W robocie mamy taką grupę wycieczkową, głównie o charakterze górskim. Z tym, że większość jest z Wrocławia. Grupa nie jest zbyt liczna, bo z jakiegoś powodu są obawy co do organizowanych przeze mnie wycieczek, bo nikt nigdy nie wie, czy żartuję, kiedy mówię, że nocleg będzie w opuszczonym szałasie:)
W każdym razie jako śląski gospodarz zabrałem grupę na takie śląskie must see, czyli tam, gdzie spędza czas pół Śląska - halę Rysiankę. Dla mnie to nic specjalnego, ale chciałem dla niektórych był to pierwszy raz i choć było naprawdę tłoczno, to dzięki pogodzie, również urokliwie? Podczas gdy na dole było szaroburo, u góry było biało.
Przy dobrej pogodzie widać też Tatry i zawsze powtarzam, że jest to najlepsza odległość, z jakiej się je podziwia :D
Teren jest tam na tyle "plastyczny", że można uniknąć tłumów i iść poza szlakiem, co ma swoje minusy, w postaci niewydeptanych ścieżek, ale brak ludzi wynagradza te drobne niedogodności.
Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie przygotował prowiantu, dlatego tym razem postawiłem na coś pożywnego, ale jednocześnie wygodnego w użyciu.
Z burgerami to jest tak, że ich wnętrze wylatuje podczas jedzenia i są na to różne patenty, a nawet słyszałem o konferencji naukowej w Japonii, która była skupiona na naukowym podejściu do odpowiedniego jedzenia, ale ja postanowiłem zamknąć zawartość w cieście.
Oczywiście nie wszystko można do niego włożyć i trzeba uważać, żeby soki nie rozmiękczyły bułki, ale zasadniczo, ciasto trzyma wszystko w kupie.
Składniki:
- mąka
- drożdże
- olej
- jakieś burgery
- dodatki
Wykonanie:
Dodajemy do mąki, dodajemy trochę oleju i wody, a następnie ugniatamy ciasto drożdżowe.
Kiedy wyrośnie, bierzemy placki, wkładamy do nich burgera z dodatkami, zamykamy bułę i pieczemy w piekarniku nastawionym do poziomu 180 stopni Celsjusza.
Przy okazji uraczyłem uczestników wycieczki moimi, już niekryzysowymi trzyskładnikowymi fit donutami brownie, z banana, masła orzechowego i kakao, na punkcie których oszalałem :)








