niedziela, 1 sierpnia 2021

Hot dog z marchewki poza schematem i poza szlakiem

Dziś miało być poza szlakiem. Wytyczonymi ścieżkami, ale jednak zdecydowanie poza szlakiem. Głównie po to, żeby uniknąć ludzi, których w Beskidach jednak jest sporo. Nie jest to rezerwat, więc spokojnie można zejść ze szlaku.

Plan był taki :)


Wyszło trochę inaczej :)



Jeśli się na to decydujecie to o ile nie pójdziecie główną drogą do transportu drewna itp. to prawdopodobnie wybierzecie złą ścieżką, bo na mapie będzie jedna, a w rzeczywistości 4. Ta największa, to w cale niekoniecznie musi się okazać tą właściwą, bo na przykład, może się okazać strumieniem, gdzie jeśli wzięliście buty górskie, będzie Wam się trudno szło po morskich kamieniach, zupełnie inaczej niż tym, którzy mają fachowe buty do biegania po trudnych trasach :)


Od czasu do czasu musicie korygować na azymut.


Jest trochę trudniej, ale widoki wynagradzają wysiłek.


Po drodze możecie spotkać przedstawicieli lokalnej fauny



Oraz to co mykofile, tacy jak ja lubią najbardziej :)


Także idąc na przełaj, w końcu teren się polepsza, krzaki zamieniają się w łąkę i pomiędzy szczytami Palenica, a Munczolik, możecie spotkać chatkę, która służy jako miejsce noclegów m.in dla osób, które idą Głównym Szlakiem Beskidzkim. 


Natomiast niedaleko chatki, czyli pomiędzy tymi szczytami, zaczyna się ścieżka, która wygląda zupełnie jak przyzwoity szlak. Mogę ją z czystym sumieniem polecić wszystkim. Trudno zabłądzić i ma znamiona szlaku.


Na niej jest już większa chatka, o takich rozmiarach, że można tam nawet zorganizować wesele :)



Liczyłem, że będzie gorąco, dlatego chciałem przygotować takie jedzenie, które nie popsuje się po kilku godzinach. O tym kryzysowym hot dogu słyszałem lata temu i zajmie on honorowe miejsce wśród kurczaka ze skórki grejpfruta i szarpanej wieprzowiny ze skórki od banana :) Przy czym jest zdecydowanie lepszy niż to pierwsze :)

Składniki:
- kilka marchewek - od razu kupcie nieco grubsze niż parówki, bo się kurczą.
- szklanka bulionu warzywnego np. takiego z kostki
- 2 łyżki sosu sojowego
- łyżeczka papryki wędzonej
- płaska łyżeczka czosnku granulowanego
- łyżeczka cukru
- 1/4 szklanki octu jabłkowego, który sami sobie możecie zrobić ze skórek po jabłkach
- 1/5 szklanki octu 


Wykonanie:
Marchewki obieramy i lekko podsmażamy.
Mieszamy pozostałe składniki i zalewamy. Dusimy na małym ogniu 20-30 min.
Owijamy w folię aluminiową i wkładamy do piekarnika, który wcześniej nagrzaliśmy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Zostawiamy na 20 min.
Odwijamy folię i znów ok 20 min.
Wkładamy do jakiejś bułki i podajemy z musztardą.

A ogólnie to nie było ani gorąco, ani ludzi nie było, bo rano był deszcz i zbierało się burzę, więc wszyscy uciekli, a późnym popołudniem już była burza :)

sobota, 24 lipca 2021

Bocadillo de pisto

Jak mawiają Hiszpanie pan con pan comida de tontos (chleb z chlebem to jedzenie dla idiotów), co oznacza, że łączenie tych samych składników jest uważane za głupie, co innego chleb z czymś innym. Tak powstały różne rodzaje bocadillo, czyli rodzaj kanapki z podłużnych bułek. Nie mylić z tradycyjną kanapką, również obecną w Hiszpanii, do której używany jest chleb.
Jedna z teorii na temat powstania tego dania jest dość tragiczna, gdyż mówi o tym, że została przywieziona podczas największego ludobójstwa znanego światu, czyli chrystianizacji Ameryk, gdzie Hiszpanie podpatrzyli podobne u Azteków.
W każdym razie zadomowiła się na dobre i choć na początku, z uwagi na niski koszt i łatwość w przygotowaniu, była popularna głównie u niskich warstw społecznych jak robotnicy, rolnicy, czy żołnierze, to obecnie serwuje się je w restauracjach, a doczekała się nawet wersji słodkiej, z czekoladą w środku :) Ja zrobiłem wersję de pisto, czyli z czymś na kształt ratatouille.

Składniki:

- podłużna bułka
- cukinia
- pomidor
- papryka czerwona
- cebula


Wykonanie:

Cebulę obieramy i kroimy w półplasterki. Podsmażamy. Dodajemy pokrojoną w kostkę cukinię i dalej smażymy. Dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę i dalej smażymy. Dodajemy pokrojonego w kostkę pomidora i dusimy chwilę pod przykryciem. 
Bułkę kroimy wzdłuż i wkładamy, jeszcze ciepłe pisto

czwartek, 15 lipca 2021

Bigos działkowy

Geneza:

Na działce coś urosło. Nikt nie wiedział zbytnio co. Ja może bym wiedział, gdybym to sadził, za to ten co posadził, to nie pamiętał co. Teoretycznie miała być sałata, ale podobno była sadzona też kapusta pekińska. To co dostałem wyglądało trochę jak przerośnięta kapusta Pak-Choi. Stwierdziłem, że najlepszą opcją będzie bigos z dodatkiem innego płodu owej działki, za którego posadzenie już jestem odpowiedzialny personalnie, czyli boczniaków. W razie jednak, gdyby to zielone było sałatą, to postanowiłem złagodzić trochę jej smak botwinką, również z działki.

Geneza nazwy:
Teorie na temat pochodzenia nazwy bigos są różne.
Forsowana przez politykę narodową mająca związek z polskim staropolskim słowem "bigosować" - ciąć szablą na kawałki, nie doczekała się jeszcze potwierdzenia, co było pierwsze - przysłowiowe jajko, czy kura. Jedna z teorii mówi o łacińskim pochodzeniu, które oznacza dwa smaki. Trzecia, to zapożyczenie od słowa begiessen - podlać, dolać.
Którejkolwiek wersji byśmy nie wybrali, a także porównując to z powszechnie obowiązującym przepisem na bigos, tak właśnie nazwałem to danie, nie mając lepszego pomysłu.

Składniki:
-
botwina, ale może też być boćwina
- sałata rzymska - jak się okazało
- boczniaki
- koncentrat pomidorowy


Wykonanie:
Boczniaki kroimy w kostkę i podsmażamy.
Botwinę kroimy, dodajemy do boczniaków i dusimy pod przykryciem.
Sałatę kroimy, dodajemy do reszty wraz z koncentratem i chwilę dusimy.


czwartek, 8 lipca 2021

Burger po filipińsku

Fusion to taki trend w kuchni, w którym łączymy ze sobą dania z różnych części świata, a nawet z różnych epok, przy czym na potrzeby tego wpisu skupimy się tylko na tych różnych częściach świata.
Jak to się technicznie dzieje?

  1. Ktoś jedzie za granicę własnego kraju i tam poznaje regionalną kuchnię, którą następnie wdraża w miejscu swojego zamieszkania. czasem kucharze jeżdżą nie tyle po same potrawy, co podpatrzeć sposób ich przyrządzenia i podawania. Skutki podróży zagranicznych mogą być naprawdę zaskakujące. Dla przykładu, znany pisarz Lovecraft, z zasady gardził innymi kulturami, do czasu swojej pierwszej podróży.
  2. Ktoś z zagranicy przyjeżdża do nas. Przy czym mogą przyjechać w dwóch trybach:
  • agresywnym - okupacja. Zazwyczaj stacjonujące wojska, z perspektywy silniejszego wprowadzają swoje zwyczaje kulinarne. Na własnym przykładzie możemy podać dania kuchni zaborców, które obecnie określamy jako polskie - np. kotlet schabowy, czy pierogi.
  • pokojowym - globalizacja ma to do siebie, że co prawda, w przeciwieństwie do kapitału i towarów, przepływ ludzki jest jednak ograniczony, ale zasadniczo ludzie migrują w pewnym stopniu. Migrując przywożą swoje zwyczaje kulinarne, odpowiednio dostosowane do kuchni lokalnej np. kebaby i budki z "chińskim" jedzeniem - mięso i/lub warzywa w sosie, ryż i Kolesław.
O pokojowej migracji właśnie będzie tu mowa. Jest taki kraj Filipiny. Kraj zasłynął tym, że migracja zarobkowa jest tam istotną częścią gospodarki. Reasumując, najemni pracownicy z Filipin są prawie wszędzie. Przed wstąpieniem do UE prognozowano, że Polska będzie takimi lokalnymi Filipinami, z uwagi na podobne warunki gospodarcze jak i chęć do pracy. W połowie 2004 roku ten scenariusz zaczął się realizować, aż rynki pracy, które zasililiśmy stwierdziły, że przyjadą do Polski. Kilka czynników się na to złożyło - byliśmy blisko, mamy stabilne prawo, mamy niższe pensje i wyższe normy, a do tego jesteśmy tak pracowici, że chcemy pracować więcej niż nasi zachodni sąsiedzi, no i sprzyjająca polityka zagraniczna. Tak więc zamiast realizować wariant filipiński zrealizowaliśmy raczej kierunek Bangladesz, a marzenia o ekspansywnej marce rozpoznawalnej na całym świecie legły w gruzach. 
Filipiny taką markę wypracowały. Otworzyli sieć fastfoodów, w której nauczeni doświadczeniem azjatyckich kucharzy podczas konfliktu w Wietnamie, gdzie amerykańskie wojska chciały jeść tylko hot-dogi, w związku z czym podawano im je z ryżej i ketchupem, wprowadzili fusion pełną gębą. Z jednej strony azjatycki ryż, a z drugiej typowo fastfoodowy burger. Wszystko polane sosem jak niedzielny obiad. Ziemniaki jako delikatny dodatek, a nie główny zapychacz.

Składniki:
- ryż
- ziemniaki
- jakiś tani burger - nie mylić z hamburgerem, który musi być wołowy - może być z warzyw, może być z odpadków mięsa jak w dyskontach, grunt, żeby nie był to burger dobrej jakości
- pieczarki
- mąka


Wykonanie:
Ryż gotujemy, upychamy do jakiejś miseczki, którą odwracamy na talerzu. Coś jakbyśmy robili babkę z piasku, ale z ryżu.
To samo robimy z ugotowanymi, ugniecionymi ziemniakami, ale miseczka ma być mniejsza.
Burger podgrzewamy wg instrukcji na opakowaniu.
Pieczarki kroimy w plasterki, podsmażamy, zasypujemy lekko mąką, zasmażamy i dolewamy wody, cały czas mieszając, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Jak patrzyłem na oryginał, to mój sos jest, na przykład, za gęsty :) Polewamy sosem burgera i ziemniaki. Ale nie ryż! 

czwartek, 1 lipca 2021

Pintxos

Ewentualnie pinchos, to baskijskie danie, a właściwie separatystyczna odpowiedź na hiszpańskie tapas. Pinchar to po hiszpańsku przebić, dlatego można się domyślić, że danie bierze swoją nazwę właśnie od tego patyczka, którym jest zawsze przebite. Jako, że to patyczek jest tu najważniejszy, cała reszta składników jest już dowolna. Oczywiście pilnuje się, żeby było coś na kształt pieczywa plus dodatki. Z tym, że nie zawsze jest to pieczywo sensu stricte. Czasem jest to oblat, czasem naleśnik, czasem ziemniak. Idealne danie, żeby uczyć się kreatywności. 

Składniki:
- jakieś parówki
- chleb
- ziemniaki
- kwaśne jabłka
- mąka
- kapusta kiszona
- musztarda
- ketchup
- czosnek
- olej


Wykonanie:

Zacznę od najprostszych do wykonania:
1. Na mały kawałek chleba kładziemy podsmażoną parówkę. Przy czym istotne jest to, żeby ten kawałek był znacznie mniejszy od tej parówki, wtedy ciekawiej wygląda. Dekorujemy ketchupem.
2. Parówkę kroimy na kilkucentymetrowe kawałki, nacinamy krzyżowo w poprzek niczym domowej roboty nabój dum-dum i smażymy. Czosnek otaczamy w oleju i pieczemy w piekarniku w temperaturze ok 180 stopni Celsjusza. Wkładamy czosnek w rozłożoną parówkę przebijamy razem i dokładamy kawałek chleba.
3. Jabłka oraz ziemniaki obieramy i kroimy na ćwiartki. Obtaczamy w oleju i pieczemy w piekarniku w temperaturze 180 stopni Celsjusza, razem z pociętymi parówkami. Problem w tym, że Parówki potrzebują najmniej czasu, żeby dojść a ziemniaki najwięcej, dlatego pilnujemy. Przebijamy tak, że na jednym patyku jest ziemniak, parówka i jabłko.
4. Z mąki, wody i odrobiny oleju robimy rzadkie ciasto naleśnikowe, z którego smażmy naleśnika. Wkładamy do niego kiszoną kapustę i parówkę, a następnie kroimy go na rulony, z których każdy przebijamy wykałaczką. Dekorujemy musztardą.

czwartek, 24 czerwca 2021

Smażona rzodkiewka a la Wałęsa

Ogólnie tu zrobiłem w towarzystwie młodych ziemniaków, który podsmażone w skórce wyglądają obłędnie i groszkiem, żeby było trochę więcej białka, ale zasadniczo chodzi o tą rzodkiewkę, którą możecie równie dobrze zjeść z makaronem i ryżem. Dawno temu były prezydent Lech Wałęsa opowiedział w Japonii dowcip, że polscy komuniści są jak rzodkiewki - tylko z wierzchu czerwoni. Nie wiadomo, czy chciał po prostu dokuczyć komunistów, czy chodziło mu o neoliberalną politykę SLD, w każdym razie tłumacz miał problem, bo w Japonii rzodkiewki są białe. Z uwagi na to, że były prezydent posługiwał się specyficznym językiem, musiał mieć najlepszych tłumaczy, dlatego i ten szybko wybrnął z sytuacji i za miast rzodkiewki powiedział krewetki. Dlaczego o tym piszę, bo po podsmażeniu rzodkiewki bieleją :)

Składniki:

- rzodkiewki
- młode ziemniaki
- groszek konserwowy


Wykonanie:

Ziemniaki myjemy. Rzodkiewki też i kroimy na połówki. Podsmażamy razem. Dodajemy groszek i mieszamy.

środa, 16 czerwca 2021

Chicken-cola

Ewentualnie mówią na to też cola-chicken, albo coca-cola chicken, ale to z kolei wymuszałoby użycie określonej marki napoju, który jest drogi, a w Polsce jeszcze droższy.
Co prawda dobór składników sugeruje, że danie pochodzi z za Oceanu Atlantyckiego, ale okazuje się, że pochodzi z za Uralu, choć oczywiście wpływy z za Oceanu nie są bez znaczenia.

Składniki:
- leśny kurczak- żółciak siarkowy
- niemiecka cola - polska zdecydowanie jest za droga na tego bloga
- ketchup
- powidła śliwkowe
- papryka wędzona
- ryż


Wykonanie:
Żółciaka kroimy w kostkę i gotujemy 15 min. Wrzucamy do rondla, podsmażamy, zalewamy colą. Dodajemy ketchupu, trochę powideł i wędzonej papryki.
Podajemy z ryżem.

środa, 9 czerwca 2021

Poulet DG

Kryzysowe, a jednak ekskluzywne, a konkretnie danie, które jak na nasze europejskie standardy byłoby kryzysowe, ale w części świata, a mowa tu o Kamerunie, w której było przygotowywane uchodziło za ekskluzywne. Stąd jego nazwa. DG oznacza Dyrektor Generalny, przy czym wiadomo, że nie chodzi o polski język, bo jedyną kolonię, którą mieliśmy to ewentualnie Ukraina, natomiast wzięło się to z języka francuskiego Directeur Général, bo pod francuskim władaniem był Kamerun zaraz po tym jak odebrano go Niemcom.
Nazbierałem pełno leśnego kurczaka, dlatego musiałem zrobić coś kurczakowego.

Składniki:
- grzyb leśny kurczak - żółciak siarkowy
- marchewki
- koncentrat pomidorowy
- groszek konserwowy


Wykonanie:
Żółciaka kroimy w kostkę, gotujemy 15 min i podsmażamy. Dodajemy marchewki, zalewamy trochę wodą i dusimy. Dodajemy groszek i koncentrat, ewentualnie trochę wody i jeszcze chwilę dusimy.

piątek, 4 czerwca 2021

Ketchup bananowy z parówkami

Zazwyczaj mówi się parówki z ketchupem/musztardą, ale tu cała historia kręci się raczej wokół tego charakterystycznego ketchupu. Tzn. niby wokół obu rzeczy, bo wątki się zepną, ale jednak ketchup będzie tą ciekawszą rzeczą.
Pisałem, że wątki się zepną, bo będzie o emigracji zarobkowej, gdyż ketchup z bananów pochodzi z kraju, w którym emigracja zarobkowa jest motorem napędowym gospodarki - Filipin. Filipiny zasłynęły tym, że wysyłają swoich pracowników na cały świat. Logistyczna obsługa tego wszystkiego to dodatkowe ogromne gałęzie przemysłu - agencje pracy, tania telefonia, transfery pieniężne, transport itp. Są nawet specjalne szkoły, które szkolą pracowników na rynki zagraniczne. Każdy szanujący się marynarz pływał z Filipińczykami, a każdy rozsądny polski bosman wie, że nie wolno ich poniżać, ponieważ rada złożona z członków załogi może przedyskutować wywalenie delikwenta za burtę. 
Parówki z kolei to był pokarm przyszłych emigrantów zarobkowych - studentów moich roczników. W studenckiej kuchni królowały ryż ze śmietaną, zupki "chińskie" z dodatkami, ziemniaki z groszkiem i właśnie parówki. banany zresztą też były ulubionym pożywieniem, bo na rynku warzywnym można było kupić te przejrzałe za 20% ceny. Był początek XXI wieku, podobnie jak wielu moich rówieśników poszedłem na studia myśląc, że otworzy mi to jakieś perspektywy, niestety na tamten moment nie wyglądały one różowo. Na dzień przed wejściem do Unii Europejskiej perspektywy były takie, że tuż po otwarciu granic mieliśmy być Filipinami Europy i był taki moment, że mało brakło. Co się w takim razie stało? Czy nagle z kraju, który budował swoją przewagę gospodarczą na taniej sile roboczej staliśmy się technologiczną potęgą? Nie :) po prostu, otwarte granice zadziałały w drugą stronę i rynki pracy przyjechały do nas pozbywając się problemu z nadmiernym odsetkiem obcym na swoim terenie, a przede wszystkim nie musiały się stosować do poziomu płac i norm pracy właściwego dla krajów zachodnich. Mimo to zarobki dalej były bardziej atrakcyjne niż w polskich firmach. Jak to by powiedział najsłynniejszy Janusz w świecie IT - zagraniczne firmy są głupie, bo płacą więcej, a wymagają mniej :)

Ketchup z bananów powstał w wyniku kryzysu w dostawie pomidorów, który to z kolei był wywołany innym kryzysem zwanym w podręcznikach jako II Wojna Światowa. Produkowany jest do dziś. Rzadko dodaje się do niego przecieru pomidorowego, a częściej barwników, bo tylko pokolorowaniu ta pasta służy. Coś co ma zmienić smak bananów to pozostałe dodatki oraz ocet.
Zasadniczo powinno się to podać z ryżem w formie niskiego walca, ale tak się składa, że zabrakło mi ryżu. Miałem za to krążki sprasowanego ryżu, które po ułożeniu jeden na drugim tworzą właśnie taki mały walec.

Składniki:
- 2 banany
- ząbek czosnku
- pół cebuli
- chili wedle uznania
- 2 łyżeczki przecieru pomidorowego
- 2 łyżeczki octu
- jakieś parówki


Wykonanie:
Cebulę kroimy bardzo drobno i podsmażamy. Dodajemy wyciśnięty czosnek, chwilę smażymy i dodajemy wcześniej rozgniecione banany. Dolewamy octu, przecieru i tyle wody, aby uzyskać zadowalającą nas konsystencję. Możemy go zblendować, ale taki też jest spoko.

niedziela, 30 maja 2021

Black - dog (żymła z krupniokiem) i Sokole Góry

Korzystając z dobrodziejstwa systemu społeczno-gospodarczego jakim jest wolny weekend, postanowiłem wybrać się na wycieczkę w góry, wyjątkowo nie na południe, a konkretnie do Olsztyna, ale nie tego wojewódzkiego miasta na północy, tylko tego leżącego niedaleko niegdysiejszego miejsca kultu bogini Łady :) Problem w tym, że tereny, na które się wybrałem są bardzo atrakcyjne dla turystów, z uwagi na ich malowniczy charakter, a także fakt, że nie trzeba się jakoś specjalnie wysilać na wzniesieniach, natomiast z uwagi na pogodę, a właściwie na niepogodę, ludzi było całkiem mało.
Plan był taki, ale od razu Wam mówię, żeby się tego planu specjalnie nie trzymać, tylko wszędzie gdzie są zaznaczone takie ścieżki, to zejść ze szlaku i podziwiać naziemne i podziemne formy skalne.


Formy skalne są tuż koło miasta, dlatego od samego początku mamy przedsmak tego co nas będzie czekać.


Już na samym początku warto zejść ze szlaku, żeby wbić się na górę Biakło. To w zasadzie takie sztandarowe miejsce, gdzie wszyscy wbijają żeby sobie zdjęcia porobić. Tylko uwaga, bo na szczycie jest instalacja metalowa przyciągająca pioruny :)
Jeśli macie wątpliwości jak wysoko zaszliście, to są odpowiednie oznaczenia.


Generalnie cała trasa będzie przebiegała tak, że będziecie szli lasem i od czasu do czasu będziecie wbijać się na odsłonięte lub zasłonięte formy skalne. Nie jest to górska wycieczka, gdzie łazicie w górę i w dół. Tu raczej jest płasko, dlatego jest to tak popularny teren dla różnych grup wiekowych.



Polecam sensowną mapę, bo inaczej trzymając się sztywno szlaku ominiecie to co jest tu najciekawsze, a ścieżki do tych miejsc, owszem są, ale w ogóle nieoznaczone. A jak wspomniałem, są też formy podziemne. Tak jak na przykład ta jaskinia o nazwie Magazyn.


Ogólnie to kiedyś były tam stalaktyty, ale teraz znajdują się w rękach prywatnych kolekcjonerów.


Po drodze jest też dobra miejscówka na piknik - kamieniołom. Nawet na bardzo duży piknik IYKWIM :)


No ale zasadniczo tam się chodzi, żeby wbijać się na wzniesienia. Moją uwagę przykuł szczyt o nazwie Dziewica. Prawie każdy chciałby zdobyć dziewicę, więc ja też postanowiłem to zrobić. Problem w tym, że te szczyty są słabo oznaczone. Drugim problemem jest to, że nie ma we mnie duszy artysty i co prawda mam bogatą wyobraźnię, ale mimo to nie jestem w stanie dostrzec pewnych rzeczy i na przykładzie Sfinksa, gdzie ja kompletnie nie widziałem tam nic podobnego do Sfinksa, wiedziałem, że nie tędy droga, żeby ją znaleźć. Jedyne co mi się skojarzyło z Dziewicą to tylko to :)



Czy to była Dziewica, czy nie, a może to na zdjęciu poniżej ją było, jest stamtąd całkiem ładny widok.



Finał wycieczki to zamek. Polecam właśnie zrobić to w tej kolejności. Dlaczego? Bo jak zaczniecie od zamku, to będziecie musieli zapłacić za bilet upoważniający Was do wejścia na jego teren. Jeśli podejdziecie od strony rezerwatu, to tam takich pułapek nie ma :)
Każdy zamek ma jakiegoś ducha, tak i z tym wiąże się ciekawa historia o zabarwieniu kryzysowo kulinarnym. Był kiedyś taki król Kazimierz. Zanim trafił na banknot 50-złotowy, to oficjalnie zbudował sieć zamków, do której właśnie należy ten olsztyński. Tzw. Orle Gniazd (później Adolf Hitler mu pozazdrościł i nazwał swoją kwaterę w górach tak samo :) ). Niektórzy historycy twierdzą, że tylko przerobił już istniejące twierdze, co w kontekście tego, że jednym z jego osiągnięć jest też fałszowanie historii na dużą skalę do celów propagandowych, jest nawet prawdopodobne. Król słynął ze swej dobroci  np. więził swoją żonę, a mógł zabić :) Równą łaskę okazał pewnemu staroście. Generalnie był to czas, gdzie istniał podział rasowy na szlachtę i resztę. Piszę rasowy, bo był on podyktowany pseudonaukową teorią o odrębnym pochodzeniu szlachty i chłopów. Lata później inni pseudonaukowcy wymyślą na pokrycie takich teorii określenie übermenschen. Oficjalnie szlachty nie wolno było torturować. Król w swej dobroci zamknął gościa w wieży i kazał mu podawać raz dziennie posiłek złożony z siana. Zasadniczo siano nie jest jakoś specjalnie pożywne, więc osadzony zaczął jeść sam siebie wydając przy tym okropne jęki. Po miesiącu przestał krzyczeć, bo zmarł. Legenda głosi, że dalej chodzi po zamku.


Jak wspomniałem, jest to idealne miejsce na piknik, dlatego takowy koniecznie zaplanujcie. Jak piknik to jedzenie. Ja wybrałem coś, co na Śląsku jest nazywane żymłą z krupniokiem, a w popkulturze black dogiem. Baza tegoż to podłużna bułka z kaszanką. kaszanka może być w całości, wtedy jest bardziej dog, ale można ją wyjąć z flaka.

Składniki:
- kaszanka - możecie kupić, a możecie zrobić, ja nawet kiedyś, w ramach challengu, robiłem tutaj. 
- cebula
- podłużna bułka

- ogórek kiszony
- musztarda


Wykonanie:
Cebulę kroimy w półplasterki i podsmażamy.
Kaszankę też podsmażamy.
Bułkę kroimy wzdłuż i smarujemy musztardą. Wkładamy cebulę, kaszankę i przekrojonego wzdłuż ogórka kiszonego.