wtorek, 11 października 2016

Pieczone ziemniaki z dynią i grzankami kawowymi

Jesienny wpis z typowych składników występujących o tej porze roku. Lubię pieczone ziemniaki i postanowiłem wzbogacić ich smak dynią, której jest wyjątkowo dużo. Dostałem takich 5 i przetwarzam na różne sposoby już od sierpnia :) 
Do tego ziemniaki, których zasadniczo w naszym kraju nie brakuje. W końcu plagi stonki mamy już za sobą, chociaż kto wie, może jeszcze powrócą :)
Kolejny składnik to jeden z moich ulubionych czyli czerstwe pieczywo, w produkcji którego przoduje ostatnio Wielka Brytania, po tym jak się okazało, że tamtejsze markety pieką więcej pieczywa niż są w stanie sprzedać, bo wygląda to lepiej na półkach.
Wszystkie trzy składniki połączone ze sobą metodą foodpairing czyli naukowego wyszukiwania połączeń różnych składników, niejednokrotnie bardzo dziwnych. W tym celu grzanki chlebowe nasączone zostały słabą kawą.


Składniki:
- ziemniaki
- dynia
- czerstwe pieczywo
- kawa


Wykonanie:
Kroimy pieczywo w kostkę, moczymy w słabej kawie i suszymy w piekarniku.
Dynię i ziemniaki kroimy na równe kawałki, dodajemy trochę oleju oraz ulubionych przypraw i pieczemy w piekarniku w temperaturze 180-200 stopni aż ziemniaki będą miękkie.

1 komentarz:

  1. Zanim zacznę chwalić, SKRYTYKUJĘ.
    Marnowanie kawy, na nasączanie grzanek (które tu "po licho" są) to również strata czasu, na zbędny składnik tego dania. Potem jeszcze ten, niepotrzebny piekarnik (czas i energia) :-(
    Jeśli mamy KRYZYS i myślimy antykryzysowo (celem poprawy ekonomicznej) to winniśmy myśleć całościowo, i nie włączać elementów (tfu: "komponentów" :-( ) kłócących się z ekonomią!

    No tak. Efektu pieczenia, nie uzyskamy w rondlu, dusząc mieszaninę kostki ziemniaczano - dyniowej z dodatkiem oleju. Niech bydzie ta bradura. :-)
    Ogólnie, jest to tanie zagospodarowanie dyni. Choć ja bym spróbował to połączenie D+Z poddusić w rondlu z dodatkiem tłuszczu i dodał jeszcze lokalnych (darmowych) ziół. Ale to ja. :-)
    Grzanki, bez CYRKU z kawą (drobne), obrabiane na patelni, do jakiejś kryzysowej zupy krem. Choćby ziemniaczano-dyniowej :-) skoro już.

    Potrawy (posiłek) gotuje DLA SIEBIE osoba chcąca się posilić, zatem wydłużanie czasu przygotowania posiłku jest wbrew interesowi głodnego. Czy źle rozumuję?
    Co ja sądzę o "wydziwianiu" i udziwnianiu w kuchni?

    Po pierwsze, staram się zrozumieć, co z tego będzie miał organizm, który produkt końcowy "pożre", :-) znaczy ja. :-)
    Po wtóre, zwracam uwagę na EKONOMIĘ.
    Po trzecie, czasu nie wygrałem na loterii.
    I po czwarte, śmieję się z pajaców, którzy robią: "sztukę dla sztuki" bez odczuwalnych efektów, a raczej ze stratą czasu i energii.

    Oczywiście, bez prób, eksperymentów i poszukiwań (tylko w jakim celu?) nie ma postępu. Jeśli to jednak: gotowy (ale nie TU) przepis do powtórzenia :-) no to śmieję się z tego!
    ALE jestem za eksperymentami w zaciszu kuchennym, byle by nie marnować dużych ilości jedzenia i w porę ratować, to co nie "wypaliło".

    W tej materii jestem NIE REFORMOWALNY, bo to zdrowe i logiczne myślenie! Jak ktoś sobie lubi utrudniać życie, to jego sprawa. Gdy to się mnie proponuje to wyśmiewam, bo to fanaberie znudzonych kuchcików.
    A można by, choćby w stronę zachowania witamin i wartości odżywczych, SKRÓCANIA CZASU przygotowania potrawy ... . Chyba jednak nie tu ?
    Pies

    OdpowiedzUsuń