wtorek, 8 czerwca 2010

Babka a la szprotka

Ze szprotkami to oprócz wyglądu i sposobu smażenia niewiele ma wspólnego, ale kiedy to zobaczyłem, takie było moje pierwsze skojarzenie. 

Składniki:
 - liście babki lancelowatej
 - mąka
 - woda
 - jajko (opcjonalnie)
Wykonanie:
Liście babki umyć i wytrzeć. Z pozostałych składników wyrobić lejące się ciasto, doprawić, moczyć liście i smażyć.

7 komentarzy:

  1. Takiej babki z trawnika, w sensie łąki? :P I to, że to się da jeść to wierzę, w to czy jest smaczne już mniej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda mi to strasznie japońsko. Bruczkowski pisał o tempurze przyrządzonej dla niego przez japońską gospodynię z liści drzew i sosnowych igieł. Tempura to taka smażenina właśnie, "coś" utytłane w cieście i na głębokim tłuszczu prędko usmażone.

    Dodam może, że powinno być ciasto zimne bardzo (na lodzie nawet), a tłuszcz gorący jak się da, to wtedy jest chrupkie i nie nasiąknięte olejem.

    Jeżeli babkę dodaje się do ziołowych herbatek, to trująca chyba być nie może ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ula, tak, taką z łąki. Nie waż się z trawnika, bo cholera wie co w niej jest. Nie wiem co masz na myśli mówiąc "niesmaczne". Gorzkie nie jest jeśli o to Ci chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po co to zamieszanie w nazewnictwie?

    Liść babki w cieście lub panierce? i jeszcze parę innych sensownych, nie wprowadzających w błąd określeń.

    Od byłej (mistrzyni ciętej riposty) usłyszałem co u facetów bywa: "Przedłużeniem prącia" :-) Głównie, były to ich "fury".
    U mnie, to maczeta, bo przy jej pomocy miała szybkie i solidne ogniska :-)
    Tu się aż "prosi"* określenie: Dla kiepskiego kucharza, przedłużeniem prącia jest wymyślna nazwa dla jego potrawy".*
    * Kto z kim przystaje, takim się staje. Coś tam tego jadu, przez rany kąsane dostało mi się do krwie :-)
    Rzeczowo:
    1) Słuszne ostrzeżenie przed efektami fizjologii psów
    2) Ja to nigdy się nie wypowiadam o smaku czegoś czego nie jadłem. Mogę wyrażać obawy w związku z "czymś tam", bo łatwo wyjść na idiotę.
    3) Włączanie roślin dziko rosnących do diety, jest KWINTESENCJĄ kuchni kryzysowej AMEN

    W preludium warto chyba wspominać "ciut" więcej o właściwościach organoleptycznych, dzikiego PEŁNOWARTOŚCIOWEGO jedzenia. My to wiemy (i rzesza normalnych) ale TYPOWY mieszczuch NIE ! A tacy TU* od czasu do czasu też zaglądają :-)
    * Intensywnie odstraszani przez autora :-)
    Pies

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałem legendy o ludziach, którzy jak im się napisze KIEŁBASA sojowa, to myślą, że z mięsa. Tak samo jak o tych, którym trzeba pisać, że kubek z kawą będzie gorący lub, że nie wolno dziecka prać w wannie :)

      Usuń