Jesienny wpis z typowych składników występujących o tej porze roku. Lubię pieczone ziemniaki i postanowiłem wzbogacić ich smak dynią, której jest wyjątkowo dużo. Dostałem takich 5 i przetwarzam na różne sposoby już od sierpnia :)
Do tego ziemniaki, których zasadniczo w naszym kraju nie brakuje. W końcu plagi stonki mamy już za sobą, chociaż kto wie, może jeszcze powrócą :)
Kolejny składnik to jeden z moich ulubionych czyli czerstwe pieczywo, w produkcji którego przoduje ostatnio Wielka Brytania, po tym jak się okazało, że tamtejsze markety pieką więcej pieczywa niż są w stanie sprzedać, bo wygląda to lepiej na półkach.
Wszystkie trzy składniki połączone ze sobą metodą foodpairing czyli naukowego wyszukiwania połączeń różnych składników, niejednokrotnie bardzo dziwnych. W tym celu grzanki chlebowe nasączone zostały słabą kawą.
Składniki:
- ziemniaki
- dynia
- czerstwe pieczywo
- kawa
Wykonanie:
Kroimy pieczywo w kostkę, moczymy w słabej kawie i suszymy w piekarniku.
Dynię i ziemniaki kroimy na równe kawałki, dodajemy trochę oleju oraz ulubionych przypraw i pieczemy w piekarniku w temperaturze 180-200 stopni aż ziemniaki będą miękkie.

Zanim zacznę chwalić, SKRYTYKUJĘ.
OdpowiedzUsuńMarnowanie kawy, na nasączanie grzanek (które tu "po licho" są) to również strata czasu, na zbędny składnik tego dania. Potem jeszcze ten, niepotrzebny piekarnik (czas i energia) :-(
Jeśli mamy KRYZYS i myślimy antykryzysowo (celem poprawy ekonomicznej) to winniśmy myśleć całościowo, i nie włączać elementów (tfu: "komponentów" :-( ) kłócących się z ekonomią!
No tak. Efektu pieczenia, nie uzyskamy w rondlu, dusząc mieszaninę kostki ziemniaczano - dyniowej z dodatkiem oleju. Niech bydzie ta bradura. :-)
Ogólnie, jest to tanie zagospodarowanie dyni. Choć ja bym spróbował to połączenie D+Z poddusić w rondlu z dodatkiem tłuszczu i dodał jeszcze lokalnych (darmowych) ziół. Ale to ja. :-)
Grzanki, bez CYRKU z kawą (drobne), obrabiane na patelni, do jakiejś kryzysowej zupy krem. Choćby ziemniaczano-dyniowej :-) skoro już.
Potrawy (posiłek) gotuje DLA SIEBIE osoba chcąca się posilić, zatem wydłużanie czasu przygotowania posiłku jest wbrew interesowi głodnego. Czy źle rozumuję?
Co ja sądzę o "wydziwianiu" i udziwnianiu w kuchni?
Po pierwsze, staram się zrozumieć, co z tego będzie miał organizm, który produkt końcowy "pożre", :-) znaczy ja. :-)
Po wtóre, zwracam uwagę na EKONOMIĘ.
Po trzecie, czasu nie wygrałem na loterii.
I po czwarte, śmieję się z pajaców, którzy robią: "sztukę dla sztuki" bez odczuwalnych efektów, a raczej ze stratą czasu i energii.
Oczywiście, bez prób, eksperymentów i poszukiwań (tylko w jakim celu?) nie ma postępu. Jeśli to jednak: gotowy (ale nie TU) przepis do powtórzenia :-) no to śmieję się z tego!
ALE jestem za eksperymentami w zaciszu kuchennym, byle by nie marnować dużych ilości jedzenia i w porę ratować, to co nie "wypaliło".
W tej materii jestem NIE REFORMOWALNY, bo to zdrowe i logiczne myślenie! Jak ktoś sobie lubi utrudniać życie, to jego sprawa. Gdy to się mnie proponuje to wyśmiewam, bo to fanaberie znudzonych kuchcików.
A można by, choćby w stronę zachowania witamin i wartości odżywczych, SKRÓCANIA CZASU przygotowania potrawy ... . Chyba jednak nie tu ?
Pies