środa, 19 sierpnia 2026

Hydrierwerke i wytrawny grunt

Ciężko sobie wyobrazić sobie transportu bez ropy naftowej. Niezależnie od tego, czy jest to transport towarów, żołnierzy, armaty na wieżyczce i czy odbywa się na lądzie, wodzie, czy w powietrzu. Problem z ropą naftową polega na tym, że nie ma jej wszędzie, więc zapotrzebowanie na nią, zwłaszcza w krajach wysoko rozwiniętych jest ogromne. Zdarza się tak, że kraje wysoko rozwinięte mają większe potrzeby niż możliwości wydobycia, o czym przekonują się USA obecnie przy okazji wojny z Iranem. Niemcy po I Wojnie Światowej, za które zostali zmuszeni wziąć odpowiedzialność też miały taki problem, dlatego zgodnie z myślą kryzysową wymyślili proces wytwarzania benzyny za pomocą węgla. Może i nie był to proces bardzo opłacalny, bo na 1 Mg benzyny przypadało 7 Mg węgla, no ale niespecjalnie mieli wyjście.
Postanowiłem odwiedzić taką fabrykę, a właściwie tego co z niej zostało, a przy okazji nazbierałem jeżyn.


Oczywiście w pewnym momencie Niemcy sięgnęli po bardziej opłacalny sposób i po prostu sobie przytulili siłą dodatkowe złoża ropy naftowej, ale z uwagi na ogromne potrzeby, a także na fakt, że takie siłowe rozwiązania bywają krótkotrwałe, fabryka dalej funkcjonowała, tym bardziej, że o koszty pracy niespecjalnie musieli się martwić, spełniając mokry sen polskich guru przedsiębiorców, korzystając z darmowej, zamkniętej w obozach siły roboczej, która pracowała za, że się tak wyrażę jak premier, przysłowiową "miskę ryżu".


Co ciekawe, proces jest dalej w użyciu, czy to u państw, które ropy nie mają, czy w formie produkcji awaryjnej tam, gdzie są duże potrzeby. Dla przykładu, na początku XXI wieku rozpatrywali wdrożenie tego procesu Amerykanie, ale za przykładem Niemców, postanowili skorzystać z tańszego rozwiązania i zajęli Irak.


W ramach kompleksu znajdują się tunele techniczne, które były używane do transportu benzyny


do rozsianych po kompleksie żelbetonowych silosów


Z uwagi na wagę obiektu, znajdują się tam również budynki o silnym zabarwieniu militarnym. W szczególności schrony przeciwlotnicze, gdyż, jak nietrudno się domyśleć, fabryka stała się celem nalotów, dzięki działaniom wywiadowczym AK. Niestety w wyniku tych nalotów ucierpieli również więźniowie obozów, ale było to poświęcenie, na które dowództwo było gotowe. Oprócz schronów, do których jednak nie polecam wchodzić, bo jest tam rezerwat nietoperzów, możemy zwiedzić dobrze zachowaną wieżę strażniczą.


Natura jest bezlitosna, dlatego teren jest mocno zarośnięty. Na szczęście dzięki pasjonatom są tam porobione ścieżki. Na zdjęciu konstrukcja, zwana przez miejscowych "Stonehenge" :)


Z tymi jeżynami to jest tak, że jak byłem dzieckiem, rosły one dosłownie wszędzie. Najbardziej lubiły brzegi polnych dróg lub linię drzew. Potem zniknęły na długo. Pewnego razu znów się pojawiły. Przy ścieżkach w tej fabryce jest ich około mnóstwo, z czego musiałem skorzystać.
Postanowiłem zrobić grunt, czyli deser, który często robi się z ciemnych owoców. Gotuje się je w wodzie z cukrem, a potem kładzie na to kawałki surowego ciasta i poddaje dalszej obróbce termicznej. Potem sobie pomyślałem, że w zasadzie to owoce nie są zarezerwowane do rzeczy słodkich i może by przyrządzić na sposób wytrawny. Przypomniałem sobie jaką konsystencję ma ciasto na wierzchu i postanowiłem użyć kawałków suchych kotletów sojowych.

Składniki:

- jeżyny
- suche kotlety sojowe


Wykonanie:

Jerzyny zalewamy wodą, w takiej ilości, aby je przykryć.
Kotlety łamiemy na mniejsze kawałki i kładziemy na wierzch.
Gotujemy, aż większość wody odparuje.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz