wtorek, 16 lipca 2024

Kluski naleśnikowe z jagodami i śmietaną

Jagody z kluskami lanymi, czy naleśnikami? Why not both? Jeszcze jakbym te naleśniki zrobił na wodzie, jak wg starego przepisu z czasów Wielkiego Kryzysu, to jeszcze moglibyśmy zaspokoić potrzeby pierogowców :)

Ostatnio na jakiejś lokalnej grupie ktoś pytał, gdzie najtaniej dostanę jagody i padła odpowiedź, zresztą słusznie, że w lesie, więc o ile zdążycie przed dziwnymi autami zbierającymi za pomocą maszynek, z którymi nie wygracie, bo nie macie przepustki "wycinka drzew", to możecie nazbierać na obiad. Pamiętajcie tylko, żeby umyć, bo można się zarazić groźnym pasożytem - bąblownicą - która przenosi się z jagodami zaznaczonymi odchodami lisa.

Składniki:

- mąka
- woda
- olej
- jagody
- śmietana
- cukier


Wykonanie:

Z mąki, wody i małej ilości oleju robimy lejące się ciasto z którego smażymy cienkie naleśniki.
Naleśniki smażymy w paski i mieszamy z jagodami i śmietaną. Możemy dosypać cukru.

piątek, 12 lipca 2024

Makaron z boczniakami i cukinią

Smutne jedzenie w pracy z płodów małorolnych. Boczniaki moje, cukinia nie moja, ale z grządki obok.

Składniki:

- boczniaki
- cukinia
- jakiś makaron
- czosnek


Wykonanie:

Boczniaki i cukinię kroimy i smażymy.
Makaron gotujemy wg przepisu na opakowaniu.
Mieszamy, dodajemy wyciśnięty czosnek i chwilę smażymy.


czwartek, 4 lipca 2024

Nakládane hlívy ústřičné

Przepis inspirowany czeskimi serami marynowanymi w słoiku. Na grilla szedłem, to przygotowałem wcześniej, korzystając z faktu, że zebrałem własne boczniaki.

Składniki:
- boczniaki
- papryka ostra
- duża cebula
- czosnek
- olej



Wykonanie:

Cebulę kroimy w plastry. Smarujemy mocno papryką i wkładamy do słoika. Na to dajemy wyciśnięty czosnek, a kolejno kapelusz boczniaka. Potem znów plaster cebuli i tak dalej do wypełnienia słoika. Całość zalewamy olejem. 
Odstawiamy do lodówki. Po kilku dniach jest gotowe do grillowania.

piątek, 28 czerwca 2024

Boczniaki w sosie pomarańczowym

Wpis z cyklu "smutne jedzenie w pracy". Jakby ktoś nie wiedział, to taki antytrend, gdzie pokazujemy, jak wygląda jedzenie przygrzewane w pracy. Moje miało kształt prostokątny, bo takie wyszło z pojemnika (zaznaczyłem obrys), ale lekko rozłożyłem, dzięki czemu wygląda jak podpaska ze skrzydełkami :)

Boczniaki mi urosły. To już trzeci rzut w tym roku, więc przerobiłem. Całkiem spoko smakują z pomarańczami. Trochę jak Pad Thai, że łączę trzy smaki, kwaśny, słodki i słony, więc postanowiłem podać z makaronem tagliatelle.

Składniki:

- boczniaki
- sok pomarańczowy
- sól
- cynamon
- makaron



Wykonanie:

Boczniaki kroimy i podsmażamy. Dodajemy sok pomarańczowy, trochę cynamonu i soli. Redukujemy aż zgęstnieje i podajemy z makaronem.

środa, 19 czerwca 2024

Bender

Bender to taki wynalazek firmy Wimpy. Ta z kolei to była taka sieć fast foodów, która odniosła sukces głównie w Wielkiej Brytanii i RPA. Ni z tego, ni z owego w latach 60 nudna Wielka Brytania dostała wynalazek ery atomowej w postaci Hamburgera. Młodzi Brytyjczycy tłumnie rzucili się na tą kanapkę i okupowali lokale. Niestety te miały ograniczenia. Management był chyba mocno zafascynowany baśniami braci Grimm, że samotne kobiety nie miały tam wstępu po północy.

Z czasem sieć została wygryziona przez inne i nawet stworzenie, na wzór konkurencji maskotki Mr Wimpy, nie pozwoliło dogonić konkurencji. Wydano nawet grę na Commodore 64 - Mr. Wimpy: The Hamburger Game, czyli klona BurgerTime.

Ostatnio o sieci przypomniał Brad Pitt przy okazji kręcenia filmu World War Z.

Oczywiście nie tylko burgerami fast foody stoją, a rynek wymaga pewnych eksperymentów. W ofercie Wimpy znajduje się tzw. Bender, czyli kawałki parówek podsmażone z cebulą, zamknięte w bułce burgerowej.

Składniki:

- bułka
- jakieś parówki
- cebula


Wykonanie:

Parówki kroimy na kawałki, a cebulę na plasterki. Podsmażamy razem i ładujemy do środka buły.

czwartek, 13 czerwca 2024

Bieszczadzkie wioski marzycieli i kowbojski kawior

Kilka już wpisów o Bieszczadach było. Często tam wracam i cały czas z nowym pomysłem na wyjazd. Tym razem postanowiłem odwiedzić dwie wioski. Tzn. od strony formalnej są wioskami, bo jako takie istnieją na mapie, ale niespecjalnie funkcjonują jako skupiska ludności.

Funkcjonowały za to kiedyś. Obie zamieszkiwała ludność Rusinów Karpackich, a konkretnie Bojków. Rus, to Rus, z takiego założenia wyszły władze PRL, próbujące uporać się po wojnie z niedobitkami UPA na tym terenie. Stwierdzono, że najlepszym sposobem osłabienia partyzantki jest wyrugowanie ludności miejscowej i większość wywieziono do ZSRR. Ślady po nich również postanowiono zniszczyć, dlatego wioski zostały spalone. Tym samym pozostały tylko szczątki niepalne.

Kilkadziesiąt lat po wojnie, kiedy toczyła się ostra debata czy Bieszczady powinny pozostać dzikie, czy zagospodarowane, grupa marzycieli postanowiła przywrócić wioski do życia. 

Pierwszą z nich była Łopienka., gdzie powstał plan założenia skansenu. Władzom od razu zaświeciły się czerwone lampki. Rusińskie, czyli ukraińskie. Ukraińskie, czyli UPA. UPA, czyli nacjonalizm. W dodatku z raportów SB wynikało, że byli posądzeni o jawną krytykę władz w kwestii zagospodarowania dzikich Bieszczad. Sprawa dostała numer 9989 i kryptonim "Marzyciele".


Skansen miał być ciekawym miejscem, w którym każdy był mile widziany, pod warunkiem, że wykonał pracę na jego rzecz.

Ostatecznie doszło do odrestaurowania części znajdującej się we wsi cerkwi, a inicjatywa została skutecznie zablokowana przez władze. Sam pomysłodawca zginął podczas podróży po Pakistanie, choć cerkiew została odbudowana w latach 90-tych.


Niedaleko znajduje się kapliczka z gankiem, który może stanowić dobrą ochronę przed deszczem. Takie ganki istniały właśnie po to, aby ludzie w nich spali, także polecam :)


Druga wioska to Caryńskie. Jak sama nazwa wskazuje leży w okolicy Połoniny Caryńskiej. Tu już sprawa zaszła dalej. 

Zaczęło się od tego, że jedna osoba postanowiła rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Wybrał pozostałości po wsi Caryńskie. Był jeden problem. Urzędnicy nie pozwalali mu się tam zameldować.
W końcu dołączyli się inni i powstała wioska - kooperatywa, gdzie ludzie żyli z uprawy ziemi i zbierania runa leśnego, a jesli wierzyć opowieściom starszych ludzi, to ze zbierania runa można było zdobyć całkiem niezłe pieniądze. Sami mieszkańcy twierdzili, że za 4h pracy mieli dyrektorką pensję.


Oczywiście mieszkanie we wspólnocie wiązało się ze wspólnotowością i praca na jej rzecz, co niespecjalnie potrafili zrozumieć przybywający do niej hipisi, gdyż zderzali się z brutalną rzeczywistością - albo pracujesz, albo do domu.


Prawdziwym hitem był jednak ośrodek leczenia uzależnień. Zacznijmy od tego, że problem narkomanii w PRL nie istniał, a nawet SB zachęcało do ćpania, żeby inwigilować środowiska hipisiarskie. Nawet jeśli już ktoś został uznany za klasyfikującego się na leczenie, to stosowano faszerowanie lekami. W tym czasie jeden z lekarzy przywiózł nowatorką metodę z Holandii opartą na pracy, motywacji i nagrodach. Była jednak zbyt nowatorska, żeby można było ją stosować w państwowym szpitalu (i zbyt zachodnia), za to idealnie nadawała się do Caryńśkiego. Narkomani otrzymywali pozytywne bodźce dzięki pracy.
Terapia była tak skuteczna, ze wysoko postawione osoby w PRL wysyłały tam dzieci dotknięte problemem.


Wiadomo, ze tego typu miejsca przyciągały też całą masę kontestatorów, którzy bawili się w politykę. Znajdowały się tam nawet piwniczki do ukrywania poszukiwanych. Od początku wioska była solą w oku pułkownika Doskoczyńskiego (tzw. Czerwonego Księcia) odpowiedzialnego za stworzenie ośrodków MSW w Bieszczadach. 
Ostatecznie wieś została zrównana z ziemią przez wojsko i milicję. 
Tak wygląda widok z punktu widokowego.



Jedzenie liofilizowane idealnie nadaje się na wędrówki podczas gorących dni. Padło na kowbojski kawior.

Składniki:
- fasola biała w puszce
- fasola czerwona w puszce
- fasola biała w puszce
- papryka
- przyprawa suszone pomidory




Wykonanie:

Fasolę i paprykę wysuszyć w piekarniku lub suszarce.
Zapakować do worka i dosypać przyprawy pomidorów.
Żeby zjeść, należy zalać taką ilością wody, żeby było lekko zakryte i poczekać godzinę, aż zmięknie.

środa, 5 czerwca 2024

Szaszłyki boczniakowe z patelni

Urosło mi boczniaków w mojej hodowli, to przerabiam. 

Leje za oknem więc postanowiłem zrobić szaszłyki nie z grilla, a z patelni. Cały dowcip polega na tym, żeby grzyby były pokrojone w plastry dość cienkie, ale na tyle grube, żeby można było wbić kijek w powierzchnię boczną, równolegle do podstawy.

Składniki:

- duże boczniaki
- jakieś parówki 
- przyprawa do kurczaka


Wykonanie:

Boczniaki kroimy w plastry około 1,5 cm grubości i marynujemy godzinę w oleju z przyprawą do kurczaka.
Każdą z parówek kroimy na 3 części w poprzek.
Nadziewamy boczniaki i parówki, na przemian tak, aby kijek szedł równolegle do większej powierzchni grzyba, czyli tak, zeby plasterki dobrze leżały na patelni. Smażymy.

piątek, 31 maja 2024

Carnitas z boczników

Jak co roku wyhodowałem sobie cały ogrom boczniaków i musze je przerabiać. Znalazłem takie ciekawe danie kuchni meksykańskiej. Co prawda oryginalnie ze świni, ale pokrojone w paski boczniaki też się nadają.

Historia jest taka, że Hiszpanie przywieźli francuskie danie Chicharrones de Tours, ale ostatecznie do przygotowania używano najniższej jakości mięsa, dlatego szybko odżywiające się nim meksykańskie klasy społeczne nadały mu swoją wulgarną nazwę. 
Danie jest charakterystyczne z uwagi na dodatki korzeni i cytrusów.

Składniki:

- boczniaki
- czosnek
- cynamon
- sok pomarańczowy

Wykonanie:

Boczniaki kroimy w paski i podsmażamy.
Dodajemy wyciśnięty czosnek, cynamon i trochę soku pomarańczowego, a potem dusimy.


niedziela, 26 maja 2024

Cong You Ban Mian z "Wędrującej Ziemi"

O jednym ze słynniejszych popularyzatorów nauki za pomocą literatury SF świat usłyszał przy okazji serialu "Problem Trzech Ciał", o czym pisałem tutaj. Na tej samej platformie, tej, która ze współdzielenia kont uczyniła swoją cechę charakterystyczną, a potem tego zabroniła, jest inny film na podstawie książki wspomnianego wyżej autora.

Film to takie wezwanie do wspólnej walki w czasach globalnego ocieplenia. Poprawna rozrywka pena CGI, tylko, ze tym razem to nie Amerykanie, a Chińczycy ratują świat.
Chodzi o to, że słońce zagraża ziemi, więc trzeba ją przesunąć. Świat jednoczy się i poświęcając wszystkie zasoby buduje wielkie silniki, które przesuną ziemię do innego układu. Przed ziemią leci statek, który ma ja pilotować. Przynajmniej oficjalnie ;) Jak ktoś ogląda "For All Mankind" to wie jak wiele skomplikowanych obliczeń wymaga wyznaczenie trajektorii lotu, a także, że trzeba się liczyć z awariami. Film zaczyna się od awarii, którą trzeba ogarnąć zanim ziemia zderzy się z Jowiszem.

Jeden z bohaterów wspomina o smażonym makaronie z cebulą. Trzeba było przejrzeć inne tłumaczenia, żeby znaleźć to danie. Pochodzi ono s Szanghaju, gdzie zaczyna się akcja filmu. Swego czasu był na to nawet jakiś bum na Tik Toku, ale nie mam tam konta więc przegapiłem :)

Składniki:

- makaron instant
- szczypiorek
- sos sojowy

Wykonanie:

Makaron zalewamy wrzątkiem, czekamy kilka minut i odsączamy.
Szczypiorek kroimy na krótsze części i podsmażamy aż się mocno zarumieni.
Dodajemy makaron i chwilę smażymy z dodatkiem sosu sojowego.


czwartek, 16 maja 2024

干煸洋芋丝 z Junnan

Bardzo prosty przepis na swoiste placki ziemniaczane. Jedni jedzą z cukrem, inni z gulaszem, a w prowincji Junnan, jedzą z marchewką. Zresztą w tej prowincji jedzą ziemniaki pod różnymi postaciami. Nawet mają tam powiedzenie, że to dzięki ziemniakom rodzą się dzieci.

Składniki:

- ziemniaki
- marchewka
- chili
- imbir



Wykonanie:

Ziemniaki trzemy na tarce o grubych oczkach tak, żeby powstały długie kawałki.
Marchewkę zetrzeć tak samo.
Wymieszać wszystkie składniki i smażyć na patelni z dwóch stron.