piątek, 15 listopada 2019

Pańszczyźniane całki z kaszą

Dawno, dawno temu w Europie, w tym w Polsce, istniał dość specyficzny system społeczny oparty na hierarchii. Polegało to w skrócie na tym, że jedni mieli więcej praw od innych, co zaowocowało tym, że jedni twierdzili, że drudzy są ich własnością. Kiedy ci drudzy protestowali, pierwsi skutecznie ich do tego przymuszali. Przymuszanie kończyło się często śmiercią, zwłaszcza, że do XVIII wieku zabicie chłopa nie podlegało karze. Oczywiście chłop był użyteczny, więc nie można było przesadzić z zabijaniem, bo nie byłoby komu pracować, niemniej jednak dalej istnieją spory, który system zabił więcej osób, feudalizm, czy coś co było jego naturalną konsekwencją - komunizm, nawet jeśli ten drugi miał większy przyrost ofiar w krótszym czasie.
Są oczywiście tacy, którzy twierdzą, że pańszczyzna nie trwała cały tydzień i w pozostałe dni chłop mógł sobie nieźle dorobić i pewnie jeszcze mógł sobie nazbierać na wakacje w Bułgarii, dlatego tym bardziej dziwi dlaczego od czasu do czasu chłopi się buntowali i np. wieszali na jednej szubienicy szlachcica, plebana, psa i Żyda, uznając ich za jedno i to samo :) Z czego ci dwaj ostatni oberwali przez przypadek. Jestem pewien, że wszyscy orędownicy tej teorii, jak i tych jak dobrze pracowało się dzieciom w XIX wiecznych fabrykach, bo dzięki temu mogły sobie odłożyć pieniądze na Playstation, bardzo chętnie wcieliliby się w taką rolę, żeby sobie dorobić na Passata.
Oczywiście kiedy zniesiono pańszczyznę, część chłopów chciała powrotu tego systemu, ale głównie dlatego, że nie wyobrażali sobie jak można żyć inaczej. To jak z więźniem, który wychodzi po 25 latach więzienia i nie radzi sobie na wolności.
Zobaczmy co o pańszczyźnie mówi moje kulinarne źródło. Źródła to sprawa poważna. Kiedy piszecie publikację naukową, to żeby była uznana, musicie przeprowadzić odpowiednie, uznane przez naukowców badania. Dobrą metoda nie jest analiza ilości wyników w wyszukiwarce internetowej, ale dobrą jest np. analiza materiałów źródłowych, tudzież posiłkowanie się publikacjami osób, które do takich źródeł się odwołują. Kiedy przedstawiacie jakąś tezę, to w dobrym tonie jest się jakimś źródłem podeprzeć, żeby nie wyjść na ignoranta. Niektórym taki poziom bardzo przeszkadza, bo nie mogą przeforsować jakiś niestworzonych historii, ale to tylko argument za tym, żeby trzymać się takiego poziomu. 
Skoro o materiałach źródłowych mowa, to tu chciałbym przytoczyć fragment moich ulubionych zeszytów, z których biorę wiedzę na temat nawyków żywieniowych w XIX wieku - Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej Tom VIII.

W publikacji dotyczącej jednej wsi na Mazowszu możemy przeczytać.
Dawniej jak była pańszczyzna i mieli większą biedę aniżeli teraz, to drobną marchew, pasternak, ćwikłę i rzepę suszyli na zimę. Marchew dzieci gryzły i miały uciechę, ćwikłę kwasili na barszcz, albo tak na ocet napić się, pasternak zaś gotowali na pośnik to jest na wilię, z pęcakiem, a rzepę z kaszą jaglaną. Rzepy suszyli najwięcej nawet umyślnie siali ją na św. Annę na ugorze, żeby mieć drobną do suszenia. Takie suszone rzepki nazywali: całki albo całecki.
Zainspirowało mnie to do stworzenia dania. Zdjęcie z pracy, bo w końcu wpis o pańszczyźnie :)

Składniki:
- kasza jaglana
- rzepa
- zioła, które były wtedy powszechnie używane - lubczyk, koper.


Wykonanie:
Rzepę kroimy w kostkę, wrzucamy wraz z kaszą jaglaną do garnka, a następnie zalewamy wodą. Gotujemy, dolewając ewentualnie wody, jeśli wszystko zostało wchłonięte lub konsystencja nas nie zadowala. Doprawiamy ziołami.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza