Dlaczego po "brytańsku", a nie po "bretońsku"? Kiedy byłem we Francji ze słoiczkiem tego dania ustaliliśmy wspólnie, że w Bretonii czegoś takiego się nie je. Co innego w Brytanii, wielkiej zresztą. Co prawda nie doszliśmy do tego czy to zwykłe przejęzyczenie czy chęć przypasowania się do kuchni francuskiej, ale te spekulacje zostawiliśmy złośliwym.
Składniki:
- fasola
- cebula
- koncentrat pomidorowy
- mąka ziemniaczana
Wykonanie:
Fasolę namoczyć przez noc i zagotować w wodzie. Dodać podsmażoną cebulę i koncentrat pomidorowy. Można zagęścić mąką lub dodać jakiejś taniej kielbasy/parówki.
Pisałem TU komentarz, którego jeszcze nie widzę (być może tydzień wstecz?) a tu pustka!
OdpowiedzUsuńMoje ulubione barowe danie !!! Fasolkę czasem kupuję (gotowiec), do odgrzania, czasem "robię od zera". Dla "kichy" to bez znaczenia! :-)
Nie pomnę, co wówczas chciałem przekazać , bo jestem dzisiejszy*
więc się odnoszę do dzisiejszych odczuć.
* polecam książkę : "Dzienniki gwiazdowe" S. Lema. Drzewiej tą książkę kładłem pod poduszkę, ale to był XX wiek!
Złośliwy nie jestem, więc w zawiłości językowe nie wnikam.
Od "szczenięctwa" mi strączki "podchodziły" wiec z F pokochaliśmy się w wieku "młodocianym" :-)
Bretania, Brytania? Bretończyk/Brytyjczyk? brzmią podobnie, przynajmniej dla mnie. OCZYWIŚCIE, znam różnicę, chodzi o brzmienie słowa.
Pewien Brytyjski dyplomata-niedouczek, dziwił się, dlaczego polska domaga się (II RP) odzyskania Galicji, bo mu w przyciasnawej główce pomyliło się z Galileą! :-) :-) :-) Taaa, "rządzić światem" przy pomocy MATOŁOW*
*Oni mają to "we krwi" od wieków! A potem budzą się z ręką w nocniku!
To mówi PAN : "Pycha kroczy przed upadkiem!"
Ogólnie rzecz biorąc, zgadzam się z autorem: to brytyjczycy "szamają fasolkie", Bretończycy od nich nie lepsi, ale fasolki TAK, nie "szamają" :-)
Ja zaś bardzo lubię i tą po Brytyjsku i Bretońsku :-)
Nawet dobrze przyprawiona w s. pomid. da się zjeść oraz ersatz F, czyli soja. :-) Mało wybrednym, aczkolwiek gust posiadam :-)
Pies