poniedziałek, 9 maja 2016

Mulligan stew

Nie tak dawno temu, bo w końcu historia USA nie obejmuje dalekich okresów, zawiązała się pewna grupa zawodowa nazywana hobos. Byli to pracownicy najemni, którzy podróżowali od miasta do miasta w poszukiwaniu jakiejś dorywczej pracy, zazwyczaj opłacanej noclegiem i jedzeniem.
Z czasem zrobiła się z tego filozofia życiowa, gdyż wielu hobos wybierało takie życie z własnej woli. Było to inspiracją dla wielu artystów z nurtu tych "niepokornych".
Oczywiście w czasach wielkiego kryzysu, o którym pisałem w poprzednim poście ilość ludzi określanych jako hobo drastycznie wzrosła, niekoniecznie jednak z powodu wolnego wyboru tego zawodu.

Bardzo popularnym środkiem transportu takich ludzi były pociągi towarowe. Niestety takie podróżowanie ma do siebie, że nigdy nie wiadomo w jakim miejscu się człowiek obudzi. Jak wyglądało życie takich ludzi możemy zobaczyć choćby w filmie "Władca północy" z Lee Marvinem w roli głównej, albo w "Wagon towarowy Bertha" Martina Scorsese, który miał podobno nieudawane sceny łóżkowe i był oparty na faktach.

Co ciekawe filozofia hobo nadal króluje w świadomości wielu Amerykanów, którzy, zupełnie inaczej niż Polacy czekający 25 lat na spółdzielcze mieszkanie i osiadający w nim na stałe, dość często zmieniają swoje miejsce zamieszkania, w poszukiwaniu pracy.

Mulligan stew to danie bardzo typowe dla tej kultury, a jednocześnie pełniło funkcję integracyjną. Tacy ludzie zbierali się w tworzonych przez siebie małych namiotowych miasteczkach przy ognisku i każdy z nich wrzucał do wspólnego kociołka to, co udało mu się zdobyć lub kupić. Dlatego ja postanowiłem przygotować z najtańszych rzeczy dostępnych na rynku, również typowych dla, kultury amerykańskiej, czyli np. ziemniaki i kukurydza, które trafiły do nas z tamtego kontynentu. Sposób przygotowania również typowy dla hobos czyli kociołek na ognisku.

Składniki:
- ziemniaki
- cebula
- kukurydza
- marchewka
- buraki
- inne, co tylko wpadnie do głowy, a raczej w ręce :)


Wykonanie:
Wszystko obieramy (poza kukurydzą), kroimy na mniejsze kawałki, mieszamy i wrzucamy do kociołka. Jeśli kociołek jest otwarty, to polecam dolać wody. Mój jest zamykany więc wystarczy praktycznie tylko ta ilość płynów, która jest w warzywach. Oczywiście dolanie wody spowoduje zwiększenie objętości dania, co wpłynie na ilość hobos, którzy mogą się nim posilić :)

Kuchnia Ameryki Północnej 2016


Kuchnia Ameryki Północnej 2016



5 komentarzy:

  1. Dzięki! Niezawodny, jak zawsze, Kryzysowy Kucharzu! Nie wiedziałam, że to, co 2 razy w tygodniu gotuję (zupa lub gulasz ze wszystkiego, co pod ręką), ma jakąś nazwę i historię :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się na przyszłość :)

      Usuń
    2. Ile mniej więcej czasu trzeba gotować oną strawę?

      Usuń
    3. 1,5 h w zupełności wystarczy. Czasem godzina.

      Usuń
    4. Ooo super! Dziękuję za info! :D

      Usuń