Podczas gdy w Polsce rekordy popularności bije serial "1670", coś trochę w tym klimacie.
Danie jeszcze z czasów średniowiecza, od którego wzięło się słowo zupa.
To nic innego, jak te czy inne pieczywo zalane breją, bulionem, a nawet winem. Niektóre wersje możemy obserwować do dziś, czy to w biedakuchni - wodzionka, czy gourmet - soupe à l'oignon.
W wydanym przez Oxford University Press The Diner's Dictionary możemy poczytać, że słowo zupa pochodzi od łacińskiego suppare - moczyć. Nic dziwnego, że w średniowieczu zupami nazywano pieczywo zalane jakimś płynem. Jak nietrudno się domyśleć, była to podstawa żywienia biedoty. Z czasem wydzieliły się dwie gałęzie. Jedna zupa, mająca swoje odpowiedniki w wielu językach i sop, znane w Szwecji, ale też w kulturze anglosaskiej, gdzie mianem sop nazywano chleb zalany herbatą z dodatkiem dżemu, co było podawane głównie w przytułkach, więzieniach lub zakładach psychiatrycznych.
Obecnie danie świetnie się wpasowuje w ideę zero waste, zakładając, że chleb jest suchy, a nie spleśniały.
No i jak w niedzielę macie za dużo rosołu, potem w poniedziałek robicie pomidorową, to, trzeciego dnia możecie zrobić sop, przy okazji unikając wojny, czy podać z ryżem, czy makaronem.
No i jak w niedzielę macie za dużo rosołu, potem w poniedziałek robicie pomidorową, to, trzeciego dnia możecie zrobić sop, przy okazji unikając wojny, czy podać z ryżem, czy makaronem.
Składniki:
- jakaś zupa lub bulion (najlepiej rzadka, nie to co u mnie :) )
- kromki czerstwego chleba
Wykonanie:
Kromki chleba kładziemy do talerza i zalewamy zupą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz