W miniony weekend postanowiłem wziąć udział w wydarzeniu Zdalny Marsz Wojskowy. Można było wystartować w kilku kategoriach:
- Open: W dowolnym stroju + plecak o wadze minimum 10 kg.
- Military: W mundurze, przy czym obowiązuje zasada z służb specjalnych o dowolnym mieszaniu rodzajów kamuflażu + plecak o wadze minimum 10 kg.
- Recon: Wymagania jak w Military, ale dodatkowo należy spędzić noc w terenie bez namiotu i drugiego dnia pokonać ten sam dystans.
- Family: dla rodzin z dziećmi. Minimalny dystans 1 km. Ponieważ marsz z dzieciakami czasem oznacza noszenie nie tylko swojego plecaka, ale też plecak towarzysza, brak wymogu co do wagi plecaka. Brak wymogów co do stroju.
ANZAC czyli Australian and New Zealand Army Corps, które obchodziły swoje święto w weekend, były jednostkami, które walczyły po stronie Ententy w I Wojnie Światowej.
Łatwo wyobrazić sobie suchary bez armii, ale armii bez sucharów – nigdy.
Część z nich niespecjalnie była zadowolona z tych, które otrzymywali na froncie, dlatego krewni wysyłali im trochę lepsze. Oprócz tego, że musiały smakować i być pożywne, to jeszcze musiały wytrzymać długi transport. Tak się narodziły ciasteczka Anzac. Wysyłano tylko część, bo większość pieczono i sprzedawano, aby zgromadzić fundusze na walczących. Zmodyfikowano trochę przepis i twarde suchary z dziurkami ułatwiającymi kruszenie poszły w stronę szkockich słodkich ciastek owsianych. Ja zrobiłem coś pomiędzy.
Składniki:
- płatki owsiane
- margaryna
- mąka
- wiórki kokosowe
Formujemy płaskie ciastka i pieczemy w temperaturze 180 stopnic Celsjusza, aż się zarumienią.






