Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bakłażan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bakłażan. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 maja 2024

Melitzanosalata

W długi majowy weekend dopisała pogoda. Polacy tłumnie chwycili za swoje głośniki BT, czteropaki browarów i ruszyli na wielkie majowe grillowanie. Ja też. Tym razem stawiając na kuchnię grecką, bo z uwagi na to, że nastąpiła przerwa w funkcjonowaniu sklepów, dostałem bakłażana w dobrej cenie. 

Składniki:

- bakłażan
- czosnek
- cebula czerwona
- cytryna
- olej



Wykonanie:

Bakłażana i czosnek owijamy w folię aluminiową i grillujemy aż zmięknie.
Z bakłażana wyciągamy łyżką miąższ, a czosnek wyciskamy. Mieszamy z olejem, sokiem z cytryny i pokrojoną w kostkę cebulą.

czwartek, 24 sierpnia 2023

Bezglutenowe "francuskie" hot-dogi

Francuski hot dog to taki standard, jeśli chodzi o szybkie przekąski, gdyż głównymi miejscami jego dystrybucji są stacje benzynowe i małe sklepy oferujące niemal wszystkie usługi z możliwych. Także tu idealnie wpasowuje się w antytrend "smutne jedzenie w pracy", bo co do zasady tam też trzeba się spieszyć :) Oczywiście jak to bywało w przypadku np. ryby po grecku, samym francuzom ta nazwa niewiele mówi. Co ciekawe określenie to przyszło ze Skandynawii, gdzie od lat 50-tych hot dog stał się jedną z bardziej popularnych przekąsek. Inspiracja do nazwy była bułka. W przeciwieństwie do standardowego hot-doga, wkładano kiełbasę do przekrojonej wzdłuż otwartej bułki, tu buł kawałek pochodzącej z Francji bagietki, w której, w celu umieszczenia kiełbasy, wydrążano dziurę. W III RP też to się przyjęło, mimo, że w RP v 2,5 tak właśnie wyglądały hot dogi. Co prawda nie było, tak jak teraz gotowych wydrążonych bułek, a nadziewano na rozgrzany bolec kawałek bagietki, który dodatkowo poddawał ją delikatnej obróbce cieplnej, ale jednak. W każdym razie, nikomu nie przyszło do głowy nazywać ich francuskimi, choć powody takiego postępowania mogą być różne. 

Cukinia co prawda pochodzi z Ameryki, a pierwsze wzmianki na temat użycia jej w kuchni pochodzą z Włoch, ale też jest popularna w kuchni francuskiej.

 Składniki:

- cukinia

- jakaś parówka

- ketchup


Wykonanie:

Cukinii obcinamy końcówkę i wydrążamy wnętrze. Wlewamy ketchup, wkładamy parówkę i zapiekamy w piekarniku. Skórka jadalna jakby co :)

piątek, 14 czerwca 2019

Caponata

- Co Ci powiem, to Ci powiem, ale Ci powiem...
- Ciepło
- Też prawda.
- Hej
Kwiczoł i Pyzdra "Janosik"

Upały dają się we znaki, szczególnie komuś takiemu jak ja, dla którego przyjemna temperatura przestaje nią być kiedy przekracza 24 stopnie Celsjusza :) Nie chce się robić nic, co wiązałoby się z aktywnością fizyczną. Treningów i tak mi zabronił lekarz i kazał przestać na miesiąc, ze względu na poważną kontuzję ręki to chociaż tu jestem usprawiedliwiony. Dobrze, ze biegać mogę kiedy chcę, wiec nie wcześniej niż 21:30 :) Najgorsze jest to, że gotować też się nie chce, ale samo się nie zrobi. Jeść w sumie też. Dlatego też postanowiłem przygotować danie, które nie wymaga ode mnie spędzania w kuchni mnóstwa czasu, ale również jest spożywane również na zimno.
Historia nazwy tego dania nie jest do końca jasna. Podobnie jak z bigosem, gdzie jedni doszukują się jego niemieckich korzeni, czego potwierdzeniem miałby być niemiecki czasownik begießen (podlewać), podczas gdy drudzy, zgodnie z duchem patriotycznym, mówią, ze pochodzi od słowa bigosować (ciąć, szatkować). Tutaj z kolei teorie są aż cztery, ale najbardziej prawdopodobna jest ta, że od Karufeny, zwanej dawno temy na Sycylii Capone, z którą miało coś wspólnego. Jedni mówią, że podobny smak, a drudzy, że była nieodłącznym jej dodatkiem.

Składniki:
- bakłażan
- seler naciowy
- pomidory w puszce
- oliwki zielone'


Wykonanie:
Bakłażany i seler naciowy kroimy. Podsmażamy najpierw seler, potem bakłażany, następnie za jakiś czas dodajemy pomidory i dusimy pod przykryciem. Dodajemy oliwek i jeszcze chwilę dusimy.

wtorek, 26 czerwca 2018

3 x T czyli Tortang Talong i Traumy

Dzisiaj, z okazji tego, że własnie zakończył się rok szkolny oraz, że w telewizji leci tzw. Mundial, będzie o traumach. Zarówno w ujęciu pozytywnym jak i negatywnym. Chodziłem do przedszkola w latach 80-tych. Był to czas kiedy bezstresowe wychowanie nie istniało (przy czym nie będę wchodził w polemikę, czy słusznie, bo nie wolno przeginać w żadną ze stron), a przedszkolanki zazwyczaj zostawały nimi prawie za karę. Mało która lubiła dzieci, więc wyjątkowo je one denerwowały. Zwłaszcza te niesforne. Do tego miały przewagę, zarówno fizyczną jak i intelektualną. W myśl zasady oderint dum metuant. Po wyczerpaniu katalogu kar fizycznych, od małych i prostych jak szarpanie za pejsy, przez większe, złamanie plastikowego drążka na tyłku, po wyszukane - klękanie na woreczkach z grochem, przyszła pora na te, które miały odcisnąć ślad na psychice młodego człowieka. Bardzo popularny był nakaz spania bez majtek (teraz to bym jeszcze wypiął do wszystkich goły tyłek, ale wtedy był to dla mnie wstyd) albo zamykanie na ciemnym strychu. Ja najwyraźniej musiałem być bardzo niegrzeczny, bo byłem trzymany nad wielkim kotłem gotującej się zupy przy groźbie, że zostanie zasilona moim ciałem. Na szczęście została zasilona tylko moimi łzami, ewentualnie smarkami, ale co najważniejsze - TAK ZACZĘŁA SIĘ MOJA MIŁOŚĆ DO GOTOWANIA. Mimo to, że szczerze tej pani nienawidzę, to chyba za to muszę podziękować. To była trauma pozytywna.

Potem była szkoła. Co prawda na świadectwie wszystko się zgadzało, ale wiecie jak to w szkole. Macie 30 indywidualnych dzieci i jednego nauczyciela, któremu nikt nie płaci za to, żeby skupiał się na każdym z osobna. Można o tym pisać i pisać, ale miało być o piłce. Lekcje wychowania fizycznego wyglądały tak, że był jakiś program. Jedyny i słuszny. Prawdopodobnie było tam wielu utalentowanych zawodników, albo przynajmniej takich można było z nich zrobić. Był tylko jeden problem. Nie ta dyscyplina. Połowy tych znanych to nawet nie widzieliśmy na oczy. Efekt był taki, że jak mu nie szło w jedynych i słusznych sportach to był wyśmiewany zarówno przez tzw. nauczyciela jak i co głupszych uczniów, których dało się napuścić. Mój nauczyciel dodatkowo często był "na gazie" więc czasem uczeń oberwał. Przy czym nie za to,że był niegrzeczny, bo to bym jeszcze zrozumiał. Obrywało się np. za źle odbitą piłkę, na co uczeń większego wpływu nie miał :) Po latach go trochę rozumiem, bo wiem co to znaczy kac, ale tylko trochę, bo nikogo z tego powodu nie biję. Najłatwiej na lekcjach WF było zorganizować piłkę nożną. W praktyce wyglądało to tak, że nauczyciel rzucał piłkę na dwie godziny lekcyjne i sobie szedł. Często do okolicznej knajpy. Jak ja tej gry nienawidziłem, tym bardziej, im bardziej kazali mi w nią grać. Na podwórku dzieciaki, których rodzice karmili ich dokonaniami polskiej reprezentacji, które miały miejsce 10 - 20 lat wcześniej, też nie miały wyobraźni, aby wymyślić coś ciekawszego. Pamiętam, że jakieś igrzyska nie poszły nam tak jak powinny, w wyniku czego ministerstwo podjęło decyzję o dorzuceniu lekcji WF. Zgadnijcie co na nich robiliśmy :) To była trauma negatywna. Nie mogę nawet patrzeć na ten sport, a grac to już w ogóle. Jeśli mogę podziękować to tylko za to, że nie marnowałem na ten sport ani czasu, ani energii skupiając się na bardziej użytecznych, a przez takie uważam wszystkie sporty jakie były na starożytnych olimpiadach oraz ich rozwinięcia. W moim przypadku Muay Thai, a obecnie Brazylijskie Jiujitsu, jako rozwinięcia antycznego panraktion i zapasów.
Jakby mój nauczyciel dowiedział się, że jestem teraz sportowcem, no może nie jakimś utytułowanym, ale takim, który po osiągnięciu statystycznego (wg ZUS) półmetka życiowego regularnie trenuje i czasem nawet jeździ na zawody, to by nie wierzył. Tzn. to założenie czysto abstrakcyjne, bo mój już nie żyje :)

Z okazji tego, że za oknem zapowiedzieli załamanie pogody, w wyniku którego będzie waliło gradem, a moja ulica zamieni się w kryzysową Wenecję, która zdecydowanie ładniej pachnie, danie z grilla. Kuchnia filipińska. Moja wersja zrobiona tak, aby można było do końca przygotować ją na grillu. 

Składniki:
- bakłażan
- mąka kukurydziana


Wykonanie:
Bakłażany kroimy w plasterki i grillujemy.
Z mąki kukurydzianej i wody robimy gęste lejące się ciasto, w którym moczymy ugrillowane plasterki, a następnie ponownie je grillujemy, najlepiej na tackach.