- nie dać się złapać na nielegalnym zbieraniu,
- zbierać w Czechach (ja mam tylko 70 km),
- posadzić w ogródku.
Nakładać na naleśniki i zwijać w rurki.
Wykonanie:
Parówki gotujemy.
Liście rzepaku gotujemy i mieszamy z musztardą.
Podajemy razem.
Kiedyś już dawałem przepis na ruchanki z fjutem. Wtedy nazwa pochodziła od tego, że zaczyn drożdżowy w końcu się ruszył. Podobno nazwa ruchańców pochodzi od tego, że ruszają się na oleju. I tu mi się troche nie klei, bo niby też powinny być drożdżowe, ale grube drożdżowe placki niespecjalnie będą podskakiwać na oleju, co innego znacznie cieńsze ołatki. Czym się różnią jedne od drugich, posiłkując się literaturą fachową, pisałem tutaj.
W każdym razie tym razem z roślinami jadalnymi. Gdzieś znalazłem nazwę zielniki, ale tylko na jednym blogu kulinarnym, więc mogła to być swawolna twórczość.
Składniki:
- garść roślin jadalnych - u mnie podagrycznik, mniszek i babka
- mąka
- olej
- drożdże instant
Wykonanie:
Rośliny myjemy o szatkujemy.
Do mąki dodajemy drożdże, poszatkowane zielsko, trochę oleju i trochę wody. Mieszamy i czekamy aż urośnie.
Po lekkim wyrośnięciu nabieramy trochę ciasta łyżką i kładziemy na rozgrzany olej. Smażymy z obu stron.
Z rukolą to jest tak, jak z sokiem malinowym. Tak jak ten drugi bywa podrabiany tańszą aronią, tak ta pierwsza bywa podrabiana dwurzędem wąskolistnym. tyle dobrze, że chyba nikt nie wciska do tych opakowań toksycznego starca zwyczajnego.
W każdym razie, jest to chyba najtańsze zielsko dostępne na rynku, a w ręce wpadło mi kilka opakowań, które miały zostać zutylizowane. Danie podejrzałem w jakiejś fancy budce z makaronem sprzedawanym w kartonowych opakowaniach, której klientelę stanowi głównie znudzona klasa średnia korzystająca z przerwy lunchowej i chwaląca się tym przed całym światem, więc niby tanio, ale jakby prestiżowo :)
Składniki:
- rukola
- olej
- makaron
- czosnek
Wykonanie:
Rokulę miksujemy z małą ilością oleju i czosnku.
Podajemy z ugotowanym makaronem.
Dzisiaj będzie wpis z antytrendu zwanego smutne jedzenie w pracy, bo wygląda na naprawdę smutne, ale jak to mawiają wygląda jak gówno, smakuje jeszcze lepiej. Nie bez powodu cena tego warzywa to 1000 euro za kilogram, bo jest smaczne i bardzo zdrowe. Zaryzykuję stwierdzeniem, że to najdroższy chwast świata. Jak się przejdziecie po okolicy, zwłaszcza tam gdzie jest trochę mokro i nikt nie kontroluje rosnących tam roślin, to możecie to mieć za totalną darmochę. Pamiętajcie, że w mikroekonomii jest dużo rzeczy za darmo :)
Dodatkowo pędy redukują stres, więc jakby idealne do pracy. Możecie jeść je na surowo, w sałatkach, ale ja zrobiłem jak szparagi.
Składniki:
- młode pędy chmielu
Danie na ciężkie czasy. Rodzaj ormiańskiego pieczywa nadziewany różnymi roślinami. Popularny w Armenii i kontrowersyjnym Górnym Karabachu. Szerszej publiczności Ormianie byli znani z książki Stefana Żeromskiego - Przedwiośnie. Oczywiście musiałem je dostosować do naszych warunków, bo niektórych popularnych roślin, używanych jako nadzienie, nie mam w okolicy. tym samym wyszło danie na wyjątkowo ciężkie czasy. Idealne, żeby zabrać ze sobą na wycieczkę. Natomiast, wbrew temu co sądzi, jak go nazwała publikująca pod pseudonimem Anastazja Potocka, Marzena Domaros, Lubieżny Erotoman, w Polsce do jedzenia nadaje się nie tylko szczaw (zresztą bardzo popularny na Zakaukaziu).
Składniki:
- mąka
- olej
- woda
- różne rośliny jadalne (zdjęcie i opis poniżej)
Najlepiej można to przetłumaczyć jako ogród na focacci. Trend instagramowy, który wystartował porządnie w 2019, bo zdobienie chleba różnymi florystycznymi formami znam od dzieciństwa, z tym, że wtedy używano raczej różnego rodzaju ziaren. Podczas pandemii, kiedy nie można było podróżować, a trzeba było czymś zapełnić instagrama, trend, z uwagi na to, że tak jak nie trzeba być modelką, żeby cykać sobie foty, tak i nie trzeba być kucharzem, żeby zrobić coś tak prostego, jak płaski chleb, odnotował boom. Wystarczy umieć zrobić ciasto drożdżowe i umieć w kompozycję :)
To, że tam ma być ogród, nie znaczy zaraz, że ma to być jakiś super regularny ogród, bo może być naturalny w postaci łąki. Tak też ja zrobiłem, przy czym chciałem się skupić na makach, bo bardzo lubię ich widok. Generalnie kontrastujące ze sobą kolory świetnie się razem prezentują, tak właśnie jest z czerwonymi makami na zielonej łące.
Same maki mają dość ciekawą symbolikę. Generalnie, z uwagi na swoje właściwości symbolizują wszystko co jest związane ze snem, również tym wiecznym. Są swoistym kluczem do przekroczenia granicy pomiędzy światem, a tym co za nim. Bardzo często wykorzystuje się to w wojsku, gdzie maki są symbolem ofiar wojny, co Polacy znają z piosenki Czerwone maki na Monte Cassino, a gracze komputerowi, z gry Cannon Fodder (Mięso Armatnie, choć Fodder to po angielsku pasza i to określenie bardziej pasuje). Co ciekawe, fioletowe maki są symbolem zwierzęcych ofiar. Pisałem kiedyś, przy okazji wpisów wigilijnych o roli maku na wigilijnym stole. Z uwagi na to, że puste miejsce niegdyś przeznaczone było dla ducha jednego z naszych przodków, pozostał problem jak go zobaczyć. W tym miał pomóc mak. Dlatego jest też symbolem twórczości :)
Ja nie jestem najlepszy z kompozycji, ale co miałem na celu, to zrobić kilka maków, kilka makówek, wszystko to w towarzystwie łąkowych chwastów, jak podagrycznik, mniszek, babka.
Składniki:
- mąka
- olej
- drożdże instant
- woda
- papryka czerwona
- czarne oliwki
- zielone oliwki
- cukinia
- szczypiorek
- chwasty jadalne
- czerwona cebula
Przerywamy na chwilę ziemniaczaną kuchnię aszkenazyjską, aby nadać wiadomość z ostatniej chwili, gdyż wpadły mi w ręce z działki liście białej rzodkiewki. Rzodkiewki były bardzo małe jak na białe, ale ich część wystająca nad ziemię była bardzo okazała. Generalnie liście rzodkiewek (a nawet kwiaty) są ciekawym surowcem kulinarnym, z którego robiłem już pesto, ale postanowiłem pójść o krok dalej i przyrządzić bigos, który potocznie rozumiany i tak jest zbieraniną wszystkiego co wpadnie w ręce. Biała rzodkiew kojarzy mi się z kuchnią dalekowschodnią, dlatego postanowiłem pomieszać ją z kapustą pekińską.
Składniki:
- liście białej rzodkiewki
- kapusta pekińska
- pieczarki
- cebula
- koncentrat pomidorowy
- chilli
Wykonanie:
Cebulę kroimy w piórka i podsmażamy razem z pieczarkami.
Dodajemy pocięte liście rzodkiewki oraz kapustę, podlewamy trochę wodą i dusimy.
Doprawiamy koncentratem pomidorowym i chili - musi być ostre :)
Kiedy po I Wojnie Światowej wszelkie próby założenia niepodległego ukraińskiego państwa zawiodły ostatecznie Ukraina została wchłonięta przez ZSRR. Wprowadzona tam polityka kolektywizacji z jednej strony była typowa dla tej, która obowiązywała w ZSRR, ale z drugiej strony pewne rozwiązania, które później wewnątrz niej obowiązywały, a mianowicie zwiększanie kontyngentów płodów rolnych, które Ukraińcy mieli obowiązek oddawać, a także niemożliwe do wykonania nawiązki, przez niektórych historyków są uważane za celowe ludobójstwo, w wyniku którego zginęło kilka milionów ludzi.
Niejednokrotnie zdarza się tak, że pewne przykre momenty w historii są symbolizowane przez jakieś makabryczne narzędzia. Symbolem tych wydarzeń stały się szpikulce, którymi lokalni działacze szukali ewentualnych schowanych plonów przez głodujących chłopów.
Głód doprowadzał ludzi do szaleństwa, dlatego zdarzały się przykłady kanibalizmu głównie dzieci. Tragizmu dodawał fakt, że tuż pod nosem głodujących, na kołchozowych polach, znajdowało się mnóstwo jedzenia, za dotknięcie którego otrzymywało się najsurowszą karę.
Jak zwykle w takich przypadkach powstawały mocno kryzysowe dania. Jedzono korę drzew, liście, trawy, żaby, kijanki, padlinę, ptaki, korzeń łopianu i mniszka lekarskiego, a także, co wykorzystam w tym przepisie, kotki wierzbowe. Szukano też w ziemi starych, przemarzniętych i zgniłych ziemniaków. Ziemniaka też dodam. Przepis pochodzi z bardzo ciekawie wydanej książki kucharskiej autorstwa Mykola Bondarenko.
Składniki:
- kotki wierzbowe
- mąka
- ziemniaki
- kwiatostany leszczyny
Bazie suszymy i szatkujemy. Dodajemy trochę kawałków kwiatostanów leszczyny. Mieszamy z odrobiną mąki, startego ziemniaka i dodajemy trochę wody, żeby to nam się w miarę trzymało. Pieczemy ok 10 minut w nagrzanym do poziomu 180 stopni Celsjusza piekarniku.
To wersja w miarę bliska oryginału. Oczywiście im mniej mąki, tym bliżej, bo to właśnie towarem deficytowym.
Jak chcecie zrobić z tego element współczesnej kultury gastronomicznej dla hipsterów, to pieczecie podpłomyk z wody i mąki. Potem go otwieracie i wkładacie do niego kotki z ugotowanymi ziemniakami, do tego jakiegoś kwiatka i rzecz jasna jakiś sos. Wtedy danie głodowe zamienia się w danie za 30 pln :)
Dawno, dawno temu, kiedy ludzie nauczyli się odmierzać czas za pomocą zjawisk atmosferycznych świętowali początek nowego cyklu wegetacyjnego w dniu, w którym czas dnia równał się czasowi nocy, gdyż od tego momentu miałoby być więcej dnia. Więcej dnia, to więcej słońca. Więcej słońca to więcej jedzenia, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z kulturami opartymi na zbieractwie, czy tymi po rewolucji agrarnej. Dość ważnymi symbolami tego święta stały się zielone listki i jajka - symbole odradzającego się życia. Tak było w wielu kulturach, ale skupimy się na żydowskiej. Tam było coś takiego jak חג האביב czyli święto wiosny. Później święto wiosny nazwano פֶּסַח na cześć mitycznego wyjścia Izraelitów z Egiptu. Jako, że żydowski kalendarz jest próbą połączenia kalendarza solarnego i lunarnego, święto jest ruchome. Religia chrześcijańska, która wyrosła z religii judaistycznej zrobiła z niej święto Wielkiej Nocy. Dlaczego nocy, a nie dnia? Dlatego, że ta tradycja nawiązuje to do biblijnego obrazu stworzenia świata w obu tych religiach - I tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy.
Dlatego na współczesnym wielkanocnym stole, oprócz symboli pierwszej cywilizacji z Międzyrzecza Tygrysu i Eufratu, związanymi z odradzającym się życiem, doszły nowe. W tym chrzan. U Żydów symbolem gorzkiego cierpienia Izraelitów w Egipcie, a u chrześcijan cierpienie postaci z ich mitologii - Jezusa, który zginął śmiercią męczeńską, a potem zmartwychwstał. W związku z powyższym chrzan może stać się symbolem ogólnego życiowego cierpienia, a także siły, która pozwala sobie z nim poradzić, czyli w zasadzie możemy spożywać go co tydzień :)
Na potrzeby tego dania użyłem dwóch składników powiązanych z tymi świętami. Z jednej strony chrzan, a z drugiej orzechy, gdyż w kulturze ludowej leszczyna, zgodnie z czasopismem Polska Sztuka Ludowa jest symbolem życia, trwania, regeneracji, wzrastania.
Samo danie, które Wam prezentuję pochodzi z Kujaw. Pochodzi od określenia jakim zwykło się tam nazywać tłuczek. Innymi słowy, w języku urzędowym to marchew tłuczona.
Składniki:
- korzeń chrzanu
- orzechy laskowe
- marchewka
- ziemniaki
Jak chcecie znać wartość kaloryczną, to tu macie taki kalkulator.
https://calories-info.com/kalkulator-kalorii/?id=16d,3,i;15o,5,;177,1i,;1qls,34,
Niebieska farba jest kwaśna, zielona jest słodka, czerwona jest gorzka, żółta jest słona, natomiast z różnych połączeń farb po wstają smaki pośrednie. Tak więc odpowiednie połączenie farby zielonej z białą i z odrobiną szarej daje smak waniliowy, brązowa z żółtą posiada smak czekoladowy, farba srebrna, domiesza na do czarnej i z lekka zakropiona seledynową, smakuje jak ananas. I tak dalej, i tak dalej.
