Koza to nazwa dla wolnostojącego pieca czasem mylonego z kominkiem. Bardzo często uważa się, że koza to taki mały piecyk, a jak już jest duże z super oknem i kaflami to kominek. No nie. Abstrahując od przepisów budowlanych, gdzie do jednego przewodu można podłączyć jeden kominek i kilka kóz to podstawowa różnica jest taka, że kominek jest zabudowany na stałe (nie licząc wkładów), a koza jest ruchoma. Nawet jak bardzo ciężka, to dalej teoretycznie ruchoma.
Ja mam właśnie kozę, nawet jak ładną i dobrze wygląda w pokoju, to właśnie kozę. Koza rzadko kiedy bywa na tyle wydajna, że ogrzewa całe mieszkanie, raczej pełni funkcję pomocniczą i ozdobną. Nie znaczy to w cale, że nie może odciążyć głównego systemu ogrzewania oraz przygotowywania jedzenia, zwłaszcza w tych ciężkich czasach, gdzie główne źródła polskiej energii pochodzą z Rosji, a jak wiadomo, z Rosją ostatnio współpraca wygląda inaczej :)
W każdym razie dostałem dużo drewna z działki, na której mam wydzierżawiony kawałek do hodowania grzybów no to puszczam je do atmosfery. Gdybym był w stanie lepiej dostać się do komina, to opracowałbym jakiś system wędzenia, a tak to tylko czasem wrzucę coś do żaru, w mniejszym bądź większym pojemniku. Przez pojemnik mam na myśli również taki sklecony własnoręcznie z cienkimi aluminiowymi ściankami, czytaj - kulka z folii aluminiowej.
Zacznijmy od tego czym są frytki. Frytki to smażone słupki zazwyczaj ziemniaków, ale też innych warzyw, których nazwa pochodzi od odmiany francuskiego czasownika frire (smażyć). Są na tym świecie ludzie, którzy każą do siebie mówić per profesor, którzy twierdzą, że frytki są tylko z ziemniaków, ale z uwagi na to, że to powiedział profesor nadzwyczajny, zwany czasem profesorem "podwórkowym" (tak trochę jak Volkswagen Polo i Bentley, a niby i to, i to samochód, ale różnica znacząca), do tego ten wybitny tytuł dostał od uczelni (tego nie nadaje PAN), mającą w samej nazwie miała dziedzinę nauki, którą naukowcy chcą jako naukę wykluczyć :) Także wybaczamy.
Mój wybór padł na seler i marchewkę. Seler jest trochę mdły, ale z marchewką się dobrze komponuje. Do tego zgodnie z naukową ideą "food pairing" wzmocniłem smak selera za pomocą suszonego grzyba.
Składniki:
- suszony grzyb
- marchewka
- seler
ale mogą też być:
- ziemniaki
- pasternak
- burak
Wykonanie:
Warzywa kroimy w słupki. Dodajemy suszonego grzyba. Zawijamy w folię aluminiową i wkładamy do żaru. Wyjmujemy po ok 20 min.


Alufolia służy mi od dziesięcioleci, gdy przyjdzie coś upiec w żarze ogniska, ale trzeba chronić powierzchnię pieczonego jedzonka.
OdpowiedzUsuńTak więc jabłka, gruszki i cebula, korzystają z tego, że podczas wędrówki jadłem czekoladę.
Oj, to było dawniej, bo ostatnimi czasy nieliczne czekolady pakuje się w "te sreberka" :-) No ale człek zaradny, zbiera wszelki taki surowiec z nadzieja, że wkrótce będzie ognisko! No bo gdy żaru jeszcze mało a burczenie "psuje nastrój" to owe "sreberko" w sukurs przychodzi zniecierpliwionemu wędrowcowi.
Zapewne czas pieczenia rozdrobnionego surowca skróci się o kilka minut, ale czy to warte aż takiego zachodu? Kawałek alufolii musi w tym przypadku być w całości, nie w fragmentach i najlepiej "mało sfatygowany" z czym różnie w terenie bywa :-)
Pamięć właśnie wyrzuciła mi odgrzewane na mrozie kanapki i banana, który "niechcący" fajnie się upiekł i został zjedzony z pomocą łyżeczki od herbaty. Ach i czasem tak kiełbasę & kaszankę sobie podgrzewam.
Przy nadmiarze folii można by i beztłuszczowe "frytki" ale to jednak nie będzie to samo co z oleju :-)
Pies
Pies