Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cebula. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cebula. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 lutego 2026

Groch z kapustą w innym wydaniu

Lecąc klasykiem:
- Niech złączą się nasze dania. Łazanki!
- Groch z kapustą!
- Z waszych połączonych mocy powstaję ja, takie coś!

Składniki:

- makaron z mąki z grochu
- kapusta kiszona
- cebula
- pieczarki


Wykonanie:

Makaron gotujemy według przepisu na opakowaniu.
Kapustę kroimy i płuczemy.
Cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy z cebulą.
Dodajemy kapustę i podsmażamy.
Mieszamy z makaronem.

czwartek, 5 lutego 2026

Rishta bil Adas

Biedaanie libańskie. Jak chcę trollować, to mówię, że nauczyłem się tego na obozie treningowym Hezbollahu. Mogę tak mówić, bo Polska nie uznała tej organizacji za terrorystyczną :)
Oryginalnie jest z tagliatelle, ale ja go zastąpiłem makaronem ryżowym.

Składniki:

- makaron wstążki
- soczewica zielona
- cebula
- przyprawa garam masala


Wykonanie:

Makaron gotujemy wg przepisu na opakowaniu.
Cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy. Dolewamy wodę, dodajemy soczewicę i gotujemy, aż zmięknie. Przyprawiamy i podajemy z makaronem.


czwartek, 29 stycznia 2026

Mujadara Hamra

Kolejna wersja mujadary, czyli pochodząca z ostrzeliwanego przez Izrael południowego Libanu - hamra - czerwona. Swój kolor i smak zawdzięcza długo smażonej cebuli. Nieco inaczej przygotowana i z kaszą bulglur zamiast ryżu.

Składniki:

- zielona soczewica
- kasza bulglur
- cebula


Wykonanie:

Cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy aż będzie brązowa, ale nie spalona.
Dodajemy trochę kaszy i soczewicy. Podlewamy wodą i dolewamy w miarę możliwości, podczas gdy będzie wchłaniana.


piątek, 23 stycznia 2026

Makaron z pesto cebulowym

Nie wiem, czy to ma jakąś nazwę, ale gdzieś mi śmignęło na rolce. W sumie fajny pomysł, choć lekko go zmodyfikowałem, bo nie chciało mi się smażyć i uznałem, że lepszy smak będzie przy pieczeniu. 

Składniki:

- makaron
- cebula
- czosnek
- kapusta kiszona


Wykonanie:

Makaron gotujemy wg przepisu na opakowaniu.
Cebulę kroimy w plasterki, polewamy lekko olejem i wkładamy do piekarnika nastawionego na 150 stopni Celsjusza, aż się zrobi rumiana.
Czosnek obcinamy na końcu i też wkładamy do piekarnika.
Po upieczeniu blendujemy razem cebulę, czosnek i kapustę kiszoną, z małą ilością wody.
Mieszamy z makaronem.

czwartek, 30 października 2025

Shiro Wat

Danie afrykańskie. Oryginalnie robi się je ze zmielonych nasion ciecierzycy, ale w sumie, mógłbym zblendować je po ugotowaniu.
Danie pochodzi z Erytrei. Z czego słynie Erytrea? Tu trochę z jak z ChatGPT. Kiedy zapytać Polaków czy jest tam dobrze, to 99% stwierdzi, że tak. Dociekając okaże się, że mało kto wie gdzie ona w ogóle leży. Leży tuż nad Etiopią - ta jest już ludziom bardziej znana głównie z powodu żartów o głodzie - a dobrze tam nie jest w ogóle. Szczerze mówiąc ustrój przypomina trochę ten z Korei Północnej. Z tego powodu, to właśnie z tego kraju jest najwięcej uchodźców.
Niby taki budyń, ale sztuka tkwi w przyprawach.

Składniki:
- ciecierzyca
- cebula
- czosnek w proszku
- papryka słodka
- kmin
- koncentrat pomidorowy


Wykonanie:

Nasiona ciecierzycy mielimy na proszek.
Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy. Dodajemy trochę koncentratu, przyprawy i mieszamy.
Dodajemy mąki z ciecierzycy, smażymy. Dolewamy delikatnie wody, cały czas mieszając, du uzyskania konsystencji bardzo gęstego sosu.

czwartek, 23 października 2025

Kryzysowy musakhan

Ostatnio czytelnik pisał, że mało przepisów wojennych. Mówisz- masz :)
Z uwagi na to, że jedzenie pełni jedną z najbardziej istotnych funkcji w naszym życiu, choć w przypadku katastrofy pełni funkcję elementu przetrwania, to pełni ją nie tylko w rozumieniu odżywienia organizmu i przetrwania fizycznego, ale i psychicznego.
Jedzenie w warunkach wojennych, zwłaszcza jedzone wspólnie, buduje wsparcie społeczności i może redukować PTSD.
Z uwagi na to, jedzenie jest często przygotowywane wspólnie przez małe społeczności w prowizorycznych schronach - piwnicach, w których ludzie spędzają czasem po kilka dni, a także w obozach dla uchodźców.

Jednym z takich dań jest kryzysowy musakhan. Musakhan to danie palestyńskie, które pomimo nieco mniej szczelnej blokady na towary żywnościowe nałożonej na strefę Gazy 20 lat temu przez siły Izraela, było w oryginalnej wersji dość popularne. Od czasu czystek przeprowadzonych przez wojsko Izraelskie i czymś co jest zawsze ich nieodłącznym elementem (pisałem o tym w poprzednim wpisie o oblężeniu Sarajewa), głód i blokady żywności, danie wygląda trochę inaczej. Czystka nie zawsze polega na tym, że cała ludność zostaje zabita. Generalnie ludności ma nie być w określonym miejscu, nieważne, czy zostaną zabici, czy gdzieś sobie pójdą, dlatego część ewakuowała się ze strefy wojny i jest w obozach dla uchodźców. Nigdzie nie jest powiedziane, że w obozach jest dużo więcej jedzenia, dlatego zarówno ci pod obstrzałem, jak i ci w obozach, korzystając z tego co otrzymali stworzyli kryzysową wersję popularnej potrawy.

O jej smaku decyduje sumak. Na szczęście rośnie w wielu parkach i skwerach.

Składniki:
- płaskie chlebki
- cebula
- bakłażan (opcjonalnie)
- strączki jeśli są
- mąka
- sumak 
- kumin



Wykonanie:

Cebulę pokroić w półplasterki i podsmażyć aż będzie miękka. Jeśli mamy bakłażan, to dodajemy pokrojony w kostkę. Możemy trochę zagęścić mąką.
Dodajemy przyprawy i ugotowane strączki. Zazwyczaj soczewica zielona lub ciecierzyca.
Podajemy na płaskim chlebie.

niedziela, 19 października 2025

Sataraš sarajewski

Dla kogoś kto dojrzewał w latach 90-tych Sarajewo było czymś co przewijało się przez wiadomości telewizyjne do roku 1995. Nie dość, że przechodziło najdłuższe oblężenie w nowożytnej historii, to jeszcze odgrywało ważną rolę w konfliktach zbrojnych w XX wieku. 

Od początku. Najpierw został tam zastrzelony książe Franciszek Ferdynand, który zasłynął tym, że guwernerem u niego był najsłynniejszy Czech Jára Cimrman. Nie mógł się doczekać, aż przejmie władzę po swoim wuju. Pojechał w ramach zastępstwa i brutalnie się przekonał, co oznacza pełnić funkcję publiczną. Oczywiście, miejsce w którym to się stało jest porządnie zaznaczone, a nawet możecie stanąć w tym miejscu i sobie zasymulować zamach.



Potem, Austria chciała przeprowadzić dochodzenie, ale wykluczając lokalne władze. Lokalsi się nie zgodzili i wybuchła wojna. Wtedy nazwana "Wielką", a potem "Pierwszą Światową". Oczywiście wojna i tak by wybuchła, ale o tym, to akurat uczycie się na historii.

Po wojnie, żeby zrobić mocny region, wszystkie słowiańskie ekipy, czyli katolicka, muzułmańska i prawosławna się skrzyknęły i zrobiły sobie państwo nazywając je "Państwem Słowian Południowych" w sensie Jugosławia. O tym już mało będziecie czytać. Problem był taki, że prawosławni chcieli rządzić, a im bardziej inni chcieli równości, tym bardziej prawosławni dokręcali śrubę. 
Potem wybuchła "Druga Wojna Światowa" i Niemcy najechali Jugosławię. Katolicy dogadali się z Niemcami. Prawosławni chcieli bić Niemców, ale też się czasem dogadywali. Przy czym jeszcze katolicy zbudowali obozy koncentracyjne dla prawosławnych, gdzie wybijano na tak ciekawe sposoby, że nawet Niemcy byli w szoku.
Powstała też partyzantka pod szyldem komunistów, która miała jedną zasadę. Nie ważne w co lub kogo wierzysz, jak chcesz bić Niemców, to zapraszamy. Tak zebrali największą ekipę, która sama wyzwoliła się od Niemców nie wpuszczając ZSRR i tym samym unikając okupacji tych drugich. Było tam tak liberalnie, że nawet Polscy katolicy, mieli tam silną reprezentację też się przyłączyli, bo z tymi było im po drodze najbardziej, mając później na swoim sztandarze krzyż.
Ekipa była tak silan i tak niezmienna, że Alianci wyposażali ich w broń. Ostatecznie była to jedyna partyzantka, która miała flotę i lotnictwo.

Symbole ku czci bohaterów II WŚ są niemal wszędzie. Najsłynniejszy w Sarajewie, to Vječna Vatra, który jak sama nazwa wskazuje cały czas się pali.


Przywódca partyzantów Tito, przejął władzę po wojnie, ale bardzo szybko poróżnili się ze Stalinem. Stalin wywalił go ze swojej bandy, a sam Tito dokonał u siebie dekomunizacji i stalinowców pozamykał tam, gdzie wcześniej zamykał kolaborantów (oczywiście te resztki, które przeżyły). Potem dogadywał się z Zachodem ostatecznie został sojusznikiem NATO, ale tylko sojusznikiem, obierając tzw. "Trzecią drogę", najlepiej dogadując się z państwami, którym nie po drodze był ZSRR, ani USA. USA jednak ładowało kasę w sojusznika ... do czasu.
Coś co początkowo miało być reżimem z każdym rokiem było coraz bardziej liberalne, a docelowo miało być czymś na kształt znanej z programu naszej rodzimej Solidarności "Samorządnej Rzeczpospoitej". Najmocniej tępione były ruchy separatystyczne.

Zresztą Tito cieszy się ogromną estymą. Tu Cafe TITO, znajdujące się koło alei Snajperów.



Jest też muzeum Tito, do którego polecam pójść każdemu, żeby zobaczyć, jak działa muzeum w pełni zautomatyzowane.


Potem Tito umarł i zaczęły znów do głosu dochodzić różne ciekawe interpretacje narodów. Ogólnie koncepcja narodu, to ogólnie taka bajka wymyślona w XIX wieku, ale czasem może się jeszcze gdzieś zaczepić w jakiś tam tradycjach. Tutaj tych tradycji nie było więc podzielono się po kluczu religii. 
Jeszcze w międzyczasie zorganizowano igrzyska zimowe, żeby światu pokazać, że po śmierci Tito nie jest tak źle. 
Ślady igrzysk widać wszędzie.


 

 Z czego największą atrakcją jest obecnie nieczynny już tor bobslejowy.



Potem opadła żelazna kurtyna, zmieniły się układziki na świecie, USA przestało utrzymywać sojuszniczą armię, a armia była ogromna i nie miała co robić. Wybuchła wojna. Najpierw pierwsza i krótka. Słowenia powiedział, ze chce być sama. Wysłano wojsko w ramach operacji policyjnej, ale mądrzy Słoweńcy nieźle ich taktycznie rozegrali i wojsko odpuściło. 

Potem pozostali katolicy myślą sobie tak: "Ci prawosławni się za bardzo panoszą, pewnie chcą zrobić to samo co przed wojną, czyli rządzić wszystkimi. My też wymyślamy własne państwo". Narysowali kreskę, ale w ramach kreski znaleźli się też jacyś prawosławni. Prawosławni z kolei myślą tak: "Pewnie zrobią to samo z nami, co w czasie drugiej wojny". Tym bardziej, że katolicy nie tylko nie przeprosili za wojnę, ale nawet twierdzili, ze spoko. Do tego na flagę dali sobie swój faszystowski symbol. Teraz wyobraźmy sobie, że po zjednoczeniu Niemcy wrzucają na flagę swastykę i co wtedy myśli Polska. Prawosławni wjechali, wybuchła druga wojna i tym razem było ostrzej. Zabrali im kawałek ziemi.

Byli jeszcze muzułmanie, którzy myślą, skoro wszyscy chcą swojego państwa to my też. Pokojowo nastawiony profesor filozofii został prezydentem i myślał, że pójdzie pokojowo. Nie poszło i wybuchła trzecia wojna. Prawosławni ich najechali i zaczęli przeprowadzać czystki. katolicy zresztą też. Muzułmanie byli w najgorszej pozycji, bo stosunkowo najtrudniej było ich wyposażyć w broń. Katolicy mieli broń z Europy zachodniej, prawosławni od Rosji, ale też od Izraela, który nie chciał muzułmańskiego państwa w Europie, a muzułmanie dopiero po czasie dostali broń z Bliskiego Wschodu, wraz z ochotnikami. 
Sam prezydent Alija Izetbegović, z uwagi na swoje poglądy był taki bohaterem dla Zachodu, który nawet się trochę cieszył, że nie powstanie mu państwo muzułmańskie pod nosem. Nawet mimo tego, że to byli Słowianie, jak cała reszta, ale ile można nadstawiać tyłka. Zgadnijcie co :) Alija się zradykalizował, a po wojnie, w ramach nagrody dla ochotników, przekazał trochę czystych paszportów, dzięki czemu mogli zostać obywatelami Bośni. Choć czasami było z nimi więcej szkody niż pożytku, bo nie mówili po jugosłowiańsku.



Prawosławni oblegali Sarajewo od czasu do czasu bombardując miasto. Generalnie wojsko ma ograniczone możliwości czystek, więc stosuje się taktykę czyste publicznych. Zabija się i gwałci tak, aby każdy widział, wtedy inni dobrowolnie opuszczają teren. 
Co działo się w mieście przypominają różne muzea.

Oblężenia:




Ludobójstwa:



I wojennego dzieciństwa, które nie ogranicza się tylko do Sarajewa, ale wystawa cały czas się zmienia. Obecnie są tam też eksponaty z Ukrainy i Palestyny.


Co jeszcze się działo, czyli przestępczość, różne bojówki, interesy ONZ to już wiedzą tylko mieszkańcy.
Miasto było codziennie bombardowane i odcięte od świata, więc brakowało wszystkiego. ONZ czasem coś przywoził drogą lotniczą, a czasem wstrzymywał. W pewnym momencie mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce i aby jakoś sobie poradzić z blokadą wykopali kilkusetmetrowy tunel z miasta do terenów nieokupowanych. Z jakiegoś powodu kopanie tunelu było objęte tajemnicą nawet przed siłami ONZ :)

Jest tam teraz muzeum, ale najgorsze w jakim byłem i osobiście nie polecam, bo tunel to jedyne co tam jest. Reszta na siłę i to co zobaczycie gdzie indziej. Do tego masa ukrytych kosztów. Już sam bilet relatywnie drogi, ale jeszcze dopłata za parking i dopłata za informację zeskanowaną pod QR kodem. Aha, no i na posesji obok biegają dogi kanaryjskie, które nauczyły się ja opuszczać. Szkoda czasu i pieniędzy, serio W Żaganiu macie znacznie lepszy tunel i dużo taniej.


Czystki to nie tylko ludzie. To jeszcze kultura, dlatego wojska prawosławne podpaliły bibliotekę. Budynek został odbudowany, ale książki poszły z dymem.


Jednym z symboli miasta podczas wojny jest tzw. Aleja Snajperów. Tu wojska prawosławne były najbliżej, a i cywile byli najbardziej odsłonięci, dlatego poruszanie się tędy można było rozpatrywać w kategoriach sportu ekstremalnego. Na zdjęciu stare barykady, pomniki upamiętniające jeszcze II WŚ.


Okoliczne budynki najmocniej postrzelane. U góry zamurowane stanowiska snajperskie obrońców miasta.


W centrum jest działający rynek warzywno-owocowy.


Twierdzi się, że pocisk, który spadł na niego i zabił ponad 60 osób był bodźcem do nacisków państw NATO do zakończenia wojny. Nawet ONZ już tracił cierpliwość. Koło alei snajperów doszło do bitwy pomiędzy siłami prawosławnymi, a Francuzami, którzy nie czekali na klepnięcie akcji przez ONZ. Po tej akcji prawosławni unikali strzelania do Francuzów. 
Na zdjęciu to miejsce, zaznaczone tzw. czerwoną różą. Tak zaznaczano miejsca gdzie w wyniku ostrzału artyleryjskiego zginęło co najmniej kilka osób.


W każdym razie układ, który podpisano, miał za zadanie szybko przerwać wojnę dlatego przypieczętował prawosławne czystki wyznaczając granicę tam gdzie była linia okupacji, a także miał być tworem tymczasowym dzieląc państwo na Republikę Serbii i Federację Bośni i Hercegowiny. Powstał taki potworek, który jest najbardziej zbiurokratyzowanym państwem w Europie. Nie mówimy tu o oddolnym samorządnym społeczeństwie obywatelskim, mówimy o wielu organach prawie centralnych. Miało być na chwilę, ale politykom z każdej strony to pasuje i za każdym razem jak dochodzi do jakiś protestów, to politycy straszą konfliktem religijnym, byle tylko zachować biurokratyczny status quo :) Skąd to znamy :)

Poza tym jak się żyje w Sarajewie? Masę turystów i handlowa starówka.


Podzielona linią pomiędzy architekturą turecką (wschodem), a austriacką (zachodem).


Aha, no i wszędzie pod górę :)


Na jednym ze wzgórz stoi obserwatorium kosmiczne. Niegdyś nowoczesne, niestety zniszczone podczas wojny wraz z archiwum.


Danie, które Wam przedstawię, to prosta klasyka kuchni pogranicza. Dostępne niemal wszędzie.

Składniki:

- pomidory
- marchewki
- cebula
- papryka
- papryka w proszku
- groszek
- ziemniaki/ryż/kaszka kukurydziana


Wykonanie:

Cebulę pokroić i podsmażyć.
Dosypać papryki i zasmażyć lekko.
Dolać wody i resztę warzyw i dusić pod przykryciem na małym ogniu.
Podawać z ryżem lub ziemniakami, polentą, albo pieczywem.

Ogólnie bardzo ładne miasto. Nie za duże, nie za małe. Pełno ciasnych i stromych uliczek, więc jeździ się ciężko, ale w Bośni jest kulturka. Jedyne, kiedy zostaje się obtrąbionym, to jak się zamuli na zielonym, bo liczy się czas. Cała reszta, naginanie przepisów, ale bezpiecznie. Jak Wy nagniecie, to też olewka. W Republice Serbii już bardziej jak w byłym ZSRR. naginanie, ale jak Wy nagniecie, to awantura i road rage. Sam miałem jedno z lokalnym czetnikiem :) Drożej niż w Czarnogórze, ale taniej niż w Mostarze. Ludzie bardzo mili.
Pamiętajcie tylko, żeby mieć zapas gotówki lokalnej. Idealnie jak jest możliwość zapłaty w euro bo liczą 1 euro = 2 marki. Lepiej niż w kantorze, gdzie 1 euro = 1,97 marki. Za to nie zawsze można w euro. Nienawidzą kart, no bo w końcu kraj skorumpowany, a to ewidencja. Nawet jak Wam powiedzą, że można płacić kartą, to nagle się okazuje że terminal nie działa itp :)

Pełno podróbek. jak pojedziecie w oryginalnych ciuchach, to i tam Wam nikt nie uwierzy :)


piątek, 3 października 2025

Uttapam

Placki indyjskie z południa, co ma o tyle znaczenie, że to region mocno zróżnicowany etnicznie, nawet jeśli na wszystkich mówi się Hindusi :)

Składniki:

- ryż
- cebula
- pomidor
- chili


Wykonanie:

Ryż moczymy przez noc w takiej ilości wody, aby było jej trochę więcej niż poziom ryżu.
Blendujemy razem i zostawiamy na 24 h, aż się pojawią bąble.
Cebulę, pomidora i chili kroimy w małe kawałki.
Wylewamy masę na patelnie, kładziemy na niej warzywa i lekko je wgniatamy w masę. Smażymy aż nie będą surowe.

wtorek, 19 sierpnia 2025

Pieczonki z kurkami z piekarnika

Pieczonki już kiedyś robiłem, a nawet zdobyłem dzięki nim mistrzostwa województwa śląskiego w grillowaniu. Pisałem o tym tutaj.
Teraz kurek mi sporo wpadło w ręce i młode ziemniaki w niskiej cenie, a właściwie końcówka młodych, więc postanowiłem pójść po linii najniższego oporu i zrobiłem takie coś. Podobno bez garnka się nie liczy, ale na Zagłębiu, w Będzinie na giełdzie robili na wielkiej otwartej płycie. Przy tym, brytfanka nie jest wielkim przewinieniem.

Składniki:

- kurki
- cebula
- ziemniaki młode
- jakaś wędlina
- koperek


Wykonanie:

Wszystko kroimy na kawałki wedle uznania, dodajemy oleju, mieszamy i zamykamy w brytfance.
Wkładamy do nagrzanego do 180 stopnic Celsjusza piekarnika i pieczemy godzinę.

czwartek, 10 lipca 2025

Prasorizo

Kuchnia grecka, bo w końcu wakacje. Jakby kogoś nie było stać, to może sobie takie coś zrobić i zjeść na RODOS.

Składniki:

- ryż
- cebula
- por
- koperek
- cytryna


Wykonanie:

Cebulę obieramy, kroimy w kostkę i podsmażamy z pokrojonym w półplasterki porem.
Dodajemy suchy ryż, chwilę smażymy i dolewamy powoli wody, cały czas mieszając, do czasu, aż ryż zmięknie. 
Dodajemy pokrojonego koperku, soku z cytryny i mieszamy.

piątek, 4 lipca 2025

Sycylijskie pasta con fave

Idealnie byłoby, gdyby danie było z makaronem lolli, ale przyznam szczerze, nie chciało mi się go robić. Co prawda ma on swój urok, bo dodaje się drożdży, ale poszedłem na łatwiznę, bo jest w cholerę gorąco.

Bób jest tak ważnym elementem basenu Morza Śródziemnego, że niektórzy twierdzą, że pasta, która była z niego robiona w Egipcie jest pierwszym hummusem, tym samym próbując zakończyć trwającą wojnę hummusową pomiędzy Libanem, a Izraelem. To akurat najmniej prawdopodobna hipoteza, w przeciwieństwie do tej, że hummus pochodzi z Damaszku.

Wracając do tematu głównego, zarówno bób, jak i fasola, były nazywane na Sycylii mięsem dla biedaków, mając tym samym ogromne uznanie wśród najniższych warstw społecznych, więc idealnie na bloga.
Oczywiści co gospodyni, to przepis. Czasem się daje nawet puree z bobu.

Składniki:

- makaron
- bób
- ziemniaki
- marchewka
- cebula
- przecier pomidorowy


Wykonanie:

Bob gotujemy.
Ziemniaki, marchewkę i cebulę obieramy, kroimy w kostkę i podsmażamy.
Dolewamy trochę wody i ugotowanego bobu i dusimy, aż wszystkie warzywa będą miękkie.
Dodajemy przecieru i jeszcze chwilę dusimy.
Podajemy z ugotowanym makaronem.

środa, 18 czerwca 2025

Bigos z jarmużu

W końcu jarmuż to też kapusta, która, co prawda obecnie kojarzy się z hipsterskimi przybytkami, gdzie podają caffe latte na mleku owsianym, ale jego tradycja jest bardzo kryzysowa, a i często można go znaleźć na tzw. "biedaszybach", gdzie leżą w sklepach rzeczy ze zbliżającym się terminem ważności, a odległość do tego terminu jest wprost proporcjonalna do ceny. 

Składniki:

- jarmuż
- jakieś parówki
- cebula
- koncentrat pomidorowy



Wykonanie:

Cebulę obieramy i kroimy w półplasterki. Parówki też. Podsmażamy razem.
Dodajemy jarmuż, chwilę smażymy, dodajemy trochę wody i dusimy.
Dodajemy koncentratu pomidorowego i jeszcze trochę dusimy.

piątek, 6 czerwca 2025

Kapusta ziemniaczana

Kolejne danie od Lesioków. O samych Lesiokach pisałem już tutaj.

Z uwagi na to, że większość społeczeństwa w tym kraju jest pochodzenia chłopskiego, a chłopi byli biedni, ogromną popularność zdobyły ziemniaki. Można je podawać na wiele sposobów, ale jednak ważna jest nie tylko sama forma podania, ale też zmiana smaku. Tak powstała ziemniaczana kapusta. pierwotnie ziemniaki kiszono, obecnie dodaje się do nich wody z kiszonek lub zakwasu.
Koniecznie z dodatkiem strączków. Najlepiej z grochem, ale najprościej i najbardziej efektywnie, z czerwoną fasolą.

Składniki:

- ziemniaki
- cebula
- fasola w puszce
- woda z kiszonek


Wykonanie:

Ziemniaki obieramy, kroimy w kostkę i gotujemy.
Odcedzamy wodę i chwilę gotujemy w wodzie z kiszonek. 
Gdybyśmy od początku tak robili, gotowanie trwałoby dłużej.
Ugniatamy z odrobiną kwaśnej wody i mieszamy z fasolą.
Polewamy tłuszczem z podsmażoną cebulą.

piątek, 4 kwietnia 2025

Montreal Hot-Dog

Montreal to takie miasto w Kanadzie, a Kanada, mimo, że każdy rozpoznawał ich flagę, była raczej jakimś nijakim państwem koło USA, które mimo, że duże, to mało kto o nim był w stanie powiedzieć coś więcej. Chyba, że ktoś oglądał "South Park" i "Na południe" :) Przez chwilę Kanada była na oczach całego świata, kiedy płonęły tam kościoły. W przeciwieństwie do Norwegii, gdzie kościoły płonęły w wyniku zabawy lidera zespołu Burzum, tam płonęły w ramach zemsty za znalezienie pod chrześcijańską szkołą dla rdzennych mieszkańców kilkaset trupów dzieci. Potem znów była cisza.

O Kanadzie zrobiło się głośniej ostatnio, za sprawą dyplomatyczno-ekonomicznego konfliktu z USA. 

Montreal, to drugie co do wielkości miasto w Kanadzie, w którym można zjeść takie właśnie danie, z tym, że co ciekawe, do 2011 był tam zakaz ulicznego jedzenia. Jedzenie było serwowane w małych restauracjach.

Składniki:

- podłużna bułka
- jakaś parówka
- kapusta biała
- majonez
- cebula

Wykonanie:

Kapustę trzemy na grubej tarce i mieszamy z majonezem.
Cebulę obieramy i kroimy drobno w kostkę.
Parówkę gotujemy, wkładamy w rozkrojoną bułę i przykrywamy dodatkami.

piątek, 24 stycznia 2025

Saucisses aux lentilles

Jednogarnkowe danie francuskie, o którym pisze nawet w swoim dziele pt. "Życie instrukcja obsługi" Georges Perec. Książka opowiada o życiu ludzi w wyimaginowanej kamienicy, jakich pełno w Paryżu po przebudowie Georges’a-Eugène’a Haussmanna. Jako, że autor był członkiem stowarzyszenia, które łączyło pisarstwo z prawidłami nauk ścisłych, zwiedzanie kamienicy odbywa się za pomocą ruchu skoczka szachowego.

Składniki:

- soczewica zielona
- jakieś parówki
- cebula
- marchewka
- czosnek


Wykonanie:

Soczewice gotujemy z pokrojoną w plastry marchewką i wyciśniętym czosnkiem.
Cebulę kroimy w półplasterki i podsmażamy z parówkami pokrojonymi w grube plastry.
Mieszamy, chwilę dusimy i podajemy na ciepło.

piątek, 20 grudnia 2024

La Cacasse à cul nu i Ardeny

W tym roku wypadła 80 rocznica niemieckiej ofensywy w Ardenach, co zawsze jest hucznie obchodzone w ramach tzw. Nuts Weekend, który zawdzięcza swoją nazwę dość krótkiej i treściwej odpowiedzi jaką udzielił generał Anthony McAuliffe, ówczesny dowódca słynnej 101 Dywizji Powietrznodesantowej na propozycję kapitulacji, podczas oblężenia belgijskiego miasta Bastogne.

Od tej pory to małe miasteczko żyje tym zdarzeniem i co roku celebruje ten fakt, a sam McAuliffe ma swój plac w samym jego centrum.

W ostatni weekend przed świętami zjeżdżają się fani historii II Wojny Światowej i całe miasto jest pełne postaci w historycznych mundurach.


Przy czym nie tylko ludzie byli przebrani :)


Co do zasady ludzie lubią celebrować różne mity i naciągać do narracji, tak i wokół tego wydarzenia jest ich całe mnóstwo.

  • Mit elitarnej armii niemieckiej. Zarówno Niemcy w swoich filmach propagandowych ukazywali siły w Ardenach jako elitę wyposażoną w cuda techniki, jak i Amerykanie chętnie to podchwycili, podkreślając jak to pokonali najlepsze niemieckie jednostki, co ogólnie, wraz z rozpowszechnianym przez nich mitem tchórzliwych Francuzów, pasowało do narracji jedynej wielkiej walki na froncie zachodnim. Prawda była taka, że owszem, częścią grupy była między innymi elitarna 1 Dywizja Pancerna SS, ale po stratach we Francji nie odzyskała ona pełnego składu, a super czołgi, które dostała na otarcie łez nie były takie super w warunkach, w których przyszło im funkcjonować.
  • Bastogne to najważniejsze miasto w Ardenach. Choć Bastogne było dość istotnym węzłem komunikacyjnym, po zajęciu innego węzła St Vith. Jednakże Amerykanie, w przeciwieństwie do niektórych narodów nie karmią się martyrologią i przemilczeli swoją największą kapitulację podczas II Wojny Światowej i woleli skupić energię na zwycięstwie w Bastogne. Co nie zmienia faktu, że wydarzenia z St Vith też zostały upamiętnione.

  • Najzabawniejsze, a może najsmutniejsze jest to, że generał, który bronił się w Bastogne został niemal całkowicie zapomniany, a cały splendor spłynął na generała Pattona, który rzekomo uratował miasto. Piszę rzekomo, bo taka jest narracja, ale obrońcy i część historyków mają na ten temat inne zdanie, raczej dziękując pogodzie i lotnictwu, które zaopatrywało obrońców. Co do zasady, aby zdobyć ufortyfikowane pozycje wroga należy mieć odpowiedni stosunek sił, a były momenty, gdzie atakujących było mniej niż broniących. Inna sprawa, że Niemcy stracili impet i jechali raczej odnotowywali tendencję spadkową. 
    Niemniej jednak chwalić też się trzeba umieć, a Patton miał do tego dar. Sam fakt, że był najlepiej wystrojonym generałem w armii, to jeszcze lubił sobie przypisywać zasług, a listę takowych zamieścił w swojej autobiografii :)
Niemniej jednak Bastogne stało się symbolem i poza świetnymi muzeami




odbywa się tam wielka rekonstrukcja


na którą przybyła sama para królewska.


Natomiast jedno trzeba przyznać, choć obrońcy Bastogne radzili sobie dobrze, to z perspektywy pojedynczych żyć, które na wojnie nie mają znaczenia, przybycie Pattona jakieś uratowało.

A skoro mowa o ratowaniu żyć, to należy wspomnieć o dwóch słynnych pielęgniarkach stacjonujących w Bastogne. Ich historie mogliśmy poznać w jednym z odcinków serialu Kompania Braci.



Jedną z nich był tzw. Anioł z Bastogne, czyli Renée Lemaire, która zginęła podczas bombardowania miasta, co upamiętnia ta tablica.


Jej grób znajduje się na lokalnym cmentarzu i jest dobrze oznaczony.


Drugą znaną postacią była, pochodząca z belgijskiej kolonii, Augusta Chiwy, która przeżyła wojnę.


Na uwagę zasługuje jeszcze jedno miasto. Malmedy. Niejaki Joachim Peiper, pułkownik SS, dowódca grupy bojowej dokonał tam masakry na jeńcach amerykańskich, co z perspektywy mającej za zadanie szybkiego rajdu, grupy można zrozumieć, ale niekoniecznie pochwalać. Między innymi za to Peiper był po wojnie sądzony, co spowodowało protesty środowisk nazistowskich, niemieckich biskupów, co akurat nie było dziwne, a także słynnego senatora McCarthy’ego, który miał słabość do takich osobników i nawet był w stanie mu wybaczyć zbrodnię na swoich rodakach.
Na temat samej zbrodni powstał bardzo dobry film Na Tyłach Wroga, a sam Peiper mimo, że uniknął kary śmierci z rąk wymiaru sprawiedliwości został zastrzelony we Francji przez jakąś bojówkę komunistyczną.
Na memoriale w Malmedy można znaleźć swojsko brzmiące nazwiska.


Danie, które przywiozłem z regionu to typowy przykład biednej kuchni. Już sama nazwa jest wymowna i oznacza mniej więcej tyle, co z gołą dupą.

Składniki:

- ziemniaki
- cebula
- mąka


Wykonanie:

Ziemniaki kroimy i podsmażamy.
Cebulę osobno podsmażamy. Dodajemy trochę mąki i chwilę smażymy.
Dodajemy trochę wody i podsmażone ziemniaki, a następnie chwilę dusimy pod przykryciem.