Kolejny raz w Rumunii, tym razem chciałem odwiedzić polskojęzyczny rejon na Bukowinie. Skąd tam Polacy? Pewnego razu cesarz Józef II postanowił, że na Bukowinie zostanie wybudowana kopalnia soli. Siłą rzeczy do zarządzania tą kopalnią zaprzągł ludzi ze swojego kręgu kulturowego, jednakże okazało się, że nie mieli oni wystarczającej wiedzy. Tak się złożyło, że przytulił od Polski rejony, na których istniały kopalnie soli, więc postanowił wykorzystać nowo nabytą kadrę. Kilka rodzin pojechało kierować kopalnią i już tam zostali. Obecnie kopalnia w Kaczycy niespecjalnie działa, ale jest świetnym miejscem do zwiedzania.
W ogóle dla mnie szok, że w ramach nowej mody do wody wrzucane są już nie tylko monety i banknoty, ale też karty bankomatowe :)
Powiem tak, jakieś tam polskie domy w tej Bukowinie są, ale jakoś specjalnie języka polskiego nie słyszałem, poza polskim domem, oczywiście, ale nawet tam niespecjalnie obsługa była rozmowna. Te czasy już dawno minęły :) Wcześniej próbowałem ogarnąć sobie nocleg, żeby dać zarobić Polakowi i tu też było słabo z kontaktem. W każdym razie, największy polski ośrodek to chyba Nowy Soloniec.
Natomiast architektura cudowna.
Moim ulubionym elementem były studnie.
Oprócz tego jest tam charakterystycznie pomalowana wieś Ciocănești zwana żywym muzeum na wolnym powietrzu. W przeciwieństwie do polskiego Zalipia, mieszkańcy chcą, żeby turyści ją oglądali i pomalowane są prawie wszystkie domy, nawet jeśli malunek jest tylko na frontowej ścianie.
Skoro o pisankach mowa, to na Bukowinie znajduje się ogromne muzeum pisanek.
Stolicą regionu jest Suczawa. Powiem tak, widziałem ładniejsze miasta w życiu. O ile w Mołdawii widziałem taki egzotyczny socjalistyczny brutalizm, który ma swój klimat, to Suczawa jest miastem bardzo eklektycznym i raczej biednym. Ma swoje momenty, ale zasadniczo tak średnio bym powiedział, tak średnio...
Aczkowiek muszę przyznać, że konstrukcje z rur gazowych, które biegną na zewnątrz, w pewnym sensie skradły moje serce. Zresztą to widać w wielu miejscach na Bukowinie.
Natomiast polecam wzgórze zamkowe, a właściwie wszystko co jest dookoła, jak park itp., bo sam zamek wygląda raczej lepiej z zewnątrz :)
Z tym zamkiem wiąże się ciekawa historia, a nawet powiedzenie, że za Jana Olbrachta wyginęła szlachta. Nie należy tego brać dosłownie, ale faktycznie wyprawa zakończyła się niepowodzeniem. Generalnie chodziło o to, że Polska w wyniku tego, że na północy byli Krzyżacy straciła dostęp do morza, a morze to jednak napływ towarów. Na południu było drugie morze, Czarne, więc postanowiono tam szukać portów. Nawet poszło dobrze, bo znajdująca się tam Mołdawia dogadała się z Polakami, gdyż oferowali lepsze warunki niż Węgrzy. Niestety porty czarnomorskie zostały zdobyte przez Turków, więc Mołdawia była w ich strefie wpływów. Do tego Węgrzy też zawarli rozejm z Turkami. Jan Olbracht, pewny siebie, zebrał ekipę, w tym nawet Krzyżaków (ale nie Węgrów) i pojechał odbić porty. Po drodze chciał zdobyć stolicę kraju Suczawę. Może i panujący wtedy Stefan III, którego pomniki znajdziecie nie tylko w Suczawie, ale też w Mołdawii, stanąłbym po stronie króla polskiego w tej wyprawie przeciwko Turkom, ale król chciał go wymienić na kogo innego, więc rozsądniej było stanąć po stronie Turcji. Oczywiście na pomoc Turcji przyszły też tatarskie jednostki węgierskie.
Z tym zamkiem wiąże się ciekawa historia, a nawet powiedzenie, że za Jana Olbrachta wyginęła szlachta. Nie należy tego brać dosłownie, ale faktycznie wyprawa zakończyła się niepowodzeniem. Generalnie chodziło o to, że Polska w wyniku tego, że na północy byli Krzyżacy straciła dostęp do morza, a morze to jednak napływ towarów. Na południu było drugie morze, Czarne, więc postanowiono tam szukać portów. Nawet poszło dobrze, bo znajdująca się tam Mołdawia dogadała się z Polakami, gdyż oferowali lepsze warunki niż Węgrzy. Niestety porty czarnomorskie zostały zdobyte przez Turków, więc Mołdawia była w ich strefie wpływów. Do tego Węgrzy też zawarli rozejm z Turkami. Jan Olbracht, pewny siebie, zebrał ekipę, w tym nawet Krzyżaków (ale nie Węgrów) i pojechał odbić porty. Po drodze chciał zdobyć stolicę kraju Suczawę. Może i panujący wtedy Stefan III, którego pomniki znajdziecie nie tylko w Suczawie, ale też w Mołdawii, stanąłbym po stronie króla polskiego w tej wyprawie przeciwko Turkom, ale król chciał go wymienić na kogo innego, więc rozsądniej było stanąć po stronie Turcji. Oczywiście na pomoc Turcji przyszły też tatarskie jednostki węgierskie.
Oblężenie Suczawy nie szło najlepiej, w końcu podpisano rozejm, a Polacy mieli wrócić bezpiecznie do domu. No ale nie wrócili, bo Mołdawskie wojska nie dość, że urządziły im masakrę w zasadzce na Bukowinie, to jeszcze nękały ich do samej granicy.
Na szczęście Bukowina ma lepsze atrakcje. Na uwagę zasługują okolice zasługują okolice masywu górskiego Rarău. Oprócz szczytów, zdecydowanie polecam wąwóz Moara Dracului. Tylko pamiętajcie, że te deski są bardzo śliskie w deszczu, a barierka się giba.
Prawdziwa perełka to opuszczona kopalnia, której jeden z korytarzy kończy się kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Jeden, bo idąc cały czas naprzód po prostu przejdziecie kopalnie i możecie zejść ze zbocza i dalej kontynuować wędrówkę natomiast ostatni skręt po lewej doprowadzi Was do miejsca z ładnym widokiem. To chyba był pierwszy skręt po zawale, gdzie trzeba się przeczołgać.
Głównie w Bukowinie ludzie zwiedzają Monastyry, ja też, ale nie polecam wszystkich. Także opiszę je w kolejności od mojego ulubionego, do najgorszego.
Sucevița, najładniejszy i w pełni darmowy. Potężna forteca, dobrze odrestaurowana, gdyż na zabytkowych freskach są widoczne napisy wandali, ale na szczęście tylko w zasięgu wyciągniętej ręki, co sugeruje, że kilkadziesiąt lat temu była to ruina.
Twierdza nie dość, że jest majestatyczna, to jeszcze malowniczo położona. Wstęp darmowy. Do tego darmowe muzeum w środku, w którym nie wolno robić zdjęć, co wypada uszanować.
Humor. Mały, ale bardzo ciekawy, bo mury wyczyszczone, ale nie odbudowane, co ma swój klimat.
Do tego było tam akurat nabożeństwo, więc mogłem podejrzeć fanty na ucztę po części oficjalnej. Podobno Humor słynie z chleba, ale ciężko tam o piekarnię. Odniosłem wrażenie, że w tej części Rumunii nawyki żywieniowe związane z pieczywem, to chleb krojony z marketu i przekąski do pracy - precle i kanapki.
Trzeci to ogromny monastyr w Putna. niewątpliwie sama twierdza robi wrażenie, ale świątynia już najmniej. Wstęp bezpłatny, ale muzeum płatne.
Ostatni na mojej liście i kompletnie go nie polecam to Voronet. Chyba, że to jedyny, jaki macie w planie zwiedzić. Miejsce bardzo skomercjalizowane. Aleja z kramami krupówki style i masę parkingów płatnych. Tu też sprawdza się zasada, że jeśli widzicie naganiaczkę na parking, to znaczy, że trochę dalej można parkować za darmo. Wejście płatne, jako jedyny z obejrzanych przeze mnie. W samej świątyni nie wolno robić zdjęć i nie wiem, czy gobelin z godłem Federacji Rosyjskiej ma tu znaczenie :)
Ogólnie nie polecam, bo nie zobaczycie tam nic, czego byście nie widzieli w lepszych monastyrach, poza godłem FR :)
Region słynie również z ceramiki i to nie takiej zwyczajnej, bo czarnej. Kolor zawdzięcza glebie, jak i procesowi obróbki. Oczywiście w regionie jest robiona nie tylko czarna ceramika, ale ta czarna jest najciekawsza. Miasto, jak widać jest z tego bardzo dumne i słusznie. W manufakturze możecie dorwa naczynia po przystępnych cenach.
Wracając do Polaków, to w miejscowości Clit (ciekawa nazwa BTW) dokonała żywota znana postać Jakub Szela. Dla "team szlachta" morderca o nadludzkich mocach, który otrzymał swoje nazwisko w wyniku klątwy, dla "team chłopi" bohater, jeszcze do niedawna, kiedy istniało coś takiego jak kultura chłopska, opiewany w pieśniach, choć ślady przyśpiewek ludowych na cześć Szeli jeszcze się zachowały.
Wokół jego buntu wyrosło wiele mitów. Do najpoważniejszych należą działanie na bezpośrednie zlecenie Wiednia oraz opłata za zabitego Szlachcica. Sam Szela na Bukowinę miał być też wysłany w nagrodę. Jak było naprawdę?
Zamieszanie rozpoczął cesarz Józef II, który w swoim oświeceniu chciał dać chłopom dużo praw, a część nawet zdążył przekazać. Jego następca Leopold II, nie dość, że nie chciał kontynuować polityki poprzednika, bo został team arystokracja, to jeszcze trochę ją cofnął zaogniając stosunki na wsi. Dodatkowo imperium było ogromne, więc ciężko byłoby o taką ilość austriackich urzędników, dlatego zgodnie z zasadą divide et impera na czele dominium, czyli najmniejszej jednostki administracyjnej w Galicji stał szlachcic, który dostarczał rekrutów, zbierał podatki itp. Także mamy dwa czynniki, po pierwsze regres praw, po drugie kolejny poziom konfliktu, jakby wielowiekowa przemoc szlachty względem chłopów, to było mało. Teoretycznie, inaczej niż przed zaborami, gdzie prawo było kompletnie martwe, chłop mógł się sądzić z szlachcicem, który łamał prawo, ale w praktyce było to trudne z uwagi na biurokratyczną maszynę. Przekonał się o tym Szela, który był reprezentantem wioski w sporze z rodem Boguszów, który z uwagi na wykorzystywanie kruczków prawnych trwał ponad 20 lat.
Ognisk konfliktu było sporo. Między innymi, niektórzy mówią o niedostatecznej roli agitatorów, którzy mieli namówić chłopów do powstania. Właściwie to najpierw stworzyć w nich tożsamość narodową, bo do tej pory nawet ci mówiący o sobie Polacy nie uważali chłopów za Polaków. W praktyce chłopi wiedzieli tylko, że szlachta się zbroi. Dodatkowo ktoś rzucił plotę, że na chłopów. Nie wiadomo, czy celowo, czy nie, wiadomo, że szef prezydium Lwowskiego gubernium w swoim zarządzeniu obawiał się, że chłopi nie tylko atakują szlachtę, ale też austriacką władzę. Jak się okazało, jego przypuszczenia były słuszne.
Jak wyglądał bunt chłopski, to taki klasyk, mordy kradzieże itp. Jak analizują historycy, wiele relacji jest kopią jednej, należącej do członkini rodziny Boguszów, a że chłopi byli niepiśmienni, to właśnie szlacheckie relacje dominowały.
W samym buncie Szela nie był postacią czołową. Był jednym z kilku ważniejszych, gdzie przydało się jego wojskowe wyszkolenie. Ważniejsze było to, co stało się potem, bo kiedy domy już przestały płonąć, Szela stanął na czele czegoś na kształt chłopskiej republiki, obejmującej ponad 100 wiosek, a swoim zasięgiem dochodzącej aż do Przemyśla plus coś na kształt sił zbrojnych w liczbie ponad 1000 piechoty i jeźdźców.
Plan był taki, aby wywalczyć sobie całkowite zniesienie pańszczyzny. Niespecjalnie się to podobało Austriakom, więc wysłali do regionu prawie 56 tysięcy żołnierzy, w celu otoczenia wspólnoty i sukcesywne przymuszanie wiosek, za pomocą mordów, do powrotu do pracy. Nie było to zbyt ekonomiczne rozwiązanie, dlatego pojmano Szelę i ostatecznie wysłano go na Bukowinę. Tu parę razy dopadły go opłacone zbiry i ostatecznie zmarł, nie otrzymując pochówku na poświęconej ziemi.
Natomiast, jeśli mowa o czasach bardziej współczesnych, to w okolicy polskiej wioski Plesza znajdują się skały, na których lokalny artysta popełnił rzeźby. Głównie postacie z mitologii, ale z twarzami z innych mitologii. Na zdjęciu postać Atlasa z twarzą Jezusa.
Danie będzie typowe dla miejsca z dużym zagęszczeniem świątyń, znaczy mniej więcej tyle co micha mnicha i było typowym daniem przygotowywanym dla pielgrzymów przez mnichów. Ogólnie nie ma jednego przepisu, bo to po prostu gulasz warzywny ze składników dostępnych w Rumunii, ale musi być de post, czyli warzywny.
Składniki:
- ziemniaki
- pomidory
- fasola
- fasola
- cebula
- papryka
- grzyby
- inne
- inne
Wykonanie:
Fasolę gotujemy osobno lub używamy z puszki.
Cebulę kroimy w półplasterki i podsmażamy. Grzyby kroimy i dodajemy do smażącej się cebuli. Smażymy aż się zarumienią.
Obieramy ziemniaki i kroimy w kostkę. Dorzucamy do grzybów i cebuli. Dodajemy trochę wody i dusimy.
Kroimy paprykę i dodajemy.
Pomidory kroimy drobno i wrzucamy do garnka. Dusimy, aż się rozpadną.
Dodajemy ugotowanej fasoli i jeszcze chwilę dusimy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz