Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciecierzyca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciecierzyca. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 grudnia 2025

Lablabi

Danie cudowne w swojej prostocie. Popularne w Tunezji, ale też w Iraku. Co bardziej nadgorliwi historycy, którzy chcą doszukać się początków wszystkiego, wskazują na otomańską okupację Tunezji, podczas gdy inni stwierdzają, że danie jest tak proste, że po prostu powstało samo.

Składniki:

- bulion
- ciecierzyca
- przyprawa Harrisa


Wykonanie:

Bulion możecie ugotować z warzyw lub z kostki. 
Ciecierzycę ugotować, odsączyć, zalać bulionem i dodać znaczną porcję harissy.


czwartek, 30 października 2025

Shiro Wat

Danie afrykańskie. Oryginalnie robi się je ze zmielonych nasion ciecierzycy, ale w sumie, mógłbym zblendować je po ugotowaniu.
Danie pochodzi z Erytrei. Z czego słynie Erytrea? Tu trochę z jak z ChatGPT. Kiedy zapytać Polaków czy jest tam dobrze, to 99% stwierdzi, że tak. Dociekając okaże się, że mało kto wie gdzie ona w ogóle leży. Leży tuż nad Etiopią - ta jest już ludziom bardziej znana głównie z powodu żartów o głodzie - a dobrze tam nie jest w ogóle. Szczerze mówiąc ustrój przypomina trochę ten z Korei Północnej. Z tego powodu, to właśnie z tego kraju jest najwięcej uchodźców.
Niby taki budyń, ale sztuka tkwi w przyprawach.

Składniki:
- ciecierzyca
- cebula
- czosnek w proszku
- papryka słodka
- kmin
- koncentrat pomidorowy


Wykonanie:

Nasiona ciecierzycy mielimy na proszek.
Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy. Dodajemy trochę koncentratu, przyprawy i mieszamy.
Dodajemy mąki z ciecierzycy, smażymy. Dolewamy delikatnie wody, cały czas mieszając, du uzyskania konsystencji bardzo gęstego sosu.

czwartek, 23 października 2025

Kryzysowy musakhan

Ostatnio czytelnik pisał, że mało przepisów wojennych. Mówisz- masz :)
Z uwagi na to, że jedzenie pełni jedną z najbardziej istotnych funkcji w naszym życiu, choć w przypadku katastrofy pełni funkcję elementu przetrwania, to pełni ją nie tylko w rozumieniu odżywienia organizmu i przetrwania fizycznego, ale i psychicznego.
Jedzenie w warunkach wojennych, zwłaszcza jedzone wspólnie, buduje wsparcie społeczności i może redukować PTSD.
Z uwagi na to, jedzenie jest często przygotowywane wspólnie przez małe społeczności w prowizorycznych schronach - piwnicach, w których ludzie spędzają czasem po kilka dni, a także w obozach dla uchodźców.

Jednym z takich dań jest kryzysowy musakhan. Musakhan to danie palestyńskie, które pomimo nieco mniej szczelnej blokady na towary żywnościowe nałożonej na strefę Gazy 20 lat temu przez siły Izraela, było w oryginalnej wersji dość popularne. Od czasu czystek przeprowadzonych przez wojsko Izraelskie i czymś co jest zawsze ich nieodłącznym elementem (pisałem o tym w poprzednim wpisie o oblężeniu Sarajewa), głód i blokady żywności, danie wygląda trochę inaczej. Czystka nie zawsze polega na tym, że cała ludność zostaje zabita. Generalnie ludności ma nie być w określonym miejscu, nieważne, czy zostaną zabici, czy gdzieś sobie pójdą, dlatego część ewakuowała się ze strefy wojny i jest w obozach dla uchodźców. Nigdzie nie jest powiedziane, że w obozach jest dużo więcej jedzenia, dlatego zarówno ci pod obstrzałem, jak i ci w obozach, korzystając z tego co otrzymali stworzyli kryzysową wersję popularnej potrawy.

O jej smaku decyduje sumak. Na szczęście rośnie w wielu parkach i skwerach.

Składniki:
- płaskie chlebki
- cebula
- bakłażan (opcjonalnie)
- strączki jeśli są
- mąka
- sumak 
- kumin



Wykonanie:

Cebulę pokroić w półplasterki i podsmażyć aż będzie miękka. Jeśli mamy bakłażan, to dodajemy pokrojony w kostkę. Możemy trochę zagęścić mąką.
Dodajemy przyprawy i ugotowane strączki. Zazwyczaj soczewica zielona lub ciecierzyca.
Podajemy na płaskim chlebie.

środa, 14 sierpnia 2024

Puszyste placki z cukinii ciecierzycy z sosem tzatziki

Sezon cukiniowy w pełni, można przygotować alternatywę do latkes znanych jako placki ziemniaczane i przygotować placki cukiniowe. Właściwie, to można przygotować alternatywę do placków cukiniowych dodając do nich zmielonej ciecierzycy, żeby były bardziej puszyste.
Do tego super prosty sos, który w czasach dedykowanych mieszanek, jest jeszcze prostszy.
Wpis z cyklu "smutne jedzenie w pracy".

Składniki:

- cukinia
- mąka z ciecierzycy, czyli zmielone drobno nasiona ciecierzycy.
- jogurt naturalny
- przyprawa tzatziki


Wykonanie:

Cukinie ścieramy na tarce o grubych oczkach. Dodajemy mąki z ciecierzycy, która pod wpływem płynu zacznie pęcznieć. Smażymy z tak przygotowanej masy placki, na patelni.
Do jogurtu sypiemy przyprawę i zostawiamy na noc, żeby się "przegryzło".

piątek, 19 kwietnia 2024

Blitva na lešo

Z cyklu "smutne jedzenie w pracy", ale wiosna zainspirowała mnie do użycia botwinki.
Danie z Chorwacji, a konkretnie z Dalmacji, czyli idealnie do pracy, bo to jeden z bardziej popularnych polskich kierunków wakacyjnych. Choć może od zeszłego roku mniej, bo poszła fama, że tam się zrobiło drogo :)
Ja akurat nigdy nie byłem dlatego mnie się kojarzy z tym co o niej usłyszałem, czyli o obozach koncentracyjnych zakładanych przez Franciszkanów i o zawodach w podrzynaniu gardeł za pomocą narzędzi rolniczych.

Składniki:

- ziemniaki
- botwina, a najlepiej boćwina
- ciecierzyca gotowana


Wykonanie:

Ziemniaki gotujemy. Odlewamy trochę wody i dusimy z pokrojoną botwiną. Dodajemy ciecierzycy i chwilę dusimy.

czwartek, 5 października 2023

Fit-fit

Kuchnia z regionu Erytrei i Etiopii, bo raczej tak należałoby do tego podejść zanim namalowano kreski na mapie. Ściślej rzecz biorąc to jest jej polska wersja. Może kiedyś zrobię oryginalną, ale póki co taki eksperyment fusion. Oryginalnie robi się to z podartych placków injera, które swoim smakiem przypominają żytnie pieczywo i takiego właśnie użyłem.

Składniki:

- chleb, najlepiej żytni, ale może być jakikolwiek
- cebula
- chili
- czosnek suszony
- imbir


Wykonanie:

Cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy.
Dodajemy porwany na kawałki chleb, przyprawy i smażymy chwilę.
Podaje się to z puree ciecierzycowym lub jogurtem.

poniedziałek, 13 marca 2023

Kalameny i onigiri

Będąc pod wpływem japońskich seriali obyczajowych, w których dużo się gotuje, postanowiłem przygotować onigiri. Dowiedziałem się przy tym, że jest to jedzenie przygotowywane głównie na podróż, więc musiałem takową zorganizować. Padło na ciepłe termy w słowackiej miejscowości Kalameny, czyli termy, które podobno znajdują się najbliżej naszej granicy. W dodatku dzikie i prawie w ogóle nieskomercjalizowane. Sama miejscowość jest też malowniczo położona w okolicy Tatr Niżnych, także widoki, zwłaszcza o tej porze są świetne, bo wiadomo, ze jak jechać na termy, to tylko zimą. Co to za radocha kąpać się w ciepłej wodzie, kiedy jest ciepło :)

Warto się czasem po drodze zatrzymać i pooglądać co rejon ma dla nas do zaoferowania.


Dojazd też osobliwy :)


Obok jest parking, z którego trzeba przejść jakieś 30 metrów, co przy mrozie i mokrych gaciach jest wkurzające :) Sama woda ma ponad 30 stopni. Wiadomo, że najcieplej przy wytrysku, więc przygotujcie się na to, że to miejsce będzie mocno oblegane i ludzie będą tam siedzieć nawet godzinę :)
Kiedyś wyglądało to tak, że był odwiert, z którego leciała woda i wielka dziura, z odpływem. Obecnie zbiornik zagospodarowano, wybetonowano i wysypano żwirem na dnie. Na ściankach jest żółty osad, co jest wynikiem bogactwa minerałów. Teoretycznie, to bezpośrednio z odwiertu można chyba pić.


Jedynym komercyjnym motywem jest postawiona nieopodal mała sauna na wynajem za ok 50 euro. Cała reszta, to partyzantka, czyli to co lubię najbardziej. Nawet zegar osobliwy.


Samego onigiri jest tyle wariantów, co kucharzy. Możecie wsadzić do środka wszystko co się tam utrzyma, a ryż wymieszać ze wszystkim, co nie spowoduje, ze będzie mniej klejący. Ja znalazłem taki przepis, jako jedną z bardziej popularnych wersji.

Składniki:

- ryż do sushi
- ciecierzyca w puszce
- cebula


Ryż gotujemy.
Cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy.
Mieszamy z rozgniecioną ciecierzycą i doprawiamy czymś ostrym.
Bierzemy porcję ryżu, robimy z niej placek. Nakładamy trochę farszy, przykrywamy ryżem i formujemy kulę albo trójkąt. Wersja de lux jest z paskiem nori, ale nie jest to składnik wymagany.



czwartek, 10 marca 2022

Ciceri e tria

Farrel Monk amerykański archeolog wpadł na pomysł, aby bliżej poznać nawyki żywieniowe naszych przodków. Tym samym zaczął analizować materiały źródłowe oraz skład chemiczny pozostałości po starożytnych naczyniach. Coś co było z początku tylko zajawką stało się dziedziną nauki nazwaną archeologią gastronomiczną.

Wynikiem prac takich wyspecjalizowanych archeologów jest właśnie ta potrawa. W zasadzie gdzie się nie ruszycie po włoskich blogach kulinarnych to wszędzie piszą, że jest to potrawa, którą opisywał w swoich Satyrach Horacy 2050 lat temu. I faktycznie w Księdze I, Satyrze VI jest opis jak Horacy chce wrócić do domu, żeby zjeść talerz makaronu z ciecierzycą, choć niektóre tłumaczenia na włoski zrobiły z makaronu gnocchi. 

Składniki:

- makaron wstążki (ja użyłem ryżowego i jest świetny)
- ciecierzyca
- czosnek


Wykonanie:

Oddzielamy ok 1/4 - 1/3 makaronu i smażymy na głębokim oleju.
Pozostałą część normalnie gotujemy.
Na oleju podsmażamy krótko czosnek i dodajemy ugotowaną ciecierzycę. Chwilę smażymy i dodajemy ugotowany makaron. Podsmażamy chwilę i podajemy posypując danie usmażonym wcześniej na chrupko makaronem.

czwartek, 27 stycznia 2022

Trzy dania, czyli warsztaty z Jaśkiem Kuroniem

Zostałem zaproszony przez agencję MediaStory na warsztaty kulinarne, które prowadził znany kulinarny celebryta Jasiek Kuroń. Cała akcja była w ramach promocji produktów BIO firmy JAMAR. Jako osoba zaangażowana w wiele akcji przeciwko marnowaniu jedzenia, a także współtworząca jadłodzielnie nie mogłem przegapić spotkania z twarzą idei "nie marnuje" w Polsce.
Warsztaty odbyły się w znanej z frytek Częstochowie w hotelu Arche. Jako, że miały się zjechać najbardziej wybredne podniebienia od bloggerów po dziennikarzy, już na wstępie trzeba było ich zadowolić wyszukanymi przekąskami :)

Byłem w wielu miejscach na różnych imprezach kulinarnych, gdzie nawet musiałem kroić za pomocą łopatki do tortów, natomiast tu stanowiska były przygotowane bardzo dobrze. 
Tu kroiliśmy.


A tu gotowaliśmy :)


Plan był taki. Każdy z nas dostał ulotkę z przepisami, składniki i mieliśmy robić to co było na tej ulotce. I wtedy ze strony mistrza ceremonii padły słowa, które ja Wam często powtarzam: Można coś dodać, można coś odjąć, przepisy to tylko azymut, do którego zmierzamy, a kuchnia to nie apteka. Tak dokładnie, bo jedyne gotowanie, w którym musimy się trzymać dokładnie składników i proporcji to gotowanie meta amfetaminy :) Tylko jeszcze ktoś nas musi zainspirować. Tak się złożyło, że asystentką Jaśka była jego żona Aneta. Tak jak idealne systemy społeczno-polityczne kształtowały się w wyniku zderzenia skrajnych od siebie ideologii, co Harari określił jako szukanie proporcji pomiędzy równością, a wolnością, tak Jasiek I Aneta prezentowali zupełnie różne kierunki w kuchni. Jak różne, to się za chwilę przekonacie. Przy okazji Aneta pokazała nam swój popisowy numer jak pokroić paprykę, aby nic się nie zmarnowało.


Zainspirowani uwagami Anety zrobiliśmy shakhukę z ... ciecierzycy. 

Składniki:
- cebula
- papryka
- chilli
- czosnek
- kmin rzymski
- kolendra 
- ciecierzyca w puszce
- pasata pomidorowa


Wykonanie:
Cebulę kroimy w piórka. Czosnek kroimy drobno, albo rozgniatamy. Chili kroimy w plasterki.
Wszystko razem chwilę podsmażamy i dodajemy pokrojonej w kostkę papryki. 
Paprykę lekko podsmażyć. Na tyle lekko, żeby była jeszcze chrupiąca. To jest moment w którym mówimy procesowi mięknięcia "dość" i dolewamy pasaty. Środowisko kwaśne skutecznie nam zniechęci paprykę do nadmiernego sflaczenia. Możemy trochę zredukować i dodajemy przyprawy oraz ciecierzycę. Dla osób genetycznie uwarunkowanych w stronę nienawiści do kolendry był szczypiorek.

Kolejne danie to miał być kurczak po tajsku, ale wszystkim tak się spodobała ta ciecierzyca, że zrobiliśmy curry z ciecierzycy w tajskim stylu. Czyli z orzeszkami, bazylią i typową dla pad thai mieszanką trzech smaków. Oczywiście na ostro :) 

Składniki:
- szalotka
- czosnek
- chili
- różne kolory papryki
- ciecierzyca z puszki
- cukier
- sos sojowy
- ocet jabłkowy
- bazylia


Wykonanie:
Szalotkę kroimy w półplasterki. Czosnek i chili w plasterki. Dodajemy paprykę i chwilę smażymy. Dodajemy orzeszki. Wszystko chwilę podsmażamy i dosypujemy cukru. Chwilę smażymy cały czas mieszając, żeby nam się skarmelizowało i dodajemy sos sojowy. Chwilę dusimy i dodajemy trochę octu. Generalnie te trzy smaki mają być wyczuwalne, ale żaden z nich nie ma dominować. To jest moje zdanie, ale możecie zrobić inaczej. Na koniec wjeżdża cieciorka i chwilę dusimy  kilkoma listkami bazylii. Aby podkręcić SHU dodaliśmy jeszcze sosu Sriracha, a żeby było bardziej fancy, skołowanym na boku od gospodarzy sezamem, wcześniej uprażonym.

Ale co to za gotowanie bez deseru. Na deser miał być vol-au-vent z różnymi ciekawymi nadzieniami.

Składniki:
- ciasto francuskie
- mus jabłkowy
- cynamon


Wykonanie:
Wspomniałem już o różnicach światopoglądowych Jaśka i Anety. Tu właśnie pojawiły się dwie frakcje niczym w powieści Podróże Guliwera Johnatana Swifta (który zasłynął też podręcznikiem na temat jedzenia dzieci), gdzie dwa ludy miały swoją wizję jedzenia jajka. 
Jasiek wycinał z ciasta francuskiego kółka oraz cienkie paski, a następnie przyklejał te paski tworząc brzegi.
Aneta wycinała kółka, a z połowy kółek wycinała mniejsze kółka. Tak powstałe "obrączki" przyklejała na te kółka, które były nietknięte. Oczywiście nic się nie marnowało, więc z małych kółek robiła ciastka z różnymi wzorami.
Dalej tak samo.  Smarujemy delikatnie musem jabłkowym i wkładamy na 15 minut do piekarnika, zgodnie z sugestią na opakowaniu.
Trzeba zrobić farsz. W tym celu podgrzewamy na patelni mus jabłkowy z cukrem i cynamonem. Jabłka są bogate w pektyny więc trzeba je dłuższy czas pogrzać, a potem po ostudzeniu wszystko nam zgęstnieje.
Po wyjęciu kominków z piekarnika należało usunąć skorupkę ze środka, żeby powstał nam głęboki komin, do którego ładujemy jabłka. 
Jako fan kuchni PRL zastosowałem dekorację talerza w stylu PRL z tym, że zamiast papryki użyłem odpowiedniejszego składnika - cynamonu :)

Towarzystwo było tak dobre, że nawet taki introwertyk jak ja się tam jakoś odnalazł pomimo tego, że nie mogłem pić wina :)

Na koniec to co tygrysy lubią najbardziej - autografy i zdjęcia :)


W ramach ciekawostki powiem Wam, że z Jaśkiem mieliśmy kiedyś wspólny wywiad w radiowej "Czwórce". Co prawda wspólny to było mocno powiedziane, bo po prostu sklecili nasze wypowiedzi, które zostały uzyskane osobno :)



poniedziałek, 17 maja 2021

Punjabi Chole i czyszczenie rzek

W przypadku pracowników najemnych weekendy sprzyjają aktywnościom terenowym. Zwłaszcza niedzielę należy odpowiednio wykorzystać. Jako, że jestem mentalnie zdecydowanie za młody na to, żeby być wędkarzem, a nie mam zamiaru odmawiać sobie przyjemności obcowania z przyrodą w okolicy zbiorników wodnych, wymyśliłem sobie, że od czasu do czasu wybiorę się nad tą czy inną wodę, aby mieć swój osobisty wkład zarówno w czyszczenie zbiorników wodnych jak i przetwarzaniu surowców wtórnych, za pomocą magnesu na sznurku.
Pogoda była nienajlepsza, ale tereny ciekawe, zwłaszcza, że koło jednego mostu było stanowisko strzeleckie. 


Jeśli nastawiacie się na skarby, to nawet się za to nie bierzcie. Choćby dlatego, że nie jesteście jedyni. Co do czego możecie być pewni, to że spędzicie czas na wolnym powietrzu i wyłowicie trochę złomu. Czasem znajdziecie coś, co teoretycznie jest fajne, ale zasadniczo nie opłaca się trzymać tego w domu i wtedy podejmiecie sobie sami decyzję, czy bierzecie, czy zostawiacie tam gdzie jest. Baaardzo rzadko, znajdziecie coś niebezpiecznego. Mówię rzadko, bo mi się na przykład udało kiedyś wyłowić łyżki od radzieckich granatów F1, ale ani jednego granata. 
Natomiast jest to też okazja żeby zwiedzić w swojej okolicy miejsca, których się nie chciało zwiedzać i to od zupełnie innej strony.


Zwłaszcza ja się ma towarzystwo. Tak się składa, że Dawid miał jeszcze fajne auto w którym można było spokojnie zjeść :)
Postanowiłem zrobić coś prostego, co nie wymaga dużego wkładu dodatkowego na czas takich wypraw. Padło na rodzaj ciemnego curry, do którego ludzie w Indiach, aby uzyskać odpowiedni kolor, używają herbaty.

Składniki:
- ciecierzyca
- herbata czarna
- cynamon
- kardamon
- czosnek
- cebula
- przecier pomidorowy


Wykonanie:
Ciecierzycę wymoczyć kilka godzin, odsączyć, a następnie ugotować z herbatą. Najlepiej, żeby ta herbata była w jakiejś siatce, bo fusy nas nie interesują. W każdym razie po wszystkim chcemy mieć ugotowaną cieciorkę i ewentualnie trochę tego ciemnego płynu.
Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy. Dodajemy przyprawy, wyciśnięty czosnek i trochę smażymy. Dodajemy koncentrat, wodę, cieciorkę i chwilę dusimy. 

wtorek, 23 marca 2021

Crespelle alla Fiorentina

Właściwie to moja dość specyficzna wersja Crespelle alla Fiorentina, gdzie zakładam, że mojego bloga nie czyta aż tylu Włochów co New York Times, dlatego mój artykuł nie wzbudzi takiego oburzenia jak artykuł o spaghetti carbonara autorstwa Kay Chun. Jako okoliczność łagodzącą podam ponownie fakt, że użyłem grochu WŁOSKIEGO.
Pamiętacie jak kiedyś pisałem, że pewna Włoszka - Kaśka Medycejska nauczyła Francuzów gotować? To akurat w przeciwieństwie do mitycznego noża i widelca jest prawdą. W każdym razie, wieść głosi, że oprócz przestawienia się na ciekawe warzywa jak karczochy, pokazała im też naleśniki, które potem zaadoptowali na swoje potrzeby wymyślając wiele wersji

Trzy rzeczy spowodowały, że postanowiłem zrobić ten przepis.

  • po przepisie na cieciorkowe tiramisu, który możecie znaleźć tutaj, zostało mi całkiem sporo wytłoczyn
  • miałem w lodówce sporo szpinaku, który już więdnął, więc jako świeży dodatek już się nie nadawał, ale do sosu spoko
  • kończyła się maslenica, bo przepis robiłem w niedzielę, a zgodnie z ludową tradycją, cały tydzień przed równonocą wiosenną należy jeść naleśniki, z czego tego ostatniego dnia najwięcej, więc wyjątkowo zrobiłem wytrawne
Składniki:
- mąka
- wytłoczyny ciecierzycowe
- szpinak


Wykonanie:
Z mąki i wody robimy lejące się ciasto i smażymy z niego naleśniki.
Wytłoczyny podsmażamy, dodajemy liście szpinaku i trochę wody, cały czas mieszając, żeby całość miała konsystencję bardzo gęstego sosu. Solimy do smaku, wkładamy do naleśników i zawijamy w rurki. Żaden inny kształt nie wchodzi tu w rachubę. Chociaż o to Włosi się nie przyczepią :)

środa, 6 stycznia 2021

Kulinarne trendy 2021

Jak co roku o tej porze, uraczę Was trendami kulinarnymi na nadchodzący rok, które będą obowiązywać z bardzo dużym prawdopodobieństwem. Dlaczego mówię o prawdopodobieństwie? Bo w świecie nauki wszystko jest tylko bardzo lub mało prawdopodobne. Spotkaliście się pewnie z pseudo dziedzinami nauki, które mówią, że coś jest na pewno, ale takie stwierdzenia nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Jak ocenić prawdopodobieństwo? Badać zachowania ludzi. Miałem coś takiego na studiach na prognozach i ekonometrii. Czy ja badałem? Nie! W przeciwieństwie do domorosłych internetowych gawędziarzy nie będę udawał autorytetu naukowego w jakiejś dziedzinie i skorzystałem z gotowych badań.

Jedną z mądrości życiowych jest to, że potrafimy skorzystać z dobrego źródła badań. Jak możemy takowe rozpoznać? Podstawowe kryterium to takie, czy osoba, która publikuje te badania jest naukowcem właśnie w tej dziedzinie. Ostatnio modne jest wypowiadanie się np. na temat prawa przez np. chemików itp. Także to jest absolutna podstawa podstaw, że się tak żargonem posłużę, warunek konieczny, niewystarczający :)
Drugie to jakość źródła. Część z Was na pewno pisała chociaż jedną pracę naukową, bo taka jest potrzebna, żeby zakończyć jakąś formę studiów. Bardzo ważne jest przedstawienie w niej wiarygodnej metody badawczej. Poważny promotor nie pozwoli Wam napisać pracy naukowej, jeśli metoda będzie budziła wątpliwości, czyli im większy autorytet i tradycja, tym większą wagę będą przykładać do wiarygodności.

Czy to oznacza, ze trzeba się ich słuchać, bo na pewno mają rację? Już pisałem, że nie ma nic na pewno, ale jeśli kogoś miałbym się słuchać, to raczej tego, kto zajmuje się jakimś zjawiskiem na codzień, czy to zawodowo, czy z pasji, niż tego, który zajmuje się zupełnie czym innym. Taki życiowy przykład. Jeśli Wam się coś zepsuje w aucie, to idziecie do zakładu mechanicznego, a nie do krawca, bo nawet jeśli ten mechanik nie znajdzie szybko usterki, to prawdopodobieństwo tego, że to właśnie tam znajdziecie pomoc, jest znacznie wyższe.

Także ja posłużyłem się prasą oraz raportami branżowymi i na tej podstawie wysnułem pewne wnioski.

  • kiszonki - Rok 2020 będziemy pamiętali jako rok epidemii. Jeszcze nie wiemy, czy tylko ten, ale ten na pewno. Przypomniano sobie o tym, że kiszonki mogą pozytywnie wpływać na odporność, o czym mogłyby świadczyć badania przeprowadzone w Charité. Tak, to ten słynny serialowy uniwersytecki szpital.
  • ciecierzyca - Globalne ocieplenie stało się faktem. Jednym ze sposobów ograniczenia emisji gazów cieplarnianych do atmosfery jest ograniczenie produkcji zwierzęcej, a wcześniej wyrobienie nawyków żywieniowych, za którymi idą również względy zdrowotne. Soja jest passé. I to nie dlatego, że krąży w okół niej mit, że niby powoduje znaczny wzrost estrogenu u mężczyzn. Nawet nie dlatego, że jej uprawy w Ameryce Południowej są wątpliwe etycznie. Głównie dlatego, że są lepsze i smaczniejsze rzeczy. Poza tym, z uwagi na to, czym odżywiali się starożytni Rzymianie i jaki wpływ mieli na Europę, to taki powrót do korzeni. Okazało się, że cieciorka to coś więcej niż hummus i falafele.
  • domowa restauracja - nie możemy jeść naszego ulubionego ulicznego jedzenia, bo albo musimy siedzieć w domu, albo restauracja jest zamknięta (na chwilę lub na stałę)? Podrobimy w domu.
  • comfort food - był już niezbyt zdrowy fast food, potem, w celu zadbania o zdrowie fizyczne slow food, a teraz należy zadbać o zdrowie psychiczne i jest comfort food. Jak to zdefiniować? Jest to jedzenie, które powoduje u nas pozytywne wspomnienia, najczęściej z dzieciństwa, bo jednak większość z nas miało mniej problemów w dzieciństwie niż teraz. W książce Marcela Prousta pod tytułem W stronę Swanna jest to ciastko moczone w herbacie. Co prawda sprawa comfort food jest teoretycznie indywidualna dla każdego, ale w Polsce, kraju, w którym PRL uprościł i ujednolicił wszelkie regionalizmy kuchenne sprawa jest prosta, a po tym jaką popularnością cieszą się fotele Chierowskiego, możemy wywnioskować, że nasze comfort food pójdzie właśnie w tym kierunku. Dla mnie osobiście, smak dzieciństwa to gofry. Jako, że mieszkałem w miejscowości nadmorskiej, budki z takowymi były na każdym kroku. Zresztą wytrawne gofry subtelnie wkraczają do nas już od 3 lat.
Postanowiłem przygotować coś zgodnie z cały czas obowiązującym trendem, czyli - w stronę USA. Coś w stylu kanapki Rauben.

Składniki:
- ciecierzyca w puszce
- wędzona papryka w proszku
- musztarda
- mąka ziemniaczana
- mąka pszenna
- kapusta kiszona
- majonez
- olej


Wykonanie:
Do mąki pszennej dodajemy trochę oleju i tyle wody, aby powstało nam lejące się ciasto, z którego następnie robimy gofry w gofrownicy.
Kapustę kiszoną kroimy.
Ciecierzycę gnieciemy (nie miksujemy) z papryką, i odrobiną musztardy i mąki ziemniaczanej, a następnie ugniatamy i chwilę pieczemy. Jak ostygnie delikatnie smażymy.
Między dwa gofry układamy plastry ciecierzycowe, kapustę i majonez.

środa, 30 września 2020

Birmańskie tofu w sosie słodko-kwaśnym

Na wstępie dodam, że przepis na to tofu dostałem od Marcina, to było bardzo ważne, żeby umieścić tą informację na wstępie :)
Tam daleko w Himalajach jest taki kraj jak Mjanma, ale my jesteśmy przyzwyczajeni do nazwy Birma. Kraj był długo zamknięty dla turystów, dlatego niewiele było o nim wiadomo, a i też z uwagi na jego znaczenie, w przeciwieństwie do Korei Północnej, nie bardzo się tym szersza publiczność interesowała.
Jak ktoś interesował się sportami walki, to na pewno słyszał o birmańskim boksie, dyscyplinie typowej dla całego tego regionu Azji. W tym kraju działa się też akcja przedostatniej części serii filmów, które miały świetny start - Rambo.
Bardzo charakterystyczna, ale tylko z pozoru, jest birmańska odmiana buddyzmu, nastawiona na eksterminację innowierców, udowadniając tym samym, że nie ma w jednym regionie miejsca dla dwóch monoteistycznych religii, nawet pokojowo nastawionych :)
Co jest ciekawego w tym tofu? To, że nie jest z soi.

Składniki:
- ciecierzyca
- cebula
- papryka
- ananas konserwowy
- papryka słodka w proszku
- ryż


Wykonanie:
Ciecierzycę mielimy na mąkę. Mieszamy z wodą w stosunku 300 g na 1 litr i doprowadzamy do wrzenia cały czas mieszając. Wylewamy do prostokątnego naczynia i studzimy. Warto wyjąć z pojemnika, bo trochę się nam spoci. Ewentualnie możemy lekko przesuszyć w piekarniku. Kroimy w kostkę.
Cebulę kroimy w półplasterki i smażymy. Zasypujemy dużą porcją słodkiej papryki, mieszamy i powoli dodajemy wody. Dodajemy pokrojone w kostkę ananasa, paprykę i pokrojone w kostkę tofu.
Podajemy z ryżem.


czwartek, 20 sierpnia 2020

Calentica

A także, calentita, karantika, karantita. Danie pochodzi z Algierii, ale już sama geneza nie jest taka oczywista. Jedna teoria mówi, że pochodzi z początku XVIII wieku, kiedy Hiszpanie siedzieli w oblężonym mieście Oran, do którego wcześniej wbili się, bo się podobno zdenerwowali na stacjonujących tam piratów berberyjskich (nie wiem czy nazwa berbelucha, pochodzi właśnie od nich). Zabrakło im jedzenia, dlatego piekli proste placki z ciecierzycy. Inna teoria mówi, że to oni coś tam oblegali, ale zasadniczo bardziej prawdopodobne jest to, że ktoś nie ma jedzenia kiedy jest oblegany niż kiedy oblega. W każdym razie wspólnym mianownikiem są tam Hiszpanie, co potwierdza hiszpańskie słowo calentita - gorące, którego, jak twierdzi moja mieszkająca w Hiszpanii koleżanka, z którą rozmawiałem o tym godzinę temu, można użyć również w stosunku do osoby :)

Składniki:

- ciecierzyca
- woda

Wykonanie:

Ciecierzycę mielimy na mąkę i mieszamy z wodą, aby powstało nam gęste lejące się ciasto, które następnie wlewamy do okrągłej foremki, a nią samą do nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś 20 minut.

sobota, 15 sierpnia 2020

Panissa na Małej Panwi

Co prawda zgodnie ze zwyczajami ludowymi, a dobrze wiecie, że ja jestem fanem ludowych wierzeń, Dzień Matki Ziemi spędza się, zwyczajowo, na zbieraniu roślin, ale ja postanowiłem się oddać również ludowej rozrywce. 
Wiem, że kajaki kojarzą się z rozrywką bardziej wysublimowaną i OK, tak bywa, ale w przypadku eksplorowania nieznanych terenów, kajakarstwa górskiego, czy morskiego, a nawet jeziornego. Zorganizowane spływy kajakowe na płytkich i mało wymagających rzekach, to tzw. kultura masowa, czyli taka, jaką taki ktoś pochodzący z nizin społecznych jak ja, lubi się czasem oddawać. Wobec powyższego, nie może też być zbyt wymagająca, bo bardziej istotny od samego faktu pływania, jest element towarzyski, zwłaszcza zakrapiany, dlatego tak często jest ona wybierana na imprezy firmowe. 
Niemniej jednak, jest pewna doza egzotyki i o ile, macie czas, można się nawet czymś zachwycić, np. przepływając pod mostami czy wiaduktami. 

Cieszmy się ze starych wiaduktów, tak łatwo je chcą wysadzać :)
Przy okazji, zaobserwowaliście, że na podporach wiaduktów kolejowych, jedna strona ma inny kolor od drugiej? Zgadnijcie dlaczego :)


Można taką rzeczkę pokonać tak, że zdać się na dryf i taka taktyka czasem się sprawdza, ale są momenty, w których wypada manewrować.



Prawdziwa zabawa zaczyna się w tzw. wąskich gardłach, kiedy to zderzają się ze sobą różne koncepcje (tempa), a także jak ktoś tuż zaraz za nim postanowi nagle odwrócić kajak w poprzek sprawdzając jak poszło pozostałym, nie do końca sobie zdając sprawę, ile kajaków jest jeszcze za nim :)




Od czasu do czasu są mini plaże, gdzie możecie podpłynąć, zatrzymać się i zjeść, albo wypić co nieco. My mamy taką ekipę, że każdy coś przygotowuje i tak piknikujemy. 
Ja dostosowałem jedzenie do typu rozrywki, gdyż panissa, była pierwotnie wytwarzana ze zboża zarezerwowanego dla niższych warstw społecznych. 

Składniki:
- nasiona ciecierzycy (300 g)
- litr wody
- sól, pieprz


Wykonanie:
Ciecierzyce mielimy i rozpuszczamy w wodzie. Dodajemy przypraw i gotujemy, nieustannie mieszając, aż zgęstnieje. Wylewamy do foremki i czekamy aż stężeje. Kroimy w jakieś kształty (ja lubię frytki) i smażymy lub pieczemy.



Na koniec kilka rad.
Jeśli: 
- irytuje Cię biesiadny klimat, wóda, krzyki i biesiadna muzyka, czyli to co najgorsze wyszło z folku
- masz dużo empatii w stosunku do dzieci, które czasem płaczą, podczas gdy ich rodzice dobrze się bawią
- chciałbyś przepłynąć rzekę bez kolizji z innymi uczestnikami ruchu
- liczysz, że inni uczestnicy będą się przejmowali, ze ktoś jeszcze oprócz nich jest na trasie
- chcesz wrócić suchy
- nie lubisz tłumów
- nie chcesz mieć stłuczeń od kajaka, który nagle na ciebie wpadnie
- myślisz, że będziesz się rozkoszował dziką przyrodą
- liczysz, że każdy, łącznie z Tobą, w 5 min nauczy się dobrze sterować kajakiem

NIE PŁYŃ!!!

a oprócz tego:
- przełam swoją introwertyczną naturę i krzyknij "UWAGA" jeśli masz zamiar stuknąć w inny kajak, oszczędzisz tym samy komuś urazów ręki, będzie Ci wdzięczny, a na pewno nie będzie wnerwiony :)
- nie zatrzymuj się w okolicy trudniejszych momentów


środa, 5 sierpnia 2020

Farinata

Była taka legenda o dwóch braciach. Podobno urodzono ich w zakonie, ale szczęśliwie nie zostali zakopani, a mieli zostać utopieni, tak jak to się robi z wieloma młodymi niepotrzebnymi ssakami. Wykonawca zlecenia się zlitował i puścił ich na rzece w koszu uciszając tym samym sumienie. Znalazła ich wilczyca, a że mleko drapieżników jest znacznie bardziej bogate w składniki odżywcze niż mleko ludzkie, to urośli na silnych wojowników, którzy dali podwaliny Imperium Rzymskiemu. Zanim Imperium stało się imperium, mieli mało terenu i jedli to, co dawało dobry stosunek składników odżywczych do powierzchni upraw. Jedną z takich rzeczy była ciecierzyca. Nawet po zmianie warunków życia nawyki żywieniowe zostają, dlatego już za czasów wielkiego imperium i jego zbrojnego ramienia w postaci legionistów (nie mówię o imperium Lechitów i kibicach Legii) te nawyki dalej obowiązywały. Legioniści używali zmielonej ciecierzycy zmieszanej z wodą do sporządzania placków, które wypiekali na swoich metalowych tarczach. Pewnie od czasu do czasu, jakiś pomysłowy Dobromirus dorzucał tam jakieś składniki, aby urozmaicić wojskową rutynę.

Składniki:
- ciecierzyca
- pomidory
- cebula czerwona


Wykonanie:
Ciecierzyce mielimy i mieszamy z wodą, żeby powstało nam gęste lejące się ciasto.
Cebulę i pomidory kroimy na plasterki i podsmażamy. 
Zalewamy ciastem. Smażmy i przewracamy na drugą stronę, chwilę podsmażając.

wtorek, 19 maja 2020

Omlet Pana Kleksa

Moją przygodę z cyklem "Pan Kleks" zacząłem od filmów. Co prawda umiałem już czytać, ale moje zdolności były jednak ograniczone. Był to obraz prawie tak kultowy dla mojego pokolenia jak film Diabeł morski puszczany co Wielkanoc. Tym większą miałem radochę, kiedy jakieś 12 lat temu mogłem zwiedzić miejsca, w których był on kręcony znajdujące się na Półwyspie Krymskim. Znacznie później, bo w czwartej klasie szkoły podstawowej sięgnąłem w wyniku przymusu edukacyjnego za lekturę. Pamiętam, że po tej lekturze miałem napisać wypracowanie. Na koniec, jak to zwykle bywało, trzeba było napisać ocenę książki. Napisałem, że nie dość, że mi się podobała, to jeszcze chciałbym aby było takich książek więcej. Kiedy wypracowanie do mnie wróciło przeczytałem kilku zdaniową uwagę od nauczycielki na temat tego, że gdyby takich książek było więcej, to nie rozwijałbym się intelektualnie. Trochę mi się zrobiło przykro, bo czerwona uwaga wyglądała trochę jak te, które musiałem dawać do podpisu rodzicom, ale teraz wiem, że nauczyciel chciał mnie przygotować do prawdziwego życia, w którym takie rzeczy jak niekonwencjonalny system nauczania, szacunek do innych ludzi niezależnie od tego jak wyglądają, szacunek do zwierząt, czy nawet słynne hasło promowane przez szkołę Summerhill, żeby pozwolić dzieciom być dziećmi, w świecie, który na mnie czeka nie mają prawa bytu.

W pierwszej części jego przygód - Akademia Pana Kleksa - mjest cały rozdział o kuchni Pana Kleksa. Bardzo zaintrygował mnie jeden fragment:
Niebieska farba jest kwaśna, zielona jest słodka, czerwona jest gorzka, żółta jest słona, natomiast z różnych połączeń farb po wstają smaki pośrednie. Tak więc odpowiednie połączenie farby zielonej z białą i z odrobiną szarej daje smak waniliowy, brązowa z żółtą posiada smak czekoladowy, farba srebrna, domiesza na do czarnej i z lekka zakropiona seledynową, smakuje jak ananas. I tak dalej, i tak dalej.
O czym mowa? O estrach :) To takie związki chemiczne odpowiadające w niektórych produktach za zapach. Wiadomo, że Jan Brzechwa nie chciał zanudzić młodego czytelnika wiedzą z chemii organicznej więc przedstawił to w przyjaznej odbiorcy formie. Zresztą nie tylko sztucznie wytworzone estry są stosowane w przemyśle spożywczym, zobaczcie z czego jest zrobiony syrop malinowy :)
Jego najmłodszy uczeń Adaś Niezgódka zapytany co by chciał zjeść, odpowiedział w filmie, że omlet z wiśniami i czekoladą, po czym dostał omlet przygotowany ze specyfików znajdujących się w kuchni, bynajmniej nie z jajek. Właśnie taki omlet postanowiłem przygotować. Bez jajek, ale żeby smakował i wyglądał jak z jajek. W książce Adaś poprosił o omlet ze szpinakiem, dlatego wolę zrobić jak w oryginale. Nie myślicie chyba, że profesor Ambroży Kleks, który otrzymał tak bogatą wiedzę w dziedzinie botaniki, w którego kuchni znajdowały się słoiki z różnymi kwiatami użyłby nudnego szpinaku? Zrobiłem to co zrobiłby Pan Kleks. Poszedłem do lasu i nazbierałem podagrycznika, pokrzyw i bluszczyka kurdybanka dla smaku.

Jak zrobić omlet bez jajek? Po pierwsze konsystencja i kolor. To daje nam mąka z ciecierzycy, czyli drobno zmielone nasiona. Po drugie smak i zapach. Tu posłużymy się czarną solą, która ma wysoką zawartość siarki, czyli tego co pachnie w jajku jajkiem.

Składniki:
- nasiona ciecierzycy
- pokrzywa
- podagrycznik
- bluszczyk kurdybanek
- czarna sól


Wykonanie:
Rośliny myjemy i dusimy na patelni pod przykryciem z małą ilością wody.
Ciecierzycę mielimy drobno, dolewamy wody, aby powstało nam lejące się ciasto, doprawiamy solą (pół łyżeczki na jeden omlet), mieszamy z zielskiem i smażymy z dwóch stron.



Jemy chwasty 2020

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Ogórkowanie i kanapka z grilllowanym ogórkiem

W miniony weekend pojechałem na imprezę o nazwie Ogórkowanie, czyli bardzo ciekawe wydarzenie organizowane przez lokalnego wytwórcę ogórków kiszonych w okolicach Wrocławia. Miał to być szereg atrakcji związanymi z ogórkami, wraz z warsztatami kiszenia ogórków, które należało wcześniej sobie zebrać na udostępnionym do tego polu. Impreza darmowa, a za zebrane ogórki nic się nie płaci, dlatego już na parkingu można było podsłuchać rozmowy starych wyjadaczy (to już czwarta edycja) na temat tego, ile zbiorą i ile zaoszczędzą, ewentualnie za ile to potem sprzedadzą :) Dzięki cze,u po godzinie, nie było już ogórków na polu i część osób próbowała zbierać z innego, odgrodzonego taśmą, mimo próśb organizatorów :) Tu zdjęcie tej połowy pola, do której jeszcze ludzie nie doszli :)


Całość miało formę takiego festynu wiejskiego ze sceną, na której był wodzirej i występy zespołów folklorystycznych. Ze straganami, na których można było spróbować wielu lokalnych ciekawostek jak na przykład kiszona rzodkiewka. Właściwie było coś dla każdego, bo nawet pajdy ze smalcem z fasoli były. Odbyłem też nostalgiczną podróż, dzięki masowemu śpiewaniu piosenki z mojego dzieciństwa pod tytułem - Ogórek.


Oczywiście żaden wiejski festyn nie może się obejść bez Ochotniczej Straży Pożarnej, która zrobiła błoto dla dzieci i wodną kurtynę. Podobały mi się również eksponaty. Tym bardziej, że taki C-360 był pierwszym pojazdem spalinowym, który zdarzyło mi się prowadzić :)


Oraz bardzo pomysłowe miejsca do siedzenia. Trzeba przyznać, że wystrój był bardzo fajny. W stylu recycling - DIY.


Można było podpatrzeć jak wygląda wyrób produktów metodą tradycyjną, a nawet własnoręcznie zmielić mąkę.


Główną atrakcją miał być przelot ogórkowym samolotem. Ogórki mają to do siebie, że ich niejadalne części są bardzo wrażliwe na uszkodzenia, dlatego nie można po nich deptać. W związku z tym zbiera się je na leżąco na specjalnych platformach podłączonych do ciągnika. Całość przypomina samolot. Bardzo specyficzny samolot, niczym dla akrobatów lub biednej kasty w Indiach, ewentualnie tak mógłby wyglądać projekt Rayanaira, bo siedzi się na "skrzydłach". Tutaj samolot kołuje :)


Zanim wsiadło się na pokład, należało zdobyć bilet. Mój lot był dopiero na 16:30. Leży się na brzuchu i zbiera ogórki, które następnie kładzie się na taśmę przed nami. Taśma przesuwa je do środka, aby następnie zostały wyrzucone na ścieżkę. Współczuje tym, którzy robią to przez kilka godzin.


Czekałem na warsztaty z kiszenia , trzymając w pogotowiu moją torbę z ogórkami i drugą ze słoikami. Niestety były one w wydaniu tylko teoretycznym, prowadzone ze sceny, co po głębszym zastanowieniu miało sens, bo takie, w których wszyscy chcieliby aktywnie uczestniczyć, mogły być problemowe ze względu na brak zaplecza kuchennego z bieżącą wodą, co nie zmienia faktu, że trochę się zawiodłem :) Po prostu nie musiałbym włóczyć się po imprezie z ogórkami i słoikami :)

Dobrze, ze było gdzie siedzieć, jak i co jeść, bo specjalnie na te okoliczność przygotowałem keks, który nie jest jakoś specjalnie warty uwagi, ale też danie wytrawne. Ostatnio mam korbę na kanapki, ale nie mówię tu o PRL-owskiej kromce chleba posmarowanego tłuszczem, z plasterkiem czegoś tam, przyozdobionym plasterkami czegoś innego. Mówię o ich ulicznych wersjach, kiedy pomiędzy dwa kawałki pieczywa dostajecie pełnoprawny posiłek, który równocześnie moglibyście zjeść samodzielnie na talerzu, bo zakładam, że pasztetu z pomidorem samodzielnie nie jecie :) Oczywiście musiała być z kiszonym ogórkiem, ale świeży to nudy :)

Składniki:
- podłużne bułki
- czerwona cebula
- ciecierzyca
- ogórki kiszone
- cukier
- papryka wędzona w proszku


Wykonanie:
Ciecierzycę moczymy kilka godzin, a następnie gotujemy.
Cebulę podsmażamy i kiedy jest miękka dosypujemy trochę cukru, cały czas mieszając, aż się nam skarmelizuje. Dodajemy do niej ugotowaną ciecierzycę i wędzoną paprykę.
Ogórki przekrajamy wzdłuż na pół i grillujemy z jednej strony. Ja, osobiście, zrobiłem to na patelni grillowej, ale możecie też upiec w piekarniku, za to wtedy nie będzie takich stylowych kreseczek. Nie spodziewajcie się takich ładnych czarnych. Na zdjęciach kulinarnych robi się je za pomocą pasty do butów.
Bułki przekrajamy wzdłuż (nie do końca), wkładamy do nich cebulę z ciecierzycą i ogórka.

My tu się dobrze bawimy i się zajadamy, a tu ktoś się nie może doczekać, aż ci wszyscy ludzie pójdą i można będzie zjeść obiad :)


poniedziałek, 1 lipca 2019

Panelle i Mały Rozsutec

W miniony weekend byłem w górach. Sytuacja o tyle nietypowa, że zasadniczo nie jeżdżę w góry w taką pogodę. Tu był wyjazd pracowniczy, dodatkowo jeszcze byłem odpowiedzialny za organizację przemieszczenia i umieszczenia tam ludzi z mojego działu, ot, cała tajemnica. Trasę nie ja wybierałem, ale została przedstawiona jako łatwa, lekka i przyjemna. Na mapie wyglądało to tak.


Powiem szczerze, estymowany czas wydał mi się mało prawdopodobny, dlatego z góry, przy rezerwacji miejsca do jedzenia, został on przedłużony o 1,5 godziny. Jak widzicie można podejść z dwóch stron. Zalecam najpierw iść niebieskim, a wrócić zielonym, jest znacznie prościej, tym bardziej, że trasa nie jest taka prosta jak się wydaje.

Zaczyna się malowniczo. Rzeczka, wzdłuż niej platformy i drabinki. Sama przyjemność. Oczywiście dlatego, że dawno nie padało :) Do pewnego momentu jest naprawdę przyjemnie, a łańcuchy i liny przy skałach są raczej do małej pomocy.

Później już robi się problemowo. Niedoświadczony lub nie najlepiej wyposażony turysta może mieć problem. Ale do malowniczej polany rodem z filmu "Janosik" jest całkiem dobrze. Później następuje gwóźdź programu. Patrzycie na to i macie wątpliwości, czy tam się w ogóle da wejść. Gdyby nie wszyscy ludzie, których widzicie z daleka, wątpliwości byłyby naprawdę duże :)


Tym bardziej, że wejście jest naprawdę strome, właściwie to idziecie po takiej jakby drabinie, tylko zrobionej ze skały. Tu już łańcuchy i liny nie są tylko do pomocy, ale powiedziałbym, że są raczej niezbędne. Podejście jest wymagające, ale widoki wynagradzają wszystko.


Miejsce w sam raz na to, żeby sobie zrobić krótką przerwę na coś do jedzenia. Ja zabrałem danie ze słonecznej Sycylii, ufając, że skoro tam się sprawdza, to wytrzyma również i przy tej pogodzie. Robione jest z mąki z ciecierzycy, którą polecam zrobić sobie samemu, mieląc nasiona.

Składniki:
- szklanka mąka z ciecierzycy
- 2 szklanki wody
- natka pietruszki 


Mąkę rozpuszczamy w wodzie dodajemy pokrojonej natki z pietruszki i, cały czas mieszając, doprowadzamy do wrzenia. Powinno nam to zgęstnieć i wtedy wylewamy na foremkę wyłożoną papierem i czekamy aż ostygnie.
Kiedy stwardnieje, kroimy na kawałki i podsmażamy z dwóch stron. Podobno jedzą to w bułce :)

Kiedy już dorzucimy do pieca, to zaczyna się zabawa. Schodzimy trzymając się liny. Nie dość, że stromo, to jeszcze podłoże złożone z małych kawałków, które lecą spod butów. Osobiście schodziłem tyłem, trzymając się liny i będąc wdzięcznym za to, że wziąłem rękawiczki. Na zdjęciu niewinnie wyglądający początek.


Po zejściu już raczej leśnie, ale trzeba przyznać, że takie skalne formy dodają uroku, przez co trasa nie jest nudna.


Reasumując. Mnie się trasa podobała, ale łatwa ona nie była. Nie tyle ciężka, co po prostu trudna. Jeśli przerosło wejście na Rysy, to jest znacznie trudniej. Odradzałbym początkującym, co nie znaczy, ze nie przejdą :)