piątek, 21 listopada 2025

Podły kebab dworcowy

Kiedy Kadir Nurman otwierał swoje pierwsze stoisko z kebabem w Berlinie, nie wiedział jeszcze, że danie te nie tylko stanie się symbolem tego miasta, ale też przyjmie się jako potencjalny fast food w rozwijającej się gospodarce tuż za wschodnią granicą.

Oczywiście, wariacji na temat tego dania powstało sporo, a samo przeszło ewolucję podyktowaną prawami ekonomii, czyli należało zejść do minimum z włożonymi środkami zarówno w postaci pieniędzy jak i czasu. Tak powstały szybkie w obsłudze tzw. "kule mocy", mieszanki różnego rodzaju mięsa i innych jadalnych części zbite w kolisty kształt, który można nadziać na obracający się ruszt, a następnie odkrawać z niego kawałki następnie wpychane do bułki. Mieszanka musiała być tak zbita, że po ukrojeniu kawałka trzymało się to wszystko w formie plastra. 

Co w takiej mieszance było? Różne rodzaje mięsa, z niehalalowym wieprzowym włącznie. Jakieś sklejacze. Póki co, w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, nie stosuje się mięsa psa, czy kota. Im bardziej podły bar, tym tańsza kula. Te małych dworcach, otoczone niezbyt licznymi alternatywami, opracowały sztukę oszczędzania do perfekcji. To jedne z niewielu miejsc, gdzie jeszcze można zjeść mrożoną pizzę z mikrofali :)

"Kole mocy" są sprzedawane tylko na kule a kula to co najmniej 10 kg, dlatego możecie sobie zrobić substytut w postaci mielonki z puszki, lub ewentualnie takiej w plastrach. Do tego obowiązkowo kapusta, dużo kapusty :)

Składniki: 

- jakaś mielonka
- bułka
- kapusta
- ketchup lub majonez

Wykonanie:

Mielonkę kroimy na plastry o szerokości ok 2-3 cm i smażymy.
Wkładamy je w bułkę i dorzucamy jakiś sos plus dużo tartej kapusty.



2 komentarze:

  1. Nie kupuję tego badziewia. Za takie pieniądze mam więcej kiełbasy myśliwskiej lub jałowcowej, że już o popularnych (śląska, zwyczajna, popularna, podwawelska) nie wspomnę. KRYZYSOWE :-)
    Atrakcja tkwi głównie w "perfumie" przyciągającej zgłodnialców.
    Surowa biała kapusta kosztuje grosze, choć lepsza żywieniowo byłaby kiszona! Bo strawniejsza i smaczniejsza i zdrowsza.
    Oczywiście domowa (raczej piwniczna) lepsza, tańsza i nie OSZUKANA !

    Co do domowego "kebabu" to mielonka z puszki bywa i popularna i luxusowa :-)
    Zatem domowy też w wersji "podłej" być może :-)

    Nie należę do STADA BARANÓW. Zanim skorzystam z "dobrodziejstwa" nowości, porównuję ze starym (SPRAWDZONYM) I NIE TYLKO CENOWO!
    Budy z "szajsem" są po to żeby zarabiać, nie zaś prawidłowo (zdrowo) żywić. A już na pewno nie są ekonomiczne dla NASZEJ KIESZENI !

    Zatem pobawić się w "turasa" we własnej kuchni można, a przy okazji policzyć ile nas to kosztuje w domu. I ... co na to "szlanga kero w kapsie siedzi" ! :-)
    Ja doradzam wersję z kapustą kiszoną i swoimi przyprawami (regionalne zioła). Czy będzie równie smaczne? O NIE ! Będzie lepsze i zdrowsze !!!
    Domowe (po zdobyciu wprawy) jest idealnie dostosowane do nas i nie ma nic wspólnego z DRENOWANIEM CUDZEJ KIESZENI. :-)
    Pies (na tańsze i zdrowsze)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cyt. : "... kapusta, dużo kapusty :-) "
    Nie celem "dokopania", zwyczajnie dopadła mnie zaduma.
    Człowiek w podróży jeść coś musi, wiadomo.
    Kryzysowy wywołał u mnie zadumę nad tym, co ja jadam poza domem.
    Ludzie nieustannie przemieszczają się w różnym celu na różne odległości, bez względu na czasy i narodowość. Należę do grupy tych bardziej "wiercących się". :-)
    Wbrew pozorom, to te bliższe dystanse powodują, że coś kupuję "po drodze". Na większe odległości szykowana jest "wałówa" :-)
    Wszędzie gdzie jest jakaś społeczność, ktoś komuś proponuje "coś" do zjedzenia. Jedni chcą się utrzymać i zarobić, inni nie zabierają ze sobą prowiantu, bo liczą na tych pierwszych i wygodę. A za "wygodę" trzeba płacić!
    Zatem: płacąc, dostajemy to "coś" (u kryzysowego podły k.) co nam ma "zapchać kichę" :-) W zależności od aktualnego stanu portfela stać nas na mniejszą lub większą "fanaberię". Czyli: ja wydaję, ktoś zarabia, i to jest OK, ale mnie nurtuje, co ja otrzymałem i jakim kosztem!
    "Coś" jest zawsze droższe i bardziej PACHNĄCE od tego co możemy kupić w "zwykłym" spożywczaku ? Oj, są takie jeszcze? !!!
    "Pal to licho", zostaliśmy skolonizowani i pchają nam "kit" managerowie ze wszystkich stron :-( Właściwie, to zawsze było podobnie, tylko stosunek jakości do ceny (zysk!) znacznie się pogłębił :-( Czyli "kitu" WIĘCEJ !!!
    Ufff, przebrnąłem. :-)
    Świeża kapusta jest zdrowa, do momentu gdy świeżą pozostaje. ALE, jej strawność jest raczej niska i stanowi w tym "coś" dokładnie to co daje się koniowi (sieczka) by mu "zapchać kichę", co by taniej było :-)
    Nasi BRACIA MNIEJSI są doskonałym przykładem porównawczym :-)
    Zatem: dostaję coś co MUSI mieć dużą objętość, pachnieć, być kolorowe i składać się z jak najtańszych składników, aby zysk można było mocno "podkręcić" :-(
    Czasem jednak człowiek "w biegu" praktycznie nie ma wyboru, bo często ostatnio wspominane TU Bary Mleczne, zostały "wybite do nogi" :-(
    Lokalizacja "punktów dystrybucji" nie jest przypadkowa, musi być praktyczna, stąd "dworcowy". :-)
    Dostaję więc "kit" po zdzierczej cenie, bo brak tych Barów Dworcowych, "na wyciągnięcie ręki". Czasem jednak człowiek ma ochotę na zjedzenie czegoś ciepłego, gotowanego. Dostaje DROGO kolorowy, pachnący mix do ręki i "następny (jeleń) proszę" !
    Nigdy po zjedzeniu (brak konkurencji) tego "kitu" nie byłem syty! A kasy ubyło! Zatem następny i kasy jeszcze mniej? Sumuję kwoty dwóch "kitów" i sumka zaczyna być (o zgrozo !) "ciekawa". :-(
    Dwa zapychacze za "niezłą sumkę" mogą złagodzić odczucie głodu, ale co mi dają? Ile w tym mięsa (dla normalnych), a w nim białka, które bez względu na ideologię, MUSZĘ dostarczać aby zachować zdrowie?
    Od lat wiem, że niewiele. Korzystniej za te same (nie wydane) pieniądze iść do sklepu spożywczego i kupić: jogurt, kefir, serek, KIEŁBASĘ, bułkę (dużo taniej) chleb i inne dodatki do niego.
    Niestety, do tego chlebka/bułki trudniej o takie dodatki jak "ogóreczek" sztuk jedna, czy inny "mały dodatek". Pozostaje więc "buła z kiełbachą" gdzie: "buła" to zapychacz a "kiełbacha" wartościowy (białko) składnik diety. Można też "jechać na batonach" ale tu musi być rozeznanie! Albo mieć pod ręką 2-3 tabliczki czekolady (i coś do popicia), ale ostatnio czekolada mocno zdrożała, wiec znów "problem". :-)
    Są jeszcze owoce i warzywa! Tak, jest to zdrowa alternatywa dla "tych" pachnących i kolorowych "badziewi". Przysłowiowy banan czy cytrusy (poza cytryną :-) ) są doskonałym wyborem. Jabłko i gruszka też! ALE, JAK TU UMYĆ KRAJOWY OWOC, OTO JEST PYTANIE ! No, trzeba znów kupić PET'a badziewnej wody pseudo-mineralnej i mamy ekonomię i zdrowie!
    W moim rankingu, JABŁKA wychodzą najtaniej. Gdyby jeszcze sprzedawano je umyte (marzenie ściętej głowy), bo PET 'kranówy" zwyczajnie waży i ma objętość !
    Alternatywą więc wygodniejszą są banany i cytrusy. A "turas" * niech zwija kramik, bo mój portfel nie dla niego. :-)
    Cebuli surowej ze względu na otoczenie, oczywiście nie polecam :-)
    * Symbol zdzierstwa i podstępnego wyłudzania kasy, nie zaś jakakolwiek "dyskryminacja", bo tu o WŁASNE zdrowie i pieniądze troska.
    Pies

    OdpowiedzUsuń