piątek, 16 października 2026

Tocană de ciuperci i Mołdawia

Będąc w rumuńskiej Bukowinie wybrałem się na krótko do Mołdawii. Historia Mołdawii, przynajmniej ta najświeższa, to rozdarcie pomiędzy Rosją, a Rumunią. Z jednej strony ludność zromanizowana, a z drugiej strony kraj, który był częścią ZSRR. Tym samym, językiem urzędowym jest rumuński. Zwyczaje kulinarne są prawie takie same jak w Rumunii, a z drugiej mamy rzeszę mówiących po rosyjsku, napisy cyrylicą i produkty, które znane są nam z Białorusi lub Ukrainy.

Jeśli chodzi o to co zobaczyłem po przekroczeniu tablicy z przekreślonym napisem Shengen, to bardzo mi przypominało moje podróże do Ukrainy lata temu. Pola po horyzont i szerokie drogi, na których są łaty na łacie.


Od czasu do czasu krajobraz zakłócają studnie. To jest bardzo ważny element mołdawskiej kultury. Stanowią one pokrzepienie dla strudzonych wędrowców, a ze względu na swoją konstrukcję, służą też jako schronienie.



Nawet, jak studnia jest na terenie posesji, to nadal jest otwarta.


Elementami, które przerywają tą monotonnie, są bardzo ciekawe konstrukcje związane z komunikacja publiczną. Pomimo upływu lat, dalej ładne.



Najbliżej leżącym dużym miastem są Bielce. To drugie co do wielkości miasto w Mołdawii, zwane stolicą północy. Co prawda, od czasu do czasu, widać nowoczesne zmiany, 


ale generalnie trochę czas się tu zatrzymał.







Zwłaszcza jak widzimy takie kwiatki :)




Każde szanujące się miasto ma targowisko, gdzie można kupić lokalne wynalazki.


Oprócz znanych mi dobrze z Białorusi i Ukrainy, marchwi po koreańsku i kapusty morskiej, można było kupić bardzo dobry chleb pieczony w formie na tartę lub pieczywo z czosnkiem i koperkiem na czubku. O słodyczach i kwasie chlebowym z baniaka nie wspomnę. Coś co mnie mocno zaciekawiło, to marynowane, już gotowe liście kapusty, do przygotowywania gołąbków.

Na szczęście ja lubię modernizm, nawet w jego brutalnej postaci, dlatego mi się tam bardzo podobało. Było z jednej strony egzotycznie, a z drugiej swojsko.


Przepis jest rumuński, ale z uwagi na zamiłowanie do grzybów, ma ewidentne wpływy słowiańskie. Podaje się go z mamałygą, ale widziałem też wersje z puree ziemniaczanym. Trochę go zmodyfikowałem dodając bardzo lokalnego składnika, jakim jest papryka.

Składniki:

- grzyby
- cebula
- czosnek
- papryka
- ziemniaki


Wykonanie:

Paprykę pieczemy i blendujemy.
Grzyby czyścimy i podsmażamy z cebulą. Kiedy już będą usmażone dodajemy wyciśnięty czosnek i chwilę smażymy. 
Dodajemy zblendowaną paprykę i chwilę dusimy.
Podajemy z puree.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz