czwartek, 26 maja 2022

Kartoflnik

Ziemniaki w niedzielę,
ziemniaki w poniedziałek,
wtorek i środa ziemniaki,
ziemniaki w czwartek i piątek,
ale w sobotę, dla odmiany ... ziemniaczany kugel.

Ludowa piosenka w Jidisz

Kontynuujemy kuchnię aszkenazyjską. Tym razem specyficzny placek ziemniaczany, bo w porównaniu do klasycznego kugla, jest z dodatkiem mąki i drożdży. Podobno żydowskie kobiety chciały w ten sposób dodać ciężkiemu, a przez to nie każdemu przypadającemu do gustu kuglowi lekkości. W efekcie powstało coś co można nazwać ziemniaczanym chlebem, z naciskiem na ziemniaczany.

Składniki:

- 6 kartofli
- 2 szklanki mąki
- pół paczki suszonych drożdży
- szklanka wody


Wykonanie:

Ziemniaki gotujemy i gnieciemy. Dobrze ja tak pognieść nie do końca dzięki czemu większe kawałki będą w cieście.
Dodajemy drożdży oraz wody i wkładamy do foremki. Możemy trochę poczekać aż urosną i wkładamy na do nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś pół godziny.

środa, 18 maja 2022

Orientalny bigos z liści białej rzodkiewki

Przerywamy na chwilę ziemniaczaną kuchnię aszkenazyjską, aby nadać wiadomość z ostatniej chwili, gdyż wpadły mi w ręce z działki liście białej rzodkiewki. Rzodkiewki były bardzo małe jak na białe, ale ich część wystająca nad ziemię była bardzo okazała. Generalnie liście rzodkiewek (a nawet kwiaty) są ciekawym surowcem kulinarnym, z którego robiłem już pesto, ale postanowiłem pójść o krok dalej i przyrządzić bigos, który potocznie rozumiany i tak jest zbieraniną wszystkiego co wpadnie w ręce. Biała rzodkiew kojarzy mi się z kuchnią dalekowschodnią, dlatego postanowiłem pomieszać ją z kapustą pekińską.

Składniki:

- liście białej rzodkiewki
- kapusta pekińska
- pieczarki
- cebula
- koncentrat pomidorowy
- chilli


Wykonanie:

Cebulę kroimy w piórka i podsmażamy razem z pieczarkami.
Dodajemy pocięte liście rzodkiewki oraz kapustę, podlewamy trochę wodą i dusimy. 
Doprawiamy koncentratem pomidorowym i chili - musi być ostre :)

wtorek, 10 maja 2022

Ulnik

Pierwsze z trzech dań kuchni aszkenazyjskiej. Kim są aszkenazyjscy Żydzi bez trudu znajdziecie, tylko zalecam źródła, co najmniej trochę naukowe, a nie strony, które wyglądają jak robione dwie dekady temu. Kwestia jest skomplikowana i zawiła, że musiałbym się tu nieźle rozpisać. Co należy wiedzieć w skrócie, to to, że to Żydzi zamieszkujący, do niedawna dość licznie, tereny Europy centralnej i wschodniej. To tak w skrócie. W każdym razie jako tacy, rozwinęli sobie swoją kuchnię, która po pierwsze musiała być zgodna z ich religijnymi przekonaniami, a po drugie musiała być możliwa do stworzenia na terenach, które zamieszkiwali. Dań było całkiem sporo, niestety wiedza na ich temat trochę się uszczupliła w wyniku wojny i mamy już kolejne pokolenia tych potraw podkręcone zarówno przez restauracje się w nich specjalizujące jak i też ciekawą ewolucję przeszły te dania za Oceanem. 
Ta konkretna grupa Żydów rozwinęła też swój specyficzny język zwany jidysz. Z uwagi na to, że ziemniaki, choć początkowo miały "pod górę" jak wszędzie, stały się bardzo ważnym elementem żydowskiej społeczności o niskim znaczeniu ekonomicznym, w języku jidysz było na ni kilkanaście określeń. Pierwsze, które zaprezentuję przy okazji tego przepisu to bulbe.
Danie, które mam Wam zamiar zaprezentować, rzekomo zawdzięcza swoją nazwę temu, że przypomina plaster miodu. Choćbym nie wiem jak się starał, nie wyszedł mi plaster miodu, ale trzeba przyznać, że widziałem na żywo tylko jeden plaster dzikich pszczół, a ten ma chyba wyglądać jak ten z ula :)

Składniki:

- bulbe
-
kasza gryczana niepalona


Wykonanie:

Kaszę mielimy na mąkę.
Ziemniaki obieramy i trzemy na tarce o drobnych oczkach. Mieszamy z mąką gryczaną i wkładamy do foremki, a ją samą do nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś 30-40 minut.



czwartek, 5 maja 2022

Chorrillana

Danie z Ameryki południowej. Pochodzenie nazwy tego dania nie jest znane. Są dwie teorie. Jedna mówi, że nazwa pochodzi od miejscowości Chorillos obok której była jakaś bitwa na Pacyfiku, a druga, że od słowa chorreado co ma oznaczać coś w stylu wypływania, czy wytryskiwania co miałoby się odnosić do tłustych frytek. Z uwagi na mój sposób przygotowania dania, wolę pierwszą opcję.
Samo danie nie jest niczym niezwykłym w Chile czy Peru (pochodzenie geograficzne dania też nie jest jasne z uwagi na to, że pewnie powstało wcześniej niż świadomość administracyjno-narodowa), bo stamtąd właśnie pochodzą ziemniaki.
Sama idea jest prosta i świetnie wpisuje się w kryzysowy charakter mojego bloga, a także w modną ideę "Zero Waste". Na dole są frytki, a na górze co chcecie. Są oczywiście składniki, które trafiają się częściej od innych, ale zasadniczo, co chcecie.
Powinno się to smażyć, ale chciałem oszczędzić wątrobę i olej, dlatego upiekłem w piekarniku. Idealnie byłoby to upiec w ogniu, co już w ogóle byłoby oszczędne, ale na dworze pada, co wyklucza wszelkiego rodzaju outdorowe aktywności związane z ogniem, a do tego jest temperatura 22 stopnie Celsjusza i palenie w kominku nie wprowadziłoby miłego nastroju.

Składniki:

- ziemniaki
- pieczarki
- cebula
- jakieś parówki


Wykonanie:

Ziemniaki obieramy i kroimy we frytki.
Wykładamy nimi dno naczynia żaroodpornego.
Na wierzch kładziemy pokrojone pieczarki i cebulę.
Przykrywamy i wkładamy do piekarnika i nastawiamy go na 180 stopni Celsjusza. Kiedy ziemniaki nam zmiękną posypujemy pokrojonymi parówkami i ściągamy pokrywkę. Jak parówki się przypieką, to wyjmujemy.


środa, 27 kwietnia 2022

Möhrendurcheinander

Danie niemieckie, a konkretnie z Nadrenii. Zanim sprawdzicie w google, to napiszę, że Nadrenia graniczy z Holandią, stąd podobieństwo do poprzedniego przepisu :) 

Niewiele znalazłem na temat historii tego dania, właściwie to nic, co nie jest niczym nietypowym dla tak nudnej kuchni jak niemiecka :) Jedynie nazwa jest ciekawa, bo oznacza z grubsza, marchewkowy bałagan co ma związek ze sposobem przyrządzenia tego dania.

Składniki:

- ziemniaki
- marchewki
- jabłko
- jakieś parówki


Wykonanie:

Ziemniaki oraz marchewkę obieramy, kroimy i gotujemy. Na sam koniec gotowania dodajemy obrane i pokrojone jabłko. Tuż przed zdjęciem z gazu możemy dorzucić parówki, bo po co mamy marnować wodę i energię.
Parówki wyjmujemy, a resztę tłuczemy. Podajemy razem.


czwartek, 21 kwietnia 2022

Boerenkoolstamppot

Podobno ludzie z poza Holandii zapytani co jest tradycyjnym daniem holenderskim mówią ser, gigantyczne naleśniki i marihuana, podczas, gdy Holendrzy mówią, ze stamppot.
Pochodzenie nie jest znane, ale mówi się, że wszystko zaczęło się już na początku XVII wieku, kiedy ziemniaki dotarły do Holandii. Z uwagi na to, że były "pogańskie" miały pod górę i początkowo używane jako pasza albo danie biedoty. To właśnie tak powstało sycące proste danie jednogarnkowe po to, żeby 100 lat później wjechać na salony :)

Składniki:

- ziemniaki
- jarmuż
- jakaś kiełbasa


Wykonanie:

Jarmuż podsmażamy lekko, dolewamy wody i chwilę dusimy.
Mieszamy z ugotowanymi ziemniakami.
Podajemy z usmażoną kiełbasą.


poniedziałek, 11 kwietnia 2022

Dublińskie spicy bag

Zasadniczo to raczej zwiedzałem ta okupowaną część Irlandii, o czym pisałem tutaj, ale skoro byłem tak blisko miasta, które ma w pewnym sensie wymiar kultowego, musiałem je też odwiedzić. Co jest takiego kultowego w tym mieście? Przede wszystkim przez dużą ilość rozsianych po świecie Irlandczyków, którzy promowali własną kulturę, wielu ludzi jest irofilami, ale skoro już o kulturze mowa to właśnie z tego miasta pochodzi trzech słynnych pisarzy James Joyce, Samuel Beckett i Oskar Wilde. Co ciekawe, wszyscy są przykładem na to jak dokręcana śruba musi kiedyś się złamać, bo wszyscy, mimo, pochodzenia z purytańskiej Irlandii, byli bardzo mocno postępowi jak na swoje czasy. 

Powieść tego pierwszego - Ulisses - której akcja dzieje się właśnie w Dublinie, znalazła się na liście 100 najlepszych książek na świecie, pomimo, że miała bardzo pod górę gdyż oskarżano ją o nieprzyzwoitość, a nawet, jak to mają z zwyczaju hiperbolizować purytańscy "krytycy", pornografię. Ostatecznie doceniono jej nowatorską postać żarty i aluzje, gdzie mój kolega z treningów doktor Filozofii twierdzi, że fragment o charakterze kulinarnym 
Pan Leopold Bloom jadał z upodobaniem wewnętrzne organy bydła i drobiu. Lubił zawiesistą zupę z podróbek, orzechokształtne żołądki ptasie, nadziewane pieczone serca, płaty wątróbki podsmażane w tartej bułce, smażoną ikrę sztokfisza. A najbardziej lubił przypiekane nerki baranie, które napełniały jego podniebienie wyszukanym smakiem delikatnie pachnącego moczu.
a konkretnie jego końcówka, mówi o upodobaniu głównego bohatera do seksu oralnego :)
W każdym razie co roku, fani książki chodzą po mieście w strojach z epoki, śladami powieści.

O ile ilościowo jest najwięcej śladów Joyce'a o tyle jakościowo najbardziej uhonorowano Becketta, któremu poświęcono jeden z największych mostów w kształcie harfy, symbolu Irlandii. Jak widzicie Słońce świeciło, bo nie miało innego wyboru, nie oświetlało jednak nic nowego.

Choć ja osobiście wolałem się przejść mostem ha'penny, który swoją nazwę zawdzięcza temu, że za przejście nim trzeba było płacić połowę pensa.


W jednym z parków znajduje się pomnik Oscara Wilde, który już był tak wyzwolony, że przypłacił to życiem (skazano go na ciężkie roboty, które zniszczyły jego zdrowie). Na pierwszym planie cytat z jego najsłynniejszej powieści Portret Doriana Greya - Jedyną rzeczą gorszą od tego, że o nas mówią, jest to, że o nas nie mówią.


Oprócz tego z tego miasta będzie chief O'Brien z uniwersum Star Trek.

Oczywiście Dublin słynie też z piwa, od którego nazwę dostała inna słynna książka rekordów, a także z whiskey. Z tym drugim wiąże się ciekawa historia, bo zapalił się skład z beczkami wypełnionymi tym trunkiem, w wyniku czego rzeka płonącej whiskey płynęła ulicami Dublina, zajmując domy po drodze. Jeśli wierzyć zapiskom, najwięcej ofiar było z powodu zapicia się na śmierć darmowym alkoholem, a wszystko co darmowe było na wagę złota. Przypomnę, że Irlandia była dotknięta wielkim głodem, o którym pisałem tutaj
O tej tragicznej historii przypominają pomniki takie jak ten.


Albo ten, replika statku Jeanie Johnston, jednego z tzw. statków trumien, które miały przewozić przez Atlantyk ludzi chcących uciec przed wielkim głodem. Z uwagi na to, że właściciele statku oferowali najmniej jedzenia i picia jak było to możliwe (o ile w ogóle przestrzegali prawa) wraz z ogromnym zatłoczeniem, ludzie umierali na nich w ilościach ponadprzeciętnych. Mawiano, że za każdą trumną pływały rekiny, tyle wyrzucano ciał do wody.

Irlandia mocno promuje swoją przedchrześcijańską historię, co widać chociażby po sztuce ulicznej.


Ale wizerunki celtyckich bogów czy bogiń można spotkać w parkach. Tu bogini Brighid, czyli 3 postacie w jednej.


Nieopodal znajduje się park wróżek, w którym podobno mieszkają wróżki. Nie widziałem wróżek, tylko drzwiczki do ich małych mieszkań :)



Nieopodal znajduje się też słynne głodne drzewo, które zjada ławkę.


A tu park, w którym lokalna społeczność ma wydzielony własny ogródek warzywny.


Oczywiście jak chcecie poczuć klimat, to możecie się wybrać na piwo do dzielnicy Temple Bar, gdzie pubów macie na wyciągnięcie ręki, nawet takich kilkupiętrowych.

Natomiast ja osobiście wolałem się napić w, znajdującym się po drugiej stronie rzeki, kościele przerobionym na pub. Utrzymanie kościoła przestało się opłacać, z uwagi na małą ilość wiernych, więc sprzedano go w ręce prywatne.


Również w Temple jest pomnik Molly Mallone, bohaterki bardzo popularnej piosenki foklorystycznej, która o mały włos nie została hymnem Irlandii, a obecnie jest hymnem Dublina i popularną przyśpiewką kibiców.


Jedna ze słynniejszych ulic Talbot, uchodząca trochę za patologiczną :)


A skoro o patologii mowa. Podczas gdy marzeniem polskiego Sebiksa jest Volkswagen Golf, irlandzkie Seby kupują sobie konie. Teoretycznie to jakiś tam przejaw miejskiej kultury konnej. W praktyce gruba patola, bo konie są na tyle tanie, że każdy może takiego kupić, ale w praktyce nie każdy powinien z uwagi na brak miejsca do trzymania konia i pieniędzy na utrzymanie, a część to w ogóle nawet mrówki nie powinni posiadać. W praktyce konie są trzymane pod domami, głodzone i bite. Niczym niezwykłym jest zobaczenie gościa w dresach na koniu jadącego po ulicy czy parku.

Sama Talbot Street jest znana z tego, że wybuchła tu jedna z bomb 17 maja 1974 podłożonych przez unionistów z Irlandii  Północnej, którym pomagały brytyjskie służby. Z uwagi na to, że wybuchły aż 3 samochodowe bomby w równych odstępach czasu, zginęło 35 osób, a ponad 300 było rannych.


A w tej okolicy znajduje się "zaułek morderców" aka "zaułek poderżniętych gardeł". Jeśli kojarzy Wam się z nadmierną ilością przedwczesnych zgonów, to macie dobre skojarzenie :D



A ty macie jedną z ulubionych rozrywek turystów. Karmienie mew frytkami. To mogą wymyślić tylko turyści, którzy z mewami nie mają do czynienia na co dzień :)


Kiedy szukałem typowego dania dla Dublina, najpierw nastawiłem się na odległe tradycje i nic ciekawego nie znalazłem. Dopiero kiedy poszukałem płyciej, czytaj młodziej, znalazłem coś co jest typowe raczej tylko dla tego kawałka ziemi - spicy bag, czyli coś co ma być swoistą odmianą kuchni azjatyckiej. To na zdjęciu jest zakupione w jednym z lokali.

Składniki:
- ziemniaki
- papryka (i inne warzywa opcjonalnie)
- przyprawa pięciu smaków
- jakieś parówki


Wykonanie:

Ziemniaki kroimy w słupki i smażymy frytki.
Paprykę, parówki i ewentualnie inne warzywa smażymy.
Mieszamy z frytkami i przyprawą pięciu smaków.
Możemy posypać szczypiorkiem i pokrojonym chilli.

czwartek, 7 kwietnia 2022

Irlandia Północna i buttered sasuage

Irlandia Północna to taki fragment ziemi na wyspie Irlandia, który graniczy z niepodległą Republiką Irlandii formalnie będący częścią Zjednoczonego Królestwa, czy jak co niektórzy mówią, będącego pod brytyjską okupacją, historycznie nazywana Ulsterem. Żeby zrozumieć o co chodzi krótki rys historyczny. Sam musiałem trochę doczytać w samolocie :)

Ok. 900 lat temu Normanowie z wyspy obok najechali Irlandczyków po aprobacie papieża, któremu nie podobała się zbytnia niezależność kościoła w Irlandii. Trochę jak u nas z Carycą Katarzyną. Zbiegiem lat lokalni kacykowie zaczęli przyjmować kulturę Irlandii, aż angielska władza była już tylko w Dublinie. Potem przyszła reformacja i konflikt wszedł na wyższy poziom. Król Henryk VIII pokłócił się z żoną i chciał się jej pozbyć, ale papież mu nie pozwolił. Pokłócił się też z papieżem i założył własny kościół, którego głową się obwołał. Jako, że Irlandia była po stronie papieża, postanowił ją podbić. Jego córka o charakterystycznej urodzie podkręciła tam śrubę wprowadzając administrację angielską i szereg praw dyskryminujących ludność lokalną. W prowincji Ulster były najsilniejsze ciągotki niepodległościowe więc wybuchło powstanie, któremu pomogli Hiszpanie, ale nie wyszło. Aby zgasić ten ogień Ulster zaczęto zasiedlać osadnikami z drugiej wyspy, aż było ich więcej niż lokalsów. Potem jeszcze burzliwy okres prześladowań, aż w XX wieku część Irlandii uzyskała niepodległość. Ulster pozostał pod panowaniem "korony", z uwagi na to, że było tam więcej protestantów niż katolików. Nie wszyscy się z tym pogodzili i od lat 60-tych XX wieku do pierwszej dekady XXI wieku dochodziło tu do działań bojowych o niskiej intensywności, jak to się fachowo mówi. Obecnie konflikt jest lekko wygaszony, ale kwestie wokół Brexitu, który są traktowane jako złamanie porozumienia oraz zwiększający się odsetek katolików powodują, że w krótce znów usłyszymy o Irlandii.

Czy konflikt ma zatem podłoże religijne? No nie do końca. Jakby to Wam wyjaśnić. Profesor Zbigniew Mikołejko - kierownik Zakładu Badań nad Religią i profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie twierdzi, że Polacy są jednym z najmniej religijnych narodów na świecie. Chodzi mu o to, że religia pełni tu rolę tożsamościową - jeśli by poprosić 1000 przechodniów, żeby zdefiniowali co to znaczy być Polakiem, ale nie mogliby powiedzieć, że to znaczy być katolikiem, to mieliby problem z odpowiedzią. Tu jest podobnie, konflikt jest niby narodowościowy, ale zanim wymyślono państwa narodowe, grupy etniczne były definiowane za pomocą religii. W rzeczywistości Irlandczycy są bardzo postępowi, a po aferach z pedofilią odsunęli się od kościoła. Żeby Wam uzmysłowić to bardziej opowiem anegdotę:
Podczas tzw. Troubles, czyli 30 lat prowadzenia działań zbrojnych na terenie Irlandii Północnej, na barykadzie łapią gościa i pytają:
- katolik czy protestant?
- ateista
- ale ateista katolik, czy ateista protestant?

Zresztą ducha niepodległościowego widać na każdym kroku.



Nic dziwnego, że komisariaty Policji wyglądają tam tak :)


A sądy tak


Ale Irlandia to też ładne krajobrazy. 


Przy granicy, o ile można ją tak nazwać, bo co prawda oznaczenia graniczne są, ale są zniszczone za pomocą farby, gdyż Irlandczycy jej nie uznają, znajdują się dwa znane mi duże grobowce z epoki kamienia gładzonego. Najsłynniejszy Newgrange, jest w Republice Irlandii, niestety ciężko go zwiedzić, bo trzeba rezerwować bilety na samo wejście, żeby zobaczyć go z zewnątrz. Za to w okolicach Newry jest jeden całkowicie za darmo. Może nie tak okazały, ale ma kilka komór i jest o kilkaset lat starszy niż Piramidy.


Oprócz tego niskie góry, takie w sam raz do chodzenia. Trochę przypominają górne partie Bieszczad, tylko bardziej stepowe. Tu na zdjęciu widać ślady po pożarze.


Każda mitologia ma swojego super bohatera, irlandzka również. Jest to Fionn mac Cumhaill. Jeszcze będziemy do niego wracać kilka razy. Człowiek odpowiedzialny za wiele ciekawych rzeczy, między innymi za to, że rzucił tym kamieniem, który wylądował na zboczu góry Slieve Martin. Jak na niego to słaby wyczyn, bo rzucił kiedyś kawałkiem Irlandii w Szkocję. Nie doleciało i spadło w morzu tworząc wyspę Man. Układ kamieni może sugerować, że było to miejsce kultu i zostały sztucznie naniesione, ale prawdopodobnie przyszły razem z lodowcem.


Jeśli chcecie zwiedzić najwyższy szczyt w okolicy, czyli Slieve Donard, to sugeruję zacząć od parku Tolymore Forest. Jak nie chcecie iść na górę, to też idźcie do tego parku. Ma wszystko to co tygrysy lubią najbardziej. Dzikie drzewa.


Malownicze trasy wzdłuż górskich rzek.


I to z czego słynie region. Kamienne mosty.


Nawet jak nie pójdziecie na górę, to w okolicy znajdziecie mnóstwo szlaków do zrobienia i innych sposobów spędzenia czasu. Np. labirynt, którego radzę nie bagatelizować. Jak widzicie, nie wyglądam jak ktoś, kto doskonale wie gdzie idzie :)


Najsłynniejszymi miastami w Irlandii Północnej są Derry, w którym była wspomniana w piosence U2 "Krwawa niedziela" oraz Belfast, o którym z kolei śpiewało Boney M. Miasto znane najbardziej z dwóch rzeczy - Titanica i największej intensywności działań bojowych podczas wspomnianych wcześniej Troubles

W zasadzie to wygląda jak typowe miasto portowe. W punkcie widokowym zlokalizowanym w domu handlowym w centrum możemy podziwiać panoramę, w tym symbol miasta, ogromne suwnice Goliat i Samson


Rynku nie ma, bo taka zabudowa jest raczej typowa dla miast na "prawie niemieckim", o czym wspominali Irlandczycy, z którymi rozmawiałem, a którym zdarzyło się odwiedzić Polskę, natomiast są ciasne uliczki znane z innych portowych miast, które przyszło mi zwiedzać.


W Belfaście jest widoczny etos robotnika portowego, dlatego w dokach, które już wyglądają nieco inaczej, oprócz muzeum Titanica i innych rzeczy związanych z transportem morskim, jest instalacja złożona z "dzwonków", które mają naśladować dźwięki doków.


Koło portu znajduje się pomnik Łososia Wiedzy. Ta ryba żywiła się żołędziami z mitycznego drzewa wiedzy, dzięki czemu urosła i stała się mądrzejsza niż ludzie. Pierwsza osoba, która miała go zjeść posiadłaby całą jego mądrość. Oczywiście padło na osobę, którą wcześniej wspomniałem, czyli Fionna mac Cumhailla, przy czym zrobił to przez przypadek, bo zasadniczo chciał go przyrządzić swojemu mistrzowi, ale podczas gotowania sparzył sobie kciuk, do którego był przyklejony mały kawałek skóry ryby. Ssąc kciuk po oparzeniu połknął kawałek ryby, tym samym otrzymując nadludzką wiedzę.


W weekendy na hali rynkowej św. Jerzego odbywa się targ. teoretycznie w piątek z ubraniami, sobotę z jedzeniem, a w niedzielę ze starociami. W praktyce, byłem tam w sobotę i było tam wszystko. Wszystko i nic jednocześnie. Jeśli nie jesteście smakoszami ryb, to w zasadzie nie macie tam po co iść.


Za to obok jest pomnik upamiętniający gęś o imieniu Alec, która swego czasu przechadzała się po okolicy, odprowadzając lokalne dzieci. Gęś zginęła śmiercią tragiczną pod kołami ciężarówki.


Belfast to miasto, w którym streetart wyszedł na inny level. Tu irlandzkie obrazy przeniesione na jedną ze ścian. Nie znam obrazu, ale było jedzenie, więc wybrałem ten :)


Ale jak wspomniałem, Belfast jest znany z tego, że był (trochę dalej jest) polem walki, o czym przypominają choćby rzeźby na budynkach. Napis głosi - Ceną wolności jest wieczna przemoc.


Jednym z symboli tej przemocy jest hotel Europa, który jest rekordzistą w kwestii zamachów bombowych, które zostały w nim przeprowadzone i dalej stoi.


Na przeciwko jest bardzo znany historyczny pub Crown, ale lokalsi polecali ten z lewej. W kwestii pubów i restauracji zawsze patrzcie gdzie chodzi ludność lokalna :)


Kolejny znany budynek w mieście, 20-piętrowe Divis Tower. Początkowo wybudowany, wraz kompleksem przylegających 8-piętrowych bloków, aby upchnąć ludzi przeniesionych ze slumsów na ciasny teren. Z czasem stwierdzono, że stworzono coś na kształt nowych slumsów i okoliczne bloki rozebrano. Wieża ma historyczne znaczenie. Początkowo był to punkt obserwacyjny IRA, a także w jej okolicy dochodziło do wielu starć. Konkretnie bojownicy wciągali wojsko w jej okolicy, aby prowadzić rodzaj spektaklu dla miejscowych. Ostatecznie wojsko zajęło dwa ostatnie piętra, ale z uwagi na to co działo się dookoła i tak nie mogli się do niego dostać inaczej niż helikopterem. Okoliczny napis głosi, że ponad 90% Divis Tower nie lubi policji co jest przytykiem do tych dwóch pięter.


Początkowo IRA nie cieszyła się tak wielkim poparciem miejscowej ludności, ale po represjach ze strony brytyjskich służb, które dotykały przypadkowych ludzi sytuacja się odwróciła, żeby pod koniec Troubles, ludność zmęczona ciągłym konfliktem poparła pokój pomiędzy stronami w decydującej większości.

Za wieżą znajduje się historyczne pole walki, czyli ulica Falls, a za nią, za ogromnym murem nazwanym eufemistycznie Ścianą Pokoju i zamykanymi na noc bramami znajduje się teren unionistów, ulica Shankill. Obecnie obie mocno przystrojone muralami. Unionistyczne to głównie królowa, Wielka Brytania z naciskiem na wielka i ofiary IRA. Republikańskie to oczywiście też IRA i represje ze strony Anglików, ale, czego nie spotkacie u tych pierwszych, gesty solidarności ze wszystkimi okupowanymi grupami etnicznymi, czy krajami w myśl hasła Joachima Lelewela - Za wolność Waszą i naszą, dlatego najczęściej spotykane flagi, oprócz irlandzkiej to ukraińska i palestyńska, ale też są murale dotyczące Jemenu, Kurdystanu itp.

Tak wygląda Shankill Road. Ogólnie jak dla mnie klimat za bramą trochę jak w jakiejś dziwnej dzielnicy znanej tylko na filmach. Co jakiś czas pod barami stały ekipy, które wyglądały jak milicje sąsiedzkie. Trochę czułem tam napięcie, a może sam wkręciłem to sobie wchodząc na zamknięty teren. faktem jest jednak, że nie spotkałem tam ludzi, którzy by do mnie zagadywali, w przeciwieństwie do republikańskiej strony.

Skwer upamiętniający ochotników ulsterskich


Królowa w różnych pozach.


Falls Road i słynna International Wall. Tu czuć było znacznie większy luz, choć kilkadziesiąt lat temu nie było tu autobusów, bo ze wszystkich robiono barykady, dlatego ludność musiała jeździć czarnymi taksówkami, ładując się do nich po więcej osób niż były przewidziane.

Tu mural solidarności z Palestyną i wzywający do Bojkotu państwa Izrael podobnego do tego, jaki teraz stosuje się do Rosji.


Kolejny mural historyczny upamiętniający wsparcie dążeń republikańskich w Hiszpanii w latach 30-stych i ochotników, którzy wsparli osobiście tą walkę.


Obecnie sytuacja jest dalej trochę napięta, gdyż unioniści świętują zwycięstwo Wilhelma Orańskiego nad królem Jakubem w bitwie nad rzeką Boyne maszerując i paląc ogniska. Marsz zawsze zahacza o dzielnice republikańskie i dochodzi do wielkiej awantury. 
Trwający konflikt doprowadził do tego, ze miejscowy szpital Musgrave wyspecjalizował się w składaniu kolan i przywożą do niego rannych żołnierzy. Stało się tak dlatego, że przestrzeliwanie kolana tzw kneecapping  stało się sposobem na walkę organizacji paramilitarnych z przestępczością, głównie z handlarzami narkotyków i pedofilami.

Najlepsze zostawiłem na koniec, czyli północno-zachodnie wybrzeże. Pewnie nie raz oglądaliście jakiś stary horror, thriller lub kryminał, którego akcja dzieje się w jakimś małym nadmorskim miasteczku, z których każde wygląda tak samo. Tam jest takich pełno. 
Polecam zwiedzić Groblę Olbrzyma, którą według legendy wybudował, zgadnijcie kto :) Oczywiście Fionn mac Cumhaill, który chciał iść do Szkocji, żeby sobie nie zamoczyć nóg. W rzeczywistości bazaltowe słupy o sześciokątnej podstawie powstały w wyniku erupcji wulkanicznej.


A także miejscówki, gdzie kręcono Grę o Tron, z których lokalna ludność jest tak dumna, ze zobaczycie odpowiednie oznaczenia.




Kurorty też są, spokojnie. Bardzo urokliwe zwłaszcza podczas odpływu. Tu Newcastle, ale nie to Newcastle znane z Premier League.

Przejdźmy do kuchni. Ta nie jest tak wyszukana, bo opiera się głównie na jęczmieniu i ziemniakach, za to jeśli chodzi o ilość trunków, to w tym Irlandczycy są mistrzami. Nawet tanie lokalne prolskie piwo smakuje dobrze. Irlandczycy mawiają, ze Bóg wymyślił whiskey, żeby nie mogli zapanować nad światem i żeby Wam to bardziej uzmysłowić, oto 5 funtów wydanych przez Irlandzki bank, na którym jest destylarnia Bushmills, której nie da się obecnie zwiedzić, bo brakuje rąk do pracy. Generalnie brak rąk do pracy po Brexicie to powszechny problem tutaj, na który każdy się żali. Funtów tych nie sprzedacie w Polsce, bo w świetle prawa te funty nie posiadają na terenie UK statusu legalnego środka płatniczego. Za to są dopuszczone do obiegu i można nimi dokonywać transakcji.


Przygotuję coś typowego. Ci którzy mieli kiedyś zajęcia z języka angielskiego wiedzą, że najpopularniejszym fast-foodem na wyspach jest fish & chips czyli ryba i frytki. Ryba smażona niczym w polskim nadmorskim kurorcie w obfitej warstwie ciasta. Wariacją tutejszą było buttered sasuage czyli frytki plus kiełbasa w cieście z mąki i piwa, głównie typu Irish Stout.

Składniki:
- ziemniaki
- jakaś kiełbasa lub parówka
- piwo
- mąka


Wykonanie:

Ziemniaki kroimy w grube frytki i smażymy. Najlepsze frytki jakie tam jadłem były właśnie grubo krojone, a ziemniaki nieobierane. 
Z mąki i piwa robimy gęste, ale lejące się ciasto, w którym moczymy kiełbasę, a następnie ją smażymy.