na brukselkę. Ja swoją wyhaczyłem po zamknięciu targowiska. Trochę stara, ale to nie ma znaczenia. 
Na Internetach smażona brukselka ładnie wygląda, ale ja swoją zalałem sosem i wygląda jak większość moich dań :)

Z brukselką to pamiętam jeszcze anegdotę, jak został nią obrzucany Leszek Balcerowicz, gdyż okazało się, że są znacznie poręczniejsze niż tort, którym oberwał wcześniej.

Składniki:

- brukselki
- mąka
- musztarda


Wykonanie:

Brukselkę smażymy na patelni, aż się dobrze zarumieni.
Zasypujemy mąką i mieszamy. Dolewamy trochę wody i  mieszamy. Czynność powtarzamy do czasu uzyskania satysfakcjonującej konsystencji. Dodajemy musztardy do smaku.

sobota, 4 stycznia 2025

Jemeńska Asida

Przy okazji debaty o fajerwerkach zawsze są przywoływane jakieś abstrakcyjne przykłady, że gdzieś tam wojna, więc fajerwerki to nie problem, albo, że trzeba się zająć poważnymi sprawami.  
W związku z powyższym to dobra okazja o przywołaniu do pamięci toczących się konfliktów zbrojnych, tym bardziej, że mam wątpliwości, czy wiele osób przywołujących takowe jest w stanie wymienić przynajmniej 5 toczących się wojen. O wyjątkowo jednostronnych okupacjach i czsytkach etnicznych nie wspominając.

Jemen, w tym hiphopowo brzmiącym kraju toczy się wojna domowa, którą niektórzy nazywają wojną proxy pomiędzy światem arabskim, a perskim. W wyniku wojny liczba ofiar jest większa niż w wojnie w Ukrainie, a nawet większa niż w wojnie w Palestynie. Do tego chyba największy kryzys humanitarny, który pogłębia liczbę ofiar. 

Danie, które zamieszczam jest bardzo proste i może być jedzone na słodko, jak i w wytrawnej formie.
Podobno pierwszy raz pojawiło się w pierwszej arabskiej książce kucharskiej z XIII wieku, którą napisał أبو محمد المظفر بن نصر ابن سيار الوراق.
Aczkolwiek niektórzy są zdania, że było to pożywienie Beduinów, jeszcze w czasach przedislamskich.

Składniki:

- mąka
- tłuszcz


Wykonanie:

Widziałem dwie metody, jedna polega na parzeniu mąki, a następnie gotowaniu kluchy, ale ta druga bardziej mi się podoba.
Mąkę prażymy na patelni do uzyskania brązowego koloru. Dodajemy trochę tłuszczu, oleju lub rozpuszczonego utwardzonego tłuszczu i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.
Kładziemy na talerz i robimy wgłębienie na sos. Może być sok, może być ketchup :)


wtorek, 24 grudnia 2024

Mehlsuppe i wigilia obozowa

Lecąc jeszcze na fali ostatniego wyjazdu i wspomnień II Wojny Światowej, postanowiłem przygotować wigilijne danie z miejsca, które niejako zdefiniowało postrzeganie tego konfliktu, czyli z obozu koncentracyjnego.
Nie znaczy to w cale, że obozy koncentracyjne nie istniały wcześniej, bo zostały wymyślone przez Hiszpanów w Ameryce Łacińskiej, a także budowane w Afryce przez Anglików. Nie były to nawet pierwsze obozy w Europie, bo te budowali Austriacy podczas Wielkiej Wojny, nazwanej później Pierwszą Światową. Jednakże nikt nie doprowadził machiny obozowej do takiej skali, jak miało to miejsce przez niemieckie służby podczas II Wojny.

Oprócz eksterminacji, obozy miały też na celu pozyskanie taniej siły roboczej, a taką należało, przynajmniej w minimalnym stopniu wykarmić. Oczywiście to co dostawali więźniowie pozostawiało wiele do życzenia, jeśli chodzi o wartości odżywcze. Wynikało to nie tylko z faktu, ze do obozu nie trafiały produkty najlepszej jakości, ale też z tego, że już w obozie część rzeczy ginęła. Ponad to przydziały były raczej teoretyczne, bo były na przykład liczone, zakładając, że garnek jest napełniony po brzegi, co zasadniczo się nie zdarzało, bo ciężko by go było mieszać. Tym samym więźniowie, albo dostawali mniejsze porcje, albo nie dostawali w ogóle. Dlatego tak ważne było zajęcie dobrego miejsca w kolejce tj. przy końcu, gdzie zupa była gęsta, ale nie na końcu.

Jadłospis był próbą zaimplementowania niemieckich zwyczajów posiłków pracowniczych z czasów przemysłowych Republiki Weimarskiej, na grunt obozowy.
Zaczynało się od kawy lub herbaty.
Potem zupa głownie z ziemniaków, buraków (w tym wysłodek), brukwi, kości lub koncentratu spożywczego.
Na koniec ciemny słabej jakości. Chleb na kolację Niemcy nazywali „Abendbrot”, „Vesper” lub „Brotzeit”. Niegdyś był to chleb biały, ale NSDAP rozpropagowała ciemny chleb, wcześniej zarezerwowany dla biedaków, dorabiając do niego ideologie o zdrowym żywieniu. Chleb miał starczyć również na rano, ale raz, że każdy był bardzo głodny, a dwa, że do ranoa mógł być już w żołądku innego współwięźnia. Tym bardziej, że chleb był waluta obozową.

Przy czym jadłospis nie różnił się w święta.

To nie jedyny zwyczaj, jaki Niemcy rozpropagowali. Choinka, która do Polski przywędrowała właśnie z Niemiec, była stawiana na głównym placu, a pod nią umieszczano osobliwe "prezenty" w formie trupów. Dzień był wyróżniony również tym, że czasem kazano słuchać orędzia papieża Piusa XII.

Jeśli chodzi o inne zwyczaje, to Niemcy byli wyjątkowo egalitarni. Wcześniejsze niesnaski pomiędzy nacjami zredukowano i wszystkich traktowano równie podle. Tym samym zabroniono katolickiej pasterki, ale czasem pozwalano na dodatkowe paczki.
Czasem więźniowie, w mniej lub bardziej legalny sposób wchodzili w posiadanie jedzenia i potrafili odłożyć to na ten wieczór.
Od czasu do czasu jadłospis był urozmaicany tzw Mehlsuppe, czyli dosłownie zupy z mąki. Była to stara potrawa ze Szwabii, idealnie nadająca się do zbiorowego żywienia w takich miejscach. Można było powiedzieć, że dawano ją "od święta", dlatego to właśnie ją przygotowałem.

Składniki:

- kostka bulionowa
- mąka
- kasza jaglana - chyba najbardziej znany synonim bieda kuchni, co można wyczytać w literaturze ludowej tj. baśniach braci Grimm.


Kostkę rozpuszczamy w wodzie i gotujemy z kaszą.
Rozpuszczamy mąkę w zimnej wodzie i dodajemy do gotującej się zupy, cały czas mieszając.

 

piątek, 20 grudnia 2024

La Cacasse à cul nu i Ardeny

W tym roku wypadła 80 rocznica niemieckiej ofensywy w Ardenach, co zawsze jest hucznie obchodzone w ramach tzw. Nuts Weekend, który zawdzięcza swoją nazwę dość krótkiej i treściwej odpowiedzi jaką udzielił generał Anthony McAuliffe, ówczesny dowódca słynnej 101 Dywizji Powietrznodesantowej na propozycję kapitulacji, podczas oblężenia belgijskiego miasta Bastogne.

Od tej pory to małe miasteczko żyje tym zdarzeniem i co roku celebruje ten fakt, a sam McAuliffe ma swój plac w samym jego centrum.

W ostatni weekend przed świętami zjeżdżają się fani historii II Wojny Światowej i całe miasto jest pełne postaci w historycznych mundurach.


Przy czym nie tylko ludzie byli przebrani :)


Co do zasady ludzie lubią celebrować różne mity i naciągać do narracji, tak i wokół tego wydarzenia jest ich całe mnóstwo.

  • Mit elitarnej armii niemieckiej. Zarówno Niemcy w swoich filmach propagandowych ukazywali siły w Ardenach jako elitę wyposażoną w cuda techniki, jak i Amerykanie chętnie to podchwycili, podkreślając jak to pokonali najlepsze niemieckie jednostki, co ogólnie, wraz z rozpowszechnianym przez nich mitem tchórzliwych Francuzów, pasowało do narracji jedynej wielkiej walki na froncie zachodnim. Prawda była taka, że owszem, częścią grupy była między innymi elitarna 1 Dywizja Pancerna SS, ale po stratach we Francji nie odzyskała ona pełnego składu, a super czołgi, które dostała na otarcie łez nie były takie super w warunkach, w których przyszło im funkcjonować.
  • Bastogne to najważniejsze miasto w Ardenach. Choć Bastogne było dość istotnym węzłem komunikacyjnym, po zajęciu innego węzła St Vith. Jednakże Amerykanie, w przeciwieństwie do niektórych narodów nie karmią się martyrologią i przemilczeli swoją największą kapitulację podczas II Wojny Światowej i woleli skupić energię na zwycięstwie w Bastogne. Co nie zmienia faktu, że wydarzenia z St Vith też zostały upamiętnione.

  • Najzabawniejsze, a może najsmutniejsze jest to, że generał, który bronił się w Bastogne został niemal całkowicie zapomniany, a cały splendor spłynął na generała Pattona, który rzekomo uratował miasto. Piszę rzekomo, bo taka jest narracja, ale obrońcy i część historyków mają na ten temat inne zdanie, raczej dziękując pogodzie i lotnictwu, które zaopatrywało obrońców. Co do zasady, aby zdobyć ufortyfikowane pozycje wroga należy mieć odpowiedni stosunek sił, a były momenty, gdzie atakujących było mniej niż broniących. Inna sprawa, że Niemcy stracili impet i jechali raczej odnotowywali tendencję spadkową. 
    Niemniej jednak chwalić też się trzeba umieć, a Patton miał do tego dar. Sam fakt, że był najlepiej wystrojonym generałem w armii, to jeszcze lubił sobie przypisywać zasług, a listę takowych zamieścił w swojej autobiografii :)
Niemniej jednak Bastogne stało się symbolem i poza świetnymi muzeami




odbywa się tam wielka rekonstrukcja


na którą przybyła sama para królewska.


Natomiast jedno trzeba przyznać, choć obrońcy Bastogne radzili sobie dobrze, to z perspektywy pojedynczych żyć, które na wojnie nie mają znaczenia, przybycie Pattona jakieś uratowało.

A skoro mowa o ratowaniu żyć, to należy wspomnieć o dwóch słynnych pielęgniarkach stacjonujących w Bastogne. Ich historie mogliśmy poznać w jednym z odcinków serialu Kompania Braci.



Jedną z nich był tzw. Anioł z Bastogne, czyli Renée Lemaire, która zginęła podczas bombardowania miasta, co upamiętnia ta tablica.


Jej grób znajduje się na lokalnym cmentarzu i jest dobrze oznaczony.


Drugą znaną postacią była, pochodząca z belgijskiej kolonii, Augusta Chiwy, która przeżyła wojnę.


Na uwagę zasługuje jeszcze jedno miasto. Malmedy. Niejaki Joachim Peiper, pułkownik SS, dowódca grupy bojowej dokonał tam masakry na jeńcach amerykańskich, co z perspektywy mającej za zadanie szybkiego rajdu, grupy można zrozumieć, ale niekoniecznie pochwalać. Między innymi za to Peiper był po wojnie sądzony, co spowodowało protesty środowisk nazistowskich, niemieckich biskupów, co akurat nie było dziwne, a także słynnego senatora McCarthy’ego, który miał słabość do takich osobników i nawet był w stanie mu wybaczyć zbrodnię na swoich rodakach.
Na temat samej zbrodni powstał bardzo dobry film Na Tyłach Wroga, a sam Peiper mimo, że uniknął kary śmierci z rąk wymiaru sprawiedliwości został zastrzelony we Francji przez jakąś bojówkę komunistyczną.
Na memoriale w Malmedy można znaleźć swojsko brzmiące nazwiska.


Danie, które przywiozłem z regionu to typowy przykład biednej kuchni. Już sama nazwa jest wymowna i oznacza mniej więcej tyle, co z gołą dupą.

Składniki:

- ziemniaki
- cebula
- mąka


Wykonanie:

Ziemniaki kroimy i podsmażamy.
Cebulę osobno podsmażamy. Dodajemy trochę mąki i chwilę smażymy.
Dodajemy trochę wody i podsmażone ziemniaki, a następnie chwilę dusimy pod przykryciem.